Wojna w IzraeluHezbollah ruszy z atakiem? "Lepiej wyszkolony i wyposażony niż Hamas"

Hezbollah ruszy z atakiem? "Lepiej wyszkolony i wyposażony niż Hamas"

Na granicy Libanu z Izraelem napięcie nie maleje
Na granicy Libanu z Izraelem napięcie nie maleje
Źródło zdjęć: © PAP | PAP/EPA/WAEL HAMZEH

11.11.2023 11:38, aktual.: 17.01.2024 15:02

Izrael musi otworzyć drugi front? Coraz bardziej gorąco robi się nie tylko w Strefie Gazy, ale także na granicy z Libanem. Hezbollah włączył się do walk i ponownie giną cywile. W ramach misji ONZ na Wzgórzach Golan służy 250 polskich żołnierzy.

Bejrut niezbyt chce się angażować w konflikt izraelsko-palestyński. Pogrążony w chaosie Liban jest słaby militarnie i politycznie, a zaangażowanie się po którejkolwiek ze stron byłoby wyrokiem na libańską państwowość. Jedyną realną siłą w regionie jest Hezbollach - libańska partia polityczna radykalnych szyitów, utworzona w 1982 r. Organizacja od lat jest wpisana na listę organizacji terrorystycznych. Za taką uważana jest nawet przez Ligę Państw Arabskich i Radę Współpracy Zatoki Perskiej.

Hezbollah jest znacznie lepiej wyszkolony i wyposażony niż Hamas. Gdyby szyici zdecydowali się ruszyć na Izrael, to właśnie na tej organizacji - liczącej, według danych Hasana Nasrallaha, przywódcy partii, ok. 100 tys. bojowników - byłoby oparte libańskie uderzenie.

Jest to jednak bardzo mało realne.

Liban pozostaje bierny. Zarówno władze, jak i społeczeństwo nie chcą wojny. Pokojowo jest nastawiony także Hezbollah. W jego przypadku wiele zależy jednak od sytuacji w Gazie. Jeśli Izrael zajmie Strefę i zrówna z ziemią kolejne kwartały miasta, to z zewnątrz mogą zacząć pojawiać się naciski, aby Hezbollah ruszył z atakiem. Choć są już teraz.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Na szczęście Nasrallah jest świadomy, że uderzenie na Izrael spotkałoby się z pełnoskalową i brutalną odpowiedzią Tel Awiwu. A na to przywódcy Libanu i Hezbollahu nie mogą sobie pozwolić. Po wojnie domowej kraj stoi na skraju przepaści i konflikt z Izraelem byłby krokiem w przód. Dlatego zachowuje się dość ostrożnie, a Nasrallah tłumaczy się arabskiemu światu z bierności.

- Codzienna wymiana ognia z siłami izraelskimi wzdłuż granicy z Libanem może wydawać się skromna, ale jest bardzo ważna - mówił podczas przemówienia. Dodał jednak, że jeśli Izrael zaatakuje, spotka się ze stanowczą odpowiedzią.

Walki na granicy

Mimo pokojowego nastawienia obu stron, od połowy października dochodzi do nielicznych starć granicznych. Terroryści wystrzelili przynajmniej cztery pociski rakietowe oraz ostrzelali Izrael ogniem moździerzy i broni maszynowej. Libańczycy zdecydowali się przesiedlić w bezpieczniejsze rejony kraju 29 tys. osób. Dotyczy to przede wszystkim mieszkańców miejscowoJarun, Qatmoun, Marwahin i Al-Zaluttijji, które leżą bezpośrednio na linii granicznej.

Obie strony nie kwapią się jednak do rozszerzenia działań. Na razie obie strony prowadzą ograniczoną wojnę pozycyjną. Podczas starć granicznych zginęło dotychczas co najmniej 46 członków Hezbollahu i trzech izraelskich żołnierzy. Zginęło także czterech libańskich cywilów, w tym dziennikarz, a jeden cywil zginął w Izraelu.

Libańscy bojownicy, jak na warunki organizacji terrorystycznych, są dość niebezpiecznym przeciwnikiem, który od lat jest wspierany przez Rosję i Iran. Hezbollah posiada m.in. przeciwpancerne pociski kierowane 9K111 Fagot i 9M113 Konkurs, które Rosjanie z powodzeniem wykorzystują na Ukrainie. Przez Syrię do Libanu trafiły chińskie ręczne przeciwlotnicze wyrzutnie rakietowe QW-1 Vanguard.

Jeśli dodamy do tego dziesiątki wyrzutni BM-21 Grad i chińskich Type 63 z dziesiątkami tysięcy rakiet o zasięgu do 30 km oraz dziesiątki czołgów T-55 i około 60 T-72, to można stwierdzić, że Hezbollah jest dość silnym przeciwnikiem, jak na bliskowschodnie warunki.

Starcia na północy byłyby dla Izraela problematyczne, gdyż musiałby rozdzielić i tak nieliczne siły. Co z kolei przełożyłoby się na zwiększenie mobilizacji. Ta z kolei już przybrała dość duże rozmiary i nie przyniosła sukcesów, za co premier Izraela Benjamin Netanjahu jest w kraju krytykowany.

Polacy na Wzgórzach Golan

Polski kontyngent w ramach Organizacji Narodów Zjednoczonych wznowił działalność w Libanie w listopadzie 2019 r. Polska kompania piechoty zmotoryzowanej znajduje się w składzie polsko-irlandzkiego 122. batalionu piechoty. Wyposażona jest m.in. KTO Rosomak i Humvee.

Batalion odpowiada m.in. za teren wokół miejscowości Awiwim i Jiron leżących po południowej stronie tzw. Blue Line, czyli strefy rozgraniczenia pomiędzy oboma zwaśnionymi stronami, oraz Ajtarun i Jarun na północy.

W ostatnich dwóch tygodniach w okolicy Awiwim, gdzie znajduje się jeden z irlandzkich posterunków batalionu, spadły przynajmniej trzy pociski rakietowe, wystrzelone przez Libijczyków. Z kolei Żydzi przeprowadzili atak lotniczy w Maroun Al Ras i Jarun. Pomiędzy tymi miejscowościami znajduje się kolejny irlandzki posterunek "błękitnych beretów".

Na razie sytuacja w polskiej strefie odpowiedzialności jest spokojna i nie dochodziło do poważniejszych incydentów. Polski kontyngent w Libanie liczy 250 żołnierzy. Jak informuje irlandzkie dowództwo, któremu podlegają Polacy oddziały "w dalszym ciągu prowadzą działania ramowe zgodne z realizacją mandatu" i, jak podkreślają, "WSZYSCY są bezpieczni i mają się dobrze i przestrzegają środków ostrożności ONZ".

Sławek Zagórski dla Wirtualnej Polski

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Zobacz także