Ochroniarz strzelił w plecy złodziejowi. Usłyszał wyrok, ale broni go całe miasto

Podczas pościgu postrzelił 29-letniego włamywacza w plecy. Ochroniarz z Malborka usłyszał wyrok: rok więzienia i zakaz wykonywania zawodu przez 4 lata. Od zwykłych ludzi otrzymuje wyrazy poparcia: "zadanie wykonane, złodziejstwo powinno być zawodem wysokiego ryzyka".
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Pracownik ochrony mienia  postrzelił włamywacza. "Ofiara" chce surowszej kary niż rok więzienia
Pracownik ochrony mienia postrzelił włamywacza. "Ofiara" chce surowszej kary niż rok więzienia (PAP, Fot: Jakub Kamiński)
WP

29-letni włamywacz plądrował właśnie dom jednorodzinny w Malborku. Kiedy uruchomił alarm, na miejscu zjawił się patrol firmy ochroniarskiej. Przestępca rzucił się do ucieczki, a za nim ruszyli ochroniarze. Jeden z nich zdecydował się oddać strzały w kierunku uciekającego. Jedna z kul trafiła go w plecy, uszkadzając kręgosłup. Złodziej spędzi resztę życia na wózku inwalidzkim.

Kilku dni temu sąd w Tczewie skazał ochroniarza za złamanie zasad użycia broni. Wyrok to rok więzienia w zawieszeniu i 4 lata zakazu działalności związanej z ochroną osób i mienia oraz z posiadaniem broni palnej. - Wyrok jest nieprawomocny, a nasz pracownik wciąż jeszcze walczy o uniewinnienie. Przeżył wiele problemów, ale chce nadal pracować. Otrzymujemy nawet wyrazy poparcia w tej sprawie - mówi WP szef firmy ochroniarskiej z Malborka. Prosi jednak o niepodawanie jego danych, bo sprawa wywołuje wielkie emocje lokalnej społeczności.

Szeryf Malborka

WP

Nieoficjalnie wiadomo, że ochroniarz nadal pracuje - wyrok jeszcze nie jest jeszcze prawomocny. Klienci firmy wręcz domagają się, aby tak zaangażowany pracownik nadal strzegł ich domów, sklepów i siedzib firm. Po tym jak o wyroku napisały lokalne media posypały się wyrazy uznania dla jego działań. Dla mieszkańców ochroniarz to Chuck Norris, który wymierzył sprawiedliwość. Tylko niechcący przesadził.

"Złodziejstwo powinno być zawodem wysokiego ryzyka, zadanie wykonane choć szkoda, że złamaniem przepisów". "Sam bym strzelił, ktoś pracuje i dorabia się, a tu przyjdzie łachmyta i kradnie...Popieram ochroniarza". "Takim wyrokiem sąd daje ewidentne przyzwolenie na włamywanie! Ktoś idzie kraść niech się liczy że może być postrzelony. Za swoje leczenie i wózek też powinien płacić ze swoich pieniędzy, a nie z podatków naszych!" - setki podobnych komentarzy pod publikacjami tekstami pokazują, że wyrok rozmija się ze społecznym poczuciem sprawiedliwości.

Złodziej żąda surowej kary

A to jeszcze nie koniec emocji. Zaostrzenia kary dla ochroniarza domaga się sam poszkodowany złodziej. Jego adwokat napisał już apelację do wyroku. Odpisał mu osobiście Prokurator Rejonowy z Malborka, że wyrok jest już wystarczająco surowy. - To nie było nawet umyślne zranienie. W śledztwie ustaliliśmy, że kula trafiła włamywacza po rykoszecie. Musieliśmy jednak przyjąć, że było to złamanie przepisów o użyciu broni. Przestępca uciekał, kula trafiła go plecy, nie było sytuacji bezpośredniej obrony mienia - mówi WP prokurator Piotr Jankowski.

WP

Z tego powodu nie mogło być mowy o zastosowaniu specjalnych przepisów dotyczących obrony koniecznej. Tych, które pod hasłem "mój dom, moją twierdzą" wprowadził minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. Nowe prawo zakłada, że domownicy mogliby bronić się w każdy sposób przed złodziejem. W podobnej sytuacji nie ponieśliby konsekwencji. Minister Ziobro uzasadniał je tak: - Chcemy gwarantować bezkarność broniącemu się. Osoba napadnięta, zwłaszcza w domu, tam gdzie powinna czuć się bezpiecznie, musi mieć pewność, że broniąc się skutecznie, to nawet jeśli napastnik poniesie poważne konsekwencje, to osoba broniąca się nie będzie szykanowana przez państwo - tłumaczył.

Z kolei skazany ochroniarz domaga się uniewinnienia. Twierdzi, że sięgnął po broń, bo wyglądało na to, że również złodziej jest uzbrojony. Kiedy ujął rannego okazało się, że ten jednak nie ma broni. Z domu zabrał jedynie złoty łańcuszek.

Polub WP Wiadomości
WP
WP