szymon jadczak

12 milionów na antyunijną kampanię. Polityk Solidarnej Polski mówi o "manipulacji"
WIDEO

12 milionów na antyunijną kampanię. Polityk Solidarnej Polski mówi o "manipulacji"

"Ponad 12 milionów złotych przeznaczono na antyunijną kampanię dotyczącą cen prądu. Wymyślono ją w Ministerstwie Aktywów Państwowych, a energetyczne firmy państwowe zostały zmuszone do zrzucenia się na realizację pomysłu polityków" - ustalił dziennikarz WP Szymon Jadczak. Do artykułu odniósł się w programie "Tłit" Wirtualnej Polski wiceminister sprawiedliwości Michał Woś z Solidarnej Polski. - W tym przypadku uważam, że nie 12, a 24 mln powinny być, żeby każdy z Polaków wiedział, że ta drożyzna, te podwyżki, te rachunki za prąd, które dostają, to jest wina szalonej polityki klimatycznej UE - stwierdził. - Ta reklama jest prawdą. Co jest manipulacją? 60 proc. kosztów produkcji energii? Przecież to nawet KE potwierdza - kontynuował. Woś pytany był również, gdzie trafia te 60 proc. - To kolejna manipulacja. Mówi się, że trafiają do budżetu państwa i my tutaj śpimy na pieniądzach. To jest nieprawda (...). Czy pan wie, że jest deficyt uprawnień? Tego już KE nie mówi. Polska otrzymuje darmową pulę, ale poza darmową pulą musi dokupywać na giełdzie w Lipsku od spekulantów dodatkowe certyfikaty. To drenaż kieszeni Polaków - stwierdził Woś. - Jeżeli my dostajemy rzekomo jakieś darmowe certyfikaty, a się okazuje, że ich jest za mało i musimy dokupować na giełdzie w Lipsku od spekulantów, to mamy poważny problem - podkreślił.
Natalia Durman Natalia Durman
WIDEO

Dziennikarze WP docenieni na gali Grand Press. Ich teksty wstrząsnęły Polską

Dziennikarka Wirtualnej Polski Anna Śmigulec otrzymała nagrodę Grand Press za reportaż "Władcy ciał i umysłów". Szymon Jadczak zajął piąte miejsce w kategorii "Dziennikarz roku 2021". W programie "Newsroom" WP Anna Śmigulec opowiedziała o swoim reportażu. - Napisałam tekst o przemocy w młodzieżowym ośrodku wychowawczym w Renicach pod Szczecinem. Opublikowaliśmy tekst 2 września i tego samego dnia interweniowały Ministerstwo Sprawiedliwości i Ministerstwo Edukacji i Nauki. Po kilku dniach chłopcy zostali wywiezieni do innego ośrodka. To był pierwszy wymierny efekt publikacji - opowiadała Anna Śmigulec. - Później, co mnie ogromnie cieszy, podjęto szersze inicjatywy. W przypadku dwóch ustaw, które dotyczą ośrodków wychowawczych, wzięto pod uwagę to, co opisaliśmy i wprowadzono zmiany w prawie. Przykład Renic był drastyczny, ale nie jest to przypadek odosobniony. Po pierwszej publikacji otrzymałam wiele maili od dorosłych już mężczyzn, którzy opisywali, że doświadczali podobnej przemocy. Po ogłoszeniu nominacji zgłosiły się kolejne osoby - dodała laureatka Grand Press. Jak mówiła, kadra, która maltretowała podopiecznych wciąż pracuje w ośrodku w Renicach. Chroni ją karta nauczyciela. - Paradoks polega na tym, że ci ludzie nie mogą zostać zwolnieni z dnia na dzień, bo takie jest prawo. Miejscowa władza musi coś im zaoferować, by mogli godnie żyć - mówiła Anna Śmigulec. Szymon Jadczak został wyróżniony za swoje tegoroczne głośne publikacje, za które był często atakowany zarówno przez rządzących jak i opozycję. - Śmieję się, że wszyscy mają u mnie przechlapane. Zazdroszczę Ani, bo pierwszego dnia osiągnęła sukces. Ja z wiceministrem Mejzą boksuję się już kolejny tydzień. Sami politycy PiS przyznawali w nieoficjalnych rozmowach, że tak dobrze udokumentowanego tekstu nie czytali od dawna. Sprawa jest jasna, ale dalej trwa. Pozostaje mi się cieszyć, bo w zanadrzu mamy kolejne teksty. Zobaczymy ile jeszcze bombardowań przeżyje Łukasz Mejza - mówił Szymon Jadczak.
Głośno wokół incydentu z Andrzejem Dudą. Szymon Jadczak ujawnił szczegóły
WIDEO

Głośno wokół incydentu z Andrzejem Dudą. Szymon Jadczak ujawnił szczegóły

Niebezpieczny lot Andrzeja Dudy, którego kulisy ujawnił Szymon Jadczak, odbył się w 2020 roku. Dziennikarz zdradził szczegóły zdarzenia w programie "Newsroom" WP. – Praprzyczyną (powstania publikacji – red.) jest to, że Polska Agencja Żeglugi Powietrznej, instytucja, która zajmuje się bezpieczeństwem lotów w Polsce, w ramach niepoważnych oszczędności postanowiła, że na wieży na lotnisku, gdzie przyleciał i odleciał potem prezydent, będzie tylko jeden kontroler – powiedział dziennikarz WP. – Sytuacja wyglądała w ten sposób, że kolumna prezydencka (…) dojechała późno na lotnisko Babimost pod Zieloną Górą i niestety zanim samolot był gotowy do odlotu, kontroler, który był na wieży, skończył swoją pracę – wyjaśniał Jadczak. Jak podkreślił, bardzo ważna jest tu "żelazna zasada" tego zawodu: kontrolerzy nie mogą przekroczyć czasu pracy wyznaczonego przez prawo. – Więc gdy skończył zmianę, de facto według przepisów obowiązujących w locie, ten samolot nie miał prawa wystartować. A mimo to pani kapitan, która siedziała za sterami, właściwie nie wiadomo dlaczego – ryzykując swoją karierę, ryzykując bezpieczeństwo prezydenta, ryzykując konsekwencje prawne – wystartowała. Odleciała do Warszawy i jak przyznał potem szef PAŻP-u w tych stenogramach, które ujawniliśmy, przez 4 minuty samolot z prezydentem na pokładzie leciał bez kontrolera lotów – oznajmił dziennikarz.