WAŻNE
TERAZ

Idzie uderzenie w Glapińskiego? Oto plan ukarania go za SAFE 0 proc.

Dr Jacek Miarka (w kółku): © Agencja Wyborcza.pl, Materiały prasowe | Piotr Skornicki

Antyszczepionkowcy w akcji. Zdemolowana sala sądu, opluty lekarz

Michał Janczura

Połowa naczelnego sądu lekarskiego odmawia orzekania w sprawie antyszczepionkowców. Boją się awantur, wyzwisk i zastraszania. "Zdechniecie", "zaszczepcie się sami", "jak wyjdziecie stąd, to i tak was znajdziemy" - Jacek Miarka, prezes Naczelnego Sądu Lekarskiego przytacza najłagodniejsze z zachowań antyszczepionkowców podczas rozpraw.

Dr Jacek Miarka od 30 lat orzeka w sądach lekarskich. Od 8 lat jest prezesem Naczelnego Sądu Lekarskiego. To doktor nauk medycznych. Ma trzy specjalizacje: z chorób wewnętrznych, z kardiologii oraz z neurologii. Jest konsultantem szpitalnym, prowadzi też własną praktykę lekarską.

Chodziło o podpisanie przez medyków "Listu otwartego polskich lekarzy, naukowców i pracowników służby zdrowia do polskich władz oraz mediów z 5 października 2020 r.". Potem pojawiały się też apele w sprawie szczepień przeciwko SARS-CoV-2. Grupa lekarzy podważała sens prowadzenia szczepień i obowiązek stosowania masek ochronnych.

Antyszczepionkowcy zaatakowali ekspertów. "Szczyt zdziczenia"

Naczelny rzecznik odpowiedzialności zawodowej skierował wniosek o ukaranie łącznie ponad stu lekarzy w związku z tą sprawą. Zarzucano im rozpowszechnianie informacji niezgodnych z aktualną wiedzą medyczną i propagowanie postawy antyzdrowotnej.

Jacek Miarka w rozmowie z WP odniósł się też do sprawy dr. Norberta Szalusia. Sąd Najwyższy na początku tego roku uchylił decyzję Naczelnego Sądu Lekarskiego zawieszającą Szalusiowi na rok prawo wykonywania zawodu. Wszystko w związku z jego kontrowersyjnymi metodami leczenia nowotworów. Sprawa ujrzała światło dzienne, gdy stosowane u pacjentów onkologicznych metody Szalusia opisał w swoim reportażu Michał Fuja z TVN.

Działaniami lekarza zajął się rzecznik dyscyplinarny, a potem sąd lekarski. Szaluś nie zgadzał się z decyzją o zawieszeniu mu prawa wykonywania zawodu i skorzystał z prawa do kasacji. Sąd Najwyższy nie analizował dowodów. Badał sprawę pod kątem rażącego naruszenia prawa lub procedur. Uznał, że do takiego naruszenia doszło. Zdaniem SN w procesie przed sądem lekarskim naruszono prawo do obrony lekarza. W związku z tym Norbert Szaluś może dziś wykonywać zawód lekarza.

Jak ustaliła Wirtualna Polska, na tym nie koniec. Szaluś pozwał sędziów sądu lekarskiego oraz samorząd lekarski i żąda wielomilionowego odszkodowania.

Michał Janczura, Wirtualna Polska: Środowisko lekarskie mówiło: będziemy ścigać medyków, którzy zniechęcają do szczepień, będziemy ich karać. Mija pięć lat, od kiedy niektórzy z nich zniechęcali do szczepień przeciw COVID-19. Nie widać tego ścigania. Coś się dzieje w tej sprawie?

Jacek Miarka, prezes Naczelnego Sądu Lekarskiego: Część tych procesów jeszcze się toczy. Natomiast jeżeli mamy mówić o czymś ważnym, to chciałbym zacząć od wyjaśnienia, czym jest moim zdaniem ruch antyszczepionkowy.

Czym jest?

Na początku to był ruch społeczny, a teraz zrobił się społeczno-polityczny. Wszystko się nasiliło od momentu objęcia w USA prezydentury przez Donalda Trumpa i powołania przez niego Roberta Kennedy'ego juniora na stanowisko Sekretarza Zdrowia i Opieki Społecznej.

W Polsce mamy to samo zjawisko. Wcześniej to był jakiś ruch społeczny, w którym udział brało dużo ludzi. Kilka lat temu zaczęli się tym interesować politycy, bo to jest dla nich elektorat. Elektorat antyszczepionkowców w Polsce ocenia się na około 2 miliony osób. Proszę pomyśleć, ile to jest głosów. Odczuliśmy to jako sąd lekarski na własnej skórze. Na procesy przeciwko lekarzom antyszczepionkowcom przychodzili posłowie, ale także przychodziły bojówki, które zakłócały spokój i to jest dla nas chyba najtrudniejsza jak do tej pory rzecz do opanowania.

Co nie zmienia faktu, że są lekarze, którzy zniechęcają do szczepień.

W Polsce mamy około 200 tysięcy lekarzy. Wie pan, jaki jest system naboru na studia medyczne? W tej chwili wystarczy dobrze zdać maturę. Żeby być policjantem albo żołnierzem, oprócz egzaminu sprawnościowego trzeba też przejść badania psychologiczne. One mają na celu wykluczyć z tego zawodu ludzi, którzy są niestabilni psychicznie, mają ciężkie zaburzenia osobowości, albo po prostu są chorzy. U nas tego nie ma.

A jak ktoś zda dobrze maturę, ma IQ około 100, to na pewno skończy studia i potem idzie do pracy bez żadnej weryfikacji. Chyba że zrobi coś bardzo złego na studiach, ale to się rzadko zdarza.

Statystycznie jest pewne, że w gronie 200 tysięcy ludzi trafią się tacy z zaburzeniem, część z ciężkimi kompleksami. Będą też osoby z chorobami psychicznymi. Może być trochę alkoholików, mogą być ludzie uzależnieni i my się z tym borykamy. Lekarz musi mieć trzy przymioty: wiedzę, etykę i empatię. Na sali sądowej spotykamy lekarzy, którzy albo nie mają wiedzy, albo empatii, albo nie wiedzą, co to jest w ogóle etyka. Taka jest prawda. Ja tej prawdy nie boję się mówić w sposób bardzo otwarty.

To może pan wie, co sprawia, że niektórzy lekarze, znając wyniki badań, dowody naukowe, zniechęcają innych do szczepień?

Jeżeli ktoś nie potrafi zrobić "kariery" czy zdobyć uznania w środowisku zawodowym albo jeżeli jest zepchnięty na margines tego środowiska ze względu na braki wiedzy, czy umiejętności, to on bardzo chętnie przystanie do ruchu, który wyniesie go na piedestał i uczyni z niego bohatera walczącego z bigfarmą i z całym systemem.

Parcie na szkło, potrzeba uhonorowania przez jakieś środowisko są tak silne, że w to wchodzą. Najgorzej było w momencie wprowadzenia szczepień przeciwko COVID. Powstał list protestacyjny podpisany przez około 100 lekarzy. Pan pyta o to, czy oni są ukarani. Tak, głównej autorce tego listu zawiesiliśmy na rok prawo wykonywania zawodu, ale ma jeszcze kilka innych procesów i nie wiadomo, jak się to dla niej skończy.

A pozostali zostali ukarani?

Niestety nie. Mamy poważny problem z przepisami. Kiedyś, przed wojną, w sądach lekarskich byli tylko lekarze i wówczas nie było nawet jednej setnej tych problemów, które mamy obecnie. Dziś każdy obwiniony lekarz może ustanowić dwóch obrońców, na przykład zawodowych adwokatów.

Oni doskonale znają procedury i umieją przeciągać postępowania. Robią to z premedytacją, bo wiedzą, że po 5 latach od momentu popełnienia czynu sprawa się przedawnia i nic nie można już zrobić. Jeżeli w tym czasie sprawa nie przejdzie przez rzecznika dyscyplinarnego, biegłych, pierwszą i drugą instancję, to trzeba ją umorzyć.

Nawet jeżeli lekarz jest winien.

Nawet jeżeli wina lekarza jest ewidentna. To jest nasz główny problem. To chcielibyśmy zmienić jako środowisko w ustawie o izbach lekarskich. Chodzi o to, żeby przed odpowiedzialnością nie uciekali ci, którzy przynoszą wstyd naszemu zawodowi. Mamy w olbrzymiej większości świetnych lekarzy, dobrze wykształconych, przyjmowanych w wielu krajach z otwartymi rękami, ale zdarzają się też czarne owce, jak w każdym zawodzie.

Samorząd lekarski został powołany, żeby dbać o godność zawodu lekarza, żeby pilnować zasad, żeby eliminować ludzi nieposiadających żadnych kompetencji. Musimy dokonać pewnych poprawek, ale inicjatywę ustawodawczą mają politycy, np. minister zdrowia i minister sprawiedliwości, występujemy o te zmiany, a procedura legislacyjna jest długa.

Mamy rok 2026. Czy to, co pan mówi, oznacza, że lekarzom, którzy w pandemii zniechęcali do szczepień i kwestionowali istnienie COVID, się upiecze? Pięć lat minęło.

Głównym autorom pamiętnego listu się nie upiekło, już zapadły wyroki. Natomiast część z tych, którzy podpisali pamiętny list, wycofała się z tego. Mamy na przykład takie oświadczenia w sądzie, że ktoś podpisał, bo go kolega namówił, ale tak naprawdę to on tego nie chciał. Tych ludzi traktujemy bardzo łagodnie. Inaczej kogoś, kto publicznie w dalszym ciągu wygłasza poglądy szkodliwe dla społeczeństwa i dla zdrowia milionów ludzi.

Rozmawiam z lekarzami i wiem, że sędziowie boją się orzekać w sprawach antyszczepionkowców. Pan to potwierdza?

Powiem szczerze, że w normalnych sprawach nie mamy z tym żadnego problemu. Natomiast jeżeli chodzi o sprawy antyszczepionkowe, mamy fatalne doświadczenia. W Polsce to środowisko działa jak sekta. Mają swoich prawników i przywódców, prowokują pewne niebezpieczne sytuacje.

Co konkretnie się dzieje?

Na sali sądowej są awantury, wyzwiska, krzyki. Mało tego, z nimi współpracują bojówki. Mogę powiedzieć o grupie, która sama siebie nazywa "kamraci". Na sali padają nawet groźby karalne. Proszę pamiętać, że sędzia sądu lekarskiego nie ma immunitetu. My nie mamy straży sądowej, nie ma kontroli przy wejściu, każdy może przyjść. Pan też wejdzie z ulicy na rozprawę do sądu lekarskiego.

Przeżyliśmy agresję, zdemolowanie sali sądowej. Na to się nakłada opieszałość organów ścigania. Wzywaliśmy policję, przyjeżdżało dwóch policjantów, którzy mówili, że są bezradni. Musieli wezwać posiłki i jakakolwiek interwencja zaczynała się po godzinie albo dwóch.

Muszę dopytać: mówi pan o zachowaniach publiczności, która przychodzi wspierać lekarzy obwinionych o zniechęcanie do szczepień?

Tak, i na tym nie koniec. Ponieważ my jesteśmy osobami publicznymi, przekłada się to na naszą pracę poza sądem. Wiem to z autopsji. Sądziłem jedną z pań, która jest przywódcą tego ruchu. Bez trudu odnaleźli telefon do mojego gabinetu i odbierałem regularnie telefony z pogróżkami, wyzwiskami, z najgorszymi obelgami.

To wykracza daleko poza salę sądową. Dlatego niektórzy, szczególnie koleżanki, proszą, żeby ich nie obsadzać w składach rozpatrujących sprawy antyszczepionkowców. Nie wytrzymują psychicznie. Ja to rozumiem.

Co pan słyszał pod swoim adresem w trakcie takich rozpraw?

To język z rynsztoka. Opisaliśmy to w protokole jednej z ostatnich rozpraw. Wynotowaliśmy te wszystkie wyzwiska i groźby, ale publikowanie tych wulgaryzmów nie jest potrzebne. Przytoczę najłagodniejsze: "zdechniecie", "zaszczepcie się sami", "jak wyjdziecie stąd, to i tak was znajdziemy". Dla mnie jest to obrzydliwe. Rzecznika, który oskarżał lekarza, opluto przy przejściu.

Odwołujecie rozprawy przez to, że nie ma chętnych do sądzenia?

Nie zdarzyła się taka sytuacja. Jeśli odwołujemy, to z powodu wybiegów prawnych obrońców.

Ilu sędziów z naczelnego sądu lekarskiego nie chce orzekać w tych sprawach? Jeśli mnie pamięć nie myli, jest was wszystkich około 30.

Myślę, że połowa podejmuje się prowadzenia tych spraw, połowa nie. Robimy wszystko, żeby prowadzić te postępowania i nie ulec takiej presji.

Może trzeba sobie otwarcie powiedzieć, sędziowie się boją. To nie jest ocena, tylko próba nazwania sytuacji, która wymyka się spod kontroli.

W Stanach Zjednoczonych, o których wspomniałem, gdzie te ruchy są wyjątkowo silne, zdarzyło się, że ktoś ostrzelał z karabinu szturmowego siedzibę CDC [Centra Kontroli i Prewencji Chorób, główna amerykańska instytucja odpowiedzialna za ochronę zdrowia publicznego i bezpieczeństwo obywateli - red.] wywołując panikę i raniąc ludzi. Oczywiście senator Kennedy przyjechał tam, wyraził współczucie i odjechał.

Silne ruchy antyszczepionkowe w Europie są między innymi w Austrii, są w Niemczech południowych.

Polska jest jednak szczególna, bo my potrafimy się zorganizować bardzo szybko wokół jakiejś idei. Wtedy działania są bardzo zdecydowane.

Czy zgłaszacie w ogóle te sprawy do prokuratury? Jeśli dochodzi do zastraszania, gróźb karalnych, to chyba nie ma innego wyjścia?

Do tej pory nie robiliśmy tego, dlatego że nie nagrywaliśmy posiedzeń. Rozmawialiśmy z prawnikami, powiedzieli, że jeżeli w tej bojówce, która nazywa się "kamraci", jest na przykład kilkanaście osób, to trudno będzie potem wskazać, która z nich kierowała w stosunku do nas groźby karalne. To przykre, jeżeli na tej sali znajdują się posłowie, którzy przy takich wulgaryzmach biją brawo i się uśmiechają, pokazują kciuki, że oni są górą.

Którzy to posłowie?

Pojawiali się posłowie z Konfederacji [obecnie Konfederacji Korony Polskiej - red.], bo dla nich to jest elektorat, np. u nas poseł Skalik, w Gdańsku poseł Braun, ale ja nie chcę wchodzić w politykę, sąd jest z zasady apolityczny.

Macie jakiś pomysł, jak to opanować?

Mam w tej chwili zapewnienie Prezesa Naczelnej Izby Lekarskiej, że na każdą sprawę, która może skończyć się awanturą, będzie wynajęta firma ochroniarska. Postanowiliśmy też nagrywać te rozprawy i w momencie, w którym padną groźby karalne, będziemy zgłaszać to do prokuratury. Do tej pory nie mieliśmy dowodów.

Powiem szczerze: jak czasem słyszymy wyroki sądów lekarskich, to chyba wszyscy mamy wrażenie, że są śmiesznie niskie. Ktoś szkodzi ludziom, handluje receptami, zwolnieniami, zniechęca do szczepienia dzieci i dostaje od was naganę. Istnieje przekonanie, że tak naprawdę bronicie swoich.

Bardzo często spotykam się z opinią, która jest kolportowana w naszym społeczeństwie, że sądy lekarskie są łagodne. To nieprawda. Sądy lekarskie odbierają też prawo wykonywania zawodu na zawsze. Mieliśmy w historii kilkadziesiąt takich przypadków, ale to jest jak wyrok śmierci cywilnej dla lekarza. Jeżeli ktoś po raz pierwszy popełnił jakieś przestępstwo przeciwko kodeksowi etyki lekarskiej, to musi istnieć gradacja kar. Mamy ich w sumie pięć.

Jak za pierwszym razem zawieszamy komuś czasowo prawo wykonywania zawodu, a on wraca i robi to samo, to kolejny skład orzekający widzi recydywę i sięga po kary bardziej dotkliwe. Naszym największym problemem jest szarlataneria, którą uprawiają niektórzy lekarze. Leczenie na przykład witaminą C nowotworów to jest coś strasznego. Staramy się być bardzo konsekwentni, musimy to zwalczać. Nie może być jednak tak, że za każde przewinienie będziemy dożywotnio odbierać prawo wykonywania zawodu. Robimy to wtedy, gdy sytuacja jest bardzo poważna.

Ze swojej kariery pamiętam też dwóch lekarzy, którzy wykorzystywali swój zawód do wykorzystywania seksualnego pacjentów. To są sytuacje, które od razu dyskwalifikują z zawodu tak jak ciężkie przestępstwa.

Uważamy, że kara musi pełnić także funkcję wychowawczą i czasem widzimy, że pojawia się refleksja. Zawieszałem kiedyś prawo wykonywania zawodu alkoholikowi i on już na sali sądowej powiedział, że wie, że jest winien, ale chce wrócić do zawodu. Poddał się leczeniu. Znam szpital, w którym obecnie pracuje i jest bardzo cenionym lekarzem.

Natomiast są ludzie, do których nic nie dociera. W takim wypadku sąd potrafi być bardzo surowy. Prawo wykonywania zawodu mogą odebrać też sądy karne. Śledziłem statystyki i wynika z nich, że jesteśmy 30 razy bardziej surowi. To, że jesteśmy łagodni, to mit.

Panie doktorze, jeżeli ktoś podaje pacjentom onkologicznym suplementy i witaminę C, to cóż z tego, że on powie, że się poprawi, skoro tym ludziom często życia uratować się nie da. Sami opisywaliśmy te historie w WP, ale rozmawiamy z rodzinami pacjentów, bo ich samych już nie ma.

To jest prawda. Ale takich lekarzy mamy na szczęście bardzo mało. To są jednostki na te 200 tysięcy i oni są karani surowo i regularnie. Niestety szarlatani najczęściej mają niesamowite zabezpieczenia. Pacjenci, zanim zaczną u nich "terapię", podpisują różne zgody przygotowane przez kilku prawników. Lekarz w ten sposób zupełnie odsuwa od siebie odpowiedzialność, a na papierze mamy, że pacjent wszystko robił na własne życzenie.

Na koniec chciałem zapytać o doktora Norberta Szalusia. Dla was to musi być bolesna sprawa, bo de facto przegraliście. Sąd Najwyższy przywrócił mu prawo wykonywania zawodu, czyli uchylił wasze orzeczenie. To prawda, że on was wszystkich pozwał i żąda zawrotnych pieniędzy?

Tak, to prawda. To wygląda jak próba zastraszenia Izby Lekarskiej.

Nie chcę obecnie rozwijać tego wątku. Powiem tylko, że jeden błąd proceduralny sądu lekarskiego, sprowokowany przez obrońcę, spowodował, że Sąd Najwyższy uchylił nasze orzeczenie. On wystąpił o odszkodowanie w stosunku do wszystkich sędziów po 500 tysięcy zł i wystąpił z pozwem do Naczelnej Izby Lekarskiej o kilka milionów złotych. Złożył też pozew do Izby Wojskowej, gdzie był pierwotnie sądzony.

Jestem przekonany o tym głęboko, że do nas wróci, bo nie zaniechał swojej działalności. Uważam, że jego leczenie chorych nowotworowych, mimo "wspaniałych" zabezpieczeń prawnych, które ma opracowane przez prawników, jest po prostu nieetyczne.

Jego wyrok został uchylony, a postępowanie umorzone ze względu na przedawnienie. Umorzony to nie znaczy uniewinniony. Na początku panu powiedziałem, że są trzy rzeczy, które musi mieć lekarz: wiedza, etyka i empatia. Niestety nie wszyscy je mają. Radzę pisać: Norbert Sz. Znając jego prawników, będzie pan miał natychmiast pozew.

Pozwy na 500 tysięcy są skierowane imiennie do sędziów? Czy on pozwał sąd lekarski jako całość?

Nie, to są pozwy przeciwko każdemu z sędziów. Nie jesteśmy anonimowi i nie korzystamy z immunitetu. Każdy nas może o wszystko oskarżyć. Adwokaci antyszczepionkowców też nas skarżą regularnie o różne rzeczy, po to, żeby nas wykluczyć ze składu orzekającego.

Michał Janczura, dziennikarz Wirtualnej Polski

Najważniejsze teksty tygodnia. Śledztwa, które robią różnicę. Reportaże, które zostają w głowie. Wyraziste opinie. Najlepsze treści premium bez opłat w Twojej skrzynce.

Wybrane dla Ciebie
Liderzy Iranu błagają o pokój? Trump: "boją się o tym powiedzieć"
Liderzy Iranu błagają o pokój? Trump: "boją się o tym powiedzieć"
Seria izraelskich ataków. Niespokojna noc na Bliskim Wschodzie
Seria izraelskich ataków. Niespokojna noc na Bliskim Wschodzie
Działo się w nocy. USA usuwają dwa nazwiska z listy celów w Iranie
Działo się w nocy. USA usuwają dwa nazwiska z listy celów w Iranie
Dziwne nagrania na koncie Białego Domu. "Wkrótce start, prawda?"
Dziwne nagrania na koncie Białego Domu. "Wkrótce start, prawda?"
Nowy sondaż na Węgrzech. Widać wyraźny trend
Nowy sondaż na Węgrzech. Widać wyraźny trend
Łukaszenka u Kim Dzong Una. Zwrócili uwagę na znaczący gest
Łukaszenka u Kim Dzong Una. Zwrócili uwagę na znaczący gest
Orlen reaguje na słowa Obajtka ws. cen paliw. "Odkłamujemy"
Orlen reaguje na słowa Obajtka ws. cen paliw. "Odkłamujemy"
Jednostka GROM z nowym dowódcą. Szef MON ogłosił
Jednostka GROM z nowym dowódcą. Szef MON ogłosił
Orban już się nie hamuje. Zadziwiające słowa na wiecu wyborczym
Orban już się nie hamuje. Zadziwiające słowa na wiecu wyborczym
Jak wyemigrować do Polski. Brytyjska gazeta podaje przepis
Jak wyemigrować do Polski. Brytyjska gazeta podaje przepis
Atak Nawrockiego na reportera TVN. Dziennikarze reagują
Atak Nawrockiego na reportera TVN. Dziennikarze reagują
Odwołany prezes Poczty Polskiej zaskoczony decyzją. Jest komentarz
Odwołany prezes Poczty Polskiej zaskoczony decyzją. Jest komentarz