Trwa ładowanie...
drybtfu

Amerykanie wyślą wojska pancerne do krajów wschodniej flanki NATO. Co to oznacza dla Polski?

• Obecność amerykańskiej brygady pancernej znacząco poprawi bezpieczeństwo Polski
• Zdaniem eksperta NCSS, to mocny sygnał polityczny i militarny
• To potężny wkład w nasz potencjał wojskowy - uważa mjr Mariusz Kordowski
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Amerykanie wyślą wojska pancerne do krajów wschodniej flanki NATO. Co to oznacza dla Polski?
(MON)
drybtfu

Na sto dni przed szczytem NATO w Warszawie, europejskie dowództwo armii Stanów Zjednoczonych poinformowało w środę o planach wysłania do państw Europy Środkowo-Wschodniej brygady pancernej wraz z własnym sprzętem. W skład brygady ma wejść ponad 4 tysiące żołnierzy, a także 250 czołgów i bojowych wozów piechoty Bradley oraz prawie 2 tys. innych pojazdów. Do dyslokacji wojsk ma dojść na początku przyszłego roku. Jednocześnie, planowane wcześniej wysłanie uzbrojenie dla wojsk w sile jednej brygady, które miało trafić do magazynów w Polsce i innych państwach regionu, ostatecznie będzie składowane w Niemczech i Holandii. Jak podkreślił Pentagon, ruch jest realizacją European Reassurance Initiative(ERI), programu zainaugurowanego przez administrację Obamy, aby wzmocnić gwarancje bezpieczeństwa dla wschodnich członków Sojuszu.

To jak dotąd najbardziej poważny i najbardziej konkretny element wzmocnienia wschodniej flanki NATO. O wysłanie takich sił zabiegała m.in. Polska. Czy to jednak wystarczy, by znacząco zmienić bezpieczeństwo w naszym regionie?

Zdaniem mjr rez. Mariusza Kordowskiego, eksperta Narodowego Centrum Studiów Strategicznych, ruch Amerykanów ma "zasadnicze" znaczenie zarówno w wymiarze politycznym, jak i militarnym.

drybtfu

- Uzyskujemy obecność poważnego sojusznika z poważną jednostką liniową, która jest w stanie prowadzić realne działania operacyjne. To ważny sygnał dla wszystkich potencjalnych przeciwników. To też sygnał polityczny, bo wiemy, że będziemy mieć wsparcie ze strony sojuszników - mówi WP Kordowski. - Te wojska mogą być użyte w każdej chwili, bo są w pobliżu. Jest to w dodatku sojusznik, który dysponuje potencjałem atomowym. Dlatego agresor musi mieć świadomość, że ryzykuje konflikt z takim graczem, który może operować na poziomie hybrydowym, taktycznym i atomowym. To bardzo wyraźny sygnał, że nie zostajemy pozostawieni samym sobie - dodaje.

(fot. WP/Marta Sitkiewicz)

Nie brakuje jednak wątpliwości co do tego, jak skutecznym "odstraszaczem" będzie obecność jednej brygady amerykańskiej armii. Z jednej strony, wysłanie przez USA do Europy pancernej brygady, to zwiększenie o 50 procent przebywających na stałe i będących w gotowości brygad US Army w Europie. Po wycofaniu przez administrację Obamy prawie połowy tych sił w 2012, w Europie pozostały bowiem tylko dwie takie jednostki: brygada piechoty Stryker w Bawarii oraz 173. brygada powietrznodesantowa w Vicenzie we Włoszech. Z drugiej strony, jak pokazały gry wojenne przeprowadzone przez ośrodek analityczny RAND Corporation, do powstrzymania ewentualnej ofensywy Rosji na państwa bałtyckie i uniemożliwienia jej zajęcia Łotwy lub Estonii w kilka dni, potrzebne jest co najmniej 7-8 ciężkich brygad, przebywających niedaleko strefy konfliktu. Zdaniem analityków tylko uniemożliwienie Rosji szybkiego zwycięstwa może stanowić prawdziwy czynnik odstraszający.

- To, jak duże będą liczby żołnierzy w Polsce, ma wielkie znaczenie. Oczywiście obecność wojsk rosyjskich przy granicy z NATO jest nieporównywalnie większa, ale kluczowa jest tu możliwość Rosjan w zakresie tego, co w terminologii NATO nazywa się "Anti Access/Area Denial", tj. możliwości odcięcia całego obszaru walki od odsieczy za pomocą np. broni przeciwlotniczej - tłumaczył w rozmowie z WP Michał Baranowski, dyrektor warszawskiego biura German Marshall Fund, amerykańskiego think-tanku. - Rosjanie poważnie inwestują w rozbudowę tych możliwości, dlatego kluczowe jest to, ilu żołnierzy i ile sprzętu będzie już na miejscu i będzie gotowych do działania - dodaje ekspert.

drybtfu

Tymczasem wysłana przez Amerykanów brygada będzie obecna na wschodniej flance NATO na zasadzie 9-miesięcznych misji rotacyjnych, przemieszczających się między siedmioma krajami flanki, od Estonii aż po Bułgarię. Zdaniem Kordowskiego, nie umniejsza to znacznie militarnego efektu.

- Polska nie jest w najgorszym położeniu operacyjnym, dlatego wiadomo, że trzeba się podzielić. Natomiast gdybyśmy byli pozostawieni sami sobie i tych sił by nie było, jako jedyne niemałe państwo w tym regionie, bylibyśmy zmuszeni operować sami w razie konfliktu - mówi ekspert. - W Polsce wschodniej operuje w tej chwili jedna dywizja w sile czterech brygad oraz jedna brygada górska. Dołożenie do tego amerykańskiej brygady pancernej to poważny dodatek i potężny wkład w nasz potencjał militarny - dodaje.

Jednak jak twierdzi Baranowski, jedna dodatkowa brygada to wciąż może być zbyt mało, by w pełni zapewnić bezpieczeństwo przed agresją ze wschodu.

- Ale nie jest to przecież ostatni krok w kierunku wzmacniania wschodnich terytoriów Sojuszu - zaznacza.

drybtfu

Zobacz również: Waszczykowski: Odchodzimy od zapaści w relacjach USA-Polska

drybtfu

Podziel się opinią

Share

drybtfu

drybtfu
Więcej tematów