Trwa ładowanie...
"Moja, Twoja, Nasza... Podcast". Na zdjęciu posłanka Lewicy Agnieszka Dziemianowicz-Bąk
"Moja, Twoja, Nasza... Podcast". Na zdjęciu posłanka Lewicy Agnieszka Dziemianowicz-Bąk Źródło: Agencja Gazeta, fot: Krzysztof Ćwik

Dziemianowicz-Bąk: 16-latkowie do urn wyborczych? Byłabym za

- Byłabym za obniżeniem wieku czynnego prawa wyborczego do 16. roku życia. W mojej ocenie kompetencje młodych ludzi i świadomość wyzwań, przed jakimi stoimy, są tak wysokie, że należałoby im oddać więcej przestrzeni do faktycznego decydowania, kto stanowi w Polsce prawo - oceniła posłanka Lewicy Agnieszka Dziemianowicz-Bąk w pierwszym odcinku "Moja, Twoja, Nasza... Podcast".

Share

"Moja, Twoja, Nasza... Podcast" zwraca uwagę na problemy, które na jedynkach gazet pojawiają się okazjonalnie, i które każda kolejna ekipa rządząca od momentu transformacji ustrojowej w 1989 roku traktowała powierzchownie i po macoszemu. Mowa o sprawach, którymi żyła lub żyje młodzież. Słuchamy pomysłów, konfrontujemy je z opiniami innych, a także rozliczamy tych, którzy w przeszłości odpowiadali za kształt polskiej polityki młodzieżowej.

Gościem pierwszego odcinka była posłanka Lewicy Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, członkini sejmowej komisji edukacji, nauki i młodzieży. W rozmowie poruszyliśmy m.in. kwestie prawa aborcyjnego, partyjnych młodzieżówek, nauki religii w szkołach oraz przyszłych wyborów prezydenckich.

Na początku rozmowy wróciliśmy jednak do tragicznych wydarzeń związanych ze śmiercią 30-latki w szpitalu w Pszczynie. - Jedyną rzeczą, co do której możemy mieć pewność, to fakt, że zeszłoroczna decyzja Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej okazała się dla pani Izabeli wyrokiem śmierci - komentowała parlamentarzystka.

dve96w8

- Zakaz aborcji stanowi zagrożenie dla zdrowia i życia kobiet, które są zmuszane do tego, aby szukać pomocy w podziemiu aborcyjnym lub za granicą. Kobiety, które nie mają takiej możliwości, zmusza się do niezwykłego cierpienia, do donoszenia ciąży, która nie zakończy się porodem zdrowego, zdolnego do przeżycia dziecka. Przypadek pani Izabeli mógł przytrafić się każdej z nas. I myślę, że ta świadomość, że mogło to spotkać naszą siostrę, przyjaciółkę, mamę czy córkę spowodowała, że kobiety masowo wyszły na ulice w marszach żałoby - tłumaczyła Dziemianowicz-Bąk.

Na początku listopada pełnomocniczka rodziny mec. Jolanta Budzowska w rozmowie z Wirtualną Polską przekazała, że w pszczyńskim szpitalu mogło dojść do błędu medycznego. - Oczywiście, mogło dojść do błędu lekarskiego, ale takie pomyłki nie dzieją się w próżni. Przy każdej takiej sytuacji trzeba pytać o kontekst. Trzeba pytać o to, dlaczego lekarze podjęli takie, a nie inne decyzje. Tym kontekstem jest obowiązująca sytuacja prawna i niemal całkowity zakaz aborcji. Dziś w Kodeksie karnym funkcjonuje zapis, który za tzw. pomocnictwo w przerwaniu ciąży przewiduje nawet do 3 lat pozbawienia wolności. W takich warunkach lekarze są sparaliżowani strachem. Lekarze powinni podejmować decyzje wyłącznie na podstawie swojej wiedzy medycznej i sytuacji zdrowia pacjentki. A obecnie boją się, że za drzwiami szpitala będzie czekać na nich prokurator - oceniła posłanka Lewicy.

Dziemianowicz-Bąk: Legalizacja aborcji nie jest zachętą

W debacie publicznej pojawiają się jednak pomysły, aby stworzyć dla lekarzy wytyczne, w których określi się, jak postępować w konkretnych przypadkach. - Nie może być tak, że ochrona zdrowia i życia kobiety jest czymś, co można zapisać drobnym drukiem jako dodatek czy gwiazdka do bardzo restrykcyjnej ustawy. Żadne wytyczne, wykładnie czy interpretacje nie zastąpią bezpłatnej i dostępnej aborcji, która w niektórych przypadkach ratuje życie. Legalizacja aborcji nie jest zachętą. To jest decyzja, którą podejmuje kobieta. I tu nie powinny wchodzić w grę żadne przesłanki i zgody od psychologa, księdza czy jakiegokolwiek polityka - kontrargumentowała Dziemianowicz-Bąk.

Po ubiegłorocznym wyroku Trybunału Konstytucyjnego Lewica wniosła do laski marszałkowskiej projekt tzw. ustawy ratunkowej. Trafił on jednak do "sejmowej zamrażarki". - W gruncie rzeczy jest to bardzo konserwatywny i ugodowy projekt. Nowelizuje on przepisy Kodeksu karnego w taki sposób, że za pomocnictwo w aborcji lekarzom nie grozi odpowiedzialność karna. Uzyskaliśmy dla tego projektu szerokie poparcie środowisk lekarskich, organizacji kobiecych i pozostałych ugrupowań opozycyjnych. Zorganizowaliśmy wtedy w parlamencie spotkanie ze wszystkimi ugrupowaniami politycznymi. Ostatecznie były to środowiska opozycyjne, choć oczywiście zapraszaliśmy także przedstawicielki obozu władzy - wspominała parlamentarzystka.

dve96w8

- Marszałek Witek - choć także kobieta - zdecydowała się ukryć go w sejmowej zamrażarce. Projekt nie jest procedowany, ponieważ większości rządowej podoba się obecny stan prawny. Uważają, że niemal całkowity zakaz aborcji jest czymś słusznym i pożądanym. Przedkładają swoje ideologiczne zacietrzewienie nad bezpieczeństwo kobiet, ale i lekarzy. I szczerze powiedziawszy bardzo mnie to zaskakuje, gdyż rozwiązanie, które proponujemy w projekcie, było przyjmowane przez parlamenty innych państw przy poparciu tamtych obozów chadeckich czy konserwatywnych. To nie były propozycje jedynie środowisk progresywnych, postępowych czy lewicowych - dodała rozmówczyni WP.

Jak jednak podkreśla, Lewica byłaby przeciwko organizacji referendum ws. aborcji. - Rolą polityków nie jest umywanie rąk od odpowiedzialności za stanowienie prawa. Kwestie dotyczące zdrowia i życia to nie są kwestie, o których powinniśmy decydować w plebiscycie, w referendum. Politycy, którzy zgłaszają dziś taki postulat, w mojej ocenie są osobami, którym brakuje trochę odwagi. Dziś każdy polityk powinien wiedzieć, czy staje po stronie kobiet i ich prawa do decydowania oraz ochrony zdrowia i życia, czy staje po stronie tych, którzy chcą w jakimś stopniu tę ochronę życia ograniczać - ocenia Dziemianowicz-Bąk.

- Należy także pamiętać, kto tak naprawdę przeprowadza w Polsce referenda. O kształcie pytania decyduje władza. Nie obywatele, nie komitety referendalne. W przypadku takiej kwestii, jaką jest przerywanie ciąży, treść pytania ma kolosalne znaczenie. Zupełnie inaczej ludzie odpowiadaliby na pytanie: "Czy jesteś za dostępem do bezpłatnej, legalnej aborcji do 12. tygodnia ciąży?", a zupełnie inaczej na pytanie: "Czy jesteś za zabijaniem nienarodzonych dzieci?". I nie chcę tutaj wchodzić w dywagacje dotyczące nomenklatury. Z punktu widzenia medycy nie mówimy jednak o nienarodzonych dzieciach, tylko o płodach. A to, jak ktoś się czuje, to już jest kwestia indywidualnej oceny kobiety - tłumaczyła posłanka Lewicy.

dve96w8

Szansa dla młodych? "Są często bardziej kompetentni od polityków"

W rozmowie poruszyliśmy również kwestię szansy realizacji pomysłów ludzi młodych. - Dziś są oni niezwykle dobrze zorganizowani i zaangażowani, ale także kompetentni w wielu tematach. Widać to chociażby w kwestii kryzysu klimatycznego, dążenia do neutralności klimatycznej i ochrony środowiska. Mam tu na myśli Młodzieżowy Strajk Klimatyczny, Extinction Rebellion, jak i bardziej lokalne, oddolne organizacje, które zajmują się tą sprawą. W tych tematach młodzi ludzie są często bardziej kompetentni niż większość klasy politycznej - oceniła parlamentarzystka.

Są także młodzieżówki partyjne, jeśli dana osoba jest zainteresowana zaangażowaniem stricte politycznym. Od nas, dorosłych polityków, zależy, co my z tymi chęciami zrobimy i czy wysłuchamy głosu młodych. Bo chęci do działania nie brakuje - wyjaśniała rozmówczyni WP.

Jak dodała, lewicowe młodzieżówki - Federacja Młodych Socjaldemokratów, Młodzi Razem, Czerwona Młodzież PPS - "mają dużą autonomię w sposobie działania". - To nie są przybudówki partyjne. Funkcjonują jako niezależne organizacje i współpracują także ze sobą. Uczą się tej współpracy koalicyjnej sztuki porozumiewania się. A my jako "dorosłe ugrupowanie" oferujemy im przestrzeń do artykułowania swoich postulatów bez względu na to, czy one idą zawsze dokładnie kropka w kropkę w parze z naszymi postulatami. Jako chyba jedyne ugrupowanie polityczne oddaliśmy młodzieżówkom lewicowym głos na konwencji Lewicy sprzed paru miesięcy. To młodzi tam przemawiali, starsi politycy z parlamentu pełnili tam raczej rolę konferansjerów - tłumaczyła Dziemianowicz-Bąk.

Dopytywaliśmy również o kwestię obniżenia wieku uczestnictwa wyborach do 16. roku życia. - Tak, byłabym za. Jest to moje osobiste przekonanie. Mówiłam już o nim w kampanii parlamentarnej w 2019 roku. W mojej ocenie kompetencje młodych ludzi i świadomość wyzwań, przed jakimi stoimy, są tak wysokie, że należałoby oddać młodym więcej przestrzeni do faktycznego decydowania, kto stanowi w Polsce prawo. Myślę, że na pewno należałoby rozpocząć debatę na ten temat - wskazała w podcaście.

dve96w8

Posłanka Lewicy dodała jednak, że ewentualna nowelizacja Konstytucji w tym zakresie w obecnej sytuacji byłaby trudna do przeprowadzenia. - Przeszkodą jest bieżąca polityka i układ polityczny. Nie chodzi mi nawet o to, czy znalazłaby się większość dla takiego projektu. Uważam, że w obecnej sytuacji politycznej byłoby czymś niezwykle nierozważnym, żeby zaczynać grzebanie w Konstytucji. Na pewno nie chciałabym, żeby przy Konstytucji majstrował Zbigniew Ziobro, Jarosław Kaczyński czy Antoni Macierewicz. Mając dobre intencje i chcąc obniżyć wiek czynnego prawa wyborczego, moglibyśmy skończyć z taką Konstytucją, która ograniczyłaby radykalnie prawa obywatelskie - stwierdziła.

Trzeba być ostrożnym, o czym się marzy. Myślę, że część obozu władzy bardzo chętnie by przyjęła zaproszenie do właśnie takiego grzebania przy Konstytucji. Nie wolno Prawa i Sprawiedliwości do tego dopuścić - oświadczyła Dziemianowicz-Bąk.

W rozmowie pojawiła się również kwestia nauczania religii w szkołach. - Miejsce religii jest w kościele czy w salce parafialnej. Choćby dlatego, że księża, którzy są nauczycielami religii, nie podlegają jurysdykcji Ministerstwa Edukacji, władzy państwowej, tylko są wysyłani do szkół przez przez biskupów. Szkoła to jest instytucja państwowa i powinna być wolna od jakiejkolwiek ideologii i religijnej indoktrynacji. Ja nie mam nic przeciwko temu, żeby rodzice, którzy są danego wyznania, wychowywali swoje dzieci w duchu tego wyznania. Nie mam nic przeciwko lekcji religii tak w ogóle. Ale szkoła ma być miejscem edukacji, a nie kultu religijnego - podkreśliła parlamentarzystka.

Wybory prezydenckie. "Widziałam te głosy i zachęty"

Przed ubiegłorocznymi wyborami prezydenckimi wśród ewentualnych kandydatek Lewicy wymieniana była m.in. Agnieszka Dziemianowicz-Bąk. - Oczywiście widziałam te głosy i zachęty. Takie kibicowanie, że byłoby fajnie, gdybym to ja kandydowała. Rzeczywiście, uważam, że warto jest inwestować w kobiety - wystawiać kobiece kandydatury na dobrze eksponowanych miejscach. Otwarcie mówiłam też, że ugrupowania polityczne powinny postawić na kobiety w wyborach prezydenckich - przekazała Dziemianowicz-Bąk.

dve96w8

- Nie ukrywam jednak także tego, jakie są moje pierwsze ambicje polityczne. Jest to Ministerstwo Edukacji Narodowej. Resort ten zasługuje w końcu na kogoś, dla kogo oświata jest priorytetem, a nie trampoliną np. do Parlamentu Europejskiego, tak jak było w przypadku minister Anny Zalewskiej. To ministerstwo jest zbyt często traktowane przez polityków jak odesłanie na karnego jeżyka - przekazała w rozmowie z WP.

Przemysław Czarnek wcale nie miał ambicji, aby zostać ministrem edukacji. Chciał zostać ministrem sprawiedliwości i wygryźć Zbigniewa Ziobrę. To mu się nie udało. No to jako nagrodę pocieszenia dostał Ministerstwo Edukacji ku rozpaczy dziesiątek tysięcy młodych młodych ludzi - oświadczyła parlamentarzystka.

Jak jednak dodała, "niczego nie wyklucza". - Dotychczasowe głosy i pomysły, że ktoś widziałby mnie na takim czy innym stanowisku, traktuję po prostu jako komplement wobec mojej poselskiej pracy i duży kredyt zaufania - oświadczyła Dziemianowicz-Bąk w podcaście WP.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.

Podziel się opinią

Share
Więcej tematów