Trwa ładowanie...
dzzdfb2
dzzdfb2
Powrót dzieci do szkół. Dariusz Piontkowski o słabych efektach nauczania zdalnego

Powrót dzieci do szkół. Dariusz Piontkowski o słabych efektach nauczania zdalnego

Dariusz Piontkowski był gościem programu "Newsroom" Wirtualnej Polski. Wiceszef MEiN przekazał, że decyzja o powrocie dzieci do szkół była konsultowana z lekarzami epidemiologami. Piontkowski odniósł się także do tego, czy jest ona bezpieczna. - Rada medyczna mówiła wyraźnie, że groźba wzrostu zakażeń wśród dzieci i nauczycieli jest stosunkowo niewielka - powiedział. - Dane, które mamy także z innych państw, wskazują na to, że dzieci nie tylko trudniej zapadają na tę chorobę, ale także są w mniejszym stopniu nosicielami - dodał polityk. - Ogromna część profesorów medycyny, epidemiologów jest podobnego zdania co my. Uważają oni, że negatywne skutki nauczania zdalnego przeważają nad niebezpieczeństwem powrotu dzieci do szkół - dodał. - Dzieci potrzebują kontaktu z rówieśnikami i bezpośredniego nauczania przez nauczyciela, a nie tylko przez kamerkę internetową - wyjaśnił gość programu "Newsroom". - W większości wypadków efekty kształcenia zdalnego są słabsze niż nauczania stacjonarnego - dodał Dariusz Piontkowski.

Być może miał pan okazję przed momRozwiń

Transkrypcja:

Być może miał pan okazję przed momentem wysłuchać jeszcze kilku ostatnich minut rozmowy z panem doktorem i broń Boże, panie ministrze, nie chcę atakować. Po prostu pełen troski, także o swoje dzieci, chciałbym się zapytać. Słyszał pan opinie, jeśli nie, to przypomnę - przed chwilą pan doktor powiedział: "boję się, że powrót dzieci do szkół, to może być początek trzeciej fali pandemii i ja bym się na taki krok nie zdecydował". Wiedząc oczywiście, że to nie jest łatwa decyzja, że i Ministerstwo Edukacji i minister zdrowia waży różne racje, jak Adam Niedzielski powiedział, ale jednak pan doktor się boi. Jak pan odpowiada na taki strach? Szanowni państwo, wydaje mi się, że każda decyzja podejmowana w okresie pandemii, jest obciążona jakimś ryzykiem. Stanowisko pana doktora, jak rozumiem, wynika z jego prywatnej opinii, natomiast to, że taka decyzja została podjęta, jest wynikiem także rozmów z innymi lekarzami. Lekarzami epidemiologami, którzy są w radzie medycznej działającej przy panu premierze. Była przeprowadzona dyskusja, tam także dyskutowano tym, czy już teraz decydować się na powrót przynajmniej tych najmłodszych dzieci do szkół. I rada medyczna no tutaj jednoznaczna mówiła wyraźnie, że groźba wzrostu zakażeń wśród dzieci, wśród nauczycieli jest stosunkowo niewielka, te dane, które mamy w tej chwili także z innych państw, wskazują na to, że dzieci nie tylko trudniej zapadają na te choroby, ale także są w mniejszym stopniu nosicielami tej choroby. Ale na wszelki wypadek oczywiście stosujemy także wytyczne, które mają nie dopuścić do tego, aby dzieci kontaktowały się w większych grupach, aby ta nauka odbywała się, po powrocie już do szkół oczywiście, w niewielkich klasowych grupach, aby ewentualne zakażenie w szkole nie obejmowało większej grupy osób. Zresztą podobne zasady obowiązywały także i wiosną czy jesienią. Ja rozumiem panie ministrze, że to jest trochę tak, że jak wy się spotykacie, naradzacie, spotyka się specjalny zespół do spraw pandemii i próbuję właśnie wyważyć te racje, o których mówił minister zdrowia Adam Niedzielski, to pewnie, tak sobie jestem w stanie wyobrazić, specjaliści od zdrowia, medycy najlepiej woleliby, żeby rzeczywiście wszyscy siedzieli zamknięci w domach, prawda? Biznesy zwinięte, dzieciaki w domach, nauczanie zdalne. Żeby nikt nie wychodził z domu, bo to jakby jest gwarancja, że pandemia się zacznie kurczyć. Wiadomo, że sobie na to pozwolić nie możemy. No a więc wychodzi właśnie przedstawiciel ministra edukacji narodowej, próbuję podkreślać rolę powrotu do szkół przynajmniej tych najmłodszych dzieciaków, ale jakich, panie ministrze, pański resort używa argumentów? Konkretnych, twardych argumentów w rozmowie z profesorami medycyny, którzy mówią "nie, musicie zostać w domach"? Ale ogromna część profesorów medycyny, epidemiologów jest podobnego zdania jak my. To znaczy uważają, że negatywne skutki kształcenia na odległość przeważają nad niebezpieczeństwem powrotu dzieci do szkół. Jakie to są negatywne sztuki? Chodzi o niedokształcenie dzieci, chodzi o zdrowie psychiczne dzieci, o co dokładnie chodzi? Tak jest, chodzi o te negatywne skutki społeczne i psychologiczne, dzieci potrzebują kontaktu z rówieśnikami, ale potrzebują także takiego bezpośredniego wprowadzenia przez nauczyciela, nie tylko i wyłącznie przez kamerkę internetową. Wyraźnie wskazują także na to, że efekty tego nauczania zdalnego są zdecydowanie słabsze w większości wypadków niż nauczania stacjonarnego. A przecież te dzieci uczą się pisać, czytać, podstawowych umiejętności, które potem procentują w dalszym etapie kształcenia. Ważny jest także ten czynnik społeczny związany z koniecznością zapewnienia opieki dzieciom najmłodszym i plus do tego te dane, o których mówiłem. Że dane WHO wskazują na to, że dzieci jednak słabiej przenoszą tę chorobę, trudniej zapadają na nią na szczęście i stąd wydaje się, że gdy mamy do czynienia z pewną stabilizacją, przynajmniej w ostatnich dniach, liczby zakażeń, można spróbować puścić te dzieci do szkół.
dzzdfb2
dzzdfb2
Więcej tematów