Żona umarła na jego oczach. Dzień wcześniej zamówili paczkę za 230 zł
Zaczęła tracić czucie w nogach, po czym straciła przytomność i przestała oddychać. Mąż był świadkiem strasznej śmierci swojej żony w pokoju hotelowym w Piotrkowie Trybunalskim. Po siedmiu latach od tragedii prokurator oskarżył grupę, która sprzedała małżonkom dopalacze. Paczki ze śmiercionośną substancją były wysyłane w Polskę z Lublina.
Małżeństwo G. pracowało na co dzień za granicą. Do Piotrkowa Trybunalskiego przyjechali w odwiedziny, wzięli pokój numer 118 w hotelu w ścisłym centrum miasta. Był piątkowy wieczór, para miała ze sobą specyfiki zamówione przez stronę internetową, na której prowadzono sprzedaż produktów określanych jako artykuły kolekcjonerskie. Wybrali trzy różne produkty, za które zapłacili 230 zł. Przesyłkę nadano dzień wcześniej z filii poczty w Elizówce pod Lublinem.
Małżonkowie zakupione specyfiki popijali alkoholem. Już około godz. 20 kobieta źle się poczuła. Mężowi powiedziała, że ma mdłości i drętwieją jej nogi. Po jakimś czasie straciła całkowicie czucie w nogach, osunęła się na ziemię i straciła przytomność. Po chwili zaczęła także tracić oddech. Mąż próbował ją ratować. Wybiegł z pokoju hotelowego i zaczął wzywać pomocy. Prowadził reanimację, pomagały mu w tym dwie inne klientki hotelu i jeden z pracowników. Na miejsce przyjechał też zespół ratownictwa medycznego, ale kobiecie nie dało się pomóc. O godz. 23:06 lekarz stwierdził zgon 37-latki.
W paczce, którą małżeństwo zamówiło były trzy woreczki: z żółtymi tabletkami, białym proszkiem i suszem roślinnym. Specjalista medycyny sądowej, badający śmierć kobiety, stwierdził, że przyczyną zgonu była niewydolność krążeniowo-oddechowa i zatrzymanie akcji serca w wyniku zatrucia substancjami narkotycznymi (pochodnymi amfetaminy). Związki wykryte we krwi kobiety były zgodne ze składem zabezpieczonego materiału, który znaleziono w paczkach.
37-latka zmarła 23 marca 2018 r. Po siedmiu latach śledztwa i przesłuchaniu ponad tysiąca osób oraz wywołaniu dziesiątek opinii biegłych śledczy z Prokuratury Okręgowej w Lublinie oskarżył pięcioosobową szajkę o handel dopalaczami i pranie brudnych pieniędzy. To właśnie oni prowadzili internetowy sklep, w którym swoje zamówienie złożyło małżeństwo G.
Przyjechał na komendę pijany. Absurd w Choszcznie
Z Lublina wysyłano kilkadziesiąt paczek dziennie
Jak ustalili śledczy, paczkę do Piotrkowa Trybunalskiego nadał 49-letni dziś Adam Ż. Mężczyzna wysyłał nawet kilkadziesiąt paczek dziennie. Korzystał z usług poczty we wspomnianej wcześniej Elizówce, ale także z paczkomatów. Dzięki kamerom na automatach udało się potwierdzić, że to właśnie on był nadawcą przesyłek wysyłanych do odbiorców z całej Polski.
Ale mózgiem grupy był 41-letni Sebastian P. To on wpadł na pomysł, żeby zająć się handlem niebezpiecznymi produktami, służącymi do odurzania się w niekontrolowany sposób. Śledczy nie ustalili, gdzie je kupował, ale mężczyzna miał kontakty w branży, wcześniej był już zresztą karany za podobne przestępstwo.
Szajka prowadziła trzy sklepy internetowe, które miały w swojej ofercie kilkadziesiąt różnych substancji. Określano je jako produkty kolekcjonerskie, odczynniki chemiczne do prowadzenia badań laboratoryjnych, osuszania powietrza z wilgoci, czyszczenia zabrudzeń i niwelowania zapachów. Jak później ustalono, niektóre z nich miały w swoim opisie inny skład chemiczny, który nie był zgodny z rzeczywistym. Oczywiście na stronach sklepów widniała także informacja, że oferowane substancje nie są przeznaczone do spożycia przez ludzi. Każdy klient zamawiał je jednak właśnie w takim celu.
Według prokuratora to Sebastian P. wydawał polecenia innym członkom grupy, rozliczał ich, koordynował plany działania oraz dzielił zyski. Te nie były małe. Śledczym udało się udowodnić, że przez około 2 lata działalności szajki na kilka należących do nich kont bankowych wpłynęło w sumie ponad 1,5 mln zł.
Dopalacze i inne specyfiki odurzające i psychotropowe były porcjowane i pakowane, a następnie szykowane do wysyłki w mieszkaniu przy ul. Kryształowej w Lublinie. Wynajął je 34-letni Michał N. To właśnie w tym mieszkaniu w lubelskiej dzielnicy Węglin, 9 kwietnia, czyli dwa tygodnie po śmierci 37-latki w Piotrkowie Trybunalskim, zatrzymano jego oraz Sebastiana P. Wpadli na gorącym uczynku, podczas pakowania kolejnych paczek z dopalaczami. Adama Ż. zatrzymano, kiedy wchodził do klatki schodowej bloku.
Rola dwóch pozostałych mężczyzn: 38-letniego Roberta S. i 51-letniego Sylwestra Ł. ograniczała się do zakładania kont bankowych, na które wpływały wpłaty od klientów sklepów internetowych.
W sortowni z paczek wysunęły się woreczki z proszkiem
Zamówienia realizowane przez grupę były wysyłane za pośrednictwem operatorów usług pocztowych. Grupa najczęściej korzystała z paczkomatów przy ul. Tarasowej, al. Warszawskiej i ul. Nałkowskich w Lublinie. Czasami korzystano też z tradycyjnych punktów pocztowych przy ul. Ametystowej w Lublinie oraz we wspomnianej wcześniej Elizówce.
Przesyłki były nadawane przy użyciu fikcyjnych danych firm m.in. z Gdańska i Poznania. Szajka używała też numeru telefonu, za pośrednictwem którego zarejestrowano w systemie paczkowym w sumie 1655 przesyłek.
I to właśnie pracownik firmy InPost jako pierwszy wpadł na trop podejrzanych przesyłek. Pod koniec listopada 2017 r. powiadomił policję, że w trzech przesyłkach kurierskich mogą być zabronione substancje. W trakcie sortowania z trzech uszkodzonych paczek wysunęły się woreczki strunowe z białą substancją.
Śledztwo wszczęła lubelska prokuratura, ale na kilka miesięcy zostało zawieszone z uwagi na długotrwały okres oczekiwania na opracowanie opinii w zakresie badań chemicznych przez Laboratorium Kryminalistyczne KWP w Lublinie. 7 marca 2018 r. śledztwo wznowiono, a 29 marca przejęła je Prokuratura Okręgowa w Lublinie. Jak widać, stało się to dosłownie sześć dni po śmierci 37-latki w Piotrkowie Trybunalskim. W kwietniu policja dostała pełny wykaz paczek nadanych z numeru telefonu wykorzystywanego przez lubelską szajkę.
Więcej tropów
Ale tropów w sprawie grupy było więcej. W styczniu 2018 r. funkcjonariusze kontroli celno-skarbowej w Częstochowie znaleźli w oddziale Poczty Polskiej w Częstochowie pięć woreczków strunowych z psychotropami. Adresat powiedział im, gdzie zamówił specyfiki.
Tego samego roku pies służbowy Gabalon z Koluszek wywęszył paczki z podejrzanymi substancjami adresowane do Głogowa. Być może uratował komuś życie lub zdrowie.
Policjanci przesłuchali w tej sprawie ponad tysiąc osób. 516 z nich było odbiorcami paczek. Większość z nich przekonywała, że wcale nie zażywała zamówionych dopalaczy.
Najpoważniejsze zarzuty usłyszał Sebastian P., który zdaniem prokuratora kierował zorganizowaną grupą przestępczą, wprowadzającą do obrotu znaczne ilości szkodliwych dla zdrowia substancji chemicznych, czym sprowadzono niebezpieczeństwo dla życia i zdrowia wielu osób, a jedna z nich zmarła. Pozostałe osoby, czyli Adam Ż. i Michał N., usłyszały zarzuty udziału w tej grupie. Robert S. i Sylwester Ł. zostali oskarżeni o pranie brudnych pieniędzy, pochodzących z przestępczej działalności grupy.
Proces całej piątki odbędzie się przed Sądem Okręgowym w Lublinie. Za zarzucane im przestępstwa grozi do 22,5 roku więzienia.
Paweł Buczkowski, dziennikarz Wirtualnej Polski
Napisz do autora: pawel.buczkowski@grupawp.pl