Zachwyć się Estonią

Z sowieckiej kolonii Estonia zmieniła się w gospodarczego tygrysa Europy. Półtoramilionowym krajem zawładnęli młodzi ludzie, którzy wyznają dwie wartości - wolny rynek i Internet.

Promy wyładowane fińskimi turystami z trudem wpływają do portu w Tallinie. Złośliwcy mówią, że stolica Estonii to przedmieście Helsinek. Coś w tym jest. Większość z trzech milionów turystów, którzy co roku odwiedzają Estonię, to Finowie. Z oddalonych o 80 kilometrów Helsinek przyjeżdżają po tanią wódkę, piwo i rozkosze prostytutek.

Na ulicach spod wdzięcznego estońskiego staccato przebija śpiewny rosyjski. Co czwarty mieszkaniec Estonii należy do bardzo licznej mniejszości rosyjskiej (25%). Wśród Rosjan łatwiej dostrzec szare twarze, choć rosyjski słychać także w amerykańskich kafejkach, gdzie Estończycy przesiadują z laptopami. W Estonii od stuleci mieszali się Finowie, Niemcy, Duńczycy, Szwedzi i Rosjanie.

Miasto tętni życiem. I pieniędzmi. Dziesiątki knajp, szykowne kluby, kawiarnie pełne studentów i biznesmenów. Przy rynku w ratuszu bezpłatny Internet. Można sprawdzić pocztę. Obok ekskluzywne butiki z najnowszym skandynawskim wzornictwem, sklepy perfumeryjne w stylu Body Shop i przytulne antykwariaty. Luksusowe apartamenty w odrestaurowanych kamieniczkach kupują bogaci Brytyjczycy. Nad przepełnionymi promami do Tallina przylatują helikopterami zachodni biznesmeni. Bo Estonia to nowe eldorado Europy.

Wizjoner na łódce

W Rankingu Wolności Gospodarczej (Index of Economic Freedom publikowany przez "Wall Street Journal") liczący 1,3 miliona mieszkańców kraj zajmuje czwarte miejsce na świecie. Estonia ma niezwykle wysoki wzrost gospodarczy - w tym roku jej PKB skoczy według prognoz aż o 7,2%.

Linnar Viik przypomina łysawego mnicha z "Imienia róży". Rozmawiamy tylko przez moment, bo guru estońskiej rewolucji internetowej płynie akurat środkiem Bałtyku. Na swojej prywatnej łodzi ma szerokopasmowe łącze satelitarne, czujnie sprawdza maile i koresponduje z dziennikarzami. To ludziom takim jak on Estończycy zawdzięczają opinię patologicznie przedsiębiorczych i chorobliwie innowacyjnych. Viik jest doradcą estońskiego premiera i kilku prywatnych firm (w tym TELE2), a jednocześnie szkoli informatyków i prowadzi własną firmę komputerową Vissionary Linnar. To on przeforsował w latach 90. pogląd, że dostęp do informacji jest prawem obywateli. Obsesyjna informatyzacja jest jedną z tajemnic estońskiego cudu gospodarczego. - Kiedy większość inwestorów widzi, że Internet stał się już podstawą komunikacji w tym kraju, dochodzi do efektu śnieżnej kuli - mówi. W 1991 roku komputery można było w Estonii policzyć na palcach dwóch rąk. Dziś przeciętny Estończyk łączy się z Internetem częściej niż Amerykanin czy
Brytyjczyk. Co drugi płaci rachunki w Internecie, a należność za parkowanie samochodu reguluje przy użyciu SMS-ów. W przedszkolach w Tallinie pięciolatki szukają w Internecie komiksów. W szkołach jeden komputer przypada na 20 uczniów. To efekt rządowego programu informatyzacji z lat 90.

Kilka tygodni temu parlament przyjął ustawę o internetowym głosowaniu. 16 października w wyborach lokalnych Estończycy będą mogli oddawać głos kliknięciem komputerowej myszki. Dwa lata temu dostali elektroniczne dowody, które umożliwiają transakcje bankowe, jazdę autobusem i płacenie w restauracjach.

Hitem w Estonii są strony rządowe, gdzie obywatele mogą zawierać umowy bez pośrednictwa notariusza, na przykład kupna-sprzedaży mieszkań. Internet opanował nawet estońską wieś - ziemniaki są wystawiane na sprzedaż w witrynie przypominającej nasze Allegro. Klub studencki na starówce w Tallinie. Przy barze stoi komputer z darmowym dostępem do Internetu. Grupa szwedzkich nastolatków odbiera na ekranie punktu internetowego na lotnisku zdjęcia od kumpli ze Sztokholmu. W Estonii jest przeszło 700 takich punktów publicznego dostępu do Internetu - na pocztach, w szkołach i na stacjach kolejowych, a nawet na plażach estońskich wysepek. Prócz tego w kraju jest aż 300 stref bezprzewodowego dostępu do sieci, w całej Europie zaledwie osiem tysięcy.

Podatki w pięć minut

Informatyzacja zrewolucjonizowała sposób funkcjonowania państwa. - Kiedyś marnowaliśmy całe sterty papieru, a obrady rządu trwały kilka godzin - mówi doradca premiera Estonii Taavi Roivas, pokazując z dumą salę obrad estońskiego rządu. Monitor i klawiatura przed każdym fotelem, na ścianie ekran do telekonferencji. Papier zniknął, a posiedzenia rządu skrócono do minimum. Ministrowie przebywający akurat za granicą mogą się w nie włączyć przez chat line, a nawet głosować. 30 sekund później internauci mogą przeczytać w Internecie o szczegółach decyzji rządu. Tylko w urzędzie premiera ten system przynosi oszczędności rzędu pół miliona złotych rocznie. Na papierze pracują tylko wojskowi i wywiad. Ale co z tymi, którzy nie mają komputerów? Estończycy nie lubią biadolenia nad słabeuszami. Uważają się za Skandynawów i słyną z protestanckiego pragmatyzmu.

Internet wytępił biurokrację w urzędach podatkowych. - Zapłacenie podatków przez Internet zajmuje parę minut, no, może kilkanaście - wyjaśnia mi przed ekranem komputera Meelis Atonen z Partii Reform. Z systemu korzysta 60 procent Estończyków i w kilka dni otrzymują zwrot nadpłaty. Podatnicy, którzy wypełniają tradycyjne PIT-y, czekają ,za karę" kilka miesięcy. Elektronicznie dokonywane są w Estonii także transakcje celne - czas obsługi przeciętnej transakcji spadł do 20 sekund. Dlatego w Estonii, a nie w Chinach, składa telefony komórkowe fiński gigant Elcoteq.

Ale Estończycy są mistrzami nie tylko w korzystaniu z Internetu. Tutejsi informatycy napisali program do wymiany plików Kazaa oraz platformę telefonii internetowej Skype. - Estończycy to jedni z najzdolniejszych komputerowców na świecie - mówi Truli Ringkjob, Amerykanin norweskiego pochodzenia, który przed czterema laty przyjechał z żoną do Tallina. Jest szefem programistów w Estońskim College'u Technologii Informatycznych, placówce finansowanej wspólnie przez rząd i prywatne firmy.

W kuźni Ringkjoba kształci się co roku 450 absolwentów rozchwytywanych przez zagraniczne firmy. Płace? Od trzech do ośmiu tysięcy złotych dla najlepszych. - Firmy płacą nam za ogłoszenia w naszej uczelnianej gazetce. Miło studiować ze świadomością, że pracę zacznie się jeszcze przed obroną dyplomu - mówi szef uczelnianego samorządu Mario-Marcus Hallaste. Na razie Estończycy są gotowi pracować za pensje kilka razy mniejsze niż ich zachodni rówieśnicy. Do tego nie lubią narzekania i bardzo rzadko strajkują.

Sprzedajcie polskie koleje

- Oto sala premierów przedwojennej Estonii. Większość skończyła na Syberii - mówi Taavi Roivas, prezentując kolekcję pasteli w gabineciku dla gości obecnego szefa rządu Andrusa Ansipa z liberalnej Partii Reform. W 1988 roku 500 tysięcy Estończyków odśpiewało zakazany hymn na wiecu w Tallinie. W 1991 roku Estonia ogłosiła niepodległość, a trzy lata później pozbyła się radzieckich żołnierzy. W przeciwieństwie do Litwy i Łotwy nie było krwawych incydentów. Estońską rewolucję nazywano śpiewającą.

Jednak właściwa rewolucja dopiero miała się zacząć. Rosyjska elita starców w szarych garniturach spakowała manatki i wyjechała do Moskwy. Konfidenci służb bezpieczeństwa dostali 10-letni zakaz sprawowania odpowiedzialnych funkcji publicznych. Estończycy odzyskali własny kraj, którym gospodarowali przez 20 lat międzywojennej niepodległości. I z pasją przypominającą Amerykanów postanowili zmienić go w ósme cudo świata.

- Gdyby wtedy ktoś mi powiedział, że w ciągu 15 lat osiągniemy tak wysoki poziom życia, śmiałbym się bez końca - wspomina Atonen, jeden z ojców liberalnych reform, były minister gospodarki.

W 1994 roku Estończycy jako pierwsi w świecie wprowadzili podatek liniowy. Od sprzątaczki po milionera każdy obywatel płaci państwu tę samą stawkę, obecnie 24 procent. Przepisy podatkowe są uproszczone, bez ulg. Mało tego - estoński rząd co roku obniża próg o jeden procent, a zyski zagranicznych firm reinwestowane w kraju są zwolnione od podatków. Nie ma ograniczeń przy kupnie gruntów. Do prywatyzacji państwowych przedsiębiorstw najęto w latach 90. zagraniczne firmy, które starały się uzyskać maksymalną cenę. Majątek kupowały głównie skandynawskie firmy, ale także biznesmeni z USA i Wielkiej Brytanii. Pod młotek poszła między innymi telekomunikacja i koleje (kupili je Amerykanie) oraz linie lotnicze. - Kiedy jechałem ostatnio pociągiem z Warszawy do Krakowa na europejski maraton, mój bilet sprawdzało po kolei pięć ekip nadętych konduktorów. Jak sprywatyzujecie kolej, nie będziecie zatrudniali tylu zbędnych pracowników - radzi Atonen.

W mikroskopijnym kraju łatwiej o konsekwentne reformy. Ale te nie zrobią się same. Kiedy na początku lat 90. Estonia wyskoczyła po pół wieku z sowieckiej zamrażarki, niemal z dnia na dzień do władzy doszli młodzi ludzie. W Estonii nie obowiązywała zasada styropianu i znajomych królika. Pierwszy premier niepodległej Estonii miał 32 lata, a radykalne reformy gospodarcze podobnie jak informatyzacja to dzieło 20- i 30 -latków. - Młodzi nie bali się podejmować śmiałych decyzji - mówi Atonen.

Kłótnia z Rosją

Od końca czerwca między Estonią a Rosją trwa ostry konflikt polityczny. Moskwa wyrzuciła do kosza gotowe porozumienie o wzajemnym uznaniu granicy. Powód? Estońscy posłowie dopisali do niego patriotyczną deklarację o radzieckiej okupacji ich kraju oraz informację o tym, że przedwojenna Estonia była większa. Awantura postawiła pod znakiem zapytania 10 lat negocjacji rosyjsko-estońskich. Podczas ubiegłotygodniowej wizyty w Estonii prezydent Polski Aleksander Kwaśniewski zdecydowanie poparł Tallin. Uznał, że Estonia powinna liczyć na pomoc dyplomatyczną Unii. Wielu polityków estońskich ma jednak wątpliwości, czy warto było zadrażniać stosunki z Moskwą. - Politycy populistycznej prawicy znowu grają, zamiast służyć wyborcom - mówi "Przekrojowi" w Tallinie jeden z polityków liberalnej Partii Reform.

Rewolucja młodych

Napływ młodych do systemu politycznego nie ustaje. Wchodząc do stołówki urzędu rady ministrów, mam wrażenie, jakbym wylądował w liceum. Wokół same młode twarze. To urzędnicy departamentów i doradcy premiera. Nawet przy kotletach i mizerii nie przestają pracować. Jestem świadkiem zażartej dyskusji o nowej ustawie stypendialnej. - Chciałbym być premierem choćby po to, by móc czytać tu poranne gazety - mówi Silver Meikar, paląc drugiego papierosa na tarasie siedziby estońskiego rządu. Meikar nie pasuje do wycyzelowanych gabinetów premiera. Ma 27 lat, nosi przydużą marynarkę i czerwony T-shirt z wizerunkiem jakiejś grupy rockowej. Jego ugrupowanie - współrządząca Partia Reform - to bardzo liberalni liberałowie. Meikar, wschodząca gwiazda estońskiej polityki, do niedawna był jednym z najmłodszych posłów w Europie. Oprowadzając mnie po rządowych budynkach, ze skandynawską swobodą dzieli się swoimi politycznymi ambicjami. W jego oczach widać żarliwe oddanie liberalnej rewolucji. W czasie rozmowy dzwoni do
podróżującego po kraju premiera, by zabrał jego dziewczynę z Tartu, gdzie robiła reportaż dla niemieckiego radia.

- Widzisz, Estonia to mały kraj, wszyscy znają wszystkich, ale staramy się korzystać z najlepszych światowych wzorów - mówi Silver i sypie jak z rękawa ostatnimi pomysłami i projektami. Rząd zapobiega spadkowi przyrostu naturalnego, przez ponad rok udzielając matkom pomocy finansowej. - Ale dostają równowartość swoich pensji, a nie jakąś wyznaczoną przez państwo kwotę - podkreśla Meikar. Chodzi o to, by ubodzy nie rodzili dzieci dla zasiłków.

Inna ustawa umożliwia legalnie zatrudnionym pracownikom reinwestowanie kilku procent podatków w fundusze emerytalne. - Zasiłki dla bezrobotnych są bardzo niskie, zaledwie 500 koron [140 złotych - przyp. red.] przez sześć miesięcy. Inaczej, szczególnie na wsi, ludzie pobieraliby pomoc i pracowali w szarej strefie - mówi Atonen, który kieruje dziś parlamentarną komisją finansów. Ale w Estonii wieś kurczy się z roku na rok. Bezrobotni przez pół roku dostają swoją dawną pensję. - Nie mamy jednego poziomu zasiłku, by ludzie mniej zarabiający nie rzucali pracy po to, by przejść na państwowy garnuszek - mówi Atonen. Reformy gospodarcze odbyły się kosztem słabszej mniejszości - emerytów, pracowników wielkich fabryk i gospodarstw rolnych.

Centrum Tallina to wielki plac budowy. Wśród efektownych drapaczy chmur, siedzib banków i korporacji przycupnęły resztki chatynek i bloków w dawnym sowieckim stylu. Tu bezrobocie sięga tylko ośmiu procent. Jednak za rogiem efektownych biurowców czai się rosyjska Estonia: bandy młodych wyrostków, narkotyki i szybko rosnąca liczba nosicieli HIV.

- Często mówimy o dwóch Estoniach - bogatej i biednej. Ale rząd wraca do pojęcia tabu: sprawiedliwość społeczna - przypomina w jednym z wywiadów Jaan Kaplinski, jeden z najwybitniejszych poetów współczesnej Estonii. Co piąty mieszkaniec Estonii nie jest jej obywatelem i nie ma prawa głosu w wyborach. W znakomitej większości są to Rosjanie. Ci, którzy nie uczą się języka i nie integrują z Estończykami, nie mają dostępu do dobrodziejstw nowego systemu. Dlatego na wschodzie kraju bez pracy jest od 15 do 20 procent obywateli. Ale młodzi są już zwykle dwujęzyczni i automatycznie otrzymują obywatelstwo.

- Ci starzy Rosjanie to tylko ciągle narzekają. Jak im się nie podoba, niech wyjeżdżają do siebie, do Rosji. Ale żaden nie chce - mówi Kara, mój estoński taksówkarz. Sam utyskuje na drożyznę, ale na pożegnanie zdradza, że tego lata pojedzie z żoną na wycieczkę. Przez Polskę do Austrii. "No tak znajesz, oddachnuć, odpocząć i piwa popić". Kilkanaście lat temu mógłby o tym tylko pomarzyć. Maleńka Estonia ma lekcję dla europejskich kolosów. Ale by ją odrobić, trzeba wizjonerstwa i odwagi.

Marek Rybarczyk, Tallin

Wybrane dla Ciebie
Trump blokuje układ. Baza kluczowa do ataku na Iran?
Trump blokuje układ. Baza kluczowa do ataku na Iran?
Europa nie zmęczy się wojną. Mocna deklaracja ministrów MSZ
Europa nie zmęczy się wojną. Mocna deklaracja ministrów MSZ
Orban i Fico "agentami Putina"? Ostry komentarz z Monachium
Orban i Fico "agentami Putina"? Ostry komentarz z Monachium
Wielka Brytania. Podejrzany ws. Epsteina zwolniony za kaucją
Wielka Brytania. Podejrzany ws. Epsteina zwolniony za kaucją
Eksplozja w Mikołajowie. Zełenski: To mógł być zamach
Eksplozja w Mikołajowie. Zełenski: To mógł być zamach
Atak USA na Morzu Karaibskim. Zginęły trzy osoby
Atak USA na Morzu Karaibskim. Zginęły trzy osoby
Zełenski o presji Trumpa na Putina. "Nie jest wystarczająca"
Zełenski o presji Trumpa na Putina. "Nie jest wystarczająca"
Kulisy rozmów Ukrainy z Rosją. "Unikają historycznego popisywania się"
Kulisy rozmów Ukrainy z Rosją. "Unikają historycznego popisywania się"
Islandia przyspiesza drogę do UE. W tle groźby Trumpa
Islandia przyspiesza drogę do UE. W tle groźby Trumpa
Awarie kanalizacji na lotniskowcu. Marynarze mają dość
Awarie kanalizacji na lotniskowcu. Marynarze mają dość
Ropa nie płynie na Słowację. Kijów znów przesuwa termin
Ropa nie płynie na Słowację. Kijów znów przesuwa termin
Napięcie w Meksyku. Turyści z Polski o sytuacji na miejscu
Napięcie w Meksyku. Turyści z Polski o sytuacji na miejscu