Kim Dzong Un nie odwiedzi Władimira Putina. Co zmusiło go do pozostania w Korei Północnej?

Ogłoszony w marcu rok przyjaźni pomiędzy Rosją i Koreą Północną nie doczeka się symbolicznego zwieńczenia w postaci spotkania liderów obu krajów. Kim Dzong Un ogłosił, że mimo wcześniejszych zapowiedzi, nie wybiera się do Moskwy na obchody Dnia Zwycięstwa. Miejsce północnokoreańskiego przywódcy zajmie Kim Jong Nam, przewodniczący Prezydium Najwyższego Zgromadzenia Ludowego (parlamentu), czyli tytularna głowa państwa. Nagła zmiana wywołała falę spekulacji i komentarzy. Jak w wielu sprawach dotyczących Korei Północnej, tak i w tej nie można z całą pewnością stwierdzić z całą pewnością, czym było spowodowane odwołanie wizyty.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Próba rosyjskich żołnierzy przed defiladą
Próba rosyjskich żołnierzy przed defiladą (AFP, Fot: Kirill Kudryavtsev)

Przez trzy i pół roku dotychczasowych rządów Kim Dzong Un nie opuszczał swojego kraju. Przynajmniej oficjalnie. Wszystko miało zmienić się w ten weekend. Kim miał dołączyć do światowych liderów, którzy wraz z Władimirem Putinem będą świętowali rocznicę zakończenia II wojny światowej.

Po inwazji na Krymie i wojnie na Ukrainie, prezydent Rosji musiał dołożyć starań, by 9 maja trybuny dla oficjeli na Placu Czerwonym nie świeciły pustkami. Obserwatorzy z zaskoczeniem przyjęli zaproszenie wysłane do Kim Dzong Una, a z jeszcze większym zaskoczeniem odebrali jego pozytywną odpowiedź. Oto północnokoreański dyktator w pierwszą zagraniczną podróż miał udać się do Rosji, a nie do Chin, tradycyjnego i jedynego sojusznika, od którego pomocy zależny jest los reżimu w Pjongjangu. Równie niespodziewanie świat obiegła wieść o tym, że Kim Dzong Un jednak nie pojedzie do Moskwy. Natychmiast zaczęto spekulować o powodach jego nieobecności.

Rosja nie sprzedała rakiet?

Jako jedną z przyczyn odwołania wizyty eksperci podali fiasko dużej transakcji zbrojeniowej. Rosja miała ponoć odmówić sprzedaży systemów rakietowych ziemia-powietrze S-300. Powoływano się przy tym na jeden z kanałów telewizyjnych z Hongkongu, który ustalił, że północnokoreański minister spraw zagranicznych w czasie kwietniowej wizyty w Moskwie złożył wniosek o kupno czterech baterii wraz z rakietami. Prawdopodobnym środkiem płatniczym miały być zasoby mineralne i/lub szersze otwarcie Specjalnej Strefy Ekonomicznej Rajin-Sonbong na Rosję.

Moskwa odrzuciła ofertę w obawie - jak sądzą zachodni komentatorzy - przed zaburzeniem "balansu strategicznego" na Półwyspie Koreańskim. Podobna transakcja wymagałaby chińskiej zgody, której Kim Dzong Un i jego ludzie nie szukali.

Jeden z wielu na Placu Czerwonym

Wśród kolejnych powodów wymienia się brak "specjalnych względów" w Moskwie. Stojąc na Placu Czerwonym Kim Dzong Un wtopiłby się w tłum liderów, co kontrastowałoby z podejściem, z jakim spotyka się na co dzień we własnym kraju. Decydując się na wizytę w Moskwie, Kim Dzong Un mógłby więc zaszkodzić swojemu "boskiemu" wizerunkowi. Komunistyczna propaganda musiałaby się sporo natrudzić, by wywyższyć swojego przywódcę ponad kilkadziesiąt innych głów państwa. Co gorsza, zagraniczni dziennikarze zebrani na Placu Czerwonym mogliby fotografować i przedstawiać północnokoreańskiego lidera w niekorzystnym świetle. Kim Dzong Un, który sprawuje totalną kontrolę nad krajowymi mediami, nie miałby żadnego wpływu na telewizyjne relacje, zdjęcia i teksty dziennikarzy z całego świata.

Spekuluje się również, że "specjalne względy" mogły mieć także inny wymiar. Ponoć Moskwa odmówiła podjęcia licznej świty i armii ochroniarzy Kim Dzong Una, co było warunkiem stawianym przez Koreę Północną. - Możliwe, że osobista ochrona Kima i Krajowy Departament Bezpieczeństwa gorączkowo konkurowały w podkreślaniu swojej lojalności, demonstrując obawy o bezpieczeństwo Kim Dzong Una - mówił dla serwisu DailyNK Oh Kyung Seob z Sejong Institute, czołowego think tanku z Korei Południowej.

"Specjalne względy" można wiązać także z kręgiem kultury konfucjańskiej, będącej fundamentem obu państw na Półwyspie Koreańskim. Specyfika tego systemu filozoficznego ponad wielostronne spotkania każe stawiać budowę bilateralnych stosunków i samodzielne spotkania liderów. Bez wątpienia także Kim Dzong Un, dla którego byłby to międzynarodowy debiut, pewniej czułby się, uczestnicząc w spotkaniach o bardziej kameralnym charakterze. Jednak nawet rozmowy dwustronne nie gwarantowałyby dyplomatycznego sukcesu młodego dyktatora.

Zdaniem części ekspertów Kim nie zdecydował się na wyjazd do Rosji, bo nie byłby w stanie sprostać zadaniom, jakie by na nim ciążyły. - Nie tylko byłby nieprzygotowany do uczestnictwa w wielostronnych rozmowach, ale także nie byłby w stanie sterować spotkaniami w pożądanym kierunku. (…) Wizyta Kima musiałaby się wziąć z obietnicą powrotu z pakietami pomocy ekonomicznej, ale brakowałoby mu pewności siebie, by je wywalczyć. To bardzo mocno podkopałoby wagę wyjazdu do Rosji - analizował na łamach DailyNK Cho Bong Huyn z seulskiego Instytutu Studiów Ekonomicznych IBK.

Strażnik Pjongjangu

Jeśli wierzyć słowom rzecznika rosyjskiego MSZ, Dmitrija Pieskowa, Kim został w Pjongjangu ze względu na "sprawy wewnętrzne". Takie wytłumaczenie natychmiast nasunęło na myśl wieści o kilkunastu egzekucjach działaczy partyjnych, które w tym roku osobiście zlecił Kim Dzong Un.

Eksperci brali nawet pod uwagę możliwość przewrotu w Korei Północnej, jeśli przywódca opuści kraj i uda się do Moskwy. Spekuluje się, że tegoroczne egzekucje były kolejnym etapem konsolidacji władzy przez młodego dyktatora. Z uwagi na skryty charakter Korei Północnej ciężko jednak celnie oszacować czy w Komunistycznej Partii Korei faktycznie dochodzi do walk frakcyjnych i czy istnieją w niej kręgi, które otwarcie sprzeciwiałby się Kim Dzong Unowi. Jeden z najbardziej znanych ekspertów ds. Korei Północnej odrzuca taką tezę. - Nie ma żadnej oznaki zbiorowego sprzeciwu w strukturach władzy. Kim Dzong Un przeprowadził szereg roszad na najwyższych stanowiskach oficerskich, ale jego pozycja nadal wydaje się bardzo bezpieczna - komentował dla AFP Andriej Łańkow z Uniwersytetu Kookimin w Seulu.

Sprawdzone Chiny zamiast niepewnej Rosji

Rok przyjaźni oraz zbliżenie Moskwy i Pjongjangu nie wydarzyły się w próżni. Wszystkiemu przyglądały się Chiny, od których coraz bardziej dystansuje się Kim Dzong Un. Korea Północna pod jego przywództwem zaczęła prowadzić niebezpieczną grę, próbując znaleźć ważnego sojusznika i patrona w postaci Rosji. Jest to obarczone tym większym ryzykiem, że Chiny przez całe dekady utrzymywały na powierzchni kolejnych północnokoreańskich dyktatorów.

Pekinowi zależy na stabilnej władzy w Pjongjangu, bo bez niej południe Chin może zostać zalane przez miliony uciekinierów, których nikt już nie utrzyma w ryzach. Według amerykańskiego think tanku Council on Foreign Relations, Chiny zaopatrują Koreę Północną w większość energii elektrycznej i dóbr konsumpcyjnych oraz w około połowę żywności. Można więc sobie wyobrazić, do jak niezręcznej sytuacji doszłoby na obcej ziemi, w Moskwie, gdyby Kim Dzong Un spotkał się po raz pierwszy twarzą w twarz z chińskim liderem i swoim "darczyńcą" Xi Jinpingiem. Jeszcze gorzej mogłaby zostać odebrana ewentualna prywatna rozmowa z prezydentem Putinem bez udziału przywódcy Państwa Środka.

Środowiska północnokoreańskie zdecydowanie odcinają się od wszelkich spekulacji związanych z pozostaniem dyktatora w Pjongjangu. Kim Myong Chol, dyrektor z Centrum na rzecz Pokoju między Koreą Północną i Stanami Zjednoczonymi, w rozmowie z "Daily Telegraph" mówił, że Kim Dzong Un nigdy jednoznacznie nie zadeklarował chęci wyjazdu. Ocenił również, że roztrząsanie powodów absencji dyktatora w Moskwie jest zupełnie bezcelowe. Nie można mu się dziwić, wszak jest blisko związany z władzami w Pjongjangu.

W tej samej rozmowie działacz zasugerował jednak, jakie mogą być prawdziwe przyczyny, dla których Kim Dzong Un wolał zostać w domu. Przywódca prawdopodobnie uda się do Pekinu we wrześniu, by wziąć udział w chińskich obchodach zakończenia II wojny światowej. Wydaje się więc, że dyktator postawił na zdrowy rozsądek i wybrał pewne partnerstwo Chin zamiast szukania nowej przyjaźni w dalekiej Moskwie. Jednak Korea Północna nie byłaby sobą, gdyby nie postawiła własnych warunków nawet w takiej sytuacji. - Najpierw to Xi Jinping musi przyjechać do Pjongjangu w sierpniu, by uczestniczyć w obchodach 70. rocznicy wyzwolenia Korei - mówił Kim Myong Chol, nakreślając warunki ewentualnego wrześniowego wyjazdu dyktatora do Pekinu.

Zobacz również - Rosja szykuje się na dzień zwycięstwa: