Wielki powrót po sześciu latach?
Zanim Jarosław Kaczyński wytypował Kazimierza Marcinkiewicza na premiera, był mało znanym politykiem. Skromny nauczyciel fizyki z Gorzowa powoli i konsekwentnie wspinał się na szczyt politycznej kariery. Był posłem, wiceministrem edukacji w rządzie Hanny Suchockiej, a po wygranej PiS w 2005 r. - przez dziewięć miesięcy kierował radą ministrów.
Odszedł z polityki sześć lat temu. Bezskutecznie ubiegał się o fotel prezydenta stolicy. Gdy przegrał z Hanną Gronkiewicz-Waltz, rozpoczął pracę jako doradca p.o. prezesa banku PKO BP Sławomira Skrzypka. Kilka miesięcy później rozpoczął pracę w EBOiR, gdzie zasiadał w Radzie Dyrektorów jako reprezentant Polski. W 2008 r. został zatrudniony w londyńskim oddziale banku inwestycyjnego Goldman Sachs w związku z planowanymi w Europie Środkowo-Wschodniej inwestycjami. Ostatecznie Marcinkiewicz rozstał się Goldman Sachs i założył własną firmę doradczą. Jak wielokrotnie podkreślał, wielki biznes pochłonął go bez reszty i nie zamierza wrócić do polityki. Czy na pewno?
W lutym Marcinkiewicz razem z Romanem Giertychem i Michałem Kamińskim wyszli z cienia i założył Instytut Myśli Państwowej. Czy think-thank przerodzi się w partię polityczną? Niewykluczone. - Dopiero opracowujemy program działania, tworzymy listę najważniejszych wyzwań, przed którymi stoi Polska. Pierwsze spotkanie, w naszym wewnętrznym gronie odbędzie się w połowie czerwca - wyjawia w rozmowie z WP.PL były premier.