sonda (strona 2 z 13)

Pomysł Turcji ws. kebabów rozgrzał UE. Polacy wydali werdykt
WIDEO

Pomysł Turcji ws. kebabów rozgrzał UE. Polacy wydali werdykt

- To jest, jak z ochroną praw autorskich. Jak ktoś jest autorem czegoś znakomitego, to chce czerpać z tego tantiemy, jak ktoś inny też chce to produkować. Jeżeli ktoś chce dbać o jakość jakiegoś produktu i chce z tego tytułu mieć ochronę praw autorskich, to ja jestem za. Zawsze można wytworzyć swój produkt, nazwać go inaczej i robić to tak, jak lubi to lokalna społeczność - przyznała nasza rozmówczyni, gdy zapytaliśmy ją o najnowszy pomysł Turcji ws. kebabów. Turcja rozpoczęła starania o uzyskanie dla kebaba statusu "gwarantowanej tradycyjnej specjalności" w krajach UE. Zatem tylko kebaby spełniające określone standardy produkcji, takie jak rodzaj mięsa i sposób jego przygotowania, mogłyby nosić nazwę "döner kebab" w krajach Unii Europejskiej. Marek Gorczak zapytał mieszkańców Białegostoku, a także jednego z właścicieli kebaba w mieście, co sądzą o takim pomyśle Turków. - Każdy kraj powinien robić kebaba po swojemu. Smak to region, nie chciałbym jeść jakiejś Turcji tutaj. - To jest dobry pomysł, to jest ich receptura, tak jak my mamy swoje podlaskie potrawy, to chcemy by były robione w ten sam sposób - przyznali popierający pomysł mieszkańcy. - Jestem przekonany, że w każdym kraju produkt jest opracowywany na swój sposób. Każdy naród, każdy klient ma swoje gusta. Nikt nie jest w stanie zmusić mnie do tego, bym robił to według ich receptur. Różnorodność jest dużo korzystniejsza - zapewnił właściciel kebaba w Białymstoku. Pomysł Turcji nie spodobał się niemieckim właścicielom kebabów. Sprzeciwili się oni takiej ustawie UE, ponieważ obawiają się ekonomicznych konsekwencji oraz ograniczeń w swobodzie przyrządzania tego popularnego dania. Co jednak dokładnie twierdzą o wszystkim Polacy? Obejrzyj całą sondę z Białegostoku, by poznać więcej szczegółów tej sprawy. Materiał powstał we współpracy z Parlamentem Europejskim.
W koalicji chcą "cmentarnych cenników". Polacy podzieleni. "A broń cię, panie Boże"
WIDEO

W koalicji chcą "cmentarnych cenników". Polacy podzieleni. "A broń cię, panie Boże"

- W Kościele jest niby "co łaska", ale wiadomo, że "nie mniej niż…" - usłyszeliśmy od mieszkanki Podlasia, pytając o ceny usług pogrzebowych. Szymon Hołownia i politycy Polski 2050 mają pomysł ustalenia cenników komunalnych za usługi pogrzebowe na cmentarzach wyznaniowych. Chodzi o miejsca, gdzie to jedyny cmentarz. Rozsądne stawki ustalałby samorząd. Reporter WP Marek Gorczak zapytał mieszkańców Białegostoku, co sądzą o tym pomyśle. - To zależy od tego, jaka będzie to stawka, czy będą jakieś wyjątki, czy bez względu na dochód ta stawka byłaby taka sama – skomentowała pomysł młoda kobieta. - Powinno być tak, jak było. Teraz księdzu się płaci, ile kto może. Bywają tacy, co nic nie biorą – twierdzi seniorka z Podlasia. – Tak byłoby najlepiej, byłaby jakaś konkurencja według cenników, gdzie jest taniej. Mam teściową, ma praktycznie 100 lat i to będzie makabra, kiedy trzeba będzie ją pochować, trzeba będzie brać jakiś kredyt – stwierdził mężczyzna na ulicy. – Niedawno żona brata pochowała. Pogrzeb kosztował nas 20 tys. zł. – dodał. - Uważam, że takie uszeregowanie tych cen jest dobre – usłyszeliśmy od kolejnej rozmówczyni WP. Pomysł polityków Polski 2050 ma ukrócić wysokie ceny za usługi i być pierwszym elementem rozdziału państwa od Kościoła. Koalicjanci są "za". - A broń cię, panie Boże. To byłaby największa głupota naszego rządu, gdyby oni tak postąpili. Niech rząd sobie rządzi, a Kościół sobie – oburzyła się emerytka. - Najwyższa pora. Dość im ładować w kieszeń – rzucił mężczyzna. – Wątpię, żeby to się udało, ale jest to dobry kierunek, żeby to wszystko było w końcu jakoś uregulowane – podsumowała kolejna białostoczanka. Więcej w materiale wideo.
Mieszko Rozpędowski Mieszko Rozpędowski
Rząd chce zmiany. Prawo jazdy już nie od 18. roku życia. Polacy podzieleni
WIDEO

Rząd chce zmiany. Prawo jazdy już nie od 18. roku życia. Polacy podzieleni

Ministerstwo infrastruktury stworzyło projekt ustawy pozwalający na uzyskanie prawa jazdy kat. B 17-latkom. Chodzi o lepsze przygotowanie się do bycia kierowcą. 17-latek mógłby prowadzić pojazd, ale o mocy do 70 kW, a obok niego musi siedzieć bardziej doświadczony kierowca. Reporter WP Marek Gorczak zapytał mieszkańców Białegostoku, co sądzą o tym pomyśle. - Uważam, że to kiepski pomysł. Mamy już dość dużo wypadków z udziałem młodych kierowców, a będzie tego dużo, dużo więcej. Z kolei osoba z doświadczeniem siedząca obok nie ma hamulca i nie zahamuje - stwierdziła mieszkanka miasta. - Według mnie to dobry pomysł, w Anglii coś takiego działa – osoba młodsza może prowadzić przy opiekunie, który jest doświadczonym kierowcą. W Polsce też mogłoby się to sprawdzić - skomentował młody chłopak. Według statystyk w Polsce najwięcej wypadków powodują młodzi kierowcy - osoby poniżej 25. roku życia. Temat prawa jazdy u młodych wzbudza spore emocje i podzielił ludzi. - Wydaje mi się, że będzie wygodniej. Ludzie mogliby dojeżdżać sobie autami do szkoły czy na uczelnię - skomentowała kolejna młoda mieszkanka miasta. - Im wcześniej młody człowiek zostanie wprowadzony i pozna zasady ruchu drogowego, tym lepiej dla społeczeństwa - skomentował Stefan Rzońca, ekspert jednej z białostockich szkół jazdy. - Niech zostanie tak, jak jest, lepiej i bezpieczniej. Jednak 18-ska to jest norma – rzuciła kolejna rozmówczyni WP. - W Niemczech tak jest i to działa, a młody kierowca nabiera trochę wprawy i jak ma te 18 lat to może już sobie swobodniej jeździć i samodzielnie, pewniej się czując - podsumowała inna białostoczanka.
Mieszko Rozpędowski Mieszko Rozpędowski
Awantura o nakrętki. Nowe przepisy wywołały poruszenie
WIDEO

Awantura o nakrętki. Nowe przepisy wywołały poruszenie

Unia Europejska walczy z plastikiem. Od 1 lipca wszystkie nakrętki muszą być przytwierdzone do butelek i kartonów. Zmiana wywołała spore emocje u części nieprzyzwyczajonych do tego konsumentów. Reporter WP Marek Gorczak zapytał, co sądzą o tym mieszkańcy Białegostoku. Głosy w stolicy Podlasia są podzielone. - Ja to się cieszę, bo to ładnie się trzyma, a swego czasu ja te nakrętki zbierałam. Nie przeszkadzają mi. Niektórzy się złoszczą, że nie można oderwać, bo się przyzwyczaili, a ja nie, ja się cieszę - przyznała seniorka. - Myślę, że to głupota, bo wcześniej zbieraliśmy te nakrętki i wyrzucaliśmy do specjalnych pojemników. Przeszkadza to w piciu, więc moim zdaniem to jest zupełnie bez sensu. Oczywiście to nie jest duży problem, bo tę nakrętkę też da się oderwać, no ale po co się z tym bawić - skomentowała kwestię nakrętek młoda mieszkanka Białegostoku. - Trochę to kłopotliwe, jak np. otwieram mleko, to później mam problem z zakręceniem, ale jeśli Unia tak wymyśliła, to oczywiście my się i do tego dostosujemy. Na pewno dzięki temu te nakrętki nie walają się wszędzie, wyrzuca się z butelką, więc to może być dobre - usłyszeliśmy na ulicy. - Ja używam dzbanków i butelek z filtrami. Jak mi się zdarzy kupić, to nie zwracam na to uwagi. Jeśli to ma sprzyjać ochronie środowiska, to jestem jak najbardziej za - podsumowała inna młoda kobieta. Więcej w dalszej części wideo. Materiał powstał we współpracy z Parlamentem Europejskim.
Mieszko Rozpędowski Mieszko Rozpędowski
Rząd bierze się za Fundusz Kościelny. Polacy reagują zdecydowanie
WIDEO

Rząd bierze się za Fundusz Kościelny. Polacy reagują zdecydowanie

- Powinien być zlikwidowany. Nie podoba mi się, że tak rozrzucają te pieniądze i strasznie się wzbogacają, a ludzie biedni, emeryci im dają, no wystarczy - przyznała jedna z mieszkanek Białegostoku, zapytana o Fundusz Kościelny. Rząd bierze się za finansowanie Kościołów i związków wyznaniowych. Jak przekazał wiceminister w KPRM Marek Krawczyk, plan zakłada zmianę na system oparty na dobrowolnym odpisie podatkowym. Ta rewolucja miałaby wejść w życie od stycznia przyszłego roku. Reporter WP Marek Gorczak zapytał białostoczan, co sądzą o tym pomyśle. Okazało się, że mieszkańcy stolicy Podlasia mówią tutaj zdecydowanym i niemal jednym głosem: - Fundusz do likwidacji. Księża powinni utrzymywać się z pieniędzy wiernych. Płaci im się za śluby, pogrzeby, tyle za różne rzeczy - usłyszeliśmy na ulicy. - Kościół to instytucja, która powinna być niezależna finansowo od państwa. Państwo nie powinno mieć wpływu na Kościół i odwrotnie - przyznał nam starszy mężczyzna. - Nie, nie powinien być likwidowany. Polska jest krajem katolickim i musi być pomoc państwa i społeczeństwa. Jestem za utrzymaniem Funduszu Kościelnego - deklarowała kolejna z zapytanych seniorek. W tegorocznej ustawie budżetowej rząd przeznaczył rekordowe ponad 250 mln zł na Kościół. - To się nie zmarnuje, Kościół bardzo mądrze wydaje pieniądze - dodała zapytana przez nas emerytka. - Nie każdy chodzi do Kościoła albo nie każdy chce płacić. Ci, którzy chodzą, powinni to finansować - skomentowała kolejna mieszkanka miasta. Co jeszcze mieszkańcy stolicy Podlasia sądzą o Funduszu Kościelnym i w jaki sposób finansować działalność Kościoła katolickiego w Polsce? Obejrzyj sondę Wirtualnej Polski.
Mieszko Rozpędowski Mieszko Rozpędowski
Napięta sytuacja na granicy. Czy żołnierze powinni używać broni?
WIDEO

Napięta sytuacja na granicy. Czy żołnierze powinni używać broni?

- Bezpieczeństwo Polski i Polaków jest zawsze najważniejsze i powinno być priorytetem. Jest to nasza granica, granica UE i oni (nielegalni migranci - przyp. red.) stanowią dla nas zagrożenie. Stoję za bezpieczeństwem żołnierza, a przede wszystkim za bezpieczeństwem swojego kraju - przyznaje nasza rozmówczyni, mówiąc o ostatnich wydarzeniach na granicy z Białorusią. Reporter WP Marek Gorczak zapytał mieszkańców Białegostoku o zdanie w sprawie bezpieczeństwa na polsko-białoruskiej granicy. Śmierć polskiego żołnierza po ataku nożem przez migranta wstrząsnęła Polską. Rząd wprowadził tzw. strefę buforową na Podlasiu. Zapytaliśmy mieszkańców, co sądzą o używaniu broni wobec nielegalnych migrantów, gdy ci nie wykonują poleceń i szturmują polską granicę, atakując naszych żołnierzy. - Jak ktoś przekracza nielegalnie granicę, to strzelać. Jak jeszcze atakuje naszych żołnierzy, to strzały ostrzegawcze góra-dół. Jak to nie pomaga, to strzelać. Jeżeli żołnierz nie będzie się bronić, to co mają przyjść i go zabić? - odpowiada jeden z przechodniów. - Powinni używać w ostateczności. To jest przecież broń, nie wolno jej używać od tak - przyznaje inna rozmówczyni. - No, muszą się bronić, nie mogą zginąć, jak ten chłopak - dodaje kolejna. - Uważam, że tak, dlaczego nie mają prawa się bronić? - słyszymy od białostoczan na ulicy. Pojawiły się jednak również głosy krytykujące postawę używania broni na granicy. Obejrzyj całą sondę, by poznać opinie mieszkańców Podlasia.
Gabriel Bielecki Gabriel Bielecki
Polacy kupują produkty regionalne? Zapytaliśmy o przysmaki kuchni z Podlasia
WIDEO

Polacy kupują produkty regionalne? Zapytaliśmy o przysmaki kuchni z Podlasia

- Kupuję takie produkty regionalne. Ludzie powinni korzystać z własnej pracy i własnych pomysłów - przyznała kobieta, którą spytaliśmy o kupowanie regionalnych produktów na Podlasiu. - Jestem patriotką regionalną. Chętnie kupuję wyroby Piątnicy, serki Piątnicy czy miody - dodaje inna. Unia Europejska wprowadziła specjalne oznaczenie produktów regionalnych, by chronić je przed nieuczciwym przywłaszczeniem nazwy lub podrobieniem przez konkurencję, a co najważniejsze - aby lepiej informować konsumentów o walorach kupowanych przez nich wyrobów z danego regionu. Reporter WP Marek Gorczak zapytał mieszkańców Białegostoku, czy znane są im regionalne produkty z Podlasia, a także czy kupują lokalną żywność. Białostoczanie nie kryli swojego zamiłowania do znanych im od lat dań czy przysmaków z ich regionu. - Jestem jak najbardziej za tym, by ludzie wiedzieli, że to jest z naszego regionu - słyszymy. - Kojarzę znaczek, to jest po prostu dobre i kupuję - mówi kolejna osoba. - Jeżeli jest taki certyfikat, to może będziemy znani w całej Europie, trzeba chronić swój produkt - ocenia inna. - Lubię babkę ziemniaczaną, kiszkę ziemniaczaną, gołąbki czy tatarskie jedzenie - usłyszeliśmy. Obejrzyj całą sondę z Białegostoku, by poznać więcej regionalnych przysmaków z Podlasia. Materiał powstał we współpracy z Parlamentem Europejskim.
Gabriel Bielecki Gabriel Bielecki
20 lat Polski w UE. Na Podlasiu dziękują Brukseli
WIDEO

20 lat Polski w UE. Na Podlasiu dziękują Brukseli

- Nauka poszła do przodu, technika. Możemy teraz wszędzie jeździć i nasza młodzież może wszędzie się kształcić - wyliczała jedna z mieszkanek Białegostoku, gdy zapytaliśmy ją, co zmieniło się od czasu wstąpienia Polski do Unii Europejskiej. 1 maja obchodziliśmy jubileusz 20-lecia wstąpienia Polski do Unii Europejskiej. Przez ostatnie dwie dekady nad Wisłą doszło do wielu zmian. Z biegiem czasu przybyło zwolenników, jak i przeciwników działań Brukseli. Reporter WP Marek Gorczak zapytał mieszkańców Białegostoku, co zmieniło się w mieście w ciągu 20 lat członkostwa we wspólnocie europejskiej. Wśród białostoczan dominowały pozytywne opinie, zadowolenie i wdzięczność. - Dużo się zmieniło na lepsze. Mamy dostęp do wszystkiego, możemy wyjechać, granice są otwarte. To jest coś pięknego - stwierdziła dumnie kobieta. - Życie zmieniło się na lepsze. Granice są wolne, można sobie jeździć, gdzie się chce - dodał kolejny rozmówca. Pojawiły się także mniej entuzjastyczne opinie. - To nie jest za darmo. Nikt nic nie daje za darmo. My będziemy musieli to zwrócić - rzucił mężczyzna zapytany o inwestycje w Polsce ze środków unijnych. - W niektórych dziedzinach, jak służba zdrowia, to raczej się zmieniło na gorsze - oznajmiła emerytka. Obejrzyj całą naszą sondę z Podlasia, by poznać więcej opinii mieszkańców Białegostoku na temat 20-lecia Polski w UE. Materiał powstał we współpracy z Parlamentem Europejskim.
Gabriel Bielecki Gabriel Bielecki
Polacy skarżą się w przychodni i u lekarza. "Przesiedzieć i pieniądze wziąć"
WIDEO

Polacy skarżą się w przychodni i u lekarza. "Przesiedzieć i pieniądze wziąć"

- Denerwuje mnie, że w tej chwili w przychodniach jest wielu lekarzy-emerytów, którzy przyjmują, a ich rola praktycznie polega tylko na tym, żeby przesiedzieć, pieniądze wziąć, a pacjenta zlekceważyć - przyznaje kobieta, którą zapytaliśmy na ulicach Białegostoku, co najbardziej denerwuje pacjentów w przychodniach. Reporter Wirtualnej Polski Marek Gorczak pytał mieszkańców krążących wokół jednej z przychodni w mieście, czego w ostatnim czasie doświadczyli, zapisując się na badania czy do specjalisty w przychodni. - Miałem parę takich przypadków, że panie, które rejestrują, nie są do końca uprzejme. - Do lekarzy nic nie mam, raczej do pań, które pracują w rejestracji. One są niegrzeczne, nieuprzejme, jakbyśmy my, pacjenci, bardzo przeszkadzali - odpowiadają nasi rozmówcy. Oprócz recepcjonistek Polaków irytują też inne zdarzenia, do których często dochodzi w przychodniach. - Denerwują mnie te tzw. mohery. Im się śpieszy, ale gdzie? Do grobu? Też jestem emerytem i cały dzień ma się przed sobą, ale co im powiesz - słyszymy. - Roszczeniowość tych osób, które już czekają, jest wielka. Mam żonę, która jeździ na wózku inwalidzkim, a widzę, że niektórzy nawet mogliby z wózka wyskoczyć, aby być pierwszym - dodają mieszkańcy Białegostoku. Co jeszcze irytuje Polaków u lekarzy? Obejrzyj całą sondę, by poznać resztę opinii naszych rozmówców.
Gabriel Bielecki Gabriel Bielecki