WAŻNE
TERAZ

Ważna zmiana w KPO. Wypada reforma przygotowana przez KO

płk Andrzej Derlatka

"Rosjanie się szykują". B. szef agencji wywiadu nie ma dobrych prognoz
WIDEO

"Rosjanie się szykują". B. szef agencji wywiadu nie ma dobrych prognoz

W nocy z soboty na niedzielę Rosja przeprowadziła największy od początku wojny atak powietrzny na Ukrainę. - Sytuacja wygląda na patową - ocenił w programie “Newsroom” płk Andrzej Derlatka, były szef agencji wywiadu i były ambasador Polski w Korei Południowej. - Te napaści rakietowe i bombardowania miast ukraińskich mają wybitnie charakter terrorystyczny. Chodzi o złamanie siły oporu narodu ukraińskiego, żeby wreszcie zdecydował, że nie chce tej wojny i zechce przyjąć warunki kapitulacji, które zaproponowała Rosja. To trzeba jasno powiedzieć - propozycje rosyjskie są de facto warunkami kapitulacji - stwierdził pułkownik. W opinii eksperta “społeczeństwo ukraińskie jest wymęczone”. - Ukraińcy bronią się na froncie, ale niestety przegrywają. Rosjanie odnoszą sukcesy, zdobywają kolejne wsie i kolejne miasteczka - posuwają się bardzo powoli, odnoszą wielkie straty w ludziach, ale idą do przodu. Mają ogromną przewagę ludnościową, ogromną przewagę w sprzęcie, nawet pomimo pomocy z państw zachodnich, które otrzymuje Ukraina - mówił były szef agencji wywiadu. Przestrzegł, że “Rosjanie szykują się obecnie do poważnej ofensywy letniej”. - Ziemia jest sucha, czołgi mogą się przemieszczać, większe zgrupowania bojowe również. W związku z tym możemy się spodziewać nasilenia ataków. Do tego Rosjanie otrzymają najprawdopodobniej po połowie lipca dodatkowy kontyngent wojsk koreańskich, ponad 10 tysięcy. Zobaczymy, czy to wystarczy, żeby osiągnąć jakieś większe, spektakularne sukcesy, ale fakt jest faktem - Rosja jest silna na froncie - powiedział płk Derlatka.
Paulina Ciesielska Paulina Ciesielska
Kondycja polskiego wywiadu? Ekspert mówi o "marnowaniu potencjału"
WIDEO

Kondycja polskiego wywiadu? Ekspert mówi o "marnowaniu potencjału"

A czy ma Pan jakąś zakulisową, nieoficjalną wiedzę, w jakiej kondycji może być dzisiaj polski wywiad cywilny? To ważna część funkcjonowania nowoczesnego, demokratycznego kraju. Jak się mają obecnie polscy oficerowie? - z takim pytaniem Patrycjusz Wyżga, prowadzący program "Newsroom" zwrócił się do swojego gościa, płk Andrzeja Derlatki, byłego szefa Agencji Wywiadu i byłego ambasadora Polski w Korei Południowej. - Wywiad cywilny, niestety, nie jest tak doceniany, jak powinien. Na szczęście w zeszłym roku premier Tusk postanowił go dofinansować, ale tak naprawdę uzupełnił to, co powinno wynikać z prostego budżetu. I wywiad (nadal - red.) jest niedofinansowany. To jest po prostu przerażające, kiedy państwo jest słabe, kiedy jest zagrożone, przede wszystkim musi inwestować w rozpoznanie. Mamy opóźnienie po stronie wojskowej, rozpoznania satelitarnego i lotniczego. Na szczęście zaczęto coś robić - z opóźnieniem 10-letnim - ale zaczęto - odparł płk Derlatka. Gość programu podkreślał, że wywiad cywilny zawsze był silny, miał dobre rozeznanie, miał dobrą kadrę, zwłaszcza młodych ambitnych oficerów, którzy "chcieli coś zrobić". Jednak sądząc po podpisywanych dzisiaj kontraktach zbrojeniowych widać, że ich wiedza w żaden sposób nie jest wykorzystywana. - Przykład pierwszy z brzegu: kupiliśmy dużą liczbę czołgów amerykańskich. Okazuje się, że na froncie w Ukrainie nie są w stanie Ukraińcy tych czołgów naprawiać, dlatego że mają turbiny napędowe, które są nienaprawialne - mówił były szef Agencji Wywiadu. - Ktoś naszym rządzącym powinien wcześniej to podpowiedzieć, a to robi wywiad, przed podpisaniem kontraktu. To on dostarcza informacji, co i jak można ugrać. Kontrakt na F-16 wspierany był przez polski wywiad, dlatego mieliśmy 100 proc. offsetu - stwierdził. - Przegrywamy teraz różne konkursy na wspieranie obrony państw europejskich, nawet naszych "Piorunów" nie chcieli. Dlaczego? Bo Polska kojarzy się z zacofaniem technologicznym. Trzeba to zmienić i to powinien robić wywiad - mówił płk Derlatka. Zwrócił też uwagę, że od wielu lat nie ma ciała zwanego Wspólnotą Informacyjną Rządu. - To była siła polskiego cywilnego wywiadu, który mógł wpływać na różne resorty, podpowiadając im rzeczy, których nie widzi się na co dzień. Dlaczego tego nie ma? Nie rozumiem tego. To jest po prostu marnowanie wysiłku ludzkiego, marnowanie potencjału, który mamy i szans na szybszy rozwój Polski - ocenił płk Andrzej Derlatka.
Patrycjusz Wyżga Patrycjusz Wyżga
Violetta Baran Violetta Baran
Politycy dbają o nasze bezpieczeństwo? Ekspert nie pozostawia złudzeń
WIDEO

Politycy dbają o nasze bezpieczeństwo? Ekspert nie pozostawia złudzeń

Świat, według wielu komentatorów, znalazł się znów w obliczu tzw. koncertu mocarstw. Najsilniejsze państwa chcą decydować o losie tych mniejszych, słabszych. - Jak w obliczu tej sytuacji powinna zachować się Warszawa? - z takim pytaniem Patrycjusz Wyżga, prowadzący program "Newsroom" zwrócił się do swojego gościa, płk Andrzeja Derlatki, byłego szefa Agencji Wywiadu i byłego ambasadora Polski w Korei Południowej. - My ciągle tracimy czas. Albo stawiamy na niewłaściwych ludzi, którzy nie potrafią zrozumieć naszej sytuacji i nie są w stanie nadążyć za tempem wydarzeń, które są gwałtowne. Jeśli nie chcemy być przedmiotem rozgrywek, to musimy być silni - odparł gość programu. Zwrócił uwagę, że nasze PKB - w porównaniu do innych państw, na przykład Hiszpanii czy Niemiec - jest zdecydowanie niższe. Jego zdaniem, "musimy więc mieć inne atuty". Tym atutem, tak jak jest w przypadku Turcji, może być silna armia i silny przemysł obronny. - Nakupowaliśmy broni, ale zrobiliśmy to bez sensu, bez ładu i składu. Nie dlatego, że kupowaliśmy w Ameryce czy w Korei, ale gdzie są offsety? Gdzie są inwestycje w polski przemysł? - zastanawiał się płk Derlatka. Przypomniał, że chcieli u nas inwestować Koreańczycy, którzy planowali w Polsce wybudować centrum produkcji zbrojeniowej na Europę, kraje Bliskiego Wschodu i na Afrykę. - Mieli produkować w Polsce haubice K9. Koreańczycy są jednak zniecierpliwieni indolencją, arogancją i bezczelnością z polskiej strony (...) chyba zrezygnowali z Polski, będą produkowali haubice w Rumunii - dodał były szef Agencji Wywiadu. - Ta arogancja, bezczelność i indolencja to jest cecha poprzedniej czy tej ekipy? - dopytywał prowadzący program. - Myślę, że to jest cecha i poprzedniej, i obecnej ekipy. Politykom najwyższego szczebla wydaje się, że to jest proste i ktokolwiek może być szefem przemysłu zbrojeniowego, firm, koncernów zbrojeniowych. W związku z tym PiS na przykład, przez osiem lat rządów, dziewięć razy zmieniał prezesa najważniejszego koncernu zbrojeniowego w Polsce i jednego z ważniejszych w Europie. Po prostu różne koterie walczyły o to stanowiska. A co teraz mamy? Mamy znowu klucz polityczny. Szczytem wszystkiego była sprawa próby obsadzenia na najwyższe stanowisko w Instytucie Lotnictwa nominata partyjnego. Teraz, kiedy jest wojna, kiedy jesteśmy przedmiotem agresji ze strony Rosji, wojny hybrydowej, takie głupoty robimy. To jest coś przerażającego - ocenił płk Andrzej Derlatka.
Patrycjusz Wyżga Patrycjusz Wyżga
Violetta Baran Violetta Baran
Propozycja Trumpa ws. Strefy Gazy.  Były szef AW: Miała wstrząsnąć światem arabskim
WIDEO

Propozycja Trumpa ws. Strefy Gazy. Były szef AW: Miała wstrząsnąć światem arabskim

Czy Stany Zjednoczone są obecnie wiarygodnym partnerem w związku z tym, co mówi prezydent Donald Trump, chociażby o Strefie Gazy? - z takim pytaniem Paweł Pawłowski, prowadzący program "Newsroom" w WP zwrócił się do swojego gościa, płk. Andrzeja Derlatki, byłego szefa Agencji Wywiadu. - Proszę odrzucić propagandę od realnych faktów. Stany Zjednoczone są wiarygodnym i silnym partnerem. Bez Stanów Zjednoczonych nic w świecie się nie stanie, musi być zgoda USA - stwierdził gość programu "Newsroom". Jego zdaniem, Trump próbuje wzmocnić pozycję USA, która w ostatnich latach się osłabiła. - Trzeba też zrozumieć mentalność Trumpa, to jest mentalność biznesmena - ocenił. Zdaniem gościa programu, problem ze Strefą Gazy "nie jest do rozwiązania normalnymi metodami". - Ta propozycja miała wstrząsnąć światem arabskim, bo to ich współwyznawcy stanowią problem - stwierdził płk Derlatka. Zwrócił uwagę na fakt, że reakcja świata arabskiego, który natychmiast skrytykował propozycję Trumpa, może stanowić "pozycję negocjacyjną". - Po prostu chcą wynegocjować od Amerykanów jakieś daleko idące koncesje, jakieś wsparcie finansowe - mówił były szef AW. Przypomniał, że także świat arabski ma problem z Palestyńczykami. - Wystarczy wspomnieć Czarny Wrzesień w Jordanii (wojna domowa w tym kraju, wywołana przez radykalne palestyńskie organizacje zbrojne, które ogłosiły powstanie wyzwolonego terytorium palestyńskiego w północnej Jordanii w 1970 roku - przyp. red.) - tłumaczył. - To, co jest w tej chwili, czyli utrzymanie sąsiedztwa Palestyńczyków ze Strefy Gazy i Izraela w takiej formie, jak jest to obecnie, jest to nie do utrzymania - ocenił płk Andrzej Derlatka.
Paweł Pawłowski Paweł Pawłowski
Violetta Baran Violetta Baran
Laser bojowy kontra osioł. Były szef AW: Nie ma z czego się śmiać
WIDEO

Laser bojowy kontra osioł. Były szef AW: Nie ma z czego się śmiać

Ukraińcy chwalą się, że mają nową broń laserową, tymczasem w sieci pojawiają się doniesienia, że do jednego z oddziałów rosyjskich na froncie amunicję dostarcza osioł. Powód? Rosjanom brakuje już ciężarówek. Czy można wierzyć w takie doniesienia? - z takim pytaniem do płk. Andrzeja Derlatki, byłego szefa Agencji Wywiadu, zwrócił się prowadzący program "Newsroom" w WP Paweł Pawłowski. - To podstawowa zasada na wojnie: nie wolno wierzyć ani jednej, ani drugiej stronie zaangażowanej w ten konflikt. Druga sprawa, ten rzekomo ukraiński laser, jest laserem opracowanym w Wielkiej Brytanii i udostępnionym Ukraińcom, by mogli przetestować go w warunkach bojowych - odparł gość programu. - Natomiast jeśli chodzi o armię rosyjską i wykorzystanie zwierząt pociągowych do celów militarnych, to też trzeba wiedzieć, że armia niemiecka w czasie II wojny światowej miała chyba półtora miliona koni pociągowych. I tak naprawdę te wszystkie zwycięskie ofensywy zawdzięczała tym nieszczęsnym zwierzętom. Inna sprawa jest taka, że w Rosji brakuje sprzętu. UKraińcy zniszczyli ogromne ilości sprzętu, nie tylko czołgi, ale także samochody - tłumaczył. Dodał, że sprawa ta ma także drugie dno: może to bowiem oznaczać, że Chiny zmniejszyły swój strumień dostaw sprzętu podwójnego zastosowania, jakim są ciężarówki, do Rosji. - Pojawiły się nieoficjalne informacje o tym, że prezydent Donald Trump zniósł zakaz przeprowadzania ataków na cele w głębi Rosji. Przypominają jednocześnie, że wcześniej zakaz ten zniósł Joe Biden. Czy ta decyzja Trumpa może coś zmienić? - pytał swojego gościa Pawłowski. - To jest rewolucyjna decyzja. Obserwatorzy pominęli fakt, że Biden zgodził się na ataki w głębi obwodu kurskiego, natomiast Trump zniósł ten zakaz na całej linii frontu - odparł płk Derlatka. Jego zdaniem ta decyzja ma związek z prowadzonym przez Amerykanów negocjacjami w sprawie pokoju w Ukrainie. - Jeśli negocjacje idą gorzej, to wprowadza się ostrzejsze posunięcia. To jest forma nacisku na Rosjan - przekonuje płk Andrzej Derlatka.
Paweł Pawłowski Paweł Pawłowski
Violetta Baran Violetta Baran
Trump chce przejąć Grenlandię. "To powinno otrzeźwić duński rząd"
WIDEO

Trump chce przejąć Grenlandię. "To powinno otrzeźwić duński rząd"

Prezydent elekt USA, Donald Trump, stwierdził, że Dania powinna oddać Grenlandię, co uzasadnił potrzebą zapewnienia bezpieczeństwa narodowego Stanów Zjednoczonych. W programie "Newsroom" WP były szef Agencji Wywiadu oraz były ambasador RP w Korei Południowej płk Andrzej Derlatka został zapytany, czy Trump chce rozbić NATO. - Nie sądzę. Wykluczam tego typu ewentualność — odparł gość programu. Wyjaśnił, że jest to terminowa strategia amerykańska, która prowadzona jest od czasów Obamy. Tłumaczył także, że w kwestii rosnącego zagrożenia na Wschodzie Trump chce zwrócić uwagę, jakie zagrożenia niosą Chiny i Rosja. - Amerykanie oczekują od państw europejskich, że zbudują potęgę militarną, która będzie równoważyła potęgę Stanów Zjednoczonych — powiedział płk Derlatka. Prowadzący program dopytywał jakie zagrożenia dla Grenlandii niosą Chiny? Dziennikarz dodał, że Trump nie wyklucza interwencji militarnej. - Też bym mu to radził. W Grenlandii jest silny ruch niepodległościowy. W sytuacji, gdyby Grenlandia ogłosiła niepodległość, a Dania jest państwem demokratycznym, więc taką niepodległość zaakceptuje. To te 50 tysięcy Grenlandczyków może zdecydować na przykład, że Dania daje 500 milionów euro pomocy, a Chiny dadzą 5 miliardów. "No to podpisujemy sojusz z Chinami" - wyjaśnił gość programu. Były szef AW zwrócił również uwagę na Rosjan, którzy "są tam bardzo aktywni i marzą, żeby mieć tam bazę militarną". - Uważam, że to, co mówi Trump, powinno też otrzeźwić rząd duński, bo Dania nie jest w stanie w jakikolwiek sposób zapewnić bezpieczeństwa w sytuacji konfliktu globalnego – podsumował płk Derlatka.
Paweł Pawłowski Paweł Pawłowski
Kamila Gurgul Kamila Gurgul
Wojna w Ukrainie i co dalej? "Konflikty interesów nie do rozwiązania"
WIDEO

Wojna w Ukrainie i co dalej? "Konflikty interesów nie do rozwiązania"

Czy grozi nam wojna? - z takim pytaniem Agnieszka Kopacz-Domańska, prowadząca program "Newsroom", zwróciła się do swojego gościa płka Andrzeja Derlatki, byłego szefa Agencji Wywiadu i byłego ambasadora RP w Korei Południowej. - Tak, oczywiście. Analizując sytuację sprzed I i II wojny światowej, widać, że do obu konfliktów doprowadziły sprzeczności interesów, których, jak uznali przywódcy państw, inaczej niż przy pomocy wojny nie uda się rozstrzygnąć. Obecnie również obserwujemy narastanie konfliktu interesów, które wydają się nie do rozwiązania. No, chyba że pojawi się jakaś dobra wola, by je rozwiązać - odparł gość programu. Jako przykłady wymienił konflikt o Tajwan czy Morze Południowochińskie, które Chiny uważają za swoje morze wewnętrzne. - Czy w obliczu tego ewentualnego konfliktu globalnego, o którym pan wspomniał, te najbliższe tygodnie będą decydujące? - dopytywała prowadząca program. - Na pewno dadzą nam wiedzę, w jakim kierunku będzie rozwijała się sytuacja. Oczywiście, wygaszenie konfliktu na Ukrainie będzie bardzo korzystne, z tego punktu widzenia oczywiście, że jest to jedno z zarzewi III wojny światowej. To trzeba jasno powiedzieć - odparł płk Derlatka. - W tym momencie Rosja, która poniosła duże straty na Ukrainie, że nie jest w stanie nam zagrozić - ocenił płk Andrzej Derlatka dodając jednak, że jednocześnie obserwujemy stały rozwój militarny mocarstwa.
Agnieszka Kopacz-Domańska Agnieszka Kopacz-Domańska
Violetta Baran Violetta Baran
Rosjanie obawiają się Chin? "Liczą, że Trump im coś zaproponuje"
WIDEO

Rosjanie obawiają się Chin? "Liczą, że Trump im coś zaproponuje"

Czy tworzy się nam, za aprobatą Chin, nowa "oś zła": Rosja - Korea Północna? - z takim pytaniem Agnieszka Kopacz-Domańska, prowadząca program "Newsroom", zwróciła się do swojego gościa płka Andrzeja Derlatki, byłego szefa Agencji Wywiadu i byłego ambasadora RP w Korei Południowej. - Oczywiście, przy czym ja bym to określił inaczej. Pomiędzy tymi państwami są układy. W niektórych przypadkach są to jawne układy sojusznicze, jak ten między Rosją a Koreą Północną. Podobny układ jest obecnie negocjowany między Rosją a Iranem. Iran ma już układ o przyjaźni i pomocy z Chinami. Chiny inwestują tam pieniądze - odparł gość programu. - Jest to czwórka państw, i trzeba to jasno powiedzieć, pod przywództwem chińskim, a nie rosyjskim. Chiny są dzisiaj wielokrotnie większą gospodarką niż rosyjska. Armia chińska jest ogromna, jest potężna, nieporównanie większa od rosyjskiej - dodał. - Rosjanie zdają sobie sprawę z tego, co ich, jako państwo, czeka. Nie mają jasnej, świetlanej przyszłości przed sobą. Zwłaszcza teraz, po trzech latach wojny z Ukrainą ci, którzy myślą - a w kierownictwie rosyjskim są ludzie myślący - wiedzą, że ponieśli straszną strategiczną klęskę. To, co wymyślił Putin i jego otoczenie się nie udało i się nie uda. Są w sytuacji takiej, że mają perspektywę zależności od Chin na dziesięciolecia, co dla Rosjan jest przerażające, ponieważ tam jest pamięć pokoleniowa o ordzie, jarzmie tatarskim, które cofnęło Rosję o setki lat w stosunku do Zachodu - tłumaczył ekspert. - To, co się dzieje w stosunkach z Zachodem, może oznaczać zerwanie, ale może też oznaczać próbę ratowania sytuacji. Trump, a zwłaszcza jego ludzie z Partii Republikańskiej, mają taką teorię, by pójść na układy z Rosją po to, by ograniczyć wpływy chińskie. Tego Rosjanie się uczepili i uważają, że jest to próba wyjścia z tego ambarasu, w który sami się wpakowali. Liczą, że Trump coś im zaproponuje - stwierdził płk Andrzej Derlatka.
Agnieszka Kopacz-Domańska Agnieszka Kopacz-Domańska
Violetta Baran Violetta Baran
Nowy przyjaciel Putina. Ekspert: Kim wzoruje się na Korei Południowej
WIDEO

Nowy przyjaciel Putina. Ekspert: Kim wzoruje się na Korei Południowej

Władimir Putin i Kim Dzong Un. To nowa polityczna przyjaźń, czy tylko jednostronna relacja? Kto więcej zyskuje na tym związku? - z takimi pytaniami Agnieszka Kopacz-Domańska, prowadząca program "Newsroom", zwróciła się do swojego gościa, płka Andrzeja Derlatki, byłego szefa Agencji Wywiadu i byłego ambasadora RP w Korei Południowej. - Myślę, że to jest jakaś synergia, sytuacja, którą w biznesie można określić jako "win-win". Tu zresztą, odniesienie do biznesu jest uprawnione, ponieważ wysłanie żołnierzy do Rosji jest związane z pewnymi benefitami dla Korei Północnej, która w inny sposób by tych benefitów nie otrzymała. Jest niewiele towarów eksportowych z Korei Północnej, które trafiają na rynki międzynarodowe, Korea Północna od dziesięcioleci jest uzależniona całkowicie od Chin - odparł gość programu. - Otwarcie się na Rosję, jest dla nich nieprawdopodobnie korzystnym rozwiązaniem. I nie są w tej sprawie odkrywczy, ponieważ prezydent Korei Południowej w latach 60. ubiegłego wieku, na prośbę amerykańską, wysłał do Wietnamu około 50 tys. żołnierzy. Amerykanie płacili im żołd, taki sam, jak żołnierzom amerykańskim, ale rząd południowokoreański zwyczajnie ich okradał, ale nie w celu konsumowania tych pieniędzy przez jakąś plutokrację. Pieniądze te były przeznaczone przede wszystkim na rozwój Korei Południowej. Między innymi z pieniędzy z żołdu dla żołnierzy południowokoreańskich, wybudowano w Korei Południowej pierwszą autostradę - A1 - dodał. Jego zdaniem, ta historia mogła być wzorem dla Kim Dzong Una, ponieważ wysłanie żołnierzy południowokoreańskich do Wietnamu było potężnym impulsem dla rozwoju Korei Południowej. Według płka Derlatki, wysłanie północnokoreańskich żołnierzy do Rosji, może przynieść podobny, choć nie tak spektakularny efekt. - Oczywiście, gros tych pieniędzy pójdzie na rozwój technologii militarnych, zresztą Rosjanie prawdopodobnie już dostarczają rozwiązania w tym zakresie - dodał płk Andrzej Derlatka.
Agnieszka Kopacz-Domańska Agnieszka Kopacz-Domańska
Violetta Baran Violetta Baran
"Trzask spadających na podłogę szczęk", gdy Polska wstępowała do NATO
WIDEO

"Trzask spadających na podłogę szczęk", gdy Polska wstępowała do NATO

- Mnie się zdawało wtedy, że wystarczy wola polityczna - przyznał płk Andrzej Derlatka, oficer wywiadu, w odpowiedzi na pytanie Patrycjusza Wyżgi, w jaki sposób wstępuje się do NATO i Unii Europejskiej. - Potem się okazało, że to tak nie jest, że to są wysokie schody i trzeba się wdrapywać - dodał gość programu WP "Didaskalia". - Jest 11 umów dotyczących członkostwa w NATO, z których 9 dotyczy sfery cywilnej - tłumaczył. Jak podkreślił, NATO to pakt nie tylko wojskowy, to także "klub krajów demokratycznych z gospodarką rynkową, który szanuje demokrację, prawa człowieka itd. A przy okazji się zbroi, jeśli jest potrzeba, albo się rozbraja, jeśli nie ma takiej potrzeby". Derlatka opowiadał o swoim udziale w negocjacjach ws. członkostwa Polski w NATO. Zdradził, że nie było ważne, ile mamy czołgów, samolotów, broni. - Chodzi o podstawowe sprawy: o cywilną kontrolę nad armią, o to, że armia musi być częścią państwa, a nie - państwem w państwie. Musi podlegać regułom, które my uważamy za słuszne i my wszyscy się do tych reguł stosujemy - relacjonował rozmowy z przedstawicielami NATO. Derlatka przyznał, że ówczesne wyobrażenie Polaków o NATO było zupełnie inne. - Słychać było trzask szczęk spadających na podłogę. Nasi generałowie nie mieli wówczas czasu na czytanie tego typu informacji. Nikt im tego nie przekazał - skomentował pułkownik.
Patrycjusz Wyżga Patrycjusz Wyżga