WAŻNE
TERAZ

Forsują ugody z klientami. Ci mają tylko dwie opcje. Obie ryzykowne

Potężne protesty w Chile. Polak: "Doszło do eksplozji gniewu"

Dziesiątki ofiar, spalone budynki i plądrowane supermarkety. Południowoamerykańska "zielona wyspa" nagle stała się centrum ogromnych zamieszek i protestów. - To był wybuch gniewu, na nierówności społeczne, ale też na podejście władzy, która do stłumienia protestów wyprowadziła wojsko i wprowadziła godzinę policyjną - mówi WP Polak mieszkający w Chile.

Do tłumienia protestów władze w Chile wykorzystują wojsko
Źródło zdjęć: © PAP/EPA | FERNANDO BIZERRA JR.
Oskar Górzyński

Przez lata Chile było uważane za zieloną wyspę spokoju i dobrobytu w Ameryce Południowej. Najwyższy na kontynencie współczynnik PKB per capita - wyższy niż w Polsce - szybki wzrost gospodarczy, demokratyczne wybory.

Ale wizerunek ten w ostatnich dniach uległ radykalnej zmianie. Dziś kraj paraliżują masowe protesty, ulice miast patroluje wojsko, a sklepy są szabrowane i przez wandali. Na skutek brutalnej pacyfikacji protestów zginąć mogło już ponad 40 osób; mówi się też o setkach rannych.

Brutalne pobicie. Wszystko nagrywali telefonem

Bilety zarzewiem protestu

Wszystko zaczęło się od pozornie niewinnej rzeczy: podwyżki cen biletów komunikacji miejskiej o 30 peso (15 groszy). Zaprotestowali studenci i uczniowie, którzy wyszli na ulice i zaczęli przeskakiwać przez bramki do metra. Ale szybko protest przekształcił się w ogólnokrajowy ruch, który sparaliżował kraj.

Jak mówi WP Paweł Ciaranek, informatyk pracujący w Chile, sprawa cen biletów była tylko wierzchołkiem góry lodowej, a protest studentów zapalnikiem wyzwalającym społeczną frustrację.

- Balon pękł. Po tym, jak studenci wyszli na ulice w proteście przeciwko podwyżce cen biletów, przyłączyły się kolejne grupy. To był wybuch gniewu - mówi Polak. Jak tłumaczy, głównym powodem są rosnące koszty życia i ogromne nierówności społeczne, które panują w Chile.

Położony wzdłuż zachodniego wybrzeża Ameryki Południowej kraj przoduje nie tylko we wzroście gospodarczym, ale też w rozwarstwieniu społeczeństwa.

- Chile to kraj milionerów, ale jednocześnie duża część mieszkańców żyje w ubóstwie. Przez lata kraj się bogacił i rozwijał, ale przeciętny Chilijczyk nie skorzystał na tym wiele. Tym bardziej, że wciąż musi płacić za rzeczy takie jak edukacja czy służba zdrowia - mówi Ciaranek. - Mam kolegę, który aby pójść na studia, musiał zadłużyć się na 15 lat. Jeśli nie ma się dobrego ubezpieczenia zdrowotnego, poważna choroba może oznaczać bankructwo, nawet jeśli korzysta się z państwowych szpitali - dodaje.

Wojsko przeciwko demonstracjom

Do zaognienia nastrojów walnie przyczyniła się postawa władz, z prezydentem Sebastianem Pinierą na czele. Były biznesmen i miliarder początkowo ignorował postulaty, potem na ulice miast wyprowadził wojsko i wprowadził godzinę policyjną, a sytuację określił jako "wojnę z potężnym przeciwnikiem". Był to pierwszy taki krok od zakończenia reżimu Augusto Pinocheta w 1990 roku.

Skoro jest wojna, są i ofiary. Do pacyfikacji protestów wojskowi i policjanci używają gumowych kul i armatek wodnych. Oficjalnie podawana liczba ofiar to 18, ale nieoficjalnie mówi się o liczbie ponad dwukrotnie większej. Niestabilność dodatkowo potęgują grupy wandali i szabrowników, napadających na supermarkety i podpalających samochody. Według Ciaranka, często dochodziło do tego przy przyzwoleniu policjantów.

Szaber i wandalizm

Jedną z ofiar nieuwzględnionych przez oficjalne statystyki był Polak Mateusz M, nauczyciel pracujący w Maipu, jednej z gmin Santiago. Według chilijskich mediów, Polak został przypadkowo postrzelony przez własnego teścia, który miał próbować powstrzymać złodziei przed splądrowaniem supermarketu.

- Protesty są w większości pokojowe, ale oczywiście jest mała część, który korzysta z chaosu, okrada i wandalizuje sklepy. W niektórych przypadkach zresztą pozwala im na to policja. Ludzie się organizują i zakładają straże sąsiedzkie. Ale boją się nie tylko rozbojów, ale też policjantów - mówi Ciaranek.

Jak dodał, widok uzbrojonych policjantów i wojska na ulicach przywodzi na myśl ZOMO. Chilijczykom kojarzy się zaś z czasami Pinocheta.

We wtorek prezydent Pinera odwołał swoje słowa o "wojnie"; rząd anulował też podwyżkę cen biletów i cen prądu, zapowiedział zwiększenie płacy minimalnej o - w przeliczeniu na złote) ponad 300 zł (z poziomu ok. 1500 zł) oraz podniesienie najniższych emerytur z ok. 600 zł do prawie 700 zł.

To jednak nie uspokoiło sytuacji. Wojsko pozostało na ulicach, a w środę znów doszło do starć demonstrantów ze służbami.

- Chilijczycy nie wierzą w obietnice polityków i nowe obietnice ich raczej nie przekonają. Ludzie chcą odejścia rządzących, wycofania wojska z ulic i rozliczenia odpowiedzialnych za brutalność służb. Jest takie hasło tych protestów: "zabraliście nam już tyle, że zabraliście również strach" - mówi Ciaranek.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Źródło artykułu: WP Wiadomości
Wybrane dla Ciebie
Amerykanie nie wierzą Trumpowi ws. Epsteina. Nawet wyborcy Republikanów
Amerykanie nie wierzą Trumpowi ws. Epsteina. Nawet wyborcy Republikanów
Atak pod Palmyrą. Trump zapowiada odwet po śmierci trzech Amerykanów
Atak pod Palmyrą. Trump zapowiada odwet po śmierci trzech Amerykanów
Nocna tragedia. W aucie jechało trzech mężczyzn
Nocna tragedia. W aucie jechało trzech mężczyzn
Strajk w niedzielę handlową. Związkowcy zapowiadają 2-godzinne przerwy
Strajk w niedzielę handlową. Związkowcy zapowiadają 2-godzinne przerwy
Mąż oskarżony o morderstwo. Podpalił żonę, choć chciał "tylko" oszpecić
Mąż oskarżony o morderstwo. Podpalił żonę, choć chciał "tylko" oszpecić
Niesubordynowana Greta Thunberg. Fiński sąd zajmie się aktywistką
Niesubordynowana Greta Thunberg. Fiński sąd zajmie się aktywistką
Ceny garmażerki w Zakopanem zwalają z nóg. Sałatka po 110 zł za kilo
Ceny garmażerki w Zakopanem zwalają z nóg. Sałatka po 110 zł za kilo
Lasy Państwowe. W 2025 roku ceny choinek niższe
Lasy Państwowe. W 2025 roku ceny choinek niższe
Awaria silnika Boeinga 777 w Waszyngtonie. Doszło do pożaru
Awaria silnika Boeinga 777 w Waszyngtonie. Doszło do pożaru
Deszcz, a nawet deszcz ze śniegiem. Jaka pogoda czeka nas w niedzielę?
Deszcz, a nawet deszcz ze śniegiem. Jaka pogoda czeka nas w niedzielę?
Działo się w nocy. Strzelanina na amerykańskiej uczelni. Są ofiary
Działo się w nocy. Strzelanina na amerykańskiej uczelni. Są ofiary
Orkan Emilia sparaliżował lotnisko na Maderze. 120 odwołanych lotów
Orkan Emilia sparaliżował lotnisko na Maderze. 120 odwołanych lotów