Nagrał "taśmy Kołodziejczaka". Rolnicy z całej Polski jadą na miejsce

Zaognia się protest rolników w Dorohusku na granicy z Ukrainą. Grożą zaoraniem torów kolejowych
Zaognia się protest rolników w Dorohusku na granicy z Ukrainą. Grożą zaoraniem torów kolejowych
Źródło zdjęć: © East News | Wojtek Radwański
Tomasz Molga

14.02.2024 17:02, aktual.: 14.02.2024 17:12

Spółka PKP Cargo Connect organizująca przewozy rzepaku oraz słonecznika z Ukrainy zapewnia, że działa zgodnie z prawem. Jednak po ujawnieniu nagrań, jak jej dyrektor odmawia udzielenia informacji wiceministrowi rolnictwa Michałowi Kołodziejczakowi, rolnicy grożą, że zaorzą traktorami tory w Dorohusku.

- Nikt pewnie nie chce tego robić, bo to byłoby duże przestępstwo. Ja się takim komentarzom nie dziwię, bo jesteśmy zdesperowani. Tu jest taki przekręt robiony na skalę europejską, że Pablo Escobar (red. słynny kolumbijski przemytnik narkotyków) przewraca się w grobie, że można takie pieniądze zarabiać i to całkiem legalnie - mówi Wirtualnej Polsce Hubert Ojdana, rolnik z Podlasia, uczestnik blokady rolniczej w Dorohusku.

To on wraz z kolegami w poniedziałek odnalazł na bocznym torze w Dorohusku wagon ze spleśniałą kukurydzą, a także pociąg załadowany ziarnem rzepaku. Rolnicy podejrzewali, że transport ten narusza zasady embarga na import zbóż z Ukrainy do Polski. Zaalarmowali wiceministra rolnictwa Michała Kołodziejczaka. Ten we wtorek przyjechał do Dorohuska i w biurze spółki zażądał wyjaśnień.

Menedżer PKP Cargo Connect oświadczył, że firma nie jest spółką skarbu państwa, odmówił podania szczegółów przewozu, zasłaniając się tajemnicą handlową. Z innej wypowiedzi, jaka padła na spotkaniu, wynika, że transport zawiera m.in. 1700 ton rzepaku, który ma być przewieziony do Finlandii. Kołodziejczak domagał się potwierdzenia w dokumentach, że tak naprawdę jest. Został zbyty.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

- Ja będę opowiadał w mediach tę historię, jak wy niszczycie to państwo. Działacie na szkodę rolników polskich - zarzucał wiceminister Kołodziejczak. Rolnicy nagrywali rozmowy i opublikowali je na Facebooku tytułując je "Taśmy Kołodziejczaka".

Materiał wywołał kontrowersje, setki udostępnień i ponad dwa tysiące komentarzy. "To tak wygląda, jakby nad wszystkim już klamka zapadła i my, ani minister, ani nikt inny z tym nic już nie zrobi. To co zostaje? Tory rozrywać ciągnikami? - pisze rolniczka zaangażowana z protesty. "Zaorać im te tory!"- pada w wielu komentarzach przy nagraniu.

PKP Cargo zapewnia, że przestrzega embarga

"Spółka przestrzega obowiązującego prawa międzynarodowego, unijnego i krajowego, w tym dotyczącego zakazu importu ukraińskich produktów (...) Co zaś do udostępnienia informacji i dokumentów, to Spółka udostępnia takie dane uprawnionym organom i podmiotom, o ile wynika to z powszechnie obowiązujących przepisów prawa" - przekazuje w oświadczeniu zarząd PKP Cargo Connect.

- Rzepak nie był rozładowywany w Dorohusku. Zgodnie z przepisami jest dozwolony tranzyt zbóż poza terytorium kraju. Transporty odbywają się do portów w Gdańsku, Gdyni, Świnoujściu, Szczecinie lub do lądowych przejść granicznych - zapewnia w rozmowie z WP Krzysztof Losz, rzecznik prasowy PKP Cargo. Dodał, że wagony są oplombowane przez służby celne, kontrolowane przez kilka innych państwowych służb.

- Nie jest objęta embargiem na przykład śruta rzepakowa i słonecznikowa. Żadne przepisy unijne ani krajowe nie zakazują świadczenia usług przeładunkowych takich towarów - dodał Losz, zastrzegając, że takie transporty mogły się odbyć.

Tu wyjaśnijmy, że śruta to ziarno, które zostało częściowo rozdrobnione. Rolnicy twierdzą, że import śruty to łatwe obejście przepisów embarga, bo dla odbiorcy to żadna różnica, czy surowiec na paszę lub mąkę będzie ziarnem czy śrutą.

- Wszedłem na ten pociąg, widziałem na własne oczy i miałem w dłoni rzepak. Zostało to rozładowane na samochód o rejestracjach z Augustowa. Żadne oświadczenia miastowych z Warszawy mnie nie przekonają, że było inaczej - mówi WP rolnik protestujący w Dorohusku.

Granica z Ukrainą. Dorohusk to może być zapalnik

Bartłomiej Szajner, rolnik z powiatu chełmskiego obecny na blokadzie w Dorohusku, krytykuje zachowanie kolejowej spółki. - Dziwi mnie to, skoro mają wszystko w porządku, dlaczego nie mówią otwarcie? Jako rolnik muszę być gotowy do okazania wszystkich dokumentów w gospodarstwie, każdemu urzędnikowi - komentuje.

Przekazał, że w środę do Dorohuska przyjechali rolnicy z woj. śląskiego. W drodze na blokadę byli też rolnicy z Olsztyna, Elbląga, Płocka oraz Torunia. Blokada jest zgłoszona do 8 marca. - Niektórzy deklarują pozostanie na blokadzie do końca, czyli do skutku, jakim jest zatrzymanie wszelkiego importu towarów rolnych z Ukrainy. Widać ogromną desperację tych ludzi - dodaje.

Hubert Ojdana, uczestnik blokady z Podlasia, relacjonuje, że w Dorohusku napięcie pomiędzy protestującymi rolnikami a kierowcami ukraińskich TIR-ów sięga zenitu. - W nocy pojawiają się grupki tych kierowców. Oni wychodzą, odgrażają się, na naszych dyżurnych z blokady poleciały nawet kamienie. To może być zapalnik do awantury, w której komuś stanie się krzywda. Całe szczęście, że policja jest obecna - mówi dalej rolnik.

Przypomnijmy, że prokuratura w Chełmie wszczęła śledztwo w sprawie incydentu z 11 lutego, gdy na granicy w Dorohusku protestujący Polacy wysypali na ulicę zboże. Transportujące ten towar ciężarówki zawróciły do Ukrainy. Strona internetowa "Protest Rolników" informuje, że 20 lutego odbędzie się ogólnopolski protest przeciwko importowi z Ukrainy oraz zasadom unijnego Zielonego Ładu. Według nieoficjalnych zapowiedzi, protest ma polegać na marszu do Warszawy oraz blokadach centrów dystrybucji towarów sieci handlowych.

Tomasz Molga, dziennikarz Wirtualnej Polski

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Zobacz także