Trwa ładowanie...
d1nakrd

"Niewolnicy" na łóżkach w garażu. Tak Polacy pracują we Francji

Każdego roku podczas winobrania samochody na polskich rejestracjach opanowują wsie w okolicach Lyonu. Przyjeżdżają ci, którzy chcą zarobić podczas urlopu, studenci, którzy wykorzystują resztkę wakacji. Francuzi mówią żartobliwie: słowiańscy niewolnicy. Jednak to określenie jest przykrym odbiciem rzeczywistości. Przekonałem się o tym na własnej skórze.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Kuchnia w miejscu, gdzie mieszkaliśmy podczas pracy w winnicy
Kuchnia w miejscu, gdzie mieszkaliśmy podczas pracy w winnicy (WP.PL)
d1nakrd

Burzę wywołała informacja o Polaku, który podczas pracy we francuskiej winnicy zmarł na zawał. Pracownicy oskarżyli pracodawcę: nie zareagował wystarczająco szybko, zmuszał ich do pracy, gdy człowiek umierał. Wymieniają szereg zaniedbań: brakuje pitnej wody na polu, pokoje są brudne, wilgotne i bez okien, liczba toalet i pryszniców jest niewystarczająca.

Byłem na winobraniu pięć kilometrów od miejsca, gdzie zdarzyła się tragedia. Pracę oferował w internecie polski pośrednik. Pojechałem do Doliny Rodanu rok temu z dwójką znajomych. Warunki pracy w każdej winnicy są podobnie ciężkie, o tragedię nietrudno.

Rutyna codziennej pracy

Trafiliśmy do wsi niedaleko Lyonu. Budziliśmy się o świcie, tak, aby jeszcze przed siódmą być na zbiórce. Później: sekatory w dłoń, wiadra i do pracy. To dostaliśmy od pracodawcy jako wyposażenie. Każdy dzień wyglądał podobnie. Zmieniały się tylko zbocza, na których ścinaliśmy winogrona. Im bardziej strome i kamieniste, tym ciężej się pracowało.

d1nakrd

Pięć godzin pracy. Przerwa. Cztery godziny. Koniec. Sześć dni w tygodniu. Niedziele wolne.

   Nasza grupa podczas pracy w winnicy / WP.PL
(Nasza grupa podczas pracy w winnicy / WP.PL)

Parę polskich słów i łamany angielski

Pierwszym problemem była bariera językowa. Francuscy pracownicy, zatrudnieni w winnicy na stałe, nie znali angielskiego. To oni pracowali w polu razem z nami. Tylko jeden łamaną angielszczyzną potrafił odpowiedzieć na proste pytania. Inni nauczyli się paru polskich słów, które wykrzykiwali jako komendy.

d1nakrd

Jedyną osobą, która czasami pojawiała się w polu i znała angielski, była córka właściciela. Z uśmiechem, jako żart, mówiła o pracownikach: słowiańscy niewolnicy. Może nieświadoma trafności własnych słów. Na jej winnicy "niewolnikami" byli studenci z całej Polski.

Razem ze mną pracował Michał, student z Warszawy, który zarobił na podróż wokół Francji. Ola z Wrocławia, która odłożyła pieniądze na wydatki w trakcie roku akademickiego. Był absolwent ASP, student prawa. Nasza grupa liczyła dwadzieścia osób.

   Jedna z winnic w okolicach Lyonu / WP.PL
(Jedna z winnic w okolicach Lyonu / WP.PL)

Podróże na drewnianych ławach

Pomiędzy winnicami rozrzuconymi po wielu okolicznych stokach poruszaliśmy się na dwa sposoby: ciągnikiem, który podczepioną miał przyczepę z drewnianymi ławami, lub białym, starym dostawczym Renault, na którego pace skonstruowano prowizoryczne siedzenia.

d1nakrd

Nikt nie zawracał sobie głowy bezpieczeństwem. Gdy pojazdy wspinały się na strome zbocza, pasażerowie nie mieli się czego złapać. Na dodatek każdy trzymał w jednej dłoni ostry sekator.

   Samochód, którym dojeżdżaliśmy do pracy / WP.PL
(Samochód, którym dojeżdżaliśmy do pracy / WP.PL)

Upał, kamienie, strome zbocza

Ciężkie warunki każdemu dawały się we znaki. Chłodne poranki szybko przemieniały się w upalne dni. Chwila wytchnienia w cieniu nie wchodziła w grę. Po pierwsze: na próżno szukać cienia wśród niskich krzaków. Po drugie: i tak nie ma czasu na odpoczynek. Dłuższą przerwę zarządzano po pięciu godzinach pracy.

d1nakrd

Krzaki zazwyczaj sięgały do pasa. Większość pracy wykonywaliśmy w nienaturalnej, pochylonej pozycji. Ci, którzy mieli ochraniacze, owoce ścinali na kolanach. Stoki były niekiedy tak strome, że utrzymanie równowagi sprawiało trudność. Dodatkowo, nie ułatwiały tego pokrywające zbocza kamienie.

   Podwórko w miejscu, gdzie mieszkaliśmy / WP.PL
(Podwórko w miejscu, gdzie mieszkaliśmy / WP.PL)

Stanowiska podczas pracy w polu były dwa: wiadrowy i zbieracz. Pierwszą częściej wykonywali nadzorujący nas Francuzi. Brali od zbieraczy wiadra pełne owoców i podstawiali kolejne, puste. Następnie winogrona przesypywali do większych skrzyń na samochodach. Zbieracze ścinali kiście z jednego, czasem długiego na kilkadziesiąt metrów, rzędu krzaków. Francuzi poganiali tych, którzy odstawali od reszty grupy.

Zobacz też: Praca szuka człowieka. Młodzi od pracy oczekują czegoś innego, niż ich rodzice

Łóżka w garażu

Miejscem odpoczynku były gospodarcze budynki, które przerobiono na mieszkalne pokoje. Sześć łóżek w dawnym garażu. Kolejne sześć w stodole, podzielonej na dwa pokoje i kuchnię z jadalnią. Toalety i prysznice znajdowały się w oddzielnym budynku, na zewnątrz.

d1nakrd

Poza łóżkami w pokojach nie było niczego. Tylko wilgoć i chłód nocami. Szare ściany, niewielkie okna lub zupełny ich brak. Wszechobecny kurz na podwórku sprawiał, że pomieszczenia brudziły się błyskawicznie.

   Pokój, w którym mieszkaliśmy jako pracownicy / WP.PL
(Pokój, w którym mieszkaliśmy jako pracownicy / WP.PL)

Za zakwaterowanie pracodawca pobierał opłatę: 4 euro za dobę.

Liczą się pieniądze

Powód, dla którego Polacy przyjeżdżają na winobranie, jest oczywisty: pieniądze. Jednak motywacje różne. Studenci chcą dorobić i powiększyć oszczędności. Jadą osoby w trudnej sytuacji finansowej, dla których praca w winnicy konieczność. Niektórzy wykorzystują urlop, zarabiają zamiast odpoczywać.

d1nakrd

Pracownicy chcą zarobić jak najwięcej, a pracodawcy zminimalizować koszty. Dlatego chętnie zatrudniają Polaków, którzy pracują za nieatrakcyjną dla Francuzów, minimalną stawkę. To wciąż prawie trzy razy więcej, niż można zarobić w Polsce. Jako studenci dostawaliśmy dziennie około 260 złotych. Zapotrzebowanie na pracowników jest wysokie, więc problemów ze znalezieniem pracy nie ma. Dlatego okolice Lyonu w czasie winobrania pełne są Polaków.

d1nakrd

Podziel się opinią

Share
d1nakrd
d1nakrd
Więcej tematów