Trwa ładowanie...
d3afr26

Bana Alabed odnaleziona wśród uchodźców z Aleppo. Niezwykła historia "syryjskiej Anne Frank"

Twitterowe konto Bany Alabed, syryjskiej siedmiolatki piszącej po angielsku dla wielu było jedynym oknem na to, co działo się w oblężonym i bombardowanym Aleppo. Od początku jej działalność wiązała się z dużymi kontrowersjami. Sceptycy i zwolennicy reżimu Baszara al-Asada kwestionowali autentyczność konta, a nawet samo istnienie dziewczynki. Zaś sam dyktator określił ją mianem elementu "gry propagandowej terrorystów". Rzeczywistość pokazała jednak, że sceptycy nie mieli racji.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Bana Alabed odnaleziona wśród uchodźców z Aleppo. Niezwykła historia "syryjskiej Anne Frank"
(AP, Fot: Shaam News Network via AP video)
d3afr26

W epoce postprawdy i "fake news", a tym bardziej w realiach brutalnego i zajadłego konfliktu trudno jest być pewnym prawdziwości jakichkolwiek informacji - szczególnie tych podawanych za pośrednictwem mediów społecznościowych. Wojna w Syrii wielokrotnie potwierdzała,że sceptycyzm jest uzasadniony. Potwierdziły to dodatkowo ostatnie dni konfliktu w Aleppo. Podczas gdy w syryjskiej metropolii trwało powolne przejmowanie ostatnich osiedli przez wojska lojalne reżimowi Baszara al-Asada, wśród doniesień o masakrach cywili media obiegało mnóstwo zdjęć mających ukazywać zbrodnie szyickich bojówek. Jak się później okazało - zdjęć fałszywych (jedno z nich pochodziło np. z teledysku do znanej piosenki). Nie znaczy to jednak, że do zbrodni nie dochodziło - ani że wszystko, co pojawia się w social media, jest manipulacją czy propagandą. Za przykład może tu posłużyć historia Bany Alabed, syryjskiej siedmiolatki tweetującej z serca oblężonej wschodniej części miasta.

Obserwowana przez ponad 300 tysięcy użytkowników Twittera dziewczynka stała się twarzą tragedii w Aleppo. Jej wiadomości, filmy wideo i obrazki pokazujące codzienność życia w warunkach strachu, niedoboru i ciągłych bombardowań były podawane dalej przez dziesiątki tysięcy użytkowników - w tym JK Rowling (której Bana jest fanką) - i opisywane przez zachodnie media. Wiadomości takie jak te, gdzie za pomocą kilkudziesięciu znaków potrafiła w uderzający sposób przekazać horror wojny z punktu widzenia dziecka :

Good afternoon from #Aleppo I'm reading to forget the war. pic.twitter.com/Uwsdn0lNGm "Dzień dobry z Aleppo. Czytam, by zapomnieć o wojnie".

"Mój tata jest ranny. Płaczę"

d3afr26

Dla dużej części odbiorców, historia dziewczynki, którą media ochrzciły "syryjską Anną Frank" , wydawała się zbyt "filmowa", by była prawdziwa. Jej internetowa działalność niemal natychmiast wzbudziła ogromne kontrowersje i wątpliwości co do jej autentyczności konta. Natychmiast pojawiły się pytania: skąd siedmiolatka tak dobrze pisze po angielsku? Jak łączy się z internetem w środku pochłoniętego wojną miasta? Dlaczego do Twittera dołączyła dopiero w październiku, a jej droga do sławy była tak szybka?

Dla zwolenników Asada wystarczyło to, by nazywać ją internetową mistyfikacją, sterowaną z Turcji lub Zachodu operacją PR mającą na celu "ocieplenie" wizerunku rebeliantów, nieodmiennie nazywanych "terrorystami". Zarzucano, że Bana nie istnieje, albo - jeśli istnieje - to mieszka nie w Aleppo, lecz w Gaziantep w Turcji albo w innym mieście Syrii. A nawet jeśli tweetuje z Aleppo, to jest cynicznie wykorzystywana przez swoją matkę (która de facto prowadzi jej konto). Prokremlowski rosyjski portal Sputnik nazwał ją "propagandową sztuczką", dodając, że za kontem kryć może się "ktokolwiek, z jakiegokolwiek miejsca na świecie".

Do sprawy młodej Syryjki odniósł się zresztą sam Asad, który w wywiadzie dla duńskiej telewizji nazwał ją częścią propagandowej gry terrorystów. Dla wielu sceptyków, nie tylko tych związanych z reżimem, wystarczyło to, by - jak się wydawało, nie bez powodu - traktować jej wpisy z dużym dystansem.

Ale jak wykazał Bellingcat, portal specjalizujący się w internetowych śledztwach, historia Bany okazała się w całości prawdziwa. Porównując publikowane przez Banę i jej matkę Fatimę zdjęcia i wideo ze zdjęciami satelitarnymi potrafili ustalić, że fotografie rzeczywiście były z Aleppo, z dzielnicy zajmowanej wówczas przez rebelię. Zaś na podstawie innych danych dostępnych w internecie, w tym kont z mediów społecznościowych jej rodziny, udało się potwierdzić tożsamość jej rodziców. A przy okazji wyjaśniła się zagadka dotycząca zdolności językowych siedmiolatki: jej matka jest nauczycielką angielskiego, jej ojciec - prawnikiem. Jak widać na filmach wideo, Bana nie posługuje się angielskim płynnie. Nie znaczy to jednak, że nie ona jest autorką wypowiedzi podpisanych jej imieniem - tym bardziej, że kontem zawiaduje jej matka (co jest wyraźnie zaznaczone w profilu). Rozwiązana została też tajemnica jej połączenia z internetem. Okazało się, że na dachu jej budynku były panele słoneczne, zaś w jej okolicy - ze
względu na bliskość do kontrolowanej przez reżim zachodniej części Aleppo - był sygnał 3g. Ponadto we wschodnim Aleppo rebelianci zorganizowali własną sieć Wi-fi w oparciu o telefony satelitarne.

d3afr26

Ostateczny dowód na prawdziwość historii Bany Alabed pojawił się jednak w poniedziałek. I jak się okazało, jest to historia z happy endem. Dziewczynka została odnaleziona przez jednego z syryjskich dziennikarzy wśród ewakuowanych z Aleppo cywilów. Cała i zdrowa i - przynajmniej na razie - bezpieczna.

d3afr26

Podziel się opinią

Share
d3afr26
d3afr26
Więcej tematów