świadkowie jehowy

Chodzą po domach i chcą rozmawiać o Bogu. Sprawdziliśmy, jak żyją świadkowie Jehowy
WIDEO

Chodzą po domach i chcą rozmawiać o Bogu. Sprawdziliśmy, jak żyją świadkowie Jehowy

- Świadkowie Jehowy część swojego życia, część swojego czasu poświęcają na tę działalność kaznodziejską i na wielbieniu Boga. Spotykamy się dwa razy w tygodniu na zebraniach w Salach Królestwa Świadków Jehowy. Tutaj uczymy się z Biblii. Mamy okazję też do tego, żeby wymienić się swoimi zachętami, przebywać w swoim towarzystwie i wspólnie wielbić Boga. Staramy się też docierać do ludzi. To jest osobista decyzja świadka Jehowy, ile poświęci czasu na działalność kaznodziejską - tłumaczył Łukasz Post z biura informacji publicznej świadków Jehowy w Warszawie. Świadkowie Jehowy są zarejestrowani w Polsce jako związek wyznaniowy. Pewne elementy ich wiary budzą jednak wiele kontrowersji, dlatego reporter WP Jakub Bujnik spotkał się z Łukaszem Postem, by poznać tajemnice przedstawicieli tego związku wyznaniowego. Zapytaliśmy, dlaczego świadkowie Jehowy chodzą od domu do domu. Czasami można spotkać się ze stereotypem, że "nękają" katolików swoimi wizytami. - Świadkowie Jehowy są znani z takiej działalności kaznodziejskiej, że chodzą od domu do domu. Chcemy stosować się do nakazu Jezusa, który 2 tys. lat temu powiedział: "Pozyskujcie uczniów ze wszystkich narodów". Jesteśmy dumni, że po 2 tys. lat ten fantastyczny zwyczaj jest kontynuowany. Celem najważniejszym jest okazanie miłości ludziom. Chcemy podzielić się z ludźmi czymś pozytywnym, to jest nasza dobra nowina - stwierdził Łukasz Post. W trakcie wywiadu padły także pytania, na które rozmówca WP nie chciał udzielić odpowiedzi. Zapytaliśmy też, jak ludzie reagują w drzwiach na spotkania i propozycję rozmowy o Bogu. Obejrzyj cały materiał wideo, by poznać bliżej codzienność świadków Jehowy.
Jakub Bujnik Jakub Bujnik
Gabriel Bielecki Gabriel Bielecki
Masakra za Odrą. Relacja po ataku na Świadków Jehowy w Hamburgu
WIDEO

Masakra za Odrą. Relacja po ataku na Świadków Jehowy w Hamburgu

Krwawy atak w Hamburgu. W wyniku strzelaniny, do której doszło w czwartek ok. godz. 21:00 w trakcie nabożeństwa, zginęło siedem osób oraz sprawca. Ofiary miały od 23 do 60 lat. Osiem osób jest rannych. Miejscem ataku była Sala Królestwa Świadków Jehowy, trzypiętrowy budynek zlokalizowany w dzielnicy Gross Borstel. Sprawcę w momencie ataku nagrał z daleka telefonem komórkowym jeden z mieszkańców Hamburga. W rozmowie z AP świadek podkreśla, że na początku nie zdawał sobie sprawy z tego, co się dzieje. - Chwyciłem za telefon komórkowy. Po powiększeniu na ekranie zorientowałem się, że ktoś strzela do Świadków Jehowy. Dopiero kiedy to nagrywałem zdałem sobie sprawę z tego, co tam się działo – relacjonował Gregor Miesbach. Po oddaniu strzałów w świątyni Świadków Jehowy, napastnik popełnił samobójstwo na pierwszym piętrze budynku. - Ludzie byli wynoszeni. Słyszałem co najmniej 25 strzałów. Po przybyciu policji na miejsce przez długi czas było nie słychać strzałów. Po mniej więcej 5 minutach padł jeszcze jeden strzał – opowiedział AP Gregor Miesbach. Wpłynęło 47 zgłoszeń. Na miejscu szybko pojawili się antyterroryści, służby medyczne i policja. - Kiedy chciałem to zgłosić na miejscu pojawiły się już dziesiątki policyjnych aut, które odgrodziły duży obszar. Wtedy policjanci i antyterroryści weszli do środka – dodał świadek. Jak podała prokuratura w Hamburgu, napastnikiem był 35-letni obywatel Niemiec, były członek wspólnoty Świadków Jehowy. Motywy jego działania nie są znane. Śledztwo trwa. Kanclerz Niemiec Olaf Scholz, który był burmistrzem Hamburga, określił czwartkową strzelaninę jako "brutalny akt przemocy".
Mieszko Rozpędowski Mieszko Rozpędowski