Jak wyrzucili mnie z konferencji naukowej na uczelni o. Rydzyka

Wokół o. Tadeusza Rydzyka działa cały medialny ekosystem. Reszta mediów to konkurencja albo wrogowie, o czym przekonałem się na własnej skórze. Usunięto mnie z konferencji naukowej organizowanej na uczelni o. Rydzyka w Toruniu. Powód? Bo nie wiadomo, co mógłbym napisać - może coś złego.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Współpracownicy o. Tadeusza Rydzyka pilnują, by niepowołane osoby nie kręciły się po szkole założonej przez redemptorystę.
Współpracownicy o. Tadeusza Rydzyka pilnują, by niepowołane osoby nie kręciły się po szkole założonej przez redemptorystę. (Agencja Gazeta, Fot: Tomasz Stańczak)

Jako reporter zajmujący się polityką z uwagą śledzę wypowiedzi jednej z najważniejszych osób w Polsce, czyli premier Beaty Szydło. Kiedy to możliwe, osobiście i na żywo. Dlatego pojechałem do Torunia, do Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej, gdzie premier miała wystąpić na konferencji naukowej organizowanej przez Ojca Dyrektora.

Obejrzyj: Kawiarnia ojca Rydzyka

Premier nie dotarła, o czym już pisałem z Torunia, ale miałem w planie zostać do końca pierwszego dnia spotkania. Szczególnie, że w programie są wykłady ks. prof. Pawła Bortkiewicza z prezydenckiej Rady Rozwoju, który niedawno zasłynął opiniami o europosłach PO, czy prof. Mieczysława Ryby, występującego jako ekspert TVP polityka PiS z Lublina.

Medioznawca wyrzuca media

Niestety nie dane było mi wysłuchać tych wykładów, bo po dwóch godzinach trwania kongresu, zostałem z niego usunięty. Przyszedł do mnie jeden z organizatorów i oznajmił, że nie mogę brać udziału w dalszej części obrad. Jak później sprawdziłem to prodziekan WSKSiM dr Paweł Pasionek, medioznawca regularnie nawołujący w TV Trwam czy “Naszym Dzienniku” do repolonizacji mediów.

Tłumaczył, że choć zapisałem się na kongres jako zwykły uczestnik, wykonuję pracę dziennikarską. I na nic zdały się tłumaczenia, że w formularzu zgłoszeniowym nie było możliwości wnioskowania o akredytację. Tłumaczył, że mogłem wnioskować o akredytację, a fakt, że tego nie zrobiłem wskazuje na moje nieczyste intencje.

Pogawędka z Ojcem Dyrektorem

- Proszę też sprostować kłamstwa z pana pierwszego artykułu - stwierdził, kiedy jedna z organizatorek oddawała mi wpisowe. Niestety pomimo kilkukrotnych próśb nie wskazał co konkretnie nie jest prawdą. - Biorąc pod uwagę pana warsztat dziennikarski, nie jest pan tutaj mile widziany - rzucił dr Pasionek, zostawiając mnie ze swoim współpracownikiem.

A zaczęło się bardzo miło, bo sam o. Rydzyk dostrzegł mnie swoim dyrektorskim okiem. Może dlatego, że usiadłem w drugim rzędzie, zaraz za oficjalnymi gośćmi. - A pan skąd jest? - spytał, zapewne biorąc mnie za jednego ze swoich studentów. - Z Czerska - odpowiedziałem zgodnie z prawdą. - Nie można tu siedzieć? Przepraszam - szybko dodałem. Ale Ojciec Dyrektor był już myślami dalej, witał kolejnych gości.

Nie dla uchodźców

W trakcie pierwszego bloku wykładów założyciel Radia Maryja przysłuchiwał się, ale większość uwagi skupiał na telefonie: wysyłał i odbierał SMS-y, a przede wszystkim rozmawiał, w charakterystyczny sposób zasłaniając usta ręką. Mówcami byli prof. Piotr Jaroszyński, który na przykładach starożytnej Grecji i Rzymu budował krytykę dzisiejszego świata. Mówił m.in. o tym, że obywatele powinni mieć możliwość odwołania polityków, że konsumpcjonizm jest bez sensu i że nie powinno przyjmować się uchodźców.

Niestety nie będzie mi dane wysłuchać wykładów prof. Ryby czy występu artystycznego Haliny Łabonarskiej, nazywanej aktorką Rydzyka, ostatnio znanej z roli w “Smoleńsku”. Na otarcie łez pozostała mi wizyta w kawiarni, oczywiście założonej przez o. Rydzyka. Pisaliśmy o niej latem. Kiedy piszę ten tekst, przy stoliku obok wiceminister kultury Magdalena Gawin przygotowuje się do swojego wykładu na konferencji.

Polub WP Wiadomości