atak na ukrainę (strona 4 z 4)

Ścisk, strach, syreny. Jak wygląda dziś Kijów? Relacja reportera WP
WIDEO

Ścisk, strach, syreny. Jak wygląda dziś Kijów? Relacja reportera WP

Od rana sytuacja w stolicy Ukrainy staje się coraz bardziej napięta. Służby ostrzegają przed możliwością przeprowadzenia nalotów, syreny alarmowe rozbrzmiewają co kilka godzin, nakazując mieszkańcom udać się do schronów. Ze względów bezpieczeństwa reporter WP z Kijowa przedostał się do oddalonego o 70 kilometrów na południe miasta Fastów. Nad ranem do hotelu Ukraina przy Majdanie Niezależności nie przyszedł żaden pracownik. To tam przebywała większość dziennikarzy relacjonujących konflikt na wschodzie. Według pojawiających się informacji hotel ma zostać zaatakowany, dlatego został całkowicie opuszczony. Jak relacjonuje reporter WP Patryk Michalski, tysiące mieszkańców Kijowa próbuje wydostać się z miasta. Jest problem z dostępnością biletów, a w mieście co kilka godzin rozlega się alarm. - Kiedy zawyły syreny, ludzie ruszyli do stacji metra, by się schronić. Wybuchła panika, bo ludzie bali się, że nie starczy dla nich miejsca — relacjonuje Patryk Michalski. Mężczyźni sami zgłaszają się do obrony swojej ojczyzny. Wjazd do miast i miasteczek jest kontrolowany przez ukraińskich ochotników i żołnierzy. Wszystko ze względów bezpieczeństwa, aby nie dopuścić do przedostania się rosyjskich prowokatorów. Żeby zatankować samochód, trzeba czekać w kolejce kilka godzin. Samochody po brzegi wypełnione są najpotrzebniejszymi rzeczami oraz ludźmi. Ze względu na problem z dostępnością miejsc małymi samochodami podróżuje nawet sześć osób.
Mateusz Czmiel Mateusz Czmiel
Ukraiński publicysta: Putin chce się pokazać jako "zbieracz ziem rosyjskich". To jego główna misja
WIDEO

Ukraiński publicysta: Putin chce się pokazać jako "zbieracz ziem rosyjskich". To jego główna misja

- Władimir Putin nie ma nic do stracenia. W 2022 roku jest setna rocznica powstania Związku Radzieckiego i on uważa, że musi coś zrobić, żeby pokazać, że jest "zbieraczem ziem rosyjskich". To jest jego misja. A przy tym nie zdaje sobie sprawy z antyrosyjskich nastrojów Ukraińców, w tym tych rosyjskojęzycznych - mówił w programie “Newsroom” Roman Kabaczij, ukraiński publicysta. Dziennikarz zaznaczył, że w obliczu kryzysu Ukraińcy czują znaczne wsparcie Zachodu. Jedyne, co ich niepokoi, to dwuznaczna postawa Niemiec. - Wielka Brytania przysłała nam tyle sprzętu wojskowego w parę tygodni, co przez 20 lat nam nie wysłali - podkreślił. - Mamy nadzieję, że nie po to Europa i Zachód tyle lat nas wspierali, żeby pozwolić sobie w jednej chwili na utratę cennego przyczółka demokracji w obszarze postradzieckim. Kabaczij skomentował także doniesienia zachodnich wywiadów, mówiące o możliwości osadzenia w Kijowie prorosyjskiego reżimu. - Mamy lekcje z przeszłości. Pod koniec II wojny światowej Stalin - zajmując Ukrainę, a później Polskę - tworzył własne komunistyczne rządy ludowe tych krajów. Pierwszy proklamowano w Charkowie, drugi w Lublinie. Przypomnę, że Charków znajduje się obecnie raptem 20 kilometrów od granicy. Gdyby Rosjanie zajęli to miasto, to nie zdziwiłbym się, gdyby ogłosili tam powstanie jakiegoś nowego "ukraińskiego" rządu - ocenił. - Chętnych do zasiadania w takim rządzie niestety nie będzie brakowało. We władzach, w strukturach siłowych Ukrainy, nie brakuje prorosyjskich postaci - stwierdził.