Czystki i sterowanie sądami, jak w krajach totalitarnych – sędzia dla WP o planach ministra Ziobry

Zmiany autorstwa ministra Ziobry zmierzają do czystek personalnych i podporządkowania sądów jednemu człowiekowi. To rozwiązania znane z państw totalitarnych – mówi w wywiadzie dla Wirtualnej Polski Olimpia Barańska-Małuszek, prezes gorzowskiego oddziału stowarzyszenia Iustitia.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Olimpia Barańska-Małuszek
Olimpia Barańska-Małuszek (Archiwum prywatne, Fot: archiwum prywatne)

Grzegorz Łakomski, Wirtualna Polska: Należy pani do kasty?

Olimpia Barańska-Małuszek, sędzia Sądu Rejonowego w Gorzowie Wlkp. i prezes Gorzowskiego Oddziału Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia: Nie boję się tego słowa i uważam, że trzeba je oswoić. Sędziowie mają pewną szczególną rolę w społeczeństwie. Mam nadzieję, że to teraz widać. Jesteśmy jedyną grupą, która odważyła się przeciwstawić niedobrym zmianom. W trudnych czasach mamy obowiązek być po stronie obywateli i prawa. Ktokolwiek stoi na przeciwko - czy jest to minister, prezydent, czy pierwszy sekretarz, mamy stać na straży praw obywatelskich i prawa. Na tym polega ta kastowość. Dlatego się tego słowa nie boję.

Jak ma się bronić ta kasta, skoro sędziowie nie mogą strajkować?

Sędziowie jako grupa sprawująca służbę mają ustawowy zakaz strajkowania. Nie mamy prawa do strajku, ale sędziowie są obywatelami tego kraju i mają prawa do obywatelskiego nieposłuszeństwa.

Na czym może ono polegać?

Jak każdy obywatel. Działamy w ramach prawa, staramy się przekonać opinię publiczną i media, sygnalizując zagrożenia. Nie wiemy, co przyniesie przyszłość.

W wystąpieniu na kongresie sędziów mówiła pani o legalnym proteście. Co to oznacza?

Przed forum współpracy sędziów, które dobyło się w czerwcu była zrobiona ankieta. Większość sędziów była za wyrażaniem uchwał i stanowisk jako formą protestu. 20 proc. było za dniem bez wokand, czy tygodniem bez sądzenia. Było też pytanie o udział w marszach. 11 proc. sędziów uczestniczyłby w takich protestach.

Radykalne działania wchodzą w grę?

Część sędziów jest gotowa na podjęcie takich działań.

Pani jest gotowa?

Nie chcę się wypowiadać na ten temat. Reakcja musi być adekwatna do naruszeń prawa drugiej strony. Nie chcę wróżyć z fusów. Trzymamy się litery prawa i staramy się w sposób racjonalny, pokojowy rozwiązywać problemy, które nas napotykają.

Skąd brak wiary w efekt reform Zbigniewa Ziobry?

Z doświadczenia życiowego. Po pierwsze – nie są to reformy. Reforma to działanie, którego celem jest poprawa sytuacji. Zmiany, które proponuje ministerstwo sprawiedliwości, czy projekty poselskie w żadnej mierze nie poprawiają funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości.

Dlaczego?

Zmierzają tylko do jednego - do podporządkowania sądów, do zmian personalnych, do czystek. Nie możemy mówić o reformie. Znamy przepisy prawa i widzimy, że te projekty są niekonstytucyjne i niezgodne z prawem. Nie możemy się na nie godzić, skoro mamy stać na straży tego prawa. Stąd jest opór. To nie jest kwestia niechęci, czy obrony pewnych przywilejów.

To jest jednak częsty zarzut wobec sędziów.

Gdyby sędziowie chcieli bronić swojej pozycji i przywilejów, to w ogóle by się nie odzywali. Pensje by wpływały, prasowalibyśmy dalej kosztem pewnej uległości wobec władzy wykonawczej. Skoro sędziowie podnoszą głos, to ryzykują utratą swojej pozycji.

Z porządku obrad Sejmu wypadły w zeszłym tygodniu dwa punkty dotyczące reformy sądownictwa i Krajowej Rady Sadownictwa. Wyrok jest odroczony?

To odroczenie wyroku na całym sądownictwie i na naszym kraju w czasie. Czekamy na orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, choć sądząc po składzie, który ma w tej sprawie orzekać i krótkim termin na przemyślenie tak poważnych spraw, to spodziewamy się tego, że TK pod wodzą Julii Przyłębskiej orzeknie tak, jak żąda tego władza wykonawcza.

Na TK nie można liczyć?

Nie można. W składzie orzekającym siedzą dublerzy, którzy według większości prawników i znających przepisy nie są nawet sędziami TK.

Które rozwiązania się pani nie podobają w projektach o ustroju sądów powszechnych i KRS?

Nie chodzi o jeden czy pięć przepisów, ale o zmianę systemu sądownictwa w Polsce. Sądownictwo i każdy sędzia będzie podlegał wprost jednemu człowiekowi – ministrowi sprawiedliwości. Przez powoływanie prezesów sądów, przez arbitralne decyzje, minister będzie mógł wpływać, gdzie, jak i z kim sędzia pracuje. To rozwiązania z czasów PRL-u, znane też z państw totalitarnych, albo tych, gdzie są dyktatury. Tam rządzi jeden człowiek. W krajach demokratycznych, rozwiniętych jest cały system zabezpieczeń i wzajemnej kontroli. Obecna ustawa zaburza ten system kontroli, a wprowadza się system totalnego podporządkowania. To jest najgroźniejsze.

Minister sprawiedliwości mianując prezesów zyska za duży wpływ na wymiar sprawiedliwości?

To realne zagrożenie. Minister, który będzie miał wyłączną kompetencję do powoływania prezesów sądów wszystkich szczebli, będzie mógł wprowadzić ludzi spoza sądu. Na przykład posłusznych mu prokuratorów, którzy będą mogli zostać prezesami sądów apelacyjnych. To otwarta furtka do wywierania nacisków i posłuszeństwa wobec ministra sprawiedliwości, a nie wobec prawa i społeczeństwa.

Opór jest nie jest aż tak duży. Sędziów jest 10 tysięcy, a na zeszłoroczny kongres stawił się co dziesiąty.

Nie wszyscy mogli przyjechać. To był kongres zorganizowany w niecałe cztery tygodnie w sezonie urlopowym. Tysiąc osób przyjechało, a pozostali oglądali transmisję w internecie i się tym interesowali. Kongres spowodował, że sędziowie pojawili się w mediach, co się wcześniej prawie nie zdarzało. To jest sukces.

Sędzia Jarosław Gwizdak w wywiadzie dla Wirtualnej Polski zauważył, że środowisko sędziowskie jest podzielone i część młodych sędziów popiera reformy licząc na awanse.

To niewielka grupka w porównaniu do olbrzymiej większości nie zgadzającej się na niedobre zmiany. Może są takie osoby, które mają niespełnione ambicje. Wszystkie te czyny zostaną zapisane. Sprzeniewierzenie się podstawowym wartościom, jak stanie na straży prawa, będzie kiedyś rozliczone.

Polub WP Wiadomości