Trwa ładowanie...

Minęło 40 lat, a nadal nie ustalono winnych. Kto odpowie za śmierć stoczniowców?

Prokuratura apelacyjna skierowała wniosek do Sądu Najwyższego o kasację wyroku uniewinniającego dygnitarzy PRL od odpowiedzialności w sprawie Grudnia '70.
Share
Minęło 40 lat, a nadal nie ustalono winnych. Kto odpowie za śmierć stoczniowców?
Źródło: wikipedia
dsvpgdh

W słynnej balladzie o Janku Wiśniewskim Krystyna Janda śpiewa: "Nie płaczcie matki, to nie na darmo. Nad stocznią sztandar z czarną kokardą". Czy na pewno? Ponad 40 lat od momentu, kiedy władza strzelała do własnych obywateli nadal nie jest jasne dla sądu kto jest temu winny i kto powinien ponieść odpowiedzialność.

W 1995 roku Prokuratura Wojewódzka w Gdańsku wniosła do Sądu Wojewódzkiego akt oskarżenia przeciwko generałom Jaruzelskiemu, Kociołkowi, Tuczapskiemu oraz dowódcom wojsk tłumiących protest. Po licznych perturbacjach proces w 1999 roku przeniesiono do Warszawy. Pierwszego wyroku w sprawie doczekano się w 2013 roku. Wówczas sąd pierwszej instancji uznał, że wicepremier Stanisław Kociołek nie był osobiście odpowiedzialny za śmierć 17 stoczniowców. Przed mowami końcowymi zmarł gen. Tuczapski. W czerwcu 2014 sąd drugiej instancji utrzymał wcześniejsze orzeczenie w mocy. Wyroku nie usłyszał już generał Jaruzelski. Ostatnim żyjącym decydentem został Kociołek

Prokuratura Apelacyjna w Warszawie złożyła w czwartek wniosek do Prokuratury Generalnej oraz do Sądu Najwyższego o kasacje wyroku uniewinniającego dla Kociołka, oraz oficerów wojska, którzy otrzymali wyroki dwóch lat więzienia w zawieszeniu.

dsvpgdh

Dwa tygodnie przed świętami Bożego Narodzenia w grudniu 1970 roku podniesiono ceny na podstawowe produkty spożywcze. Na ulice Trójmiasta wyszli zbuntowani robotnicy, którzy domagali się obniżki cen oraz podwyżki płac. Zrewoltowany tłum spalił gmach Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Gdańsku. 14 grudnia stanęły zakłady przemysłowe w mieście, a dzień później w Gdyni. 16 grudnia w wieczornym przemówieniu telewizyjnym wicepremier Stanisław Kociołek wezwał gdyńskich stoczniowców, by wrócili do pracy. Ci, którzy posłuchali apelu, zostali następnego dnia rano przywitani seriami z karabinów koło stacji kolejki Gdynia-Stocznia. Padli zabici i ranni. Robotnicy wyszli na ulicę i przez cały dzień atakowali milicję oraz wojsko. Walki w mieście trwały do wieczora. Oddziały MO potrzebne do pacyfikacji ściągnięto spoza Trójmiasta, ponieważ władze zaskoczyła skala oporu. Ostatecznie pod wpływem protestu władza musiała ustąpić.

Niestety nie znamy nawet dokładnej liczby ofiar. Oficjalne liczby mówią, że w tym czasie zginęło około 40 osób. W rzeczywistości było ich kilka, a nawet kilkanaście razy więcej, niż się podaje. Po 35 latach bardzo trudno jest ustalić tożsamość tych ludzi. Służba Bezpieczeństwa często inwigilowała rodziny ofiar. Biciem i zastraszaniem zmuszano, aby na grobach nie znalazły się tabliczki z informacją, jak zginęły pochowane osoby.

dsvpgdh

Podziel się opinią

Share
dsvpgdh
dsvpgdh
Więcej tematów