WP

Awaryjne lądowanie na Okęciu. Dramatyczne nagranie

Boeing 767 Polskich Linii Lotniczych LOT awaryjnie wylądował na warszawskim lotnisku imienia Fryderyka Chopina. Nikt nie został ranny. Na pokładzie było 220 pasażerów i 11 członków załogi. Maszyna, która leciała do Warszawy z Newark w USA, nie mogła wypuścić podwozia i lądowała "na brzuchu". Po niemal godzinnym krążeniu nad stolicą kapitan samolotu zdecydował się lądować bez podwozia. Prezes PLL LOT Marcin Piróg poinformował, że ok. 30 minut po starcie załoga samolotu sygnalizowała usterkę centralnego systemu hydraulicznego.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
WP

O włos od tragedii na Okęciu - zobacz zdjęcia

- Samolot krążył, aby spalić rezerwę paliwa, by lądowanie awaryjne odbyło się bezpieczniej - powiedział Paweł Frątczak ze straży pożarnej.

"Procedura lądowania przebiegła prawidłowo"

WP

Pas startowy polano pianą, a na lotnisku czekały w pogotowiu wozy strażackie i karetki. Samolot płasko przyziemił, przy lądowaniu pojawiły się tylko niewielkie płomienie, gdy silniki samolotu tarły o pas startowy.

- Procedura lądowania Boeinga 767 przebiegła absolutnie prawidłowo, nikomu z pasażerów nic się nie stało - powiedział rzecznik PLL LOT Leszek Chorzewski.

Chorzewski poinformował, że samolot lądował praktycznie z pustymi bakami. Wcześniej maszyna zrzuciła nadmiar paliwa.

- W związku z tym ryzyko zapalenia się samolotu było niewielkie. Iskry, które było widać w telewizji przy lądowaniu, to normalne tarcie metalu o asfalt. Na pasie była położona "poduszka" ze specjalnej substancji gaśniczej; samolot po wylądowaniu, zatrzymaniu został standardowo również polany substancjami gaśniczymi - opowiadał.

WP

Jak podkreślił rzecznik, "cała procedura lądowania przebiegła absolutnie, w 100% prawidłowo".

Pasażerom nic się nie stało

- Mimo że wyglądało to dramatycznie, nikomu z pasażerów nic się nie stało - powiedział.

- W tej chwili zajmujemy się pasażerami, którzy opuścili samolot. Na lotnisku uruchomiliśmy, zgodnie z procedurą postępowania, zespół opieki nad rodzinami oraz pasażerami samolotu - powiedział rzecznik LOT.

WP

Jak dodał, będzie tam udzielana informacja, pomoc medyczna i psychologiczna.

- Z moich informacji wynika, że samolot zatrzymał się za krzyżówką pasów, w związku z tym lotnisko musi być zamknięte i przypuszczam, że potrwa to przez szereg najbliższych godzin - powiedział Chorzewski.

Samolotowi towarzyszyły dwa F-16

Samolotowi PLL LOT, który szczęśliwie wylądował na lotnisku Warszawa-Okęcie, towarzyszyły dwa F-16 z 32. Należące do Bazy Lotnictwa Taktycznego w Łasku maszyny pełniły dyżur bojowy.

WP

Jak powiedział rzecznik prasowy Dowództwa Sił Powietrznych ppłk Robert Kupracz, jeżeli jakikolwiek samolot lub śmigłowiec ma problemy w polskiej strefie powietrznej, automatycznie jest podrywana do lotu para dyżurna myśliwców, której zadaniem jest nawiązać kontakt z załogą i pomóc w rozwiązywaniu problemów.

Wojsko sygnał o kłopotach boeinga otrzymało ok. godz. 13.40. Dwa F-16 wystartowały w ciągu 10 minut, a po kilku minutach nawiązały kontakt z samolotem PLL Lot. - Piloci po prostu sprawdzili, jak maszyna zachowuje się w powietrzu. Okazało się, że niestety podwozie nie wyszło i poinformowali o tym załogę, więc można było zacząć odpowiednie procedury. W tym przypadku sprawa była dość klarowna i czysta - powiedział Kupracz. Samoloty wojskowe towarzyszyły boeingowi do momentu przyziemienia.

Dyżury cyklicznie pełnią cztery bazy Sił Powietrznych: w Mińsku Mazowieckim i Malborku, gdzie stacjonują samoloty MiG-29, oraz Poznań-Krzesiny i Łask, wyposażone w F-16. Załoga sygnalizowała usterkę

Ok. 30 minut po starcie z Newark załoga polskiego samolotu sygnalizowała usterkę centralnego systemu hydraulicznego - poinformował na konferencji prasowej prezes LOT-u Marcin Piróg.

WP

- Jeśli chodzi o klapy, to zadziałały, ale nie wysunęło się podwozie, stąd też przez godzinę samolot krążył. Po pierwsze próbował wypuścić podwozie, po drugie miał za dużo paliwa, żeby lądować - powiedział Piróg.

Wyjaśnił, że nad Warszawą boeing miał siedem ton paliwa. Maszyna musiała krążąc zużyć tyle paliwa, by "przy minimalnej ilości przy trzech tonach lądować".

Awaryjne zrzucanie paliwa nie miało miejsca.

Piróg poinformował, że samolot boeing 767, zwany "Papa charlie", to-14 letnia, najmłodsza z maszyn długodystansowej floty LOT. - Samolot był w bardzo dobrym stanie technicznym. Tego typu usterki zdarzają się w każdym typie samolotów - zaznaczył.

Prezes polskiego przewoźnika wyjaśnił, że wieczorem albo w nocy maszyna zostanie podniesiona z płyty lotniska i przetransportowana do bazy technicznej LOT. Na razie samoloty, które miały lądować na warszawskim lotnisku, przyjmują porty w Krakowie, Poznaniu i Łodzi.

Lotnisko zamknięte do środy

Warszawskie lotnisko zostało zamknięte dla innych samolotów, zamknięto też okoliczne ulice. Obecnie są one już otwarte. Awaryjne lądowanie zakłóciło ruch lotniczy nad Polską.

Stołeczne lotnisko im. Fryderyka Chopina będzie zamknięte do środy do godz. 8.00 rano. Oznacza to, że do tego czasu nie będą wykonywane ani starty, ani lądowania samolotów - poinformował rzecznik rzecznik LOT Leszek Chorzewski.

Chorzewski nie był w stanie powiedzieć, ile rejsów zostanie odwołanych. - Chcę te samoloty, które były w powietrzu, które zmierzały do Warszawy, aby były skierowane na inne lotniska. Odnośnie rejsów, które mają startować z Warszawy, decyzja należy do linii lotniczych - dodał.

Jak powiedział, w nocy może zostać podjęta decyzja odnośnie tego, czy lotnisko zostanie otwarte w środę o 8.00 rano.

Prezydent podziękował załodze

Prezydent Bronisław Komorowski "w imieniu całej Polski" podziękował pilotom, załodze, pasażerom, a także wszystkim służbom, które zabezpieczały awaryjne lądowanie Boeinga 767 na warszawskim Okęciu. Zapowiedział też odznaczenia dla załogi samolotu.

- Myślę, że będę wyrazicielem opinii wszystkich w Polsce, jeśli po pierwsze zacznę od podziękowań - podziękowań przede wszystkim dla pilotów, dla całej załogi samolotu polskiego, dla wszystkich służb, które zabezpieczały lądowanie awaryjne - podkreślił prezydent.

Dziękował też pasażerom Boeinga. - Wiem z rozmowy z kapitanem Tadeuszem Wroną, że i pasażerowie bardzo skutecznie współdziałali w tym szczególnie trudnym momencie, jakim było przygotowanie i przeprowadzenie lądowania awaryjnego, potem ewakuacja samolotu - powiedział Komorowski.

Zwrócił jednocześnie uwagę, że tutaj samo "nic się nie udało". - To zadziałał system - skuteczny system, zadziałały w pełni procedury i świetnie zadziałali i sprawdzili się ludzie. Im wszystkim, z całego serca, w imieniu całej Polski, dziękuję - oświadczył prezydent.

- Możemy być pewni, że te zdjęcia z lądowania awaryjnego Boeinga na lotnisku, z tej ewakuacji sprawnie przeprowadzonej, z akcji przygotowania pasa lądowania obiegną cały świat. One będą świadczyły dobrze o Polsce, dobrze o polskim przewoźniku, dobrze o polskich pilotach, będą świadczyły, że w sytuacjach awaryjnych państwo polskie sprawdza się i radzi sobie dobrze" - zaznaczył Komorowski.

Jego zdaniem, zdjęcia z awaryjnego lądowania w Warszawie będą "pokazywane w szkoleniach pilotów, służb lotniskowych, jako przykładowa akcja przygotowania i przeprowadzenia lądowania awaryjnego, a także dobrego współdziałania służb, ludzi i dobrego sprawdzenia się niełatwych, trudnych, awaryjnych procedur".

Komorowski zapowiedział też odznaczenia dla załogi Boeinga 767. - W takich sytuacjach myślę, że prezydent powinien skorzystać z wielkiego przywileju, jakim jest prawo do podziękowania poprzez odznaczenie w imieniu całego narodu tym, którzy zasłużyli się. Niewątpliwie załoga Boeinga, który dzisiaj lądował awaryjnie zasłużyła się w pełni i zasłużyła na naszą wspólną, polską wdzięczność - podkreślił.

Relacjonując swoją rozmowę z kpt. Wroną, prezydent powiedział, że była ona krótka. - Dowiedziałem się, że sytuacja była rzeczywiście bardzo trudna, że jednak przy pełnym, dobrym współdziałaniu ze służbami zabezpieczającymi lotnisko i właśnie z pasażerami, udało się ten bardzo trudny manewr przeprowadzić szczęśliwie - powiedział Komorowski.

Według niego, w głosie dowódcy Boeinga "słychać było ogromną ulgę". - W zasadzie wynik mógł być albo ten, który wszyscy oglądaliśmy, albo niestety zupełnie odwrotny, w pełni tragiczny. I tego pełną świadomość miała załoga i pełną świadomość miał kapitan Tadeusz Wrona - zaznaczył prezydent.

Szefowa Biura Prasowego Kancelarii Prezydenta Joanna Trzaska-Wieczorek poinformowała, że na warszawskie lotnisko udał się szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego gen. Stanisław Koziej. Dodała, że Bronisław Komorowski rozmawiał też telefonicznie z szefem straży pożarnej lotniska.

Pasażerowie w tzw. centrum pobytowym

Rodziny i znajomi pasażerów samolotu nadal czekają, aż opuszczą oni tzw. centrum pobytowe na lotnisku. Zarówno pasażerowie, jak i ich bliscy są pod opieką psychologiczną.

Jak poinformował rzecznik portu Przemysław Przybylski, ewakuowani pasażerowie zostali zbadani w centrum medycznym. Jedna z kobiet, w ciąży, ze względu na stres została przewieziona do szpitala.

Pasażerowie są zgromadzeni w centrum pobytowym, czekają na procedury Straży Granicznej. Policja prowadzi dochodzenie, a dopóki się ono nie zakończy, nie mogą być wydane bagaże - powiedział Przybylski. Na razie nie wiadomo, ile to potrwa.

Jak powiedzieli dziennikarzom oczekujący na pasażerów po spotkaniu z przedstawicielami centrum kryzysowego lotniska, pasażerowie wyjdą w ciągu najbliższych kilkudziesięciu minut.

- Przyjechałam, by porozmawiać, wesprzeć rodziny oczekujących na pasażerów. Pomoc właściwie nie jest potrzebna, te osoby są w dobrym stanie - powiedziała stewardesa LOT. Dodała, że "załoga jest szkolona, aby w sytuacjach kryzysowych mogła udzielić wsparcia".

Terminal przylotów jest prawie pusty, znajduje się na nim część osób oczekujących z na pasażerów lotu z Newark. Większość bliskich czeka w centrum konferencyjnym.

Mirosław Konopka, oczekujący na znajomą, która leciała samolotem z Nowego Jorku, pytany o to, czy oczekujący byli informowani co dzieje się z samolotem, odpowiedział: "informacji było zero". Dodał jednak, że załoga współpracowała z pasażerami samolotu, byli na bieżąco informowani o sytuacji dotyczącej samolotu..

"To lądowanie to majstersztyk"

- Wykonując taki manewr - lądując bez podwozia - trzeba się liczyć z bardzo poważnymi konsekwencjami. Samolot jest wtedy pozbawiony systemów hamulcowych, a więc jest bardzo trudno wytracić prędkość, energię tego ogromnej masy samolotu. Samolot nie chce wyhamować na podejściu, stawia bardzo duże opory - dla pilota jest to ogromne wyzwanie - powiedział pilot, kpt. Leszek Sułkowski.

- To, co zrobili piloci Boeinga 767 to majstersztyk. Z zawodowego punktu widzenia - zrobili to bardzo dobrze - dodał.

- Poza zbiornikami celowymi paliwowymi, tam, gdzie jest kadłub - pod nim, znajduje się ogromny zbiornik paliwa. Gdyby to się zapaliło, ludzie mieliby naprawdę marne szanse - wyjaśnił pilot.

- Nie wiem, jaka była przyczyna awarii, ale na pewno było to coś bardzo poważnego, bo piloci są doskonale przygotowani na wypadek nienormalnego działania podwozia, myślę o awaryjnym jego wypuszczeniu; jeśli tego nie mogli zrobić, musiało stać się coś wyjątkowo poważnego - powiedział kpt. Sułkowski.

"Rzadko się udaje"

- Manewr był wyjątkowo trudny, to się bardzo rzadko udaje - ocenił ekspert lotnictwa, b. pilot wojskowy Michał Fiszer z miesięcznika "Lotnictwo".

- To, że to przymusowe lądowanie bez podwozia przebiegło bezpiecznie, zawdzięczamy tylko wyjątkowej perfekcji pilota, który to wykonał i w miarę dobry warunkom. Nie było prawdopodobnie zbyt silnego wiatru - powiedział Fiszer.

- Samo przyziemienie zostało wykonane na bardzo małej prędkości, na tylną część kadłuba, samolot symetrycznie opadł na pas, sunąc gondolami silnikowymi jednocześnie; zapewne doszło do ich częściowego złamania, być może - do uszkodzenia skrzydła, na pewno - do uszkodzeń kadłuba - wyjaśnił ekspert.

- Samolot prawdopodobnie nie nadaje się już do naprawy, niemniej jednak nie doszło do przełamania, choć widać, że niewiele brakowało. Pod gondolami silnikowymi pojawił się ogień, ale szybka interwencja straży pożarnej doprowadziła prawdopodobnie do tego, że nie doszło do pożaru - powiedział Fiszer. - To efekt przede wszystkim mistrzostwa pilota, sprawnego działania służb naziemnych oraz szczęścia - dodał.

"Jedna osoba trafiła do szpitala"

W akcji związanej z awaryjnym lądowaniem samolotu na warszawskim lotnisku brało udział 26 jednostek straży pożarnej. Zabezpieczało ją też na miejscu kilkanaście karetek pogotowia - powiedział rzecznik komendanta głównego Państwowej Straży Pożarnej Paweł Frątczak.

- Nic nikomu się nie stało, jedna osoba, wskutek szoku, trafiła do szpitala - podał Frątczak.

Podkreślił, że podczas akcji służby działały zgodnie z obowiązującymi i wielokrotnie ćwiczonymi procedurami.

- Gdy pilot przekazał informację, że nie udało się otworzyć podwozia, pas do lądowania został pokryty pianą, tak, by zmniejszyć ryzyko iskrzenia pomiędzy elementami kadłuba, a asfaltem. Po wylądowaniu maszyna została dodatkowo schłodzona pianą - zaznaczył Frątczak.

Przypomniał, że wcześniej samolot musiał krążyć nad Warszawą, by wypalić nadmiar paliwa.

Na miejsce jego lądowania jako pierwsze przyjechały ciężkie samochody lotniskowej straży pożarnej. Dołączyło do nich 19 jednostek państwowej straży pożarnej i kilkanaście karetek pogotowia.

Jak wyjaśnił Frątczak lotniskowa straż pożarna, jest służbą, która nie podlega Państwowej Straży Pożarnej. - Każdy port lotniczy, posiadający certyfikaty musi wyposażony w specjalistyczny sprzęt, musi też mieć wykwalifikowanych strażaków - ratowników, którzy są pracownikami lotniska - dodał rzecznik.

- Lotniskowa straż pożarna dysponuje specjalistycznym sprzętem. Zgodnie z procedurami te wozy, które ważą ponad 50 ton, mają od ogłoszenia alarmu 3 minuty na dojechanie do każdego miejsca na lotnisku, w którym np. doszło do pożaru. Mimo swojej wagi prędkość 80 km/h rozwijają w ciągu 30 sekund - dodał rzecznik.

Jak zaznaczył, warszawskie lotnisko posiada też jako jedyne w kraju specjalny sprzęt do podnoszenia samolotów bez podwozia. - To oczywiście bardzo skomplikowana operacja. Samolot nie może się w jej trakcie przełamać - podkreślił Frątczak.

Poinformował, że podstawowym zadaniem strażaków z PSP, którzy przyjechali na miejsce, było ewakuowanie 220 pasażerów samolotu. - Wykorzystano do tego trapy ratownicze. Nikt nie został ranny, z naszych informacji wynika, że jedna osoba trafiła do szpitala, ale był to efekt szoku - dodał Frątczak. Komisja ustala przyczyny wypadku

Przy Boeingu pracują obecnie eksperci z Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych, którzy mają ustalić przyczyny zdarzenia - poinformował rzecznik portu Przemysław Przybylski.

Jak wyjaśnił, jeszcze nie wiadomo, kiedy eksperci zakończą swoją pracę. - Kiedy to nastąpi, rozpocznie się operacja podniesienia samolotu. Później sprawdzony zostanie stan nawierzchni i dopiero wtedy podejmiemy decyzję, czy jest możliwe wznowienie ruchu lotniczego - zaznaczył.

Już wcześniej informowano, że lotnisko im. Chopina będzie zamknięte do środy, do godz. 8.00 rano. Przybylski podkreślił, że decyzja o tym, czy czas ten się wydłuży, zapadnie prawdopodobnie w nocy z wtorku na środę.

Nawiązując do samego awaryjnego lądowania, rzecznik Portów Lotniczych powiedział, że maszyna lecąca do Warszawy z Newark miała lądować o godz. 13.35. - Dostaliśmy informację z wieży, że być może lądowanie o czasie nie będzie możliwe i że być może trzeba będzie przygotować się na lądowanie awaryjne. Przez godzinę samolot krążył nad Warszawą i w końcu o 14.30 zdecydował się na podejście do lądowania awaryjnego - zaznaczył Przybylski.

Jak dodał, na miejsce skierowano jednostki lotniskowej straży pożarnej. - Mamy do dyspozycji 9 takich jednostek i ok. 20 strażaków. Pas został pokryty pianą, która uniemożliwia zapalenie się silników czy pojawienie się ognia w sytuacji, gdy maszyna "szoruje brzuchem" po asfalcie - relacjonował.

Poinformował, że zgodnie z procedurami wezwane zostały też jednostki Państwowej Straży Pożarnej. - Tym razem nie wjechały jednak na płytę lotniska w momencie lądowania. Okazało się, że nie ma takiej potrzeby. Strażacy pomagali jednak przy ewakuacji pasażerów - dodał.

Pasażerowie ewakuowani zostali przy pomocy trapów ratowniczych, a następnie przetransportowani do centrum medycznego na lotnisku. - Tam lekarze sprawdzili ich stan, jedna osoba kobieta w ciąży wraz z towarzyszącym jej mężem została przewieziona do szpitala. Miało to jednak związek ze stresem, którego doznała. Jest obecnie na obserwacji - powiedział rzecznik portu.

Jak dodał, obecnie zarówno pasażerowie, jak i ich bliscy są pod opieką psychologiczną. - Pasażerowie są zgromadzeni w centrum pobytowym, tam czekają, aż zostaną przebadani. Również Straż Graniczna musi przeprowadzić swoje procedury graniczne, a policja prowadzi dochodzenie. Dopóki się ono nie zakończy, nie mogą być wydane bagaże. Na razie nie mogę powiedzieć, jak długo to potrwa - poinformował.

Rocznie zdarza się kilka takich lądowań

Co roku na świecie zdarza się kilka przypadków lądowania bez podwozia; samoloty są coraz bardziej niezawodne, w związku z tym takie awarie nie są zbyt częste - mówi ekspert ds. lotnictwa Piotr Abraszek z czasopisma "Nowa Technika Wojskowa".

- Jeżeli są dobre warunki atmosferyczne, jeśli nie ma burzy, deszczu ani innych utrudnień, podczas takiego lądowania nie powinno zdarzyć się nic groźnego - powiedział Abraszek.

Dodał, że załogi są odpowiednio przeszkolone na wypadek awaryjnych lądowań. - Myślę, że każdy pilot powinien wiedzieć, jak zachować się w takiej sytuacji. Są różne procedury awaryjne: lądowanie z jednym niesprawnym silnikiem, z dwoma, z pożarem w jakichś obszarach, również bez podwozia. Na pewno programy szkolenia to uwzględniają i na pewno załogi są szkolone i trening odświeżający też to uwzględnia - podkreślił.

Zwrócił uwagę, że Okęcie ma stosunkowo długi pas, na którym nie ma żadnych przeszkód terenowych na podejściu do lądowania. - Dlatego też taka procedura nie różni się znacząco od lądowania normalnego, z podwoziem. Samolot ma nieco mniejszy opór powietrza i to załoga powinna uwzględniać - dodał Abraszek.

Wyjaśnił, że lotnisko jest w takiej sytuacji zamykane, ponieważ samolot jest na pasie startowym i blokuje starty i lądowania innych samolotów. - Jest to jeden z nielicznych obecnie powodów prowadzących do zamknięcia lotniska - jest to fizyczna przeszkoda na pasie startowym, więc samoloty nie mogą wystartować ani bezpiecznie wylądować na tym lotnisku - powiedział.

Zaznaczył, że proces podnoszenia samolotu jest dość skomplikowany i czasochłonny, trzeba użyć specjalnych podnośników. - Później, jak samolot będzie podniesiony, trzeba spróbować wysunąć podwozie, i przetransportować samolot gdzieś w rejon płaszczyzny postojowej, bazy technicznej lub hangaru, ale nie jest to operacja prosta. Myślę, że zarząd lotniska chce mieć pewność, że wszystko zostanie właściwie zrobione. Później trzeba sprawdzić pas startowy, bo samolot, trąc kadłubem i modułami silników o podłoże, na pewno jakieś drobne elementy mógł na pasie zostawić. Musi to zostać sprawdzone, bo pas musi być czysty, żeby inne samoloty mogły z niego korzystać - podkreślił.

Polub WP Wiadomości
WP
WP