Trwa ładowanie...
Burza nad miastem
Burza nad miastemŹródło: Getty Images, fot: Lin Yingxuan

Ratuj się kto może. Tylko jak to zrobić

Walą pioruny, a z nieba leją się potoki wody. Ot, burza, jak burza – chowasz się w domu. Tylko gdzie się schować, gdy dachy zaczynają fruwać, budynki walą się niczym domki z kart, a ulice zamieniają się w rwące rzeki? Takie scenariusze wieszczono już 30 lat temu. Zmarnowaliśmy ten czas, bo kto przejmowałby się "niemożliwym".

Share

24 czerwca, Małopolska. Nad Sądecczyzną przechodzi trąba powietrzna, zrywa dachy, niszczy wszystko, co napotka na swojej drodze. Uszkodzonych jest około siedemdziesiąt budynków. Straż pożarna dostaje setki wezwań, pomagają żołnierze Wojsk Obrony Terytorialnej. W Librantowej zniszczone są domy, kościół i kaplica. Z nieba spadają kule gradu wielkości piłek golfowych.

- Wszystko zaczęło fruwać - mówił jeden z mieszkańców w rozmowie z "Gazetą Krakowską". - Deski, kawałki wełny, styropianu i śmieci uniosły się w górę. Zdążyłem tylko schować się z dziećmi do bezpiecznego pomieszczenia w naszym domu i obserwowałem, co się wydarzy. To był taki dźwięk, jakby startował odrzutowiec, a potem usłyszałem jeden wielki trzaski i huk. Czegoś takiego nie widziałem jeszcze nigdy.

d378gd5

9 lipca, cała Polska. Komenda Główna Państwowej Straży Pożarnej podaje, że do godziny 22 zastępy wyjeżdżały już 5130 razy. Najwięcej interwencji jest w łódzkim - 1140. Burze i nawałnice uszkadzają 120 domów, straż ewakuuje 13 obozów harcerskich, kilkoro dzieci trafia do szpitali.

Na Mazurach żeglarze pospiesznie chowają się w portach - na szczęście wszystkim udaje się to przed burzą. Na Śląsku drogi są nieprzejezdne. W Małopolsce strażacy odbierają prawie tysiąc zgłoszeń. Burza powala drzewo-symbol, rosnące pod Zamkiem na Wawelu. Ponad 100 tys. odbiorców w całym kraju nie ma prądu.

15 lipca, Śląsk. Do wieczora strażacy mają 750 zgłoszeń. Nawałnica niszczy domy, powala drzewa, które utrudniają przejazd drogami. Pociągi mają ogromne opóźnienia, a samoloty są kierowane do podkrakowskich Balic.

W Zawierciu woda zalewa jeden z zakładów produkcyjnych. W środku uwięzieni są pracownicy. Strażacy muszą odpompować wodę, żeby pomóc im się wydostać.

18 lipca, cała Polska. W ciągu 10 minut spada nawet 20-30 mm deszczu. W ciągu godziny - do 100 mm. Miejscowość Szeligi niedaleko Płocka jest odcięta od świata, bo pobliska rzeka zerwała dwa mosty.

Librantowa po przejściu trąby powietrznej
Librantowa po przejściu trąby powietrznejŹródło: PAP, fot: Grzegorz Momot

W Małopolsce, w Racławicach, od uderzenia piorunu w płomieniach staje dom. Droga krajowa nr 7, czyli zakopianka, znajduje się pół metra pod wodą. Powódź zalewa także miejscowości w powiecie myślenickim - między innymi niewielki Głogoczów.

Parę minut ulewy w środku nocy wystarczyło, by wielu mieszkańców zostało z niczym. Z zalewanych domów uciekali, nie próbując nawet ratować dobytku. - Dość powiedzieć, że strażakom, którzy ewakuowali moją teściową, woda sięgała prawie do szyi. Przez dom przeszła fala i jak sądzę, nadaje się on już tylko do rozbiórki – opisywała "Dziennikowi Polskiemu" jedna z mieszkanek wsi.

d378gd5

Polskę na razie omijają pożary, szalejące w wielu częściach świata i Europy. Z tym żywiołem próbuje sobie radzić Turcja. Ogień w ostatnim tygodniu sierpnia pojawił się w aż stu miejscach, trawiąc wiejskie farmy i uśmiercając zwierzęta. Jedyna bezpieczna droga ewakuacji z wielu miejscowości wiodła przez Morze Śródziemne. Pożary straszą też we włoskiej Pescarze. W szczycie sezonu turystycznego strażacy interweniowali tam aż 800 razy, ewakuowano kilkuset przyjezdnych i mieszkańców. Ogień dławi również Grecję i Hiszpanię.

Klimatolodzy nie pozostawiają nadziei: takich zjawisk będzie coraz więcej. Im bardziej ociepla się klimat, tym intensywniejsze są burze, ulewy i wichury. Będziemy obserwować więcej powodzi błyskawicznych, które w ciągu godziny potrafią zatopić betonowe miasta. Czy Polska jest na to przygotowana?

Myślenicka deweloperka

Mieszkańcy małopolskich Myślenic do wielkiej wody są już przyzwyczajeni. Przynajmniej co kilka lat wylewa tam Raba, często niszcząc drogi, bary, restauracje i alejki parku w rekreacyjnej dzielnicy miasta - Zarabiu.

Nic dziwnego, skoro brzegi rzeki są szczelnie wybetonowane. Woda nie ma jak wsiąknąć w grunt. Wylewa, gdzie może, powodując podtopienia i powodzie. Poprzednia wydarzyła się zaledwie rok temu. Dlatego Myślenice znalazły się na trasie kampanii wyborczej Andrzeja Dudy, który przyjechał do miasta obejrzeć straty. Na szczęście żywioł oszczędził domy. Woda zalała głównie trawiastą plażę.

Rok później media znów donoszą o niszczycielskiej powodzi na Zarabiu. O wydarzenia z 18 lipca pytamy burmistrza miasteczka, Jarosława Szlachetkę.

- Trudno się na takie wydarzenia przygotować. Jakiś czas temu nikt nie myślał o tym, że przez moment na ziemię może spaść aż tyle wody - miejscami nawet 100 milimetrów na metr kwadratowy. Ale tym razem problemem nie była rzeka Raba, a małe potoki - mówi Szlachetka.

W dzień po przejściu trąby powietrznej nad Librantową do tragedii doszło w Czechach. Tornado spustoszyło m.in. Morawską Nową Wieś
W dzień po przejściu trąby powietrznej nad Librantową do tragedii doszło w Czechach. Tornado spustoszyło m.in. Morawską Nową WieśŹródło: PAP, fot: Lukas Kabon

To oznacza, że w jeden dzień na ziemię spadła ilość wody odpowiadająca dwukrotności średnich opadów dla całego lipca. W Polsce wartość ta dla ostatnich trzech dekad wynosi 86 mm. Spośród polskich miast najbardziej deszczowym jest Zakopane, gdzie przez cały lipiec spada średnio 184 mm wody na metr kwadratowy.

d378gd5

Według Szlachetki lipcowej powodzi nie wywołała tym razem wybetonowana Raba. Woda spływała ze stoków wzniesień Chełm i Uklejna, górujących nad Zarabiem. Poniżej zboczy w ostatnich latach pojawiły się dwa osiedla deweloperskie - szeregowa zabudowa, dużo kostki brukowej, zabetonowane parkingi. Woda nie miała tam gdzie wsiąknąć, a więc popłynęła dalej - na ulice Zarabia i pobliską zakopiankę.

- Na pewno w przyszłości musimy z większą rozwagą podchodzić do procedowania planów zagospodarowania przestrzennego - zauważa Szlachetka.

Budowę deweloperskich osiedli dopuszcza tam dokument uchwalony przez radę miasta w 2014 roku, kiedy burmistrzem był kto inny.

- Teraz widzimy, że taka decyzja być może była błędem - komentuje obecny burmistrz.

Nowe osiedla z Zarabia już nie znikną. Można jedynie sprawdzić, czy inwestorzy nie nagięli norm, i czy starostwo powiatowe wydało pozwolenie na budowę zgodnie z prawem. Szlachetka zapowiada, że będzie rozmawiał z miejskim Zakładem Wodociągów i Kanalizacji o tym, jak zapobiec kolejnym błyskawicznym powodziom.

Miasta bez zieleni

- Myślenice cierpią przez decyzje, które podjęto kilka lat temu. Podobnie jest w całej Polsce - mówi nam urbanista i autor podcastu Urbcast Marcin Żebrowski. - W miastach niezbędnym elementem jest powierzchnia biologicznie czynna - czyli, mówiąc prościej, zieleń. Mamy jej niestety coraz, mniej kosztem infrastruktury i budownictwa. Taką powierzchnię najłatwiej się usuwa, żeby zrobić miejsce dla nowych inwestycji. Wydaje mi się, że obecnie cierpimy przez decyzje, które były podejmowane kilka, kilkanaście lat temu. To dziś, kiedy opadów jest coraz więcej, a liczba podtopień rekordowo rośnie, odczuwamy skutki tego, jak wtedy budowano. Brakuje parków, skwerów i zieleni, która tę wodę mogłaby przyjąć - tłumaczy.

Jak dodaje, w Polsce często projektuje się osiedla jako osobne przestrzenie, a pomiędzy nimi wylewa asfalt i beton. Nie myśli się o całości.

- Na zachodzie można spotkać się z tak zwanymi "green stretches" - czyli długimi pasami zieleni łączącymi często oddalone od siebie, większe parki. Dzięki temu tworzą one spójny, przyjmujący duże ilości wody system - wyjaśnia Żebrowski.

d378gd5

Podaje przykład Kopenhagi, która wyciągnęła wnioski z kataklizmu sprzed dekady. W 2011 roku miasto przeżyło wielką powódź. Woda zalała największy w mieście szpital, 10 tys. mieszkań zostało bez prądu. Straty liczono w miliardach koron.

- Po powodzi postawiono na "dzielnice klimatyczne", w których powstają parki i zbiorniki retencyjne. W dzielnicy Østerbro nawet rondo jest tak zaprojektowane, żeby retencjonowało wodę. Powódź nawiedziła miasto 10 lat temu, projekty, które mają zapobiec kolejnym kataklizmom, zakończono w ostatnich kilku latach. To był masterplan, władze spojrzały na poszczególne dzielnice i całe miasto jako całość. Polska mogłyby brać z Kopenhagi przykład - przekonuje Marcin Żebrowski.

W naszej części Europy zmagamy się z błyskawicznymi powodziami, a Turcja, Grecja i Włochy z niespotykanymi od lat pożarami
W naszej części Europy zmagamy się z błyskawicznymi powodziami, a Turcja, Grecja i Włochy z niespotykanymi od lat pożaramiŹródło: East News, fot: Yasin Akgul

Jak dodaje, coraz bardziej powszechna powinna być koncepcja "miasta-gąbki" - czyli takiego, które potrafi zatrzymać i wykorzystać zebraną wodę.

Na własnych błędach stara się też uczyć Kraków. W mieście powstała jednostka zajmująca się przystosowaniem przestrzeni do zmiany klimatu, której władze nadały nazwę Klimat-Energia-Gospodarka Wodna (w skrócie KEGW).

Pracujący tam urzędnicy zajmują się między innymi nowymi odcinkami kanalizacji burzowej, urządzeniem nowych osiedli z nasadzeniami zieleni, budową nowych zbiorników deszczówki czy drenowanych parkingów. A co ze starszą zabudową, na przykład wielkimi, zabetonowanymi osiedlami Ruczaj czy Avia? Nimi KEGW się nie zajmuje.

- Działamy od 2020 roku. Wcześniej te sprawy regulowały inne miejskie jednostki - odpowiada Magdalena Wasiak, rzeczniczka KEGW. Kraków również ucierpiał przez błyskawiczne powodzie. Woda zalała między innymi ulice w Nowej Hucie. Wasiak przyznaje, że w wielu miejscach kanalizacja burzowa nie nadąża z przyjmowaniem wody. Dlatego urzędnicy zalecają deweloperom użycie szerszych rur do jej odprowadzania.

d378gd5

Plany pełne ogólników

Kraków, podobnie jak inne większe polskie miasta, przygotował tzw. Miejski Plan Adaptacji (MPA) do Zmian Klimatu. Są to dość ogólne dokumenty, w których samorządy wyznaczają swoje klimatyczne cele.

W tym krakowskim czytamy m.in. o promocji elektromobilności, stosowaniu jasnych kolorów elewacji, które odbijają promienie słoneczne, atrakcyjnym miejskim transporcie, rozbudowie kolei aglomeracyjnej i wzmocnieniu jednostek służb ratowniczych. W sumie proklimatyczne projekty w Krakowie mają kosztować ponad 8 mld zł i zostać wdrożone do 2030 roku.

W innych miastach plany są równie ogólne i optymistyczne, a nawet podkreślają profity płynące ze zmiany klimatu. Tak jest na przykład w Gdańsku, gdzie na cieplejszych latach ma skorzystać turystyka.

W Łodzi MPA przewiduje projekty wspierające rozwój zieleni w tkance miejskiej jak Zielona Łódź czy Zielone Podwórka. W stolicy planowany jest monitoring wysp ciepła, czyli najmocniej nagrzewających się miejsc, a także system ostrzegania przed zagrożeniami regionalnymi. W dokumencie czytamy również o promowaniu zielonych dachów i ogródków balkonowych, ochronie zielonych przestrzeni, nasadzeniach wzdłuż ulic i zagospodarowaniu wód opadowych.

Pytanie, czy włodarze miast przekują te ogólniki w działania.

Według Ministerstwa Klimatu i Środowiska będzie to wyzwaniem. Urzędnicy resortu twierdzą jednak, że MPA są solidną podstawą do rozmowy o konkretach, pozwolą też o ubieganie się o unijne środki.

Na razie jedynie największe miasta mają swoje plany. Komisja Europejska zaleca jednak, by tworzyły je również ośrodki o zaludnieniu powyżej 20 tys. osób. Zdaniem przedstawicieli ministerstwa o klimacie trzeba rozmawiać też w najmniejszych miasteczkach i wsiach. Na przykład w 9-tysięcznym Lwówku Śląskim, które ma własną, betonową "wyspę ciepła".

Europa zrywa asfalt

Według niektórych nad zmianami nie trzeba się długo zastanawiać. Działają proste środki.

- Na przykład zrywanie asfaltu i betonu - mówi Jacek Engel z organizacji Greenmind. Ze swoją opinią nie jest osamotniony. Podobnie myślą władze Wiednia, które w zeszłym roku podjęły decyzję o pozbyciu się asfaltu i betonu z jednej z ulic w centrum. W ten sposób powstał nowy park przyjmujący wodę w czasie ulew i dający ochłodę w upały. Inne arterie są zwężane, a wzdłuż nich sadzi się nowe drzewa. W Rotterdamie władze miasta z kolei zachęcają mieszkańców do zrywania kawałków chodnika i sadzenia tam roślin.

W lipcu zniszczone zostało kilka miejscowości leżących w dolinie rzeki Ahr. W tych rejonach Niemiec powodzi nie było od dziesięcioleci
W lipcu zniszczone zostało kilka miejscowości leżących w dolinie rzeki Ahr. W tych rejonach Niemiec powodzi nie było od dziesięcioleciŹródło: Getty Images, fot: Thomas Lohnes

- Nie trzeba filozofii, żeby wiedzieć, że wodę trzeba zatrzymywać tam, gdzie spadnie. A u nas dzieje się coś odwrotnego - wystarczy popatrzeć na rewitalizacje rynków. To jest rozpacz. W całej Polsce jest kilkadziesiąt miast, w których zlikwidowano tereny zielone na rynku i pokryto kostką granitową. Skutek jest taki, że można na niej smażyć jajka, a jak pada, to momentalnie woda się stamtąd rozlewa, zatapiając lokale usługowe i piwnice - irytuje się Engel.

Problemem w polskich miastach - i to nie tylko na rynkach - jest popularna kostka Bauma. To powierzchnia, która nie przepuszcza wody, zwiększając ryzyko podtopień i powodzi.

- Betonując chodniczki, dojścia do placów zabaw, do klatek schodowych używamy jej zbyt dużo. Można zmniejszać te wybrukowane obszary, wprowadzać na początek nieduże skrawki zieleni, które mogą filtrować choć trochę wody - uważa Marcin Żebrowski.

Budowy bez klimatycznego nadzoru

Rozwiązaniem mogłyby być także odgórne wytyczne dla inwestorów dostosowane do zmieniającego się klimatu. Zapytaliśmy o nie Państwowy Nadzór Budowlany (PNB).

Z długiej odpowiedzi przesłanej mailem niestety nie dowiadujemy się wiele. Czytamy w niej m.in., że "obiekt budowlany należy projektować i budować w sposób określony w przepisach". Nadzór pisze też o obowiązkach zarządcy budynku, który ma "kontrolować bezpieczeństwo użytkowania obiektu".

Jedynym konkretem dotyczącym przystosowania budynków do zmiany klimatu jest informacja o przygotowanym przez resort środowiska "Strategicznym Planie Adaptacji dla sektorów i obszarów wrażliwych na zmiany klimatu do roku 2020 z perspektywą do roku 2030".

"Dokument zawiera priorytetowe kierunki działań adaptacyjnych, które należało podjąć do 2020 roku w najbardziej wrażliwych na zmiany klimatu obszarach, m.in. w budownictwie i gospodarce przestrzennej, obszarach zurbanizowanych i innych. Działania te obejmują przedsięwzięcia techniczne, takie jak np. budowa niezbędnej infrastruktury przeciwpowodziowej i ochrony wybrzeża, jak i zmiany regulacji prawnych, np. w systemie planowania przestrzennego ograniczające możliwość zabudowy terenów zagrożonych powodziami" - informuje PNB.

Brzegi z betonu

Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie również przygotowuje się na zwiększone ryzyko związane z opadami i prowadzi konsultacje dotyczące planów przeciwpowodziowych.

- Wzięto w nich pod uwagę kilkaset zbiorników i rzek, ale nie dostrzega się powodzi błyskawicznych niekoniecznie związanych z rzekami. Których, jak mówią prognozy, będzie coraz więcej - mówi Jacek Engel z Greenmind. - Niestety, ja nie wierzę, że te plany cokolwiek zmienią. Wierzę za to w mądrość samorządów, które są blisko ludzi i widzą na własne oczy, z jakimi problemami mierzą się gminy. Mieszkańcy, którzy doświadczą błyskawicznych powodzi raz i drugi, będą się od władz samorządowych domagać rozwiązań. I jestem pewien, że te się pojawią - dodaje.

Jak zaznacza, powodzie błyskawiczne stają się obecnie bardziej palącym problemem niż te wielkie zatopienia, jak w 1997 czy 2010 roku.

- Choć i do nich nie jesteśmy dobrze przygotowani. Była taka narracja po 1997 roku: "teraz robimy ochronę przeciwpowodziową, teraz będzie bezpiecznie". Ja bym jednak poczekał na tak wielkie i długo trwające opady, jak wtedy i powiedział: sprawdzam. Bo chwalimy się polderem Racibórz, a nikt nie zauważa, że regulacja małych potoków i cieków postępuje. Przyczyn powodzi jest więcej, ale jedną z głównych jest to, że rzeki i potoki, które kiedyś płynęły leniwie, teraz się prostuje i betonuje. Kiedy pada, woda nie zostaje na polach przy brzegu albo w lasach, tylko momentalnie spływa w dół potokiem, do większej uregulowanej rzeki, ląduje szybko w Wiśle czy Odrze i dalej leci do Bałtyku. W ten sposób nigdy nie poradzimy sobie z powodziami. Ani z suszą - tłumaczy Engel.

Miliony nie wystarczą

- Jest ciężko - mówi nam Łukasz Martyna, strażak z OSP z podkrakowskiej Skawiny. - Od maja do lipca, sierpnia mamy przede wszystkim podtopienia. Tak jest co roku, ale ostatnio takie zjawiska przybierają na sile. No i wiadomo, wiatr zrywający dachy, gałęzie z drzew, zwisające linie energetyczne. Dzieje się dużo, szczególnie kiedy deszcz jest bardzo intensywny przez krótki czas.

Przez nawałnice strażacy tylko w lipcu interweniowali blisko 35 tysięcy razy - wynika z danych Państwowej Straży Pożarnej. Najgorzej było w województwie łódzkim (prawie 6 tys. interwencji) i małopolskim (prawie 5 tys.) Najwięcej szkód wyrządził silny wiatr (ponad 22 tys. interwencji). Przez nawalny deszcz i przybór wód strażacy wyjeżdżali ponad 12 tys. razy.

Jednostki PSP używają stosunkowo nowych wozów. Według Najwyższej Izby Kontroli średni wiek mniejszych pojazdów wynosi ponad 8, ciężkich - ponad 11, a tych wyposażonych w podnośniki - niespełna 13 lat.

O wiele gorzej jest jednak w ochotniczych strażach, które jako pierwsze niosą pomoc na prowincji. Wozy z drabinami i podnośnikami osiągają średnio powyżej 27 lat. Niewiele lepiej jest z ciężkimi wozami (nieco powyżej 21 lat) i średnimi pojazdami (powyżej 18 lat).

- Z przygotowaniem sprzętowym problemy są od wielu lat. Współpracujemy z jednostkami z całej Europy. Często jesteśmy daleko w tyle i jeśli chodzi o ilość sprzętu, i o jego jakość - mówi Łukasz Martyna.

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji odpiera, że państwo wydaje na straż ogromne pieniądze - tylko w zeszłym roku były to 342 mln złotych.

MSWiA inwestuje też w nową flotę wozów. Od 2015 do 2020 roku jednostki PSP dostały 1797 nowych samochodów pożarniczych, a OSP - aż 3170.

"Rząd w dalszym ciągu będzie wspierał rozwój PSP i OSP" - informuje Wydział Prasowy resortu. Strumień państwowych pieniędzy nie rozwiązuje jednak wszystkich problemów straży.

- Przecież tymi nowymi samochodami musi mieć kto jeździć. Coraz mniej młodych ludzi garnie się do służby. Zarządzający jednostkami rzadko się o to starają - mówi Martyna. - Brakuje tu też wsparcia centralnego. Nie chcę nazywać tego "problemem", bo jeszcze go nie mamy, ale to na pewno wyzwanie. Nie wiemy, co będzie z liczbą członków za dwa, trzy, pięć lat - dodaje.

Według Martyny trzeba stawiać na Młodzieżowe Drużyny Pożarnicze (komórki pomocnicze, członkami mogą być osoby poniżej 18 lat), organizować spotkania w szkołach, pokazywać, że praca w straży może być życiową pasją. Do dorosłej służby w OSP lub PSP dociera według niego około jedna dziesiąta członków drużyn.

30 lat bezczynności

Ostatnie tygodnie pokazały, że nie tylko Polska nie odrobiła lekcji i nie przygotowała się na nawałnice i błyskawiczne powodzie. Zawiodły europejskie systemy ostrzegania przed ekstremalnymi zdarzeniami pogodowymi. Nikt nie spodziewał się tak ogromnych i tak niszczycielskich opadów.

- Problem w komunikacji kosztował ludzie życie - powiedział w CNN Jeff Da Costa, z brytyjskiego Uniwersytetu w Reading. Jego rodzinny dom w Luksemburgu został zalany podczas jednej z błyskawicznych lipcowych powodzi.

W Holandii, w miejscowości Meerssen w prowincji Limburgia, w czasie ulew woda najpierw uszkodziła tamę, a potem przerwała wał przeciwpowodziowy. Trzeba było ewakuować kilka miejscowości, a także ciężko chorych pacjentów z miejscowego szpitala. W Belgii podczas powodzi zginęło prawie 40 osób, a premier ogłosił żałobę narodową.

W Niemczech mówi się o ponad 170 ofiarach. Woda zniszczyła domy, zalała całe miejscowości. - Ludzie podkreślali, że wszystko działo się tak szybko – mówił w TOK FM Łukasz Grajewski, dziennikarz mieszkający w Niemczech. - Wszyscy myśleli tylko o tym, żeby uciekać na dachy i ratować własne życie.

Bez względu na to czy kataklizm dotknął ludzi w Polsce, Niemczech, Belgii wszędzie jak mantra, powtarzane są słowa: zniszczenia są takie, jak na wojnie.

- Tak wielkie nawałnice to nowe zjawisko, ale był czas, żeby się na nie przygotować - podsumowuje Jacek Engel. - Klimatolodzy przestrzegali o nich już w prognozach sprzed 30 lat. Władze nie zrobiły z tym nic. Teraz też, niestety, robią niewiele.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Podziel się opinią

Share
Więcej tematów