"Teraz to wojna Donalda Trumpa" © Licencjodawca

William B. Taylor: Teraz to już wojna Donalda Trumpa

Tetiana Kolesnychenko

- Decyzja o wysłaniu broni do Ukrainy jest punktem zwrotnym dla Trumpa i jego administracji. Nie sądzę, by ktokolwiek w Białym Domu wciąż uważał Putina za przyjaciela - mówi William Taylor, były ambasador USA w Ukrainie, a obecnie analityk Atlantic Council.

Tatiana Kolesnychenko, Wirtualna Polska: Od "Putin to dobry chłopak" do wysłania "najlepszej broni" do Ukrainy. Donald Trump właśnie dokonał zwrotu o 180 stopni. Możemy potraktować tę zmianę poważnie?

William B. Taylor: Nie możemy zajrzeć do głowy Trumpa, ale moim zdaniem jest to realna zmiana. Powiedziałbym nawet, że jest to punkt zwrotny dla Trumpa i tej administracji. Po raz pierwszy wysyła do Ukrainy broń wartą miliardy dolarów. Niektórzy mówią o pakiecie wartym 10 mld dolarów, inni o dwudziestu.

Europejczycy opłacą zamówienia, amerykańskie firmy je wyprodukują, Ukraina otrzyma to, czego bardzo potrzebuje. Więc jest to duża zmiana. Nie wiem, czy będzie ona trwała, ale z pewnością jest konkretna. Nie są to deklaracje, tylko od razu działania. Część uzbrojenia już jest w drodze.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Trump stawia ultimatum Rosji. "Zbyt długo dawał wiarę słowom Putina"

Dzień po ogłoszeniu tej decyzji dwa amerykańskie dzienniki opublikowały cytaty z rozmowy Trumpa i Zełenskiego, w której prezydent USA sugerował, że Ukraina powinna mocniej naciskać na Rosję, atakować nie tylko Moskwę, ale również Petersburg. Na to właśnie liczył Kijów, kiedy jesienią, jeszcze podczas kampanii wyborczej w USA, zaczął budować relacje z otoczeniem Trumpa, spodziewając się, że jego nieprzewidywalność oraz impulsywność rozwiąże Ukrainie ręce. Bo w odróżnieniu od Bidena, który dawkował pomoc wojskową niczym kroplówkę, ciągle obawiając się konfliktu nuklearnego z Rosją, Trump nie będzie się bał czerwonych linii Kremla.

Później Trump doprecyzował, co miał na myśli [powiedział, że zapytał z ciekawości, czy Ukraina może atakować Moskwę i Petersburg - red.]. Prawda jest taka, że Ukraina już atakuje dronami cele na terytorium Rosji i robi to wybitnie ostrożnie, bo nie cierpi infrastruktura cywilna, szpitale czy budynki mieszkalne, tylko obiekty wojskowe. Czy takie miejsca znajdują się w Moskwie i Petersburgu? Tak. Czy Ukraina ma prawo je zaatakować? Tak.

Natomiast jeśli chodzi o podejście Trumpa i jego administracji do nuklearnego szantażu Rosji, nie jest ono jasne. Myślę, że traktują to zagrożenie równie poważnie, jak ich poprzednicy, ale chcą być bardziej efektywni. Poprzednia administracja nadmierne uważała na czerwone linie Kremla. Nawet Bill Burns, dyrektor CIA w czasach rządów Bidena, przyznał, że obawy o eskalację nuklearną były przeszacowane. Podkreślił też, że te groźby nie mogą blokować USA przed podjęciem kroków, które uważają za słuszne.

Teraz Trump mówi o Zełenskim, że to "dobry chłopak", choć było wiele teorii, że osobiście żywi dużą niechęć do prezydenta Ukrainy, co od początku przekładało się na wsparcie dla Ukrainy. Jej korzenie miały sięgać roku 2019, kiedy Trump w zamian za dostawy broni zażądał, by Ukraina wszczęła postępowanie przeciwko synowi Joe Bidena, który zasiadał w radzie nadzorczej zajmującej się wydobyciem ukraińskiego gazu firmy Burisma Holdings. Zełenski tego nie zrobił. Pan wówczas był chargé d'affaires w ambasadzie USA w Kijowie i z prywatnej korespondencji, która wyciekła do sieci, wiemy, że krytycznie oceniał pan zachowania Trumpa. Czy zmiana nastawienia do Zełenskiego też jest punktem zwrotnym?

W 2019 roku, kiedy doszło do tej sytuacji, Trump i Zełenski się nie znali. Obaj byli nowicjuszami na swoich stanowiskach. Trump chciał coś uzyskać, ale nie sądzę, by chodziło o jakieś emocje, a tym bardziej niechęć.

Teraz faktycznie coś się zmieniło i tym punktem zwrotnym w relacjach z Trumpem stało się spotkanie w Watykanie [przed pogrzebem papieża Franciszka w kwietniu 2025 roku - red.]. Zełenski i Trump pierwszy raz rozmawiali sam na sam, bez doradców, a nawet tłumaczy. Mieli bardzo produktywną rozmowę. Od tego czasu zaczęły się zmiany. Teraz Trump komplementuje odwagę Ukraińców i powiedziałbym, że jego relacje z Zełenskim są bardzo dobre. Grunt, że Trump wspiera działania Ukraińców w walce przeciwko Rosji.

William B. Taylor
William B. Taylor © Materiały prasowe

Trochę mu to zajęło. Bo najpierw poniżył Zełenskiego w Gabinecie Owalnym, potem powtarzał rosyjską propagandę, aż w końcu zaczął kolanem dociskać Ukrainę, by podpisała zawieszenie broni na warunkach Rosji, czyli w zasadzie skapitulowała. Rosja w tym czasie, żeby ostatecznie złamać Ukraińców, zaczęła masowo atakować miasta. Tylko w czerwcu według ONZ od ostrzałów zginęło 232 cywilów, od początku roku - 6754. Pewnie większości tych ofiar można byłoby uniknąć, gdyby Trump zgodził się na przekazanie broni od razu, zamiast flirtować z Putinem.

Trumpowi bardzo zależało na zakończeniu wojny. Mówił o tym od momentu, kiedy został kandydatem na prezydenta. Pierwszym krokiem miało być 30-dniowe zawieszenie broni. Zełenski nie chciał się na to godzić bez wcześniejszych gwarancji bezpieczeństwa, bo obawiał się, że Rosja ponownie zaatakuje. Ale na prośbę Trumpa zmienił podejście i przyjął jego propozycję.

Okazało się jednak, że problem tkwił w Putinie, bo w rzeczywistości nie chciał zakończenia wojny. Teraz Trump to rozumie i nie sądzę, by on lub ktokolwiek w administracji uważał Putina za przyjaciela.

Dlaczego akurat teraz wydarzył się ten zwrot? Niektórzy eksperci wiążą to z narastającymi problemami wewnątrz USA jak na przykład rosnąca presja wokół sprawy Jeffreya Epsteina, nieżyjącego już finansisty skazanego za wykorzystanie seksualne nieletnich. Na jego imprezach przewinęło się wielu wpływowych ludzi. Trump obiecywał, że ujawni akta sprawy, ale tego nie zrobił, co powoduje ogromną krytykę nawet wśród Republikanów. Niektórzy mówią wprost o "zdradzie" wyborców.

Nie zgadzam się z teoriami spiskowymi. Ukraina i sprawa Epsteina to są tak różne problemy, że skoncentrowanie uwagi na jednym temacie, nie skutkuje zapomnieniem drugiego.

Myślę, że Trumpowi naprawdę zależy na zawarciu umowy pokojowej. Ciągłe powtarza, że to nie jego wojna, tylko Bidena. Cóż, teraz po przekazaniu broni, stała się to jego wojna. Zmienił swoje stanowisko, udziela Ukrainie wsparcia i jest bardzo zaangażowany.

Czy na miejscu jest używanie słowa "wsparcie"? Administracja Bidena przeznaczała miliardy na bezzwrotną pomoc wojskową dla Ukrainy. Co prawda 60 proc. wszystkich środków zostawało w USA na uzupełnienie stanów magazynowych, ale Trump nie był gotów nawet na taki krok. Za całą broń dla Ukrainy zapłaci Europa. Więc dla Trumpa jest to idealna sytuacja - ociepla swój wizerunek, zbliża się do upragnionej Pokojowej Nagrody Nobla, a w dodatku amerykańskie firmy na tym zarobią. Więc jest to wsparcie czy "bardzo piękna umowa"?

Jest to wsparcie. W realnym świecie najważniejsze, że systemy obrony przeciwlotniczej Patriot i inne uzbrojenie już są w drodze do Ukrainy. Było wiele możliwych sposobów na rozwiązanie tej sytuacji, ale zarówno USA, jak i Ukraina i Europa doszły do wniosku, że to będzie najlepsze. Europejczycy mają dużo gotówki, USA potrafią produkować broń, a Ukraińcy bardzo jej potrzebują, by zatrzymać Rosję.

Ten schemat jest nawet lepszy, bo Europejczycy natychmiast wysyłają własną broń, a amerykańskie firmy uzupełniają ich stany magazynowe. Dla Europy jest to również ważne, dlatego jest gotowa wydać miliardy euro.

A dla Ameryki nie jest? Jeśli Rosja wygra wojnę, to wcześniej czy później w jakiejś formie zaatakuje UE, a to pociągnie za sobą uruchomienie art. 5, a więc będzie wymagało interwencji również USA. Na tym polega różnica między Bidenem i Trumpem. Pierwszy był powściągliwy, popełnił wiele błędów, ale jego zaangażowanie w bezpieczeństwo Europy nie było negowane. Trump z kolei mówi, że może sprzedać broń, ale jednocześnie daje do zrozumienia, że Ukraina to problem wyłącznie Europy.

Zgodzę się, że jeśli Ukraina przegra, Rosja będzie kontynuować swój marsz i na przykład zaatakuje Estonię, Litwę albo Polskę. Ale będzie to koniec Rosji, bo jest o wiele słabsza niż NATO. I na szczycie NATO w Hadze [odbył się w czerwcu 2025 r. - red.] Trump wyraźnie zademonstrował wsparcie dla Sojuszu.

Bo państwa członkowskie zadeklarowały zwiększenie wydatków na obronę do 5 proc. PKB. Duża część tych pieniędzy popłynie do amerykańskich firm.

Trump zobaczył, że sojusznicy traktują NATO poważnie, że są oddani. Więc wyraźnie podkreślił zobowiązania USA wobec art. 5. Ameryka i Europa mają wspólny cel - pomagać Ukrainie, by mogła bronić siebie i jednocześnie Europy.

Żeby odstraszyć Rosję przed ewentualnym atakiem na państwa NATO, nie możemy dopuścić do tego, żeby wygrał wojnę. Tu zataczamy koło i wracamy do intencji Trumpa. Wysłanie broni jest deklaracją dążenia do zwycięstwa Kijowa, jego integralności terytorialnej i drogi do Unii Europejskiej, a z czasem i do NATO.

Teraz nie ma możliwości militarnego wyzwolenia terytoriów okupowanych, ale Kijów nie może być pozbawiony prawa i nadziei wyzwolenia Krymu i Donbasu w przyszłości, jak było to w przypadku zjednoczenia Niemiec.

W swoim artykule, opublikowanym na łamach "The New York Times" opisuje pan, że w 2008 roku administracja George'a W. Busha popierała zaproszenie Ukrainy do NATO, ale Francja i szczególnie Niemcy to zablokowały. Teraz wydaje się odwrotnie. W UE jest dużo więcej akceptacji dla zaproszenia niż w Białym Domu. Zresztą Trump wprost powiedział, że "Ukrainy w NATO nie będzie". A może znowu zmieni zdanie?

Jest to możliwe. W 2008 roku Bush wspierał wejście Ukrainy do NATO. Teraz Trump nie popiera tego pomysłu, ale właśnie zobaczyliśmy, jak potrafi zmieniać zdanie. Oprócz tego nie będzie wiecznie prezydentem USA, podobnie jak nie był nim Bush, a potem Obama.

Administracje się zmieniają i kimkolwiek będzie następny prezydent USA, jego polityka wobec NATO może być inna. Więc słusznie, że Ukraina utrzymuje to jako cel. NATO również od 2008 roku na każdym szczycie powtarza, że droga Ukrainy do Sojuszu jest nieodwracalna.

Wróćmy do dostaw broni dla Ukrainy. Dlaczego będą wysyłane przez NATO, a nie bezpośrednio do Ukrainy? Czy ma to coś wspólnego z wcześniejszą decyzją Pete Hegsetha, sekretarza obrony o zablokowaniu pomocy wojskowej dla Ukrainy? Oficjalne tłumaczenie było takie, że wstrzymanie pomocy, która była zatwierdzona i sfinansowana jeszcze podczas administracji Bidena, jest spowodowane "niskim stanem magazynowym". Okazało się, że nie jest to prawda. Podobno Hegseth też działał na własną rękę, bez konsultacji z Trumpem.

Hegseth zrobi wszystko, co zechce prezydent, a nawet zrobi to, co wydaje mu się, że Trump chce.

Chciał się wykazać?

Myślał, że zawieszając dostawy, robi coś, czego chce Trump. Ale okazało się, że jest zupełnie odwrotnie. Trump był zdziwiony i dostawy zostały wznowione. Nie sądzę, by Hegseth nawet podjął próbę spowolnienia dostaw broni, którą uzgodnił sam Trump.

Oprócz decyzji o dostawach broni Trump też postawił Putinowi ultimatum. Z jakiegoś powodu dał mu kolejne 50 dni na zawarcie umowy pokojowej, choć rządy Trumpa trwają ponad trzy razy dłużej i w tym czasie Rosja tylko eskalowała wojnę. Część analityków uważa, że jest to próba przeniesienia tematu do września, kiedy w USA zacznie się nowy sezon polityczny. Co wówczas się wydarzy?

Teraz wszystko zależy od Putina. Jeśli zobaczy, że nie może wygrać tej wojny, będzie musiał usiąść do negocjacji. Musi więc zobaczyć nadchodzącą do Ukrainy broń w użyciu. Musi zobaczyć, że kraje Unii Europejskiej wydają 5 proc. PKB na wzmocnienie swojej obrony.

Wtedy zrozumie, że nie będzie w stanie nas przeczekać, że czas już nie jest po jego stronie. I że jeśli dalej będzie eskalować, Trump nałoży sankcje wtórne na Chiny i Indie oraz inne państwa, kupujące od Rosji surowce, a nie pomagające Ukrainie. Taki jest plan Trumpa – by Putin zaczął rozmawiać.

Rosja raczej z dużym spokojem przyjęła te groźby. Giełdy nie zareagowały na ultimatum Trumpa, ropa jest w tej samej cenie. A za swoimi plecami Putin ma Chiny, które nie zaakceptują porażki Kremla w tej wojnie. Oprócz tego zakończenie wojny będzie prawdopodobnie końcem Putina.

Świetnie, oby tak się stało. Nikt nie dba o to, czy Putin zachowa władzę. Zaczekajmy, aż te 50 dni upłyną.

Mówi pan, że Trump całkowicie zmienił zdanie i już nie postrzega Putina jako przyjaciela. Zatem koniec z wizją "wspaniałych" wspólnych interesów w Arktyce oraz założeniem, że lepiej Putina mieć po swojej stronie na wypadek konfliktu z Chinami?

W administracji Trumpa wciąż są ludzie, którzy wierzą, że lepiej trzymać Rosję z daleka od Chin na wypadek inwazji na Tajwan. Jest to kompletna bzdura i myślę, że administracja Trumpa właśnie osiąga poziom zrozumienia tego. Arktyka? Myślę, że kwestia Ukrainy jest o wiele ważniejsza. Powód jest prosty. Jeśli Chińczycy zobaczą, że nie wspieramy Ukraińców, będą bardziej skłonni do inwazji na Tajwan.

Tatiana Kolesnychenko, dziennikarka Wirtualnej Polski

William B. Taylor - analityk Centrum Eurazji w Atlantic Council, wcześniej był wiceprezesem ds. Europy i Rosji w Amerykańskim Instytucie Pokoju. W latach 2006-2009 pełnił funkcję ambasadora USA w Ukrainie, a w latach 2019-2020 był p.o. chargé d'affaires w ambasadzie USA w Kijowie. W latach 2011-2013 był specjalnym koordynatorem ds. transformacji na Bliskim Wschodzie w Departamencie Stanu USA, gdzie nadzorował pomoc i wsparcie dla Bliskiego Wschodu podczas Arabskiej Wiosny - w tym wsparcie dla Egiptu, Tunezji, Libii i Syrii. Wcześniej, w latach 2004-2005 Taylor służył w Bagdadzie jako dyrektor Biura Odbudowy Iraku, a w latach 2002-2003 pełnił w Kabule rolę koordynatora rządu USA i międzynarodowej pomocy dla Afganistanu. Jeszcze wcześniej (w latach 1992-2002) służył w Waszyngtonie jako koordynator pomocy rządu USA dla krajów byłego Związku Radzieckiego i Europy Wschodniej. Ukończył Akademię Wojskową USA w West Point, tytuł magistra z polityki publicznej zdobył w John F. Kennedy School of Government na Uniwersytecie Harvarda. Służył również jako dowódca plutonu piechoty podczas wojny Wietnamie.

Źródło artykułu:
Wybrane dla Ciebie
Sprawa Mejzy rusza. Komisja oceniła jego oświadczenie
Sprawa Mejzy rusza. Komisja oceniła jego oświadczenie
Atak dronów w Turcji. Jednostka należy do "floty cieni"
Atak dronów w Turcji. Jednostka należy do "floty cieni"
OZE odpowiedzią na kryzys? Hennig-Kloska: Są źródłami tańszymi
OZE odpowiedzią na kryzys? Hennig-Kloska: Są źródłami tańszymi
Akcja służb. "Wor w zakonie" zatrzymany w Warszawie
Akcja służb. "Wor w zakonie" zatrzymany w Warszawie
Trump "uspokaja" w sprawie cen paliw. "Myślałem, że wzrosną bardziej"
Trump "uspokaja" w sprawie cen paliw. "Myślałem, że wzrosną bardziej"
Poranek Wirtualnej Polski. Gościem programu Anna Maria Żukowska
Poranek Wirtualnej Polski. Gościem programu Anna Maria Żukowska
Prom do Gdyni wstrzymany. Około 200 pasażerów utknęło w Karlskronie
Prom do Gdyni wstrzymany. Około 200 pasażerów utknęło w Karlskronie
"Nasz kraj nigdy się nie poddaje". Oklaski dla Morawieckiego w USA
"Nasz kraj nigdy się nie poddaje". Oklaski dla Morawieckiego w USA
Michał Rachoń zatrzymany? Jest stanowisko policji
Michał Rachoń zatrzymany? Jest stanowisko policji
Trump blisko przełomu? Doradca mówi o końcu konfliktów
Trump blisko przełomu? Doradca mówi o końcu konfliktów
Liderzy Iranu błagają o pokój? Trump: "boją się o tym powiedzieć"
Liderzy Iranu błagają o pokój? Trump: "boją się o tym powiedzieć"
Seria izraelskich ataków. Niespokojna noc na Bliskim Wschodzie
Seria izraelskich ataków. Niespokojna noc na Bliskim Wschodzie