Klaudiusz Michalec

Lidzbark Warmiński. "Niegdyś były tam krzaki, niektórzy bali się wejść"
WIDEO

Lidzbark Warmiński. "Niegdyś były tam krzaki, niektórzy bali się wejść"

Lidzbark Warmiński, zwany Perłą Warmii, to miasto położone w samym centrum tej krainy geograficznej. Przez długi czas kojarzył się jedynie z Zamkiem Biskupów Warmińskich, jednym z najcenniejszych zabytków gotyckich w Polsce. Dziś jednak, dzięki środkom unijnym, może pochwalić się szeregiem innych obiektów atrakcyjnych dla turystów z całej Polski. - Pokazujemy teraz Lidzbark jako miasto, które ma bogatą przeszłość, ale i przyszłość przed sobą, i tworzy taką infrastrukturę, która jest adekwatna do obecnych czasów - powiedział w rozmowie z WP Jacek Wiśniowski, burmistrz Lidzbarka Warmińskiego. - Czyli nie tylko historia, ale też nowoczesność - dodał. Rewitalizacja nie byłaby możliwa bez dofinansowania ze środków europejskich. Miasto przez ostatnie dziewięć lat wykonało szereg inwestycji na łączną kwotę 250 milionów złotych. Jednym z przykładów takich miejsc są bulwary, w których, jak powiedział burmistrz "niegdyś były krzaki, drzewa, a niektórzy bali się tam wejść". - To prawie kilometr przestrzeni, która jest wykorzystywana do celów rekreacyjnych. Na całych bulwarach znajdują się promenady, ścieżki spacerowe, ławki, infrastruktura sportowa, siłownie, miejsca do gry w bule, place zabaw. Po drugiej stronie jest mały amfiteatr - opisuje obecne bulwary Wiśniowski. Obecnie Lidzbark Warmiński pretenduje do roli uzdrowiska. W tym celu wybudowało widowiskową tężnię. - Ma ponad sto metrów długości. Na górze jest taras widokowy. To nie jest sama tężnia. Jest plac zabaw, są tereny spacerowe, są promenady - opisała tężnię Katarzyna Radulewicz z Urzędu Miasta w Lidzbarku Warmińskim. - Jesteśmy w trakcie II etapu. Powstaje pawilon zdrowia. Będzie to mini uzdrowisko, z gabinetami, małą tężnią, grotą solankową, z pięknym tarasem - dodała. Wśród innych licznych inwestycji warto wymienić bezpłatną komunikację miejską, rewitalizację budynku dworca PKP, w poczekalni którego mieści się Muzeum Historii Miasta, modernizację Amfiteatru, termomodernizację przedszkoli czy ścieżki rowerowe. - Gdyby nie było środków unijnych, to byśmy nie dali rady wiele przedsięwzięć zrealizować w naszym mieście. I nasze miasto nie wyglądałoby tak, jak obecnie wygląda - podsumował burmistrz Lidzbarka Warmińskiego.
Klaudiusz Michalec Klaudiusz Michalec
Monika Mikołajewicz Monika Mikołajewicz
Sprawdzamy, jak działa obrona przeciwlotnicza Polski. "Nie spełnia współczesnych oczekiwań"
WIDEO

Sprawdzamy, jak działa obrona przeciwlotnicza Polski. "Nie spełnia współczesnych oczekiwań"

Niemcy cały czas twierdzą, że propozycja przeniesienia baterii Patriot z Niemiec do Polski jest aktualna. Polski rząd wciąż nie zadeklarował, czy przyjmie Patrioty. Na razie wszystko wskazuje na to, że oferta zostanie odrzucona. A szkoda, bo - jak twierdzą eksperci - ta broń naprawdę by się Polsce przydała. - Polska obrona przeciwpowietrzna opiera się co do zasady o sprzęt, który został dostarczony w czasach Układu Warszawskiego, więc nie spełnia on tych współczesnych oczekiwań wobec obrony powietrznej - twierdzi Mariusz Cielma z Nowej Techniki Wojskowej. Słowa te są jak najbardziej trafne, patrząc na to, że w naszych zbiorach można znaleźć jeszcze karabiny i armaty przeciwlotnicze zaprojektowane w czasach II wojny światowej. A przecież skuteczna obrona przeciwlotnicza - co pokazuje przykład Ukrainy - jest niezwykle ważna. - Jeżeli nie ma się przewagi w powietrzu, to trzeba mieć bardzo silną obronę przeciwpowietrzną, w tym przede wszystkich obronę przeciwlotniczą - mówi gen. bryg. dr Jarosław Kraszewski, były szef Departamentu Zwierzchnictwa nad Siłami Zbrojnymi w BBN. Dlaczego zatem Polska waha się w sprawie niemieckich Patriotów? Czym są i jak działają? Jak wygląda i jak będzie wyglądać obrona przeciwlotnicza naszego kraju? Czy rzeczywiście mamy się czego obawiać? Odpowiedzi na te pytania w nowym programie Wirtualnej Polski "Sprawdzamy".
Klaudiusz Michalec Klaudiusz Michalec
"W Polskę na weekend". Pałuki przez lata ukrywały się przed turystami. "Widoki jak w Chorwacji"
WIDEO

"W Polskę na weekend". Pałuki przez lata ukrywały się przed turystami. "Widoki jak w Chorwacji"

Mało kto w ogóle kiedykolwiek słyszał o Pałukach. Można odnieść wrażenie, że przez lata ten niewielki region z pogranicza Wielkopolski i Kujaw ukrywał swoje bogactwo przed światem. Całe szczęście powoli się to zmienia, a Pałuki, które mają swoją gwarę, stroje czy muzykę, wreszcie otwierają się na turystów. I słusznie, bo naprawdę jest co tam robić. Udowadnia to choćby Żnin - największe miasto tego regionu. Choć mało kto o tym wie, to właśnie Żnin jest nieformalną stolicą sportów motorowodnych, w której co roku odbywają się Mistrzostwa Świata czy Europy. W tym mieście można znaleźć też najmniejszą atrakcję Pałuk, pochodzącą prawdopodobnie z pobliskiego Zamku Diabła Weneckiego. Ruiny tego zamku również trzeba odwiedzić, bo to tam podobno testowano armaty przed bitwą pod Grunwaldem. Miłośnicy śródziemnomorskich klimatów znajdą tu "polską Chorwację". Woda tam jest tak krystalicznie czysta, że stwarza idealne warunki do nurkowania. Osoby, dla których nurkowanie jest zbyt ekstremalną rozrywką, mogą wybrać się do Gąsawy, by zobaczyć drewniany kościół św. Mikołaja – perełkę sztuki sakralnej. Niepozorny z zewnątrz, ale wewnątrz urzeka barokowymi malowidłami. Co ciekawe, o ich istnieniu przypomniano sobie całkiem niedawno. Do wioski dojedziecie kolejką wąskotorową, której trasę można uznać za najładniejszą w całej Polsce. A to nie wszystko. Co skrywają Pałuki? Więcej o tym niezwykłym regionie w kolejnym odcinku programu "W Polskę na weekend".
Klaudiusz Michalec Klaudiusz Michalec