Ratownik pokonał tysiące kilometrów, by zaszczepić bieszczadzkich samotników. "Przydałby się koń"
Ratownik medyczny z Rzeszowa pokonał kilka tysięcy kilometrów, jeżdżąc na szczepienia do najbardziej osamotnionych mieszkańców Bieszczad. - Gdzie samochód terenowy nie daje rady, zarzucam ekwipunek na plecy i idę na piechotę. Brzmi jak szaleństwo, ale ta praca musi być wykonana - opowiada Wirtualnej Polsce Aleksander Nurek z wyjazdowego zespołu szczepień na Podkarpaciu.