WP

PiS chce przywrócić połączenia autobusowe. Wykluczenie komunikacyjne dotyczy milionów Polaków

Kilkanaście milionów osób żyje w Polsce w gminach, w których nie istnieje komunikacja publiczna. Demontaż tego transportu trwa od ponad dwudziestu lat. PiS "dostrzegł" problem teraz. Prezes Jarosław Kaczyński na konwencji partii obiecał przywrócenie skasowanych wcześniej połączeń autobusowych.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Przystanek autobusowy w Bieszczadach.
Przystanek autobusowy w Bieszczadach. (PAP, Fot: Darek Delmanowicz)
WP

Na sobotniej konwencji PiS prezes Jarosław Kaczyński obiecał przywrócenie zlikwidowanych w ostatnich latach połączeń autobusowych "wszędzie, ale przede wszystkim na wsi i w małych miastach". Rząd chce podwoić liczbę przejechanych kilometrów tym środkiem transportu do jednego miliarda z pół miliarda obecnie. Podobno w tej sprawie gotowa jest już ustawa. Premier Mateusz Morawiecki zapowiedział przywracanie połączeń od kwietnia.

Likwidowanie połączeń autobusowych na dużą skalę trwa od około dwudziestu lat. O sprawę zapytaliśmy Olgę Gitkiewicz, reportażystkę, która pracuje nad książką dotyczącą wykluczenia komunikacyjnego. Zbierając materiał poznała problem na własnej skórze.

Problem milionów Polaków

WP

Miejsca, w których brakuje komunikacji publicznej, Gitkiewicz określa "białymi plamami". - Na ogół należy ich szukać na styku województw i w regionach słabiej zaludnionych. Północne i wschodnie Mazowsze, Warmia i Mazury, Podkarpacie, Małopolska, część Pomorza - każdy właściwie rejon ma swoje białe plamy. Kilkanaście milionów ludzi żyje w Polsce w gminach, w których nie funkcjonuje komunikacja publiczna - mówi WP Gitkiewicz.

Pracując nad swoją książką Gitkiewicz jeździła po Polsce transportem publicznym. Zaczęła w październiku 2017 roku. - Sprzedałam nawet samochód, żeby mnie nie kusiło. Kiedy jeździłam koleją, było oczywiście różnie - ale jeździłam, bo kolej, tam gdzie dociera, jakoś działa. Ale kiedy pojechałam na Warmię i w Bieszczady busem szybko pożałowałam braku samochodu. Nie byłam w stanie dotrzeć do bardzo wielu rozmówców. Okazywało się, że mogłabym do nich dojechać, ale już nie wrócić - opowiada reportażystka.

- Kiedy byłam w tych miejscach, które borykają się z wykluczeniem komunikacyjnym, ludzie używali słowa "wydostać się". To jest znamienne. Są miejscowości, które są pułapkami dla ludzi, którzy w nich mieszkają - dodaje.

Brak rozkładów jazdy, samowolka przewoźników

WP

Gitkiewicz jeżdżąc po Polsce zauważyła, że nawet, jeśli autobusy przejeżdżają przez daną miejscowośc, to rozkłady jazdy są nieczytelne lub nie ma ich wcale, a przystanki są źle oznaczane. - Kiedy byłam w Cisnej, musiałam dzwonić do firmy przewozowej, żeby zapytać, na którym z trzech przystanków, które udało mi się namierzyć, mam czekać na bus. Okazało się, że na żadnym z nich, czekać miałam w miejscu, w którym kiedyś stał przystanek. Poinformowano mnie jeszcze, że nie wiadomo, czy się zabiorę, bo "nie zapisywałam się na kurs" - wspomina.

- Oprócz tego, że połączeń jest mało, one są realizowane w formie jakiejś samowolki, mają być przede wszystkim rentowne dla prywatnych przewoźników, dlatego właśnie oni ograniczają kursy, zatrzymują się tylko na niektórych przystankach. W Małopolsce jechałam busem, w którym krzesła zostały dostawione tak, żeby się ich zmieściło jak najwięcej. I ledwo się mieściłam. W dodatku bardzo wiele osób stało w busie. To jest przecież kwestia bezpieczeństwa pasażerów, nie tylko ich komfortu - dodaje.

Zobacz też: Konwencja i obietnice PiS. Morawiecki zdradza, kiedy nowe przepisy wejdą w życie

Problem przekłada się na edukację i życie zawodowe

WP

Na wykluczeniu komunikacyjnym cierpi oczywiście człowiek. - To jest nie tylko kwestia po prostu wyjechania z miejscowości, w której się mieszka. Trzeba pojechać nie tylko do szkoły czy pracy, do urzędu, do sklepu, do lekarza. Ludzie, z którymi rozmawiałam, mówili mi, że czasem nie są w stanie podjąć pracy takiej, na jakiej im zależy, bo nie mogą do niej dojechać. Dzieci wybierają szkoły nie takie, do jakich chciałyby chodzić, zgodne z zainteresowaniami czy talentami, tylko takie, do jakich są w stanie dojechać - tłumaczy Gitkiewicz.

I dodaje: - Przecież ludzie mieszkający poza większymi miejscowościami też mają prawo iść do kina, do teatru. A jeśli nie mają samochodu, są wykluczeni nawet z udziału w kulturze.

"Wymuszona motoryzacja"

Tu pojawia się temat samochodu. Samochodu, który ratuje całe rodziny. - W regionach wykluczonych komunikacyjnie mamy do czynienia z czymś, co można nazwać wymuszoną motoryzacją: młodzi ludzie na osiemnastkę dostają bardzo często kurs prawa jazdy, potem w wakacje wyjeżdżają do pracy za granicę, wracają i kupują auto. To jest ich sposób na niezależność. Potem staje się to uciążliwe, bo na takim domowym kierowcy polega bardzo wielu członków rodziny - opowiada Gitkiewicz.

WP

- W niektórych mniejszych miejscowościach widziałam na podwórkach po pięć samochodów. Ludzie mówili: Jeden jest mój, drugi żony, trzeci i czwarty córki i zięcia, a piąty na wszelki wypadek, gdyby się któryś zepsuł - dodaje.

Gdzie konkrety?

Nie ma jeszcze konkretów dotyczących pomysłu PiS na przywrócenie połączeń autobusowych. - Ja na razie z ust premiera Morawieckiego i Jarosława Kaczyńskiego usłyszałam obietnicę i ogólniki. Nie wiem, co ze szczegółami, o jakiej ustawie mowa - skoro na przykład na nowelizację ustawy o transporcie zbiorowym czekamy od kilku lat i wciąż nie możemy się doczekać, a projektów nowelizacji było chyba z dziewięć - stwierdza Gitkiewicz.

Gitkiewicz zastanawia się też, na ile ta propozycja PiS jest zwązana z tym, że proponuje to też Wiosna. - Robert Biedroń mówi o tym od lat, podejmował temat w swojej kampanii prezydenckiej w Słupsku. Miasto było odcinane od dalekobieżnych połączeń kolejowych, aktywiści urządzali tam happeningi, pogrzeby połączeń kolejowych z wieńcami na pociągach - zauważa.

WP

- Na moje oko najważniejsze problemy, które się domagają rozwiązania, to jest określenie, kto właściwie odpowiada za transport publiczny i na jakim szczeblu. Przydałaby się też jakaś integracja różnych środków transportu. Dopasowanie rozkładów jazdy. Zintegrowanie biletów. Pomyślenie o pasażerze jako człowieku, który chce gdzieś wygodnie i sensownie dojechać, a nie jak o kłopocie, o którym się pomyśli kiedy indziej. To się dzieje w innych europejskich krajach, to się da zrobić - podsumowuje.

Zobacz też: Wszyscy dostaną kasę od PiS. Oprócz tych, którzy tę kasę wypracowują

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Polub WP Wiadomości
WP
WP