"Film o Żydach-powstańcach to piramidalna bzdura"

W piątek na ekrany polskich kin wchodzi amerykańska superprodukcja "Opór", opowieść o żydowskich partyzantach Tewje Bielskiego. Dla Żydów to bohaterowie, którzy w obliczu Zagłady, zamiast iść jak owce na rzeź, postanowili działać. Zupełnie inaczej postać Bielskiego widzą polscy historycy. - Ten film oddaje tylko cząstkę prawdy, fałszuje historię. Jest szkodliwy dla stosunków polsko-żydowskich - mówi w rozmowie z Wirtualną Polską historyk z Instytutu Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk prof. Krzysztof Jasiewicz.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
"Film o Żydach-powstańcach to piramidalna bzdura"
(Monolith Plus)
WP

WP: Joanna Stanisławska: Wiele środowisk w Polsce protestuje przeciwko emisji filmu "Opór", który według nich jest kłamliwy, całkowicie fałszuje prawdę historyczną. Czy przedstawione w filmie realia są prawdziwe?

Prof. Krzysztof Jasiewicz: - Ten film jest piramidalną bzdurą, opisuje rzeczy, jakie na Nowogródczyźnie, w ogóle na Kresach Wschodnich w czasie wojny nie miały miejsca. Tewje Bielski jest owszem postacią autentyczną, wraz z braćmi stworzył w Puszczy Nalibockiej obóz, w którym końca wojny doczekało ok. 1200 Żydów, ale nigdy z Niemcami nie walczył, tak jak zostało to przedstawione w filmie.

WP: Na ekranie zaś oglądamy szarżę na niemieckie czołgi w środku puszczy. Jak było naprawdę?

WP

- W rzeczywistości ani oddział Bielskiego, ani inna działająca w tym rejonie grupa partyzantów pod dowództwem Simchy Zorina, licząca 562 osoby, nie prowadziły działalności bojowej. Bezpośrednia walka z Wehrmachtem nie była ich celem. Partyzanci byli tropieni przez Niemców, za przywódców była wyznaczona wysoka nagroda, ale członkowie formacji nie podejmowali walki z okupantami, a jedynie uciekali przed nimi, kryjąc się po lasach. Chcieli przetrwać. Ich główną aktywnością było pozyskiwanie prowiantu od głodujących chłopów. Napadali na polskie wsie, rabując resztki żywności. Żydowskie grupy odznaczały się wyjątkową brutalnością, dochodziło do morderstw, gwałtów.

WP: Rekwizycje żywności robiła także Armia Krajowa i wszystkie inne partyzantki na świecie.

- Tak, z tą różnicą, że na ogół partyzanci mają poparcie ludności miejscowej. Wokół Puszczy Nalibockiej znajdowały się polskie dwory pod niemieckim zarządem, a partyzantom Bielskiego oparcia w Polakach brakowało. Z pewną dozą sympatii traktowała ich zamieszkująca te tereny ludność białoruska.

WP: Partyzant z oddziału Bielskiego Anatol Wertheim pisał we wspomnieniach: "Jedzenia mieliśmy tyle, że posyłaliśmy nawet do Moskwy. Raz w tygodniu lądował na polowym lotnisku w puszczy samolot, przywoził gazety i materiały propagandowe, a zabierał samogon, słoninę i kiełbasy naszego wyrobu".

WP

- Ilość żywności, jaką posiadali, była porażająca, a trzeba pamiętać, że w okresie wojny głód był powszechny. Te liczby znamy z ich własnych sprawozdań, które się zachowały w archiwach sowieckich. Historia Bielskiego, w filmie przedstawiona jednoznacznie pozytywnie, jednowymiarowo, miała jeszcze wiele takich "odcieni szarości". Przypuszcza się na przykład, że od przybyłych do puszczy uciekinierów z gett pobierał haracz. Otaczał się też ogromnym luksusem, podczas gdy sytuacja materialna mieszkających w jego obozie Żydów była zła. WP: Czy partyzantka żydowska działająca na Kresach była kontrolowana przez Sowietów?

- Tak, oddziały, o których mówimy, walczyły po stronie sowieckiej. W 1943 roku, kiedy polsko-sowiecki konflikt wokół Katynia osiągnął swoje apogeum, kiedy Niemcy odkryli masowe groby polskich oficerów i nagłośnili sprawę, na Kresach rozgorzała jawna wojna. Partyzantka sowiecka rozbrajała polskie oddziały, mordowała polski element przywódczy. Żydzi również brali udział w tych akcjach. Zresztą Bielski, który był przedwojennym kapralem Wojska Polskiego, po 17 września 1939 r., kiedy Nowogródczyzna przez dwa lata była częścią Związku Sowieckiego (do niemieckiego najazdu w czerwcu 1941) był sowieckim urzędnikiem. Jak więc sowiecki aparatczyk może być bohaterem?

WP: Dla Żydów Tewje Bielski jest bohaterem, to drugi Oskar Schindler, a film "Opór" ma zrywać z panującym powszechnie przekonaniem o żydowskiej bierności wobec Zagłady, o tym, że Żydzi jak owce szli na rzeź, nie stawiali oporu.

- Ciężko uznać rabunki i napady na ludność cywilną za przejaw bohaterstwa. Rozumiem, że środowiska żydowskie chcą promować postawy swojego narodu, swoje tradycje, ale wydaje się, że przybrało to formę przesadzoną, bo nie może być tak, że dzieje świata są zdominowane przez jedno wydarzenie pod nazwą Holocaust. Inne narody też miały swoje tragedie, straszne momenty w historii, które jednak nie przebiły się do kultury masowej.

WP

WP: Przeciwnicy filmu, obawiają się, że utrwali on fałszywy obraz historii naszego regionu. Czy podziela Pan tę opinię?

- "Opór" powinien być poprzedzony informacją, że przedstawia opowieść fikcyjną. Można założyć, że Polacy w miarę się jeszcze orientują w faktach historycznych, ale zdecydowana większość widzów, którzy obejrzą ten film na całym świecie, za prawdę uzna to, co zobaczy na ekranie. To o tyle przykre, że na Kresach Wschodnich dochodziło do autentycznych przypadków bohaterstwa, które mogłyby stać się kanwą dobrego sensacyjnego filmu. Tak jak historia powstania w Czortkowie, kiedy grupa młodych chłopców porwała się z bronią na garnizon sowiecki. Zostali złapani, dostali karę śmierci, a część dalsze życie spędziła w łagrach. Niesłychanym bohaterstwem wykazał się również podpułkownik Jerzy Dąbrowski, który w 1939 r. po klęsce wrześniowej walczył z bolszewikami w Puszczy Augustowskiej. Jego odział okrył się taką sławą, że w 1939 r. pisał o nim brytyjski "The Times". Wobec tych przykładów bohaterstwa, historia oddziału Bielskiego wydaje się czymś zupełnie prozaicznym.

Rozmawiała Joanna Stanisławska, Wirtualna Polska

Polub WP Wiadomości
WP
WP