Tomasz Sekielski reaguje na słowa Ziobry. "Ja znalazłem dowody"

"Zaginione dowody w sprawie zabójstwa Jaroszewiczów odnalazłem ja" - pisze do Zbigniewa Ziobry dziennikarz Tomasz Sekielski. Zareagował tak po tym, jak prokurator generalny ogłosił przełom ws. morderstwa. Jak było?
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Zabójstwa dokonano 26 lat temu
Zabójstwa dokonano 26 lat temu (PAP)
WP

- Nie ma zbrodni doskonałej. Wszystko wskazuje na to, że prokuratorzy i policjanci pracujący nad sprawą śmierci Jaroszewiczów dokonali przełomu. Doprowadzili do postawienia zarzutów kryminalnych trzem sprawcom zabójstwa - poinformował na specjalnie zwołanej konferencji prokurator generalny i minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.

WP

Policja opublikowała film i zdjęcia z zatrzymania.

WP
Źródło: cbsp.policja.pl

Minister wyjaśnił, że na trop podejrzanych trafiono podczas śledztwa ws. porwania 10-latka. Przełom nastąpił - jak powiedział minister - kiedy zespół śledczych doprowadził do ujęcia sprawców porwań i zabójstwa.

Zdecydowana reakcja Sekielskiego

WP

"Gdy w lutym zeszłego roku chciałem przekazać odnalezione dowody w sprawie zabójstwa Jaroszewiczów ministrowi sprawiedliwości, ani pan Ziobro, ani jego zastępcy nie byli zainteresowani spotkaniem. Dziś słyszę, że to ich wielki sukces" - zareagował Tomasz Sekielski.

WP

Przypomnijmy, że dziennikarz zajął się tajemniczym zabójstwem Jaroszewiczów w swoim programie "Teoria spisku". W zeszłym roku informował o znalezionych przez siebie nowych dowodach.

Źródło: East News
WP

Prokuratura przesłała w tej sprawie stanowisko. - Prokuratura przystąpiła do działania natychmiast, gdy tylko dowiedziała się, że dziennikarz może być w posiadaniu ważnych informacji na temat zbrodni dokonanej na małżeństwie Jaroszewiczów. 22 lutego 2017 roku dowody zostały zatrzymane od ich syna, Jana Jaroszewicza, który był bohaterem reportażu telewizyjnego Tomasza Sekielskiego. Tego samego dnia także dziennikarz został procesowo przesłuchany po zatrzymaniu tych dowodów. Materiał zebrany przez dziennikarza nie miał wpływu na bieg postępowania, w którym zarzuty usłyszeli Dariusz S., Robert S. i Marcin B. – oświadczyła prokurator Ewa Bialik, rzecznik Prokuratury Krajowej.

Zabójstwo sprzed 26 lat

Małżeństwo Jaroszewiczów zamordowano w nocy z 31 sierpnia na 1 września 1992 r. w ich willi w warszawskim Aninie. Byłemu premierowi bandyci zacisnęli na szyi rzemienną pętlę; przedtem go maltretowali. Jego żona Alicja Solska-Jaroszewicz zginęła od strzału w głowę z bliskiej odległości ze sztucera męża.

Oskarżonych o dokonanie tej zbrodni zatrzymano w kwietniu 1994 r. Krzysztof R. - "Faszysta", Wacław K. - "Niuniek", Henryk S. - "Sztywny" i Jan K. - "Krzaczek" od początku twierdzili, że są niewinni, a prokuratura bezzasadnie przypisuje im zabójstwo Jaroszewiczów.

W 1998 r. ówczesny Sąd Wojewódzki w Warszawie uniewinnił całą czwórkę z braku dowodów - wnosiła o to nie tylko obrona podsądnych, ale też oskarżyciel. - Stwierdzam, że po dwuletnim procesie zaszła sytuacja, która nie upoważnia prokuratura do wnoszenia o stwierdzenie winy oskarżonych - mówił wtedy w mowie końcowej prokurator Andrzej Bartecki. Sąd ocenił w uzasadnieniu wydanego wyroku, że w początkowej fazie śledztwa organy ścigania dopuściły się rażących uchybień. W 2000 r. wyrok uniewinniający utrzymał Sąd Apelacyjny w Warszawie.

Tragedia w Poznaniu. Dramatyczne relacje lokatorów kamienicy

WP
WP