Kobiety, które 4-6 lat temu korzystały z urlopów macierzyńskich i wychowawczych, dowiadują się teraz, że muszą zapłacić nie tylko zaległe składki, ale też po kilka tysięcy złotych odsetek. ZUS żąda od nich pieniędzy, choć zgodnie z wyrokiem Sądu Najwyższego nie są mu nic winne. A przypomniał sobie o nich dopiero teraz, bo robi porządek w dokumentach - podaje "Gazeta Wyborcza".