Wojna tuż za rogiem? Co kryje się za pogłoskami o inwazji

Od czasu rosyjskiej agresji w Cieśninie Kerczeńskiej, co chwila pojawiają się nowe ostrzeżenia o zbliżającej się inwazji na Ukrainę, Polskę, a nawet możliwej III wojnie światowej. To element wojny informacyjnej, wykorzystywanej przez obie strony. Zdaniem dr. Adama Lelonka to również efekt ograniczonej reakcji Zachodu na rosyjską agresję.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Rosjanie informują o alarmie w koszarach 1 Armii Pancernej koło Moskwy i wymarszu na zachód.
Rosjanie informują o alarmie w koszarach 1 Armii Pancernej koło Moskwy i wymarszu na zachód. (mil.ru/CC BY)
WP

- "Karta militarna" z pewnością będzie grana przez Rosję, jednostki wojskowe już są wystawiane na granicy. To naprawdę straszna siła, przeznaczona nie tylko na Ukrainę. Ma przejść przez Ukrainę i pójść dalej, wejść do państw bałtyckich i Polski przez Białoruś - taki scenariusz nadchodzącego konfliktu w 2019 roku przedstawił w sobotę Wałentyn Pietrow z Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy (RBNiO).

Prognoza przedstawiciela ukraińskich władz to już kolejny komunikat mówiący o zagrożeniu wznowieniem, a nawet - jak w tym przypadku - III wojną światową. Od czasu morskiej konfrontacji i napaści rosyjskich okrętów na ukraińskie kutry, podobnych przewidywań było więcej. Dla prezydenta Poroszenki groźba inwazji posłużyła jako uzasadnienie dla wprowadzenia stanu wojennego. O podobnych scenariuszach mówił też m.in. szef MSZ Pawło Klimkin i sekretarz RBNiO Ołeksandr Turczynow. Ale wojenną atmosferę podsycają też Rosjanie, przemieszczając swoje wojska przy granicy z Ukrainą, ściągając dodatkowy sprzęt i siły na Krym oraz rozsiewając plotki o prowokacji i ataku chemicznym, które miałaby dać sygnał do wznowienia wojny na pełną skalę.

Na ile groźba nowej inwazji jest realna? Zdaniem dr. Adama Lelonka, szefa Centrum Analiz Propagandy i Dezinformacji, przewidzenie działań Kremla jest niemal niemożliwe, bo prezydent Rosji "nie działa racjonalnie w zachodnim rozumieniu".

WP

- Teoretycznie utrzymywanie obecnej dynamiki wojny hybrydowej wraz z blokadą Morza Azowskiego bez bardziej radykalnych działań powinno wystarczyć Kremlowi, aby destabilizować Ukrainę. Zwłaszcza, że zbliżają się wybory prezydenckie w tym kraju. Tylko to samo mówiło się o możliwej aneksji Krymu - że nie ma to sensu, że narazi ją na duże straty i sankcje - mówi Lelonek.

Przeczytaj również: Kijów ostrzega: Rosja może zaatakować Polskę. RBNiO Ukrainy o III wojnie światowej

Tradycyjne straszenie inwazją

Jak dodaje, informacje o nadciągającej na Ukrainę inwazji stały się właściwie "tradycją okresów przedświątecznych", najczęściej praktykowaną przez "prorosyjskie strony internetowe symulujące pracę mediów" i opierające się na rosyjskich źródłach.

WP

- Obecna sytuacja "straszenia wojną" ma dwie nowe cechy: po raz pierwszy od 2014 r. cały świat zobaczył otwarty atak rosyjskiej marynarki wojennej na okręty sąsiedniego, suwerennego państwa oraz Kijów dalece uskutecznił swoją politykę informacyjną. Oba te czynniki mają wpływ na percepcję wydarzeń na Ukrainie w skali globalnej - wyjaśnia ekspert.

Zdaniem Lelonka, jest elementem wojny informacyjnej rozgrywanym przez obie strony. Rosji pogłoski o zbliżającej się wojnie na pełną skalę służą oddziaływaniu na zachodnie społeczeństwa, aby wywołać "niepokój, lęk, chaos informacyjny, obniżenie wiary w sojusze i własne możliwości obronne". Z kolei dla Ukrainy zwracanie uwagi na zagrożenie to "informacyjny mechanizm obronny".

- To też odpowiedź na ograniczone wsparcie na poziomie militarnym i politycznym ze strony partnerów z Zachodu oraz coraz agresywniejszą politykę rosyjską, której społeczność międzynarodowa nie potrafi zatrzymać mimo śmierci ponad 10 tysięcy osób i niemal 24 tys. rannych - podsumowuje.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

WP
Polub WP Wiadomości
WP
WP