WP

Ostra wymiana zdań po wypadku polskiego busa w Calais. Mamy komentarz

Co było przyczyną śmierci kierowcy w Calais - uchodźcy, którzy ustawili blokadę na drodze, czy sam kierujący? Po tragicznym wypadku rozpętała się w tej kwestii prawdziwa awantura. - Gdyby kierowca wyhamował, być może uniknąłby śmierci - powiedział w rozmowie z Wirtualną Polską Marek Migalski.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Spalony van, którym jechał polski kierowca
Spalony van, którym jechał polski kierowca (PAP/EPA, Fot: GUY DROLLET)
WP

Kierowca zarejestrowanego w Polsce samochodu zginął w wypadku w pobliżu francuskiego miasta Calais. Imigranci ustawili tam blokadę z pni drzew. Według Marka Migalskiego jest to jednak tylko praprzyczyna tragedii.

O co chodzi Migalskiemu?

Według niego główną przyczyną tragedii jest nieuwaga samego kierowcy busa na polskich numerach rejestracyjnych. Uderzył on bowiem w tył ciężarówki, której udało się wyhamować przed blokadą.

WP

W rozmowie z WP stwierdził, że ci, którzy ustawili blokadę na drodze, nie zrobili tego z zamiarem zabicia kogokolwiek ani z przyczyn religijnych, czy terrorystycznych. - Ci ludzie żyją tam już bardzo długo w dramatycznych warunkach. Oceniając ich zachowanie trzeba znać przyczynę. Stosowanie tutaj przepisów prawa o ruchu drogowym jest bardzo wygodne, ale nie uwzględnia kontekstu - powiedział.

Sam czyn imigrantów (czy uchodźców) nazwał jednak skandalicznym, ale podkreślił, że nie można mówić, że była to jedyna, czy główna przyczyna tragedii. - Wygodnie jest czytać o imigrantach w ciepłym, spokojnym domu i oburzać się na ich zachowanie. Oni jednak od wielu miesięcy żyją w zawieszeniu, brudzie. Nikt nie chce się nimi zająć. To nie jest dzicz, jak się pisze, czy mówi - to są ludzie, którzy próbują znaleźć swoje miejsce - mówił Marek Migalski.

Co ty o tym myślisz?

WP

Burza o uchodźców.Ostre słowa na Twitterze

"Czyli jednak wypadki drogowe liczymy na poczet uchodźców? No to doliczcie dzisiejszych 10 ofiar na polskich drogach" - napisał wcześniej na Twitterze.

"Oby ten biedny człowiek, który nie wyhamował, choć inni wyhamowali, nie został uznany za ofiarę muzułmanów/ciapatych" - pisał dalej.

WP

Od tych wpisów rozpętała się prawdziwa burza wokół uchodźców.

Dziennikarz Piotr Semka napisał, że "usprawiedliwianie imigrantów nie zna granic".

WP

Ale Marek Migalskie poszedł jeszcze dalej w argumentacji, kto jest winny śmierci kierowcy. "W Calais żyją uchodźcy nierozlokowani. Polski rząd nie chce ich relokacji. Wciągnijcie wniosek, kto prócz nich jest winny śmierci Polaka" - napisał w kolejnym wpisie.

Wszczęto śledztwo

WP

Podkarpacki wydział Prokuratury Krajowej wszczął śledztwo w sprawie wypadku.

Rafał Teluk z Podkarpackiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej poinformował, że na razie prokuratura nie ma oficjalnej informacji dotyczącej polskiego pochodzenia kierowcy i trwają czynności potwierdzające jego obywatelstwo.

Postępowanie jest prowadzone w sprawie sprowadzenia katastrofy w ruchu lądowym przez ustawienie blokady z pni drzew przez imigrantów na autostradzie A16 w rejonie miasta Guemps w pobliżu Calais.

Blokadę ustawili migranci

Do wypadku doszło we wtorek nad ranem. Przed ustawioną na drodze przez migrantów blokadą z pni drzew trzy pojazdy gwałtownie zahamowały. Bus na polskich numerach rejestracyjnych, który jechał z tyłu, uderzył w jeden z samochodów ciężarowych i stanął w płomieniach. Jak podają lokalne media, kierowca zginął na miejscu.

W sprawie wszczęto śledztwo; zatrzymano dziewięciu pochodzących z Erytrei migrantów - napisano na portalu radia Europe1. Cudzoziemcy byli w jednym z pojazdów stojących przed blokadą.

To pierwszy wypadek spowodowany blokadą drogi ustawioną przez migrantów od początku kryzysu migracyjnego w 2014 roku - pisze AFP. Montowanie takich prowizorycznych blokad przez uchodźców w tym rejonie było codzienną praktyką, gdy istniała jeszcze "dżungla". Migranci, najczęściej nocą, blokowali drogę, by spowolnić jadące w kierunku Wielkiej Brytanii pojazdy i chowali się nieopodal, usiłując później wejść do zatrzymujących się samochodów.

Choć praktyk tych zaprzestano po październikowej likwidacji obozowiska, z którego kilka tysięcy migrantów rozmieszczono w ośrodkach na terytorium całej Francji, od końca maja, gdy część uchodźców wróciła na te tereny, ponownie zaczęło dochodzić do takich incydentów.

Apel Błaszczaka

Minister Mariusz Błaszczak apeluje o zapewnienie bezpieczeństwa polskim kierowcom w rejonie Calais. Pisze list do swojego francuskiego odpowiednika.

"Dżungla" w Calais

W mieście Calais, na północy Francji, gdzie w październiku ub.r. zlikwidowano dzikie obozowiska nazywane "dżunglą", koczuje obecnie 400-600 migrantów - pisze AFP.

Jak pisze francuski dziennik "Le Figaro" na swej stronie internetowej, uchodźcy wracają do Calais wraz z nadejściem dobrej pogody. Pochodzący w większości z Erytrei i Sudanu migranci liczą, że uda im przedostać się do Wielkiej Brytanii.

2 marca lokalne władze zakazały rozdawania posiłków migrantom w Calais, jednak na wniosek wielu organizacji sąd cofnął tę decyzję. W uzasadnieniu argumentowano, że choć sąd rozumie intencje władz, takie kroki pozbawiają "grupę ludzi będących w bardzo trudnej sytuacji" niezbędnego do życia pożywienia.

Powrót imigrantów

O powrocie migrantów do Calais informowano już w styczniu. Gdy pod koniec października zlikwidowano obozowisko w Calais, gdzie przebywało około 7 tys. osób, francuski rząd zapowiadał, że władze brytyjskie przyjmą około 2 tys. nieletnich, którzy są samotni lub w "wyjątkowo trudnej sytuacji". Jednak na ok. dwa miesiące po likwidacji "dżungli", zaczęli tam wracać nieletni, których przyjęcia odmówiła Wielka Brytania.

Migranci zostali rozmieszczeni w rozrzuconych po Francji ośrodkach, ale "nie zrezygnowali z marzeń o Anglii" - mówił dyrektor stowarzyszenia France Terre d'Asile (Francja Ziemia Azylu) Pierre Henry, którego zdaniem "zamknięcie obozu nie położyło kresu presji migracyjnej".

W "dżungli" żyli mężczyźni, kobiety i dzieci, głównie z Afganistanu, Sudanu czy Erytrei. Napływający w okolice Calais migranci początkowo liczyli, że przedostaną się stamtąd kanałem La Manche do Wielkiej Brytanii. Jednak władze zabezpieczyły zarówno znajdujący się tam wlot tunelu pod kanałem La Manche, jak i obwodnicę prowadzącą do portu, skąd odpływają statki do Wielkiej Brytanii.

Z braku możliwości pokonania kanału La Manche coraz więcej migrantów zostawało w prowizorycznym obozowisku, które mieściło się około godziny drogi na piechotę od centrum Calais.

Ustawiona przez migrantów z pni drzew blokada drogi leżącej ok. 15 km od Calais doprowadziła we wtorek nad ranem do wypadku, w którym zginął kierowca zarejestrowanego w Polsce samochodu Renault Master. W toku śledztwa zatrzymano dziewięciu pochodzących z Erytrei migrantów.

Źródło: WP/PAP

Polub WP Wiadomości
WP
WP