WAŻNE
TERAZ

Kobiety z Bieszczad są przerażone. Słowa Tuska mocno zabolały

Dwie lub trzy osoby nagrały śmierć Magdy © Wirtualna Polska

Śmierć w internecie. "Dla wyświetleń zniszczono mi życie"

Dariusz Faron
Dźwięk został wygenerowany automatycznie i może zawierać błędy

Było ich dwoje albo troje. Zamiast zadzwonić po pomoc, nagrali śmierć mojej żony i opublikowali w internecie. Od kiedy zobaczyłem wideo, nie przespałem całej nocy. Bałem się, że któregoś dnia córka i syn powiedzą: widzieliśmy, jak umarła mama.

  • Marek przez ponad dwa lata walczył, by z sieci zniknęły nagrania ukazujące samobójstwo jego żony. Chciał przede wszystkim chronić dzieci: 7-letniego Maksa i 4-letnią Kasię.
  • Zgłosił na YouTube materiały jako nieodpowiednie. Pisał też do Rzecznika Praw Obywatelskich oraz Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Niewiele to dało. Mężczyzna z bezradności myślał o odebraniu sobie życia.
  • Po pytaniach Wirtualnej Polski Google, właściciel YouTube, usunął filmiki. Firma zapewnia, że chroni użytkowników. Nie odpowiada, dlaczego wcześniej na niektóre filmy ze śmiercią Magdy nałożył jedynie ograniczenie wiekowe.


  • - Jestem wstrząśnięta. Jeśli dzieci faktycznie zobaczyłyby śmierć matki, mogło to mieć fatalne konsekwencje - mówi dr Aleksandra Lewandowska, konsultantka krajowa w dziedzinie psychiatrii dzieci i młodzieży.
  • Rząd twierdzi, że w walce ze szkodliwymi treściami w sieci pomoże ustawa wdrażająca Akt o usługach cyfrowych (DSA). Prezydent Karol Nawrocki ją zawetował i zaapelował o poprawienie. Sprawa budzi kontrowersje.

Jeśli znajdujesz się w trudnej sytuacji i chcesz porozmawiać ze specjalistą, zadzwoń pod bezpłatny numer:

  • 116 111 - całodobowy telefon zaufania dla dzieci i młodzieży Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę,
  • 116 123 - całodobowy telefon zaufania dla osób dorosłych Polskiego Towarzystwa Psychologicznego,
  • 800 70 22 22 - całodobowy telefon dla osób dorosłych w kryzysie psychicznym,
  • 22 484 88 01 - antydepresyjny telefon zaufania Fundacji ITAKA,
  • 22 484 88 04 - telefon zaufania młodych Fundacji ITAKA,
  • 800 12 12 12 - dziecięcy telefon zaufania Rzecznika Praw Dziecka.

Gdy siadał przy stole, ręce drżały mu ze strachu.

Pomyślał, że jego życie już się skończyło, ale musi ratować dzieci, 4-letniego wówczas Maksa i roczną Kasię. Nie wyobrażał sobie, że już nigdy nie powiedzą do nikogo "mamo". Ta myśl sprawiała, że bolało go całe ciało.

Mama poszła do nieba

Zrobił tak, jak doradził psycholog.

Spędzili razem część dnia na zabawie, potem usiedli do obiadu. Kasia jeszcze nic nie rozumiała. Marek najspokojniej, jak tylko umiał, powiedział Maksowi, że mama już nie wróci. Poszła do nieba i patrzy na nich z góry.

Krzyków syna, jego mokrych policzków i drżenia małego ciała nie zapomni do końca życia. Kiedy chłopiec, zanosząc się płaczem, wołał matkę w nadziei, że nagle magicznie pojawi się drzwiach, nie wiedział, co robić. Tulił Maksa w milczeniu.

Tak maskuje się depresja. "Strategia radzenia sobie"

Dzieci nie widziały, jak wieczorami wpatruje się w piżamę Magdy. Ani że drugiego dnia po tragedii obsesyjnie szukał w domu jej włosów - chciał po prostu ich dotknąć. Starał się nie pokazywać swojej rozpaczy przy Maksie i Kasi. Obiecał sobie, że zrobi wszystko, żeby je chronić.

Dlatego zmroziło go, kiedy zobaczył w mediach społecznościowych filmik. Potem jeszcze jeden. I kolejny.

- Moja żona odebrała sobie życie w miejscu publicznym. Nagrały to dwie, trzy osoby, najprawdopodobniej przechodnie i mężczyzna z sąsiedztwa. W internecie wideo rozprzestrzeniło się tak bardzo, że znalazłem je nawet na zagranicznych serwisach - mówi Marek. - Byłem w szoku. Początkowo czułem, jakbym oglądał film w TV. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że patrzę na śmierć żony.

Ale nie to było najgorsze.

- Niedługo później syn usłyszał od jednego z kolegów, że ten widział w internecie, jak "jakaś pani się zabija". Obaj nie wiedzieli, że chodzi o mamę Maksa. Wyszedłem z przedszkola na miękkich nogach. Dla mnie to był po prostu horror – Markowi łamie się głos.

Na razie Maks usłyszał od niego tylko, że mama odeszła. Nie wie, w jaki sposób. Ani dlaczego jakiś czas przed śmiercią zniknęła.

Spakowała plecak i wyszła

Poznali się kilkanaście lat temu na dyskotece.

Magda była barmanką, Marek przyszedł potańczyć. Ona prowadziła za dnia zajęcia sportowe dla dzieci, on – firmę ze sprzętem motoryzacyjnym. Spodobało mu się, że jest wrażliwa, i że uśmiech prawie nigdy nie znika z jej twarzy. Szatynka, 185 cm wzrostu. Piękna kobieta. Był od niej 11 lat starszy, ale rozumieli się bez słów. To samo poczucie humoru, te same wartości.

Wzięli ślub. W 2018 r. urodził się Maks, trzy lata później - Kasia. Magda zrezygnowała z pracy i zajmowała się domem. Marek utrzymywał rodzinę. Sporo czasu spędzał w firmie.

Może dlatego nie dostrzegał początkowo, że coraz częściej się kłócą.

Że Magda coraz bardziej się izoluje.

Nie pomyślał, że sprawdzanie kilkanaście razy dziennie, czy zakręciła kurek z gazem i czy drzwi są zamknięte, może nie jest zwykłym dziwactwem.

Coraz częściej wydawała się smutna, ale uznawał, że ma po prostu słabszy dzień. Nie spodziewał się, że ich wspólne życie zaraz się rozpadnie.

Któregoś dnia Magda spakowała mały skórzany plecak. Dzieciom powiedziała: "Pamiętajcie, że mama zawsze będzie was kochała". I wyszła. Pojechała do swojej rodziny. Nie odbierała telefonu, przestała się odzywać do Marka.

- Dopiero po czasie dowiedziałem się, że zaraz po wyprowadzce próbowała odebrać sobie życie. W szpitalu podjęła drugą próbę. Trafiła do zakładu psychiatrycznego. Zastrzegła, że nie chce, by informowano mnie o jej stanie zdrowia – opowiada Marek.

U jego żony zdiagnozowano ostre wielopostaciowe zaburzenie psychotyczne bez objawów schizofrenii. Magda mówiła lekarzom, że Marek zainstalował w domu podsłuchy i że ukradkiem dosypuje jej truciznę do jedzenia, co psychiatrzy ocenili jako urojenia. Sama opowiadała zresztą personelowi, że mąż jest wspaniałym człowiekiem i że za nim tęskni. Ale – na życzenie Magdy – nie mogli się zobaczyć.

Aż któregoś dnia Markowi wyświetlił się w telefonie numer żony.

- Poprosiła, bym przywiózł jej ubrania. Nieomal jej nie poznałem. Miała zapadnięte oczy i nieobecny wzrok. Mówiła, że jakieś głosy każą jej się zabić. Pobiegłem po lekarza, ale zaczął mnie uspokajać, że wszystko jest pod kontrolą - wspomina.

Dr Lewandowska: cała ta rodzina została bardzo skrzywdzona
Dr Lewandowska: cała ta rodzina została bardzo skrzywdzona © Getty Images | NATHANAEL KIEFER

Po wyjściu ze szpitala Magda miała rozpocząć terapię. Nie chciała jednak mówić o swoim stanie psychicznym ani pokazać Markowi dokumentacji medycznej. Powiedział jej, że póki szczerze nie porozmawia z nim o chorobie i nie zacznie się leczyć, nie wyobraża sobie wspólnego życia. Nie chciał zostawiać pod jej opieką dzieci. Bał się, że Magda znów podejmie próbę samobójczą. Zamieszkała u rodziny.

Ale mieli regularny kontakt. Odwiedzała ich, bawiła się z Maksem i Kasią. Markowi wydawało się, że z biegiem czasu wszystko wróci do normy. Szukał dla niej terapii. Motywował, że przecież to ona zawsze spajała ich rodzinę.

Ostatni raz zadzwoniła kilka dni przed śmiercią. Rozmowa nie trwała długo. "Chciałam cię tylko usłyszeć. Po prostu do mnie mów. Cokolwiek".

Pod koniec tygodnia dostał telefon od członka jej rodziny. Był późny wieczór. Maks już spał, Marek usypiał na rękach Kasię. Bezwiednie przyłożył do ucha słuchawkę, nie spodziewając się, że usłyszy: "Magda nie żyje".

Tamte wspomnienia wolałby wymazać z pamięci. Każde boli do dziś.

Wybuch płaczu.

Rozmowa z dziećmi przy obiedzie.

Nagranie ostatnich chwil życia Magdy znalezione w internecie.

"Ma to, na co zasłużyła"

Stworzył listę zawierającą kilkanaście linków. Prowadzą do niszowych stron internetowych, ale też najpopularniejszych serwisów, głównie YouTube. Jeden z materiałów ma prawie 250 tys. wyświetleń. I mnóstwo komentarzy.

"Debilka".

"Ma to, na co zasłużyła".

"Na tym właśnie polega selekcja naturalna".

Niektórzy użytkownicy komentują, że to nastolatka - może gówniarze wymyślili jakąś idiotyczną zabawę i skończyło się tragedią. Nie mają pojęcia, że bohaterką filmu jest kobieta w kryzysie psychicznym potrzebująca pomocy.

Dla wielu z nich nie ma to znaczenia. Ktokolwiek zginął, można przecież na tym zarobić. Zyskać trochę polubień i subskrybentów. Jeden z użytkowników zachęca, że jeśli ktoś wpłaci pieniądze na jego kanał, udostępni mu w wiadomości prywatnej szokujący film.

- Mnie się to nie mieści w głowie. Nie rozumiem tego i nie chcę zrozumieć - mówi Marek, połykając łzy. - Największy żal mam do ludzi, którzy w tamtej tragicznej chwili wyciągnęli telefon nie po to, by zadzwonić po pomoc, tylko żeby nagrać śmierć żony. I komentować to na żywo jak wydarzenie sportowe. Kiedy o nich pomyślę, czuję wstręt i obrzydzenie.

- Zgarnęli wyświetlenia i polubienia, a po kilku dniach pewnie zapomnieli o sprawie. Nie mają pojęcia, że zamienili moje życie w piekło. Od kiedy natrafiłem na filmiki, nie przespałem nocy ze strachu, że Maks i Kasia któregoś dnia powiedzą: "tato, widzieliśmy, jak umierała mama".

Zawartość potencjalnie kontrowersyjna

Na początek zgłosił materiały na platformach wideo jako nieodpowiednią treść. Jak mówi, niewiele to dało. Na YouTube sporo filmików nadal było dostępnych - wystarczyło się zalogować, aby potwierdzić swój wiek. Przed odtworzeniem filmu wyświetlał się komunikat: "Te treści mogą zawierać drastyczne sceny lub przemoc. Zawartość potencjalnie kontrowersyjna". Po kliknięciu "Rozumiem" można je było oglądać.

Pełnomocnik Marka napisał więc do Rzecznika Praw Obywatelskich. Ten stwierdził, że to sprawa dla Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Dwukrotnie wysłał do niej pismo, w którym poprosił o "wyjaśnienie dopuszczalności i legalności przekazanych treści, głównie z uwagi na ochronę osób małoletnich".

KRRiT odpisała, że "w niektórych przypadkach linki prowadzą do artykułów prasowych bądź wpisów publikowanych w mediach społecznościowych, których kontrola nie podlega ustawowej kompetencji KRRiT".

"W materiałach ogólnodostępnych (niewymagających logowania w celu potwierdzenia kryterium wieku) udostępnionych na platformie YouTube, znajdują się materiały, które nie zawierają filmów prezentujących samobójstwo, a jedynie analizy tej sytuacji, zawierające powszechnie dostępne informacje publikowane w prasie".

Wobec tego RPO zdecydował o zakończeniu postępowania.

Google usuwa filmy

Sam 17 grudnia 2025 r. zgłaszam trzy filmiki z samobójstwem kobiety jako nieodpowiednie treści ukazujące "samobójstwo, samookaleczanie lub zaburzenia odżywiania". Platforma odpowiada automatycznie: "Gdy treści zostaną zgłoszone, nie są automatycznie usuwane. Po sprawdzeniu zgłoszonych treści możemy: usunąć je, jeśli naruszają wytyczne dla społeczności; nałożyć na nie ograniczenie wiekowe, jeśli nie są one odpowiednie dla młodszych widzów".

Jeden z trzech zgłoszonych przeze mnie filmów bardzo szybko zostaje usunięty. Dwa pozostałe miesiąc później nadal można obejrzeć. Zostało na nie nałożone jedynie ograniczenie wiekowe.

Zgłosiliśmy trzy materiały wideo jako nieodpowiednią treść
Zgłosiliśmy trzy materiały wideo jako nieodpowiednią treść © Wirtualna Polska

Pod koniec stycznia 2026 r. zgłaszam się do YouTube ponownie, tym razem nie jako użytkownik, a jako dziennikarz. Po wysłaniu przez Wirtualną Polskę pytań Google, czyli właściciel platformy, szybko usuwa filmiki z powodu naruszenia prywatności. Nie tylko te zgłoszone przez nas, ale też te z listy Marka.

Dlaczego materiały nie zniknęły wcześniej? Dlaczego w grudniu 2025 r. po zgłoszeniu przez nas trzech filmów jako nieodpowiednich, usunięto jeden, a na dwa nałożono ograniczenia, mimo że wszystkie pokazują samobójstwo? Google nie odpowiada na to pytanie. Wysyła ogólne stanowisko.

- Wprowadziliśmy szereg zabezpieczeń, aby chronić zdrowie i dobre samopoczucie osób korzystających z YouTube. Nasze działania obejmują rygorystyczne usuwanie materiałów promujących samobójstwa oraz nakładanie ograniczeń wiekowych na treści, które – choć nie naruszają wytycznych dla społeczności – mogą być nieodpowiednie dla młodszych odbiorców - komentuje Deniz Rymkiewicz z biura prasowego Google.

- Użytkownicy mogą również wnioskować o usunięcie nieodpowiednich materiałów, na których widnieją oni sami lub ich bliscy. Służy do tego procedura zgłaszania naruszeń prywatności, a w przypadku stwierdzenia nadużyć reagujemy bezzwłocznie - dodaje Rymkiewicz.

W historii Marka tak jednak nie było.

Zawiadomienie o przestępstwie

Dlaczego Marek musiał walczyć o usunięcie materiałów wideo tak długo?

- W polskim prawie nie ma szczególnej podstawy prawnej umożliwiającej złożenie wniosku do sądu lub organu administracyjnego o nakaz podjęcia działań przeciw nielegalnym treściom w internecie. Obecnie obowiązujące przepisy nie zapewniają skutecznego nadzoru nad treściami audiowizualnymi w zakresie ochrony małoletnich, przeciwdziałania nawoływaniu do nienawiści, przemocy i dezinformacji - mówi pełnomocnik Marka.

Jak zaznacza mecenas, trudno mieć pretensje do RPO i KRRiT.

- RPO pełni rolę strażnika standardów. Nagłaśnia problem i mobilizuje instytucje państwa do reakcji, lecz nie ma narzędzi, by samodzielnie usuwać treści z sieci. KRRiT z kolei działa w ramach kompetencji dotyczących usług medialnych, ale w przypadku pojedynczych filmów wrzucanych na platformy takie jak YouTube, jej wpływ jest ograniczony - zaznacza.

Jak mówi, największą odpowiedzialność ponoszą osoby, które nagrały, a następnie upubliczniły śmierć Magdy. Dlatego Marek i jego pełnomocnik będą składali zawiadomienie o przestępstwie z art. 262 dot. znieważenia zwłok. - Doszło do publicznego rozpowszechnienia nagrania śmierci człowieka i przedstawienia tego w sposób ośmieszający - tłumaczy pełnomocnik.

Marek każdej nocy zastanawiał się, co powie dzieciom, jeśli któregoś dnia je zobaczą. Nie chciał nawet sobie tego wyobrażać.

Znowu będziesz płakał, tato

Na Maksie śmierć matki odcisnęła wielkie piętno. Zanim Magda trafiła do szpitala, dzieci spędzały z nią większość czasu. Syn nie odstępował mamy na krok. Nieraz potrafił zasłaniać ciałem drzwi, byle tylko nie wyszła na chwilę do sklepu.

Nadal nie może pojąć, dlaczego zniknęła.

Zawsze było w nim mnóstwo lęku. Wystarczyła rysa na bidonie, by padł na podłogę jak podcięty i krzyczał wniebogłosy. Płakał histerycznie, gdy poczuł na skórze krople deszczu. Albo kiedy dotknął trawy bosą stopą. Nawet gdy mama była obok, świat wydawał mu się straszny. Bez niej jest mu jeszcze trudniej.

- Chodzimy do psychologa i psychiatry. Maks rzadko okazuje empatię. Poza tym jest nadpobudliwy. Lekarze podejrzewają zespół Aspergera i ADHD. Jednocześnie podkreślają, że na wielu polach syn rozwija się bardzo dobrze - mówi Marek. - Żal mi, że moje dziecko w tak młodym wieku nosi na barkach taki ciężar. Przychodzą chwile, w których nie rozumiem, jak może mieć w sobie tyle gniewu. Ale oddałbym życie, by było mu choć trochę lżej.

Ostatnio Marek zapytał syna, czy nie chce porozmawiać o mamie.

- Lepiej nie, tato. Bo znowu będziesz płakał.

Marek nie może podnieść się po śmierci żony
Marek nie może podnieść się po śmierci żony © Getty Images | Tzido

Dr Lewandowska: jestem wstrząśnięta

- Znam wiele historii o przemocy cyfrowej i zawsze budzą one moją niezgodę. Natomiast ta sytuacja po prostu mną wstrząsnęła. Nigdy wcześniej nie słyszałam o podobnym przypadku - mówi dr Aleksandra Lewandowska, konsultant krajowa w dziedzinie psychiatrii dzieci i młodzieży.

- Cała rodzina pana Marka została bardzo mocno skrzywdzona. Sprawa ukazuje ważny problem społeczny dotyczący kryzysu relacji międzyludzkich. Ludzie są w stanie nagrać czyjąś śmierć, a potem w sposób niewybredny i agresywny ją komentować, mimo że nie znają szczegółów. Zanika w nas empatia i wrażliwość na cierpienie drugiego człowieka - uważa Lewandowska. 

Specjalistka nie ma wątpliwości: obawy Marka o zdrowie psychiczne dzieci są całkowicie zasadne.  

- Jeśli zrealizowałby się czarny scenariusz i dzieci obejrzałyby śmierć mamy, konsekwencje dla ich zdrowia psychicznego mogły być bardzo poważne. Jeśli chłopiec mierzył się z syndromem stresu pourazowego, trauma mogłaby wrócić. Nie mówiąc o dużym wzroście ryzyka zachowań samobójczych – ocenia lekarka.  

Lewandowska zaznacza, że chodzi nie tylko o rodzinę Magdy. Konsultant krajowa w dziedzinie psychiatrii dzieci i młodzieży odwołuje się do raportu "Dobre i złe wiadomości – życie online i offline, a zdrowie psychiczne polskich nastolatków" z listopada 2025 r., przygotowanego przez fundację Dbam o Mój Zasięg.  

Jak mówiła na łamach Wirtualnej Polski współautorka raportu, suicydolożka dr Halszka Witkowska, raport objął 1818 uczniów z siódmych klas szkoły podstawowej oraz trzecich klas szkół ponadpodstawowych. 39 proc. uczniów klas siódmych zaznaczyło, że wyświetlają im się w internecie treści samobójcze, przy czym 90 proc. samemu ich nie wyszukuje. W przypadku klas trzecich ponadpodstawowych 55 proc. uczniów odpowiedziało, że takie treści im się wyświetlają, choć 85 proc. ich nie szuka. 

- Potrzebne są rozwiązania legislacyjne zmniejszające ryzyko udostępniania takich treści w przestrzeni cyfrowej. To bezwzględnie konieczne. Inną kwestią jest odpowiedzialność platform cyfrowych za pojawianie się szkodliwych materiałów - twierdzi Lewandowska.

Nie ma takiego adresu

W Polsce trwa dyskusja wokół wdrożenia unijnego Aktu o usługach cyfrowych (DSA – Digital Services Act).

Rozporządzenie ustanawia nowe zasady bezpieczeństwa i przejrzystości dla platform internetowych. Serwisy mają być zobowiązane do szybszego usuwania materiałów naruszających prawo, odwołujących się do konkretnych przestępstw ujętych w polskim Kodeksie karnym: pedofilii, pornografii z udziałem nieletnich, namawiania do samobójstwa, morderstwa, bezprawnego pozbawienia wolności, propagowania totalitaryzmu oraz przestępstw z nienawiści, oszustw i dyskryminacji.

Nakaz podjęcia działań przeciwko nielegalnym treściom mieliby w Polsce wydawać przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji (w przypadku treści zamieszczonych na platformach wideo) oraz prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej (w pozostałych przypadkach).

9 stycznia 2026 roku Karol Nawrocki zawetował jednak ustawę i zaapelował o przygotowanie poprawionej wersji. Pałac Prezydencki tłumaczy weto nadmiernymi kompetencjami Urzędu Komunikacji Elektronicznej, usuwaniem treści z internetu na podstawie decyzji urzędników czy wychodzeniem założeń ustawy poza to, co przewiduje unijne rozporządzenie. Według prezydenta, grozi to administracyjną cenzurą.

- Sytuacja, w której o tym, co wolno w internecie, decyduje urzędnik podległy rządowi, przypomina konstrukcję Ministerstwa Prawdy z książki George’a Orwella "1984" – mówił prezydent, uzasadniając weto.

Rząd odrzuca tę argumentację, podkreślając, że ustawa precyzyjnie wskazuje, jakiego rodzaju treści mogą być uznane za nielegalne. Trwa dyskusja, kto w państwie może wpływać na materiały publikowane w internecie i w jakim zakresie. Nadal nie mamy jednak instytucji, do której można byłoby zgłosić, że na danej platformie opublikowano nielegalne treści.

Krzywdzenie za lajki

- Problem rozpowszechniania w sieci treści mogących negatywnie wpływać na zdrowie psychiczne jest coraz większy. Na popularnych, ogólnodostępnych platformach roi się od materiałów ukazujących przemoc czy śmierć, także samobójczą - mówi Anna Rywczyńska, Kierowniczka Działu Profilaktyki Cyberzagrożeń Naukowej i Akademickiej Sieci Komputerowej (NASK) - Państwowy Instytut Badawczy.

W sierpniu 2024 r. w sieci krążyły zdjęcia ciała Jacka Jaworka poszukiwanego przez policję za zamordowanie trzech osób. W maju 2025 r. użytkownicy mediów społecznościowych publikowali drastyczne zdjęcia i nagrania po ataku na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie 22-letni Mieszko R. zabił siekierą portierkę.

- Gdy taki drastyczny materiał jest zgłaszany do administratorów platform, te materiały powinny być usuwane w trybie pilnym. Ograniczenie wiekowe nie wystarczy. Przecież taka treść jak samobójstwo człowieka w ogóle nie powinna być dostępna - komentuje Rywczyńska.

I przyznaje, że coraz częściej jesteśmy wobec wirtualnej rzeczywistości bezradni.

- W niektórych przypadkach w usuwaniu treści szkodliwych może pomóc wdrożenie DSA, ale dotyczyć to będzie treści niezgodnych z prawem. Natomiast niezależnie od tego, konsekwencje powinny ponosić osoby, które je udostępniają. Pytanie, kto ma je nakładać. Często jedyna droga to zapewne wytoczenie sprawy cywilnej – analizuje Rywczyńska. Równie istotne jak kwestie prawne jest uświadamianie społeczeństwa, jak funkcjonować w świecie wirtualnym.

- Obserwujemy postępującą tabloidyzację życia. Głęboko zakorzeniła się w nas potrzeba zbierania lajków, udostępnień, interakcji, przez co zatraca się w nas poczucie etyki. Wskutek pogoni za źle rozumianą popularnością, przesuwają się kolejne granice. Użytkownicy i platformy zarabiają dziś w internecie na makabrze, przemocy, czyjejś krzywdzie – zaznacza Rywczyńska.

- Po usunięciu materiału ktoś może wrzucić go drugi raz na inną platformę. Dlatego niezależnie od zmian w prawie, musimy uczyć społeczeństwo, że pewnych rzeczy po prostu robić nie wolno - kończy ekspertka.

Odbicie i głos

Gdy filmiki ze śmiercią Magdy zniknęły z YouTube, Marek odetchnął z ulgą.

Mówi, że jeśli jego dzieci jeszcze raz przechodziłyby przez piekło, nie wytrzymałby tego psychicznie. Strata żony i historia z nagraniami odbiły się na jego zdrowiu.

- Nie jestem najlepszym ojcem na świecie. Wiem, że jeśli chcę pomóc Maksowi i Kasi, sam muszę się podnieść, ale nie mam już siły. Po śmierci żony nienawidzę swojego odbicia w lustrze. Nie lubię dźwięku swego głosu. Kiedy się budzę, myślę tylko o tym, by dzień jak najszybciej się skończył. Przez ponad dwa lata trudno było mi iść dalej ze świadomością, że filmik z najtragiczniejszego momentu w historii naszej rodziny nadal krąży w sieci.

- Nawet nie wie pan, ile razy myślałem, żeby też odebrać sobie życie. Powtarzałem sobie, że nie zrobię tego córce i synowi. Straciły matkę, więc tym bardziej muszą mieć ojca. Żyję już tylko dla nich – mówi zdecydowanym tonem.

Nieraz myśli nocą, co by się stało, gdyby on też postanowił umrzeć. I jak by to wyglądało w miejscu publicznym. Czy ktokolwiek próbowałby mu pomóc? Pewnie, tak jak w przypadku jego żony, przechodnie tylko wycelowaliby w niego telefony. Włączyliby nagrywanie i czekali na tragiczny finał. 

A później liczyliby wyświetlenia.

Dariusz Faron jest dziennikarzem Wirtualnej Polski.

Zmieniłem imiona bohaterów i szczegóły pozwalające ich zidentyfikować.

Chcesz skontaktować się z autorem? Napisz! dariusz.faron@grupawp.pl

Wybrane dla Ciebie
Odpowiadał za blokadę Ormuz. Izrael miał go wyeliminować
Odpowiadał za blokadę Ormuz. Izrael miał go wyeliminować
Iran jak Ukraina? "Trump też jest megalomanem"
Iran jak Ukraina? "Trump też jest megalomanem"
Ukraińcy polecieli na Bliski Wschód. Zełenski wysłał zespoły
Ukraińcy polecieli na Bliski Wschód. Zełenski wysłał zespoły
Rakiety spadły na Abu Zabi. Są ofiary śmiertelne po ataku
Rakiety spadły na Abu Zabi. Są ofiary śmiertelne po ataku
Sprawa Mejzy rusza. Komisja oceniła jego oświadczenie
Sprawa Mejzy rusza. Komisja oceniła jego oświadczenie
Atak dronów w Turcji. Jednostka należy do "floty cieni"
Atak dronów w Turcji. Jednostka należy do "floty cieni"
OZE odpowiedzią na kryzys? Hennig-Kloska: Są źródłami tańszymi
OZE odpowiedzią na kryzys? Hennig-Kloska: Są źródłami tańszymi
Ulewy i atak zimy na południu. Spadnie 20 cm śniegu, wiatr dociśnie do 110 km/h
Ulewy i atak zimy na południu. Spadnie 20 cm śniegu, wiatr dociśnie do 110 km/h
Akcja służb. "Wor w zakonie" zatrzymany w Warszawie
Akcja służb. "Wor w zakonie" zatrzymany w Warszawie
Czy wojnę z Iranem da się wygrać bez użycia broni atomowej? Nowy odcinek "Bez Doktryny"
Czy wojnę z Iranem da się wygrać bez użycia broni atomowej? Nowy odcinek "Bez Doktryny"
Trump "uspokaja" w sprawie cen paliw. "Myślałem, że wzrosną bardziej"
Trump "uspokaja" w sprawie cen paliw. "Myślałem, że wzrosną bardziej"
Poranek Wirtualnej Polski. Gościem programu Anna Maria Żukowska
Poranek Wirtualnej Polski. Gościem programu Anna Maria Żukowska