zalane ulice

Autostrada A2 zalana w Niemczech. Świadek pokazał, co tam się działo
WIDEO

Autostrada A2 zalana w Niemczech. Świadek pokazał, co tam się działo

We wtorek przez zachodnie Niemcy przeszły silne ulewy. W wyniku złej pogody na autostradzie A2 w okolicy Beckum w kierunku Hanoweru doszło do wypadku, w którym kierowca volkswagena uderzył w tył ciężarówki. Akcja ratunkowa nie przebiegła zgodnie z planem, ponieważ obfite opady deszczu sprawiły, że prawie dwukilometrowy odcinek trasy zalała woda i to na wysokość metra. Hubert Szewczak, polski kierowca ciężarówki, akurat przejeżdżał obok zalanej autostrady i gdy zobaczył, co się dzieje, od razu chwycił za telefon i wszystko nagrał. Na nagraniu można zauważyć, że w wodzie utknęły samochody osobowe, ciężarówki, a także policyjny radiowóz. - Jechałem w kierunku Bielefeld, aż nagle zauważyłem wielki korek przede mną. Po kilkunastu minutach dostrzegłem, że do okien aut podchodzi policjant, by przekazać nam, że musimy zrobić miejsce na objazd dla pojazdów z drugiego pasa. Dopiero jak ruch został wznowiony zobaczyłem przerażający widok zalanych aut i ciężarówek - przyznał Wirtualnej Polsce Szewczak. Kierowca volkswagena potrzebował pilnej pomocy lekarzy, dlatego zadecydowano, by na miejsce wysłać śmigłowiec ratowniczy z Beckum. Ten jednak nie mógł wylecieć od razu z powodu burzy. Żywioł poważnie utrudniał akcję ratunkową. Z obu stron autostrady utworzyły się dziesięciokilometrowe korki, przez co kierowcy utknęli na niemieckiej A2 na co najmniej godzinę. Policja z Beckum potwierdziła doniesienia o stanie krytycznym poszkodowanego w wypadku kierowcy. Rannego mężczyznę ostatecznie przetransportowano, ratując mu życie w szpitalu.
Gabriel Bielecki Gabriel Bielecki
Wielka powódź w Niemczech. Dramatyczne relacje. "Byliśmy zdani tylko na siebie"
WIDEO

Wielka powódź w Niemczech. Dramatyczne relacje. "Byliśmy zdani tylko na siebie"

Po ulewnych deszczach mieszkańcy Niemiec, Belgii i Holandii zmagają się z ogromnymi powodziami. W kilkadziesiąt minut kilkanaście miast zostało zalanych. Służby ratunkowe poinformowały o kilkuset zgonach. - Wszystkie drogi są w tej chwili sprzątane. My jesteśmy trochę na uboczu, ale w centrum miasta bardzo prężnie działają wszyscy mieszkańcy z łopatami, sprzątają cały gruz. Nie ma dróg. Asfalt jest podmyty, drzewa są poprzewracane. Płynąca rzeka porwała wszystko, śmietniki, samochody, belki, kontenery - relacjonowała w programie "Newsroom WP" Katarzyna Adamiak, Polka mieszkająca w Nadrenii Północnej-Westfalii w Niemczech. - Na uboczu miasta jesteśmy zdani tylko na siebie, nikt nie przyszedł z pomocą. Dojazd jest niemożliwy. (...) Wszyscy są psychicznie zmęczeni. Nie wiemy, co robić - tłumaczyła Adamiak. Prowadząca Agnieszka Kopacz dopytywała, czy tego typu zjawisko pogodowe można było przewidzieć. - Mieszkamy w górach, nikt się tego nie spodziewał. (...) Myśleliśmy, że deszcz może padać mocniej, ale wszystko spłynie, a rzeka wszystko zabierze, jak zawsze. Ale wszystko tak drastycznie nagle się zmieniło, że zalało drogi, piwnice. Trzeba było biec z workami z piachem i kamieniami, aby drzwi i okna zablokować. Woda miała taką moc, że nic nie można było robić. W ciągu 15 minut wszystko zostało zabrane. Straż pożarna nie mogła do wszystkich dotrzeć. Byliśmy zdani na siebie - przekazał Artur Adamiak, syn Katarzyny. Materiał powstał we współpracy z Deutsche Welle.