epidemia (strona 5 z 27)

Prof. Krzysztof Pyrć: 50 tys. przypadków? Jest ich znacznie więcej
3:31

Prof. Krzysztof Pyrć: 50 tys. przypadków? Jest ich znacznie więcej

Wiceminister zdrowia Waldemar Kraska ujawnił, że w środę odnotowano ponad 50 tys. zakażeń koronawirusem. - To oznacza, że scenariusz, o którym mówimy od dłuższego czasu się realizuje. Widzimy bardzo duże wzrosty związane z wariantem Omikron. Te 50 tys. to również jest w jakimś stopniu reprezentacja, bo przy tym poziomie testowania my nie jesteśmy w stanie złapać wszystkich przypadków. Tych przypadków jest znacznie więcej. Ile? Na to pytanie nie potrafię odpowiedzieć - stwierdził w programie "Newsroom" w WP prof. Krzysztof Pyrć, wirusolog z Małopolskiego Centrum Biotechnologii UJ. - Dążymy do jeszcze wyższej liczby przypadków. Jedyne pytanie to, jak to się przełoży na obłożenie służby zdrowia i na zgony, bo wiemy, że wariant Omikron powoduje nieco rzadziej hospitalizację, wiemy również, że szczepionki, które stosowaliśmy w ubiegłym roku redukują również przy Omikronie ryzyko tej cięższej postaci choroby i śmierci. Jak dalece ten poziom wyszczepienia w Polsce wystarczy, by ta fala nie była ponownie tragiczna? To jest pytanie, na które nie potrafię odpowiedzieć, bo nie wiemy de facto, ile mamy w Polsce ozdrowieńców - dodał. Na pytanie, ile potrwa jeszcze pandemia, odparł, że prawdopodobnie po tym sezonie będzie troszkę "ten problem od nas odchodził". - Dzięki szczepieniom, ale też dzięki tej immunizacji, którą zyskujemy przez zachorowanie. Ale wirus nie zniknie, wirus z nami zostanie. W dalszym ciągu będzie problemem medycznym, w dalszym ciągu ludzie będą umierali z powodu COVID-19, natomiast te liczby nie powinny być już aż tak wysokie, jeśli będą to infekcje wtórne: po zaszczepieniu lub po zachorowaniu - stwierdził prof. Krzysztof Pyrć. Przyznał jednak, że to tylko prawdopodobny scenariusz. - Biologia nie raz nas już zaskakiwała - dodał.
Violetta Baran Violetta Baran
Rośnie liczba ofiar koronawirusa. Lekarz: "Polacy, nic się nie stało"?
3:04

Rośnie liczba ofiar koronawirusa. Lekarz: "Polacy, nic się nie stało"?

- Rzeczywiście wydaje się, że liczba nowych przypadków się ustabilizowała. Niestety, w ślad za falą największej liczby zachorowań, mniej więcej z opóźnieniem tygodniowym, dziesięciodniowym, idzie fala hospitalizacji, a za nią z kolei po kolejnych kilku dniach przychodzi fala zgonów. Niestety, przypuszczam, że maksymalne liczby zgonów jeszcze mamy przed sobą - stwierdził gość programu "Newsroom" w WP dr Konstanty Szułdrzyński z Kliniki Anestezjologii i Intensywnej Terapii CSK MSWiA, członek Rady Medycznej przy premierze Mateuszu Morawieckim, oceniając obecną sytuację epidemiczną w Polsce. - Dla mnie ten fakt, że te liczby zakażeń spadają, nie stanowi jednak wielkiej satysfakcji. Zginęły tysiące ludzi, które zginąć by nie musiały, gdybyśmy prowadzili rozsądną politykę - podkreślił dr Szułdrzyński. - Kluczowy błąd popełniliśmy w momencie, w którym wszystkie kraje europejskie wprowadziły ograniczenia w rozprzestrzenianiu się wirusa, szczególnie pomiędzy osobami niezaszczepionymi, co skłoniło znacznie większą liczbę ludności do szczepień. Te szczepienia, jeśli nawet do końca nie uchroniły przed narastaniem liczby nowych przypadków, to bardzo mocno zredukowały liczbę zgonów. Zobaczmy, że w przeliczeniu na liczbę mieszkańców, to w Niemczech liczba zgonów jest kilkukrotnie, przynajmniej czterokrotnie niższa niż u nas. I to jest ta liczba zgonów, której udałoby się uniknąć, gdybyśmy wprowadzili taką politykę, która się w tych krajach po prostu sprawdziła - ocenił gość programu "Newsroom". - Dobrze, że od 1 grudnia zostały wprowadzone obostrzenia. Bo ich niewprowadzanie, a zwłaszcza trąbienie na prawo i lewo, że obostrzeń nie ma i nigdy nie będzie, dawało poczucie, że nic się nie dzieje. Jest taka słynna polska pieśń "Nic się nie stało, Polacy nic się nie stało" i zawsze ponosimy honorowe porażki. Tylko jeśli chodzi o gole, to można by te porażki jeszcze jakoś przeboleć, ale jeśli chodzi o życie tysięcy naszych współobywateli, to nie wiem, czemu przechodzimy nad tym tak lekko - ocenił dr Konstanty Szułdrzyński.
Violetta Baran Violetta Baran