Psychiatra "od zabójców". To on bada, czy mogą stanąć przed sądem
Wydałem tysiące opinii psychiatrycznych na zlecenie sądu, w tym dotyczących zabójstw i nigdy nie zdarzyło się, by ktoś w takich sprawach skutecznie symulował chorobę psychiczną - mówi dr Maciej Dziurkowski. WP rozmawia z nim o sprawie Mieszka R. i makabrycznej zbrodni na UW. Mężczyzna został uznany za niepoczytalnego.
7 maja 2025 r. Mieszko R., 22-letni student prawa, na terenie kampusu Uniwersytetu Warszawskiego zaatakował siekierą portierkę, która zamykała drzwi Audytorium Maximum. Kobieta zmarła z powodu masywnych obrażeń. Mieszko R. ranił również pracownika Straży UW, który ruszył na pomoc. Świadkowie opisywali, że sprawca ataku zachowywał się irracjonalnie. Krzyczał, że jest wilkiem i predatorem.
Obserwacja sądowo-psychiatryczna Mieszka R. rozpoczęła się we wrześniu 2025 r. W poniedziałek 9 lutego prokuratura przekazała, że z opinii biegłych wynika, że mężczyzna w chwili popełniania czynu był niepoczytalny. Miał działać w stanie psychozy "spowodowanej dekompensacją psychotyczną w przebiegu stwierdzonego zaburzenia psychicznego".
W związku z tym Mieszko R. nie odpowie za swoje czyny przed sądem. Trafi do zamkniętego zakładu psychiatrycznego. W takich sprawach opinia psychiatrów jest kluczowa. Osoby uznane za niepoczytalne zazwyczaj po kilku, kilkunastoletnim pobycie w szpitalu psychiatrycznym, były zwalniane do domu.
MEN alarmuje ws. przemocy rówieśniczej. "To palący problem"
W lipcu 2014 r. Michał L. wjechał samochodem w tłum na sopockim deptaku Bohaterów Monte Cassino i molo raniąc 23 osoby. Uznany za niepoczytalnego trafił do szpitala psychiatrycznego, z którego wyszedł po ok. 2,5 roku. Zamiast izolacji orzeczono wobec niego terapię, dozór elektroniczny i zakaz prowadzenia pojazdów.
W czerwcu 2006 r. mieszkająca w Opolu Małgorzata M. brutalnie zamordowała 6-miesięczną córkę. Sąsiedzi zeznali, że zawsze dziwnie się zachowywała, mówiła do siebie, słyszała głosy, unikała kontaktu. Uznana za niepoczytalną trafiła do szpitala psychiatrycznego. W 2016 r. psychiatrzy orzekli, że nie stanowi już zagrożenia i została zwolniona ze szpitala. W lutym 2025 r. kobieta zaatakowała nożem śpiącego męża.
W 2017 r. Konrad K. ranił w galerii handlowej w Stalowej Woli dziewięć osób. Jedna z nich zmarła. Groziło mu dożywocie, biegli uznali go za niepoczytalnego. Już przed atakiem mężczyzna leczył się psychiatrycznie przez kilka lat. Po siedmiu latach sąd orzekł, że może opuścić szpital psychiatryczny.
Magda Mieśnik, WP: Biegli uznali Mieszka R., podejrzanego o zabójstwo na Uniwersytecie Warszawskim, za niepoczytalnego. Czy to oznacza, że po pobycie w zakładzie psychiatrycznym za kilka lat będzie mógł wrócić do domu?
Dr Maciej Dziurkowski, psychiatra ze Szpitala dla Nerwowo i Psychicznie Chorych w Starogardzie Gdańskim, biegły sądowy: Często w sprawach karnych, tych najbardziej drastycznych, sąd występuje o więcej niż jedną opinię sądowo-psychiatryczną. Nie wiem, jak będzie w tym przypadku. Na podstawie obszernych dostępnych materiałów i zeznań świadków skłaniam się ku temu, że Mieszko R. jest chory psychicznie, tak jak w opinii uznał badający go zespół.
Nie oznacza to jednak, że jeśli zostanie uznany za niepoczytalnego, to drzwi sądu szeroko się otworzą i wróci do domu. Taka osoba nie trafia do więzienia, a właśnie na oddział psychiatryczny o najwyższym zabezpieczeniu, który niewiele różni się od zakładu karnego.
Biegli w opinii dla prokuratury zasugerowali, że jeżeli Mieszko R. miałby być zwolniony z zakładu psychiatrycznego, należałoby rozważyć umieszczenie go w Krajowym Ośrodku Zapobiegania Zachowaniom Dyssocjalnym w Gostyninie, gdzie mógłby przebywać dożywotnio.
Analizowałem to ze znajomymi psychiatrami. To jakieś nieporozumienie. Gostynin jest ośrodkiem stworzonym przez polityków, w którym rękami psychiatrów zatrzymuje się na czas nieokreślony ludzi, którym skończyły się wyroki. Dotyczy to m.in. osób głęboko zaburzonych osobowościowo, psychopatów, którzy nie chorują psychicznie, ale cechuje ich wzmożona obojętność, wybuchowość, dążenie do realizacji celów za wszelką cenę. Tam nie ma osób chorych psychicznie, które przejawiają objawy psychotyczne, takie jak omamy albo urojenia.
Czy można udawać niepoczytalność?
Określenie poczytalności to ustalenie czy dana osoba w momencie popełnienia czynu mogła rozpoznać jego znaczenie i pokierować swoim postępowaniem. Ujmując najprościej - czy rozumiała, co się dzieje wokół niej, czy wiedziała, co robi i czy mogła kierować swoim działaniem.
Można próbować udawać chorobę psychiczną. Jestem biegłym sądowym ponad 20 lat. Wydałem tysiące opinii psychiatrycznych na zlecenie sądu, w tym dotyczących zabójstw i nigdy nie zdarzyło się, by ktoś w takich sprawach skutecznie symulował chorobę psychiczną.
Wiele osób próbuje to robić?
To margines. Najczęściej są to osoby związane z handlem narkotykami, grupami rozbójniczymi. Nigdy nie obserwowałem symulowania choroby psychicznej przez podejrzanego o zabójstwo. Wprawny psychiatra bardzo łatwo zorientuje się, że badany chce go oszukać.
W jaki sposób?
Biegłym sądowym w zakresie psychiatrii może zostać lekarz po ukończeniu sześcioletnich studiów i następnie pięcioletniej specjalizacji z psychiatrii. Do tego jeszcze rok stażu. Doświadczony lekarz już przy pierwszym kontakcie z badaną osobą rozpozna, czy ona udaje, że jest chora. Osoba chora doznaje objawów psychotycznych w postaci omamów, wypowiada treści urojeniowe. Naprawdę nie sposób tego pomylić z udawaniem.
Czyli nie ma możliwości, żeby ktoś bardzo zdeterminowany, by uniknąć dożywocia, przez trwającą miesiąc obserwację udawał chorobę psychiczną?
Nie ma takiej możliwości.
Czy da się ocenić stan osoby, która odmawia udziału w badaniu?
Oczywiście. Badanie nie polega tylko na rozmowie. Wręcz przeciwnie. My mało mówimy, badana osoba też nie musi dużo mówić. Naszą pracą jest obserwacja. Wykonujemy też badania neuroobrazowe, które pozwalają wykluczyć organiczne przyczyny ewentualnych objawów psychicznych, na przykład guza mózgu. Miałem kilka przypadków, gdzie za zachowanie badanego odpowiadała właśnie taka zmiana.
W innych głośnych sprawach - zabójcy Pawła Adamowicza czy Kajetana P. jedni biegli orzekli, że są niepoczytalni, z kolei inni, że mogą odpowiadać za swoje czyny. Jak to możliwe, że opinie biegłych mogą być tak skrajne?
Po prostu są lepsi i gorsi psychiatrzy. Nie uczestniczyłem bezpośrednio w badaniu tych osób, ale na podstawie obszernych materiałów wyrobiłem sobie zdanie w tych sprawach. Od początku skłaniałem się ku temu, że osoba odpowiedzialna za zabójstwo prezydenta Pawła Adamowicza jest zdrowa psychicznie i wykazuje jedynie zaburzenia osobowości.
W przypadku Kajetana P. nie zgadzam się do końca z wnioskami ostatecznymi. Uważam, że to osoba chora psychicznie, cierpiąca na schizofrenię. Jeśli chodzi o Mieszka R., przychylałem się do opinii, że na 90 procent jest chory. I potwierdziła to obserwacja sądowo-psychiatryczna.
Co pana o tym przekonało?
Jego sposób zachowania w dniu zabójstwa, ale także w przeszłości, styl bycia, dziwaczność zachowania, nieadekwatna do życia studenckiego, czyli na przykład izolowanie się. Wszystko to świadczy o toczącym się procesie psychotycznym i rozwijającej się chorobie psychicznej, najprawdopodobniej schizofrenii.
Co w sytuacji, gdy opinie psychiatrów są tak skrajne?
Sąd właściwie w nieskończoność może występować o kolejne. Zazwyczaj, gdy są dwie skrajne, występuje o trzecią i ostatecznie decyduje na podstawie całości materiału dowodowego, która z nich jest wiarygodna. Tak było na przykład w przypadku Andersa Breivika [w dwóch zamachach przeprowadzonych 22 lipca 2011 roku Norweg zabił 77 osób - red.]. Były trzy różne opinie i sąd wybrał pośrednią.
Wspomniał pan, że wykonujecie badania obrazowe, psychologowie wykonują testy. Jak duże znaczenie dla wyniku obserwacji ma subiektywna opinia psychiatry?
Najczęściej wszystkie elementy się uzupełniają i na koniec trzeba wyciągnąć wnioski. Są zespoły objawów, które pasują do kilku zaburzeń. Jeżeli rozpatrujemy zabójstwo w stanie psychozy, to bierzemy pod uwagę schizofrenię, chorobę afektywną dwubiegunową, guza mózgu lub wcześniejsze zażycie narkotyków. Objawy w tych wszystkich przypadkach są podobne, a nawet takie same. Rolą psychiatrów jest wykluczenie części elementów i ustalenie diagnozy.
Jak przebiega obserwacja sądowo-psychiatryczna?
Prowadzona jest w ośrodkach psychiatrii sądowej, między innymi w moim szpitalu Kocborowo w Starogardzie Gdańskim. Jest podzielona na trzy kategorie: o podstawowym, wzmocnionym i maksymalnym zabezpieczeniu. Właśnie na tym ostatnim przebywają osoby niepoczytalne, skazane na "dożywocie".
Obserwacja jest prowadzona na oddziałach o wzmocnionym zabezpieczeniu, gdzie rygor jest jak w areszcie śledczym. Dana osoba jest pod stałym monitoringiem kamer. Może być sama w sali lub z innymi pacjentami, gdy chcemy obserwować jej zachowanie w stosunku do innych osób. Wszystkie środki bezpieczeństwa są cały czas zachowane.
Ile razy badany rozmawia w tym czasie z psychiatrami?
Kilka, czasem kilkanaście razy. Wykonywane są badania neuroobrazowe. W trakcie całej obserwacji badany nie otrzymuje żadnych leków, żebyśmy mieli świeży obraz aktualnego stanu zdrowia. Ustawowy termin obserwacji to cztery tygodnie i najczęściej to wystarcza. Jeśli uznamy, że to za mało, występujemy do prokuratury lub sądu o wydłużenie czasu. Po zakończonej obserwacji przygotowujemy pisemną opinię.
Jak wygląda pierwsze spotkanie z osobą badaną? Od czego pan zaczyna?
Nie ma jednego schematu. Sytuacje są różne. Jeśli mamy do czynienia z osobą chorą, a nie przyjmuje ona leków, może być agresywna, pobudzona albo wręcz przeciwnie, cicha, od początku wszystko obserwuję. Niekoniecznie od razu rozmawiamy o wydarzeniu, które sprawiło, że ktoś tu trafił. Możemy zacząć od sytuacji ogólnej tego człowieka. Pierwsze pytania zazwyczaj dotyczą tego, czy wie, gdzie jest, co się stało, że tu trafił.
O czym jeszcze?
O całym życiu tej osoby praktycznie od momentu narodzin, ale też o zainteresowaniach, kulturze, nauce, sztuce, sporcie. Często prosimy o napisanie życiorysu.
Co można z niego wywnioskować?
Styl pisania, używanie dziwnych słów, zwrotów, połączeń, może wskazywać, że mamy do czynienia ze schizofrenią. Obserwujemy, na czym najbardziej skupia się badany. Kiedyś badaliśmy mężczyznę, który jako najważniejsze wydarzenie w 40-letnim życiu wskazał swój bal maturalny i przez godzinę tylko o nim opowiadał. To wskazało, że może mieć zaburzenia i ostatecznie się to potwierdziło. Możemy także wystąpić o spotkania z rodziną, zwłaszcza gdy dana osoba nie chce z nami rozmawiać. Analizujemy też zeznania świadków, którzy obserwowali zachowanie osoby badanej.
Czy osoby badane chcą rozmawiać o przestępstwie, o które są podejrzane?
Tu również nie ma reguły. Bardzo chętnie robią to osoby chore na schizofrenię. Żyją w świecie urojeń i dzielą się wrażeniami.
W jaki sposób o tym mówią?
W przypadku schizofrenii mamy do czynienia z wygaszeniem emocji. Obserwujemy bladość afektu, czyli nieokazywanie uczuć. Taka osoba z zimną krwią mówi o tym, co zrobiła. Nie dostosowuje swojej mimiki do znaczenia słów. O zabijaniu opowiada z uśmiechem.
Na jakiej podstawie psychiatrzy są w stanie ocenić, czy sprawca był poczytalny w chwili popełniania zabójstwa, jeśli doszło do niego kilka miesięcy wcześniej?
Ważna jest nie tylko rozmowa z tym człowiekiem, ale też to, co jest w aktach. Zeznania świadków na temat jego zachowania, co mówił policjantom krótko po zajściu. Nagrania z monitoringu.
Czy osoba chora psychicznie, uznana za niepoczytalną, jest w stanie drobiazgowo zaplanować morderstwo, przygotować się do niego, wybrać ofiarę, zacierać ślady?
Tak, tu nie ma żadnej sprzeczności. Jeśli osoba chora psychicznie ma urojenia, czyli fałszywe wyobrażenia o rzeczywistości, która ją otacza, to ten świat urojeń przebiega równolegle do świata rzeczywistego. Taka osoba może funkcjonować w społeczeństwie, studiować, pracować, a jednocześnie żyje w świecie urojeń i planuje różne wydarzenia, które dla niej są naturalne i potrzebne, a dla zbrodnicze.
Jak badane osoby tłumaczą to, że kogoś zabiły?
Jeżeli ta osoba jest chora, psychoza trwa, to wchodzimy w sferę przeżyć fantastycznych, opowieści z gatunku science-fiction. To przerażające, że takie rzeczy mówi osoba dorosła i jest przekonana, że to się naprawdę dzieje. Opowiada na spokojnie, jak mordowała, zadawała cierpienie, bo jest rycerzem, czarnoksiężnikiem, myśliwym czy łowcą. Obserwujemy ogromny wpływ kultury, nauki, atmosfery politycznej na zachowanie osób chorych psychicznie.
Poza schizofrenią, jakie inne diagnozy wykluczą poczytalność?
Zaburzenia afektywne dwubiegunowe z obecnością urojeń, guz mózgu, zmiany organiczne w centralnym układzie nerwowym, które wiążą się z pojawieniem się na przykład urojeń. Dotyczy to także osób z głębokim upośledzeniem, niepełnosprawnością umysłową, gdy dana osoba nie rozumie, że robi źle.
Zdarza się, że lekarze nie są w stanie orzec, czy ktoś jest poczytalny?
Tak, choć bardzo rzadko. Do sądu trafia taka informacja i to on musi zdecydować o skierowaniu na kolejną obserwację.
Jak wygląda pobyt na zamkniętym oddziale psychiatrii sądowej?
Osoby, które dokonały zabójstwa, trafiają na oddział o wzmocnionym lub najwyższym zabezpieczeniu. Nie ma stamtąd możliwości ucieczki. To się nie zdarza. Rygor jest prawie tak ścisły lub taki sam jak w zakładzie karnym. Pełna kontrola.
A jak wygląda leczenie?
Od razu są wdrażane leki psychotropowe. Do tego psychoedukacja z psychologiem i terapeutą. W miarę postępu farmakoterapii i zrozumienia sytuacji przez pacjenta konieczne jest wsparcie psychologiczne, wyjaśnienie mu, na czym polega choroba, jak ma wyglądać dalej jego życie. Równolegle jest prowadzone postępowanie terapeutyczne z rodziną sprawcy. Na nich bardzo odbija się jego czyn.
Czy można taką osobę wyleczyć?
Jej stan jest okresowo badany przez specjalistów spoza szpitala, w którym przebywa. Teoretycznie taka osoba mogłaby opuścić oddział nawet po roku.
To się zdarza?
Nigdy się z tym nie spotkałem. Zazwyczaj to kilka, kilkanaście lat. Są różne sposoby zabezpieczenia po wyjściu z oddziału psychiatrycznego. To może być opaska elektroniczna, regularne stawianie się na policji czy w poradni zdrowia psychicznego. Głównym środkiem zapobiegawczym jest jednak zazwyczaj długotrwały pobyt na zamkniętym oddziale sądowym w szpitalu psychiatrycznym.
Zdarzają się takie dożywotnie pobyty?
Znam jeden taki przypadek. Mężczyzna, który zamordował dwie osoby, spędził na takim oddziale 50 lat i tam zmarł.
Magda Mieśnik, dziennikarka Wirtualnej Polski