Bezkarność urzędnicza. Nie ma odpowiedzialnych za śmierć Kamilka?
Kamilek miał wszystko, co państwo polskie oferuje dzieciom w zagrożeniu: kuratorów, pracowników socjalnych, Niebieską Kartę, asystenta rodziny. Uciekał z domu cztery razy. Lekarz dzwonił do sądu i alarmował, że chłopiec nie może wracać do matki. Bez skutku. Pół roku później pracownice socjalne stały w kuchni jego mieszkania, gdy on konał za ścianą. Nawet do niego nie zajrzały. To był ostatni moment, by uratować życie dziecka.