10. rocznica największej katastrofy budowlanej w Polsce

Katastrofa hali MTK

Obraz

/ 810. rocznica największej katastrofy budowlanej w Polsce

Obraz
© PAP

W czwartek mija 10. rocznica zawalenia się hali Międzynarodowych Targów Katowickich - największej katastrofy budowlanej w historii Polski. Zginęło wtedy 65 uczestników odbywającej się tam wystawy gołębi pocztowych, ponad 140 zostało rannych.

Dla wielu poszkodowanych i bliskich ofiar to ciągle żywe wspomnienie. Część z nich wciąż domaga się zadośćuczynień i uznania odpowiedzialności za katastrofę Skarbu Państwa. - Każdy styczeń to tragedia - mówią.

Proces karny ws. katastrofy toczy się przed katowickim sądem i jest szansa, że zakończy się w marcu. O przyczynienie się do tragedii prokuratura oskarżyła między innymi projektantów hali i byłych szefów MTK.

(WP, PAP, oprac.: mg)

/ 8Dach hali zawalił się ok. godz. 17.15

Obraz
© PAP

W sobotę, 28 stycznia 2006 r. w pawilonie nr 1 - największym na terenie MTK - odbywały się targi gołębi pocztowych. Dach hali zawalił się ok. godz. 17.15. Wielu spośród osób, które były wtedy w pawilonie, udało się z niego wyjść o własnych siłach i bez obrażeń.

Świadkowie wspominają, że ofiar byłoby znacznie więcej, gdyby do wypadku doszło nieco wcześniej - wielu gości niedługo przed zawaleniem się dachu wyszło z hali.

Dwie godziny spędzone pod zwaloną konstrukcją dachu hali całkowicie zmieniły życie Zdzisława Karonia, hodowcy gołębi z Częstochowy. Wcześniej pełen energii, z dnia na dzień stał się kimś zupełnie innym.

Karoń w rozmowie z Polską Agencją Prasową wspomina dziś, że w pierwszej chwili po zawaleniu dachu był zupełnie zdezorientowany. Hałas, chwila ciszy, i dopiero później pojawiające się głosy - opisuje. - Ci, którzy uciekli, byli na zewnątrz hali, mieli świadomość, co się stało. Ja usłyszałem okropny krzyk, pisk ludzi. Odwróciłem głowę i zobaczyłem, że dach spada. Silny podmuch powietrza rzucił mnie na posadzkę i od nóg w górę ciała wjeżdżał na mnie taki "walec" - wspomina.

Jak mówi, na samym początku pojawiło się zwątpienie, dopiero kiedy usłyszał sygnały służb ratowniczych, wstąpiła w niego nadzieja. - Później, gdy ta pomoc nie docierała, a ja już słabłem, myślałem, że już tam zostanę. Zacząłem się modlić i żegnać z życiem, ale pomoc przyszła w porę - mówi. Przez cały czas dzwonili do niego członkowie rodziny i znajomi, ale nie był w stanie sięgnąć do telefonu w kieszeni.

/ 8Na miejscu pracowało ponad 1300 osób

Obraz
© PAP

W kulminacyjnym momencie akcji ratowniczej - między pierwszą a drugą w nocy - na miejscu pracowało ponad 1300 osób: strażaków, ratowników górniczych i medycznych, policjantów, GOPR-owców, a także żołnierzy i żandarmów. Wydobywani z rumowiska ranni przewożeni byli do szpitali między w Chorzowie, Katowicach, Siemianowicach Śląskich i Sosnowcu.
Pierwszy etap akcji ratowniczej zakończył się po kilkunastu godzinach, w niedzielę 29 stycznia. Później na gruzowisko kilka razy wchodzili ratownicy z psami wyspecjalizowanymi w poszukiwaniu zwłok.

Zofia Pałac z Łeby straciła w katastrofie męża - pasjonata gołębi, który co roku w gronie kilku kolegów jeździł na wystawy na Śląsk. - Uwielbiał gołębie, uważał je za mądre stworzenia i podziwiał, że mogą pokonać tak dalekie odległości, by bezbłędnie wrócić do właściciela - wspomina.

Do dziś pamięta, że mąż do końca wahał się, czy tym razem jechać na wystawę - tego roku było bardzo zimno, a to przecież ponad 600 km. Dopiero krótko przed wyjazdem zdecydował, że jednak dołączy do kolegów.

O tym, że podczas wystawy runął dach hali, dowiedziała się z telewizji. Nie od razu dotarło do niej, że przecież jest tam jej mąż. Potem zadzwoniła żona jednego z kolegów. - Mówiła, że Michał szuka Leszka i nie może go znaleźć. Następnego dnia, w niedzielę rano, dostałam informację, że Leszek nie żyje. Miał 53 lata - powiedziała.

/ 8Większość spraw zakończyła się wyrokami

Obraz
© PAP

Po katastrofie do sądów w Katowicach i Chorzowie wpłynęło ok. stu jednostkowych spraw o odszkodowania. Większość zakończyła się wyrokami - sądy zwykle przychylały się do roszczeń, choć zasądzały odszkodowania, zadośćuczynienia i renty w niższej kwocie niż domagali się poszkodowani - od kilku do kilkuset tysięcy złotych.

Pod pozwem podpisała się także Jadwiga Kawa z położonego niedaleko Zielonej Góry Jasienia. Jest rozgoryczona i także uważa, że państwo nie zadbało o poszkodowanych. Po śmierci męża, przekonywana przez przedstawicieli MTK, zgodziła się na zawarcie ugody. Miała otrzymać 50 tys. złotych, ale w 2010 roku spółka przestała płacić i dostała tylko 24 tysiące złotych. Uważa, że państwo powinno wypłacić pieniądze poszkodowanym, a później ewentualnie ściągać należność od bezpośrednio odpowiedzialnych za tragedię. Pisała w tej sprawie do przedstawicieli rządu i prezydenta. Bezskutecznie.

Także pani Jadwiga podkreśla, że bolesne wspomnienia ciągle do niej wracają, zwłaszcza przy okazji kolejnych rocznic katastrofy. - Każdy styczeń to po prostu tragedia. Nie można tego zapomnieć - podkreśla. - Taki śnieg padał. Mówiłam mężowi: "Nie jedź, po co? Już tyle razy byłeś na różnych wystawach". Ale jak ciągnie, to co zrobić? Pojechali. Byłam w tym czasie w domu, dziwnie niespokojna. Po powrocie z kościoła oglądałam telewizję, mówili o tragedii - wspomina.

- Ciągle dzwoniliśmy, gdzie tylko się dało, mieliśmy nadzieję, że mąż żyje. Dowiedzieliśmy się drugiego dnia, że jednak nie. Jak przywieźli zwłoki, była tam kartka z informacją, że doszli do niego po pierwszej w nocy, wtedy już nie żył - mówi pani Jadwiga.

/ 8Na dachu hali zalegała gruba warstwa śniegu i lodu

Obraz
© PAP

Choć już w czasie akcji ratowniczej wiele osób zwracało uwagę, że na dachu hali zalegała gruba warstwa śniegu i lodu, kierownictwo MTK na zwołanej po katastrofie konferencji prasowej zapewniło, że dach był odśnieżany.

Jak mówi dowodzący akcją ratowniczą ówczesny komendant wojewódzki Państwowej Straży Pożarnej w Katowicach Janusz Skulich, strażakom początkowo trudno było uwierzyć w rozmiary katastrofy. - Kiedy zadzwonił do mnie dyżurny, mówił, że zawaliła się hala, ale sam w to nie wierzył i mówił, że pod spodem jest wiele osób. Mówił to takim tonem, z pytajnikiem na końcu - wspomina nadbrygadier Skulich.

Szybko okazało się, że rzeczywiście doszło do wielkiej tragedii. Na miejscu spod zawalonego dachu słychać było nawoływania uwięzionych. Ratownicy zakładali, że pomocy będzie potrzebowało ok. 150 osób. Przez pierwszych pięć godzin narastała liczba informacji o osobach, których nie da się już uratować.

/ 8Błędy projektowe i konstrukcyjne

Obraz
© PAP

Po dwóch miesiącach od tragedii komisja powołana przez głównego inspektora nadzoru budowlanego Marka Naglewskiego uznała, że głównymi przyczynami katastrofy były błędy projektowe i konstrukcyjne oraz nadmierne zaleganie na jej dachu śniegu. Podobne były ustalenia biegłych, powołanych przez prokuraturę. Według nich na dachu zalegał śnieg o ciężarze około 190 kg na metr kwadratowy.

/ 8Oskarżonych zostało 12 osób

Obraz
© PAP

Katowicka prokuratura okręgowa zamknęła śledztwo latem 2008 roku. Proces ruszył w maju 2009. Oskarżonych zostało 12 osób, między innymi byli szefowie spółki MTK, projektanci hali i szefowie firmy, która była generalnym wykonawcą obiektu. Jedna z osób, której przedstawiono zarzuty, dobrowolnie poddała się karze. Została wyłączona z głównego procesu.

Według rzecznika Sądu Okręgowego w Katowicach Jacka Krawczyka jest szansa, że proces zakończy się w marcu tego roku. Do przesłuchania zostali jeszcze biegli i niektórzy oskarżeni, którzy chcą złożyć uzupełniające wyjaśnienia.

/ 8Bliscy ofiar nie domagają się na razie konkretnych kwot odszkodowań

Obraz
© PAP

W lutym 2011 roku do warszawskiego sądu został przesłany pozew zbiorowy, obejmujący 16 poszkodowanych i bliskich ofiar katastrofy. Jego adresatem był właśnie Skarb Państwa. Sądy odrzuciły pozew uznając, że zgodnie z ustawą w postępowaniu grupowym nie można dochodzić roszczeń o ochronę dóbr osobistych.

Pełnomocnik poszkodowanych mec. Adam Car złożył później kolejny pozew, tym razem obejmujący jedynie bliskich ofiar śmiertelnych katastrofy. W styczniu 2015 roku Sąd Najwyższy uznał go za dopuszczalny. SN uznał, że możliwe jest w sprawie ustalenie okoliczności wspólnych dla wszystkich powodów, czyli np. odpowiedzialności pozwanego Skarbu Państwa za śmierć osób w wyniku katastrofy budowlanej. Sprawa jest w stołecznym sądzie okręgowym.

- Początkowo do pozwu przystąpiło ok. 30 osób, po ogłoszeniu w prasie jest ich już ok. 80. Kolejne mają jeszcze czas do 28 stycznia - powiedział na kilka dni przed 10. rocznicą katastrofy mec. Car.

Bliscy ofiar nie domagają się na razie konkretnych kwot odszkodowań - chcą uznania, że za tragedię odpowiada Skarb Państwa, co ma ułatwić późniejsze dochodzenie roszczeń.

Wybrane dla Ciebie
Wielka Brytania zamyka ambasadę w Teheranie
Wielka Brytania zamyka ambasadę w Teheranie
Pierwszy komentarz Trumpa po rozmowach w sprawie Grenlandii
Pierwszy komentarz Trumpa po rozmowach w sprawie Grenlandii
Wyniki Lotto 14.01.2026 – losowania Multi Multi, Ekstra Pensja, Kaskada, Mini Lotto
Wyniki Lotto 14.01.2026 – losowania Multi Multi, Ekstra Pensja, Kaskada, Mini Lotto
Trump: w Iranie wstrzymano zabijanie demonstrantów i egzekucje
Trump: w Iranie wstrzymano zabijanie demonstrantów i egzekucje
Atak zimy. Utrudnienia w transporcie kolejowym i lotniczym
Atak zimy. Utrudnienia w transporcie kolejowym i lotniczym
Musk znów krótko o Polsce. "Szaleństwo"
Musk znów krótko o Polsce. "Szaleństwo"
Ziobro z azylem na Węgrzech. Dostanie pracę w Budapeszcie?
Ziobro z azylem na Węgrzech. Dostanie pracę w Budapeszcie?
"Nacjonalistyczne androny". Sikorski uderza w Nawrockiego ws. UE
"Nacjonalistyczne androny". Sikorski uderza w Nawrockiego ws. UE
Córka Kima na świeczniku. Noworoczny pocałunek wywołał falę spekulacji
Córka Kima na świeczniku. Noworoczny pocałunek wywołał falę spekulacji
Wielkie inwestycje na realizację Tarczy Wschód. Szef MON podał kwotę
Wielkie inwestycje na realizację Tarczy Wschód. Szef MON podał kwotę
Statek z Iranu tonie w Morzu Kaspijskim. Była na nim broń dla Rosji?
Statek z Iranu tonie w Morzu Kaspijskim. Była na nim broń dla Rosji?
Koniec rozmów ws. Grenlandii. "Różnica zdań jest bardzo poważna"
Koniec rozmów ws. Grenlandii. "Różnica zdań jest bardzo poważna"