Wzruszająca akcja strażników granicznych. Wyremontowali seniorce dom, teraz mają kolejny pomysł
(WP.PL)

Wzruszająca akcja strażników granicznych. Wyremontowali seniorce dom, teraz mają kolejny pomysł

Na co dzień łapią groźnych przemytników. Ściągają też z granicy bezmyślnych turystów, którzy chcąc zrobić sobie selfie, przekraczają polsko-rosyjską granicę i ryzykują odpowiedzialnością karną. Tym razem pod nieobecność emerytki wyremontowali jej dom. Media opisały sprawę, ale niewielu wie, że to nie koniec akcji.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie

W ramach akcji WP "Polska PRO100" z okazji 100-lecia odzyskania niepodległości zapytaliśmy Polaków, jaka ich zdaniem jest Polska. Sierż. szt. Straży Granicznej Cezary Bednarek napisał nam, że "piękna". Dlaczego tak uważa? Pojechaliśmy, by z nim porozmawiać.

Braniewo (woj. warmińsko-mazurskie) leży zaledwie 7 km od Obwodu Kaliningradzkiego. Jeszcze bliżej (niecały 1 km) jest tam ze wsi, w której mieszka Czarek. Mężczyzna zachwala, że to piękna okolica i chociaż prawie rok mieszkał w Anglii, nigdy nie zamieniłby tych terenów na żadne inne.

A jednak hasło Obwód Kaliningradzki elektryzuje na całym świecie. Amerykańska CNN alarmowała tydzień temu, że z satelity wypatrzono tam Rosjan rozbudowujących instalacje militarne i bazy broni jądrowej!

- Póki nic się nie dzieje, nam żyje się tu wspaniale. A za zadanie mamy ochronę 200-kilometrowego odcinka zielonej granicy i walkę z przemytem – przyznają funkcjonariusze Placówki Straży Granicznej w Braniewie.

Pracy mają sporo. Kilka dni temu wypatrzyli młodego obywatela Rosji, który na jednym z podwórek rozkręcał mercedesa i wyciągał z niego paczki przemyconych papierosów. Po zatrzymaniu go, strażnicy przeszukali też rutynowo dom i pomieszczenia gospodarcze 71-latka, który był właścicielem całej posesji. Okazało się, że emeryt ukrywał papierosy bez akcyzy i alkohol. Wszystko warte w sumie ponad 100 tys. zł!

- Przez samą granicę zieloną przemytów jest stosunkowo niewiele. Większość odbywa się przeróżnymi sposobami na przejściach granicznych. Ale gdy faktycznie ktoś kręci się po pasie między Polską a Rosją, wkraczamy z Jagerem (psem tropiącym – red.) – mówi mi Cezary Bednarek.

Źródło: Daniel Gnap. Na zdjęciu: Cezary Bednarek

Nielegalnie przekroczyli granicę, bo chcieli spróbować rosyjskich jabłek

- Od niedawna hitem wśród przemytników jest tzw. krajanka – podkreśla rzecznik Warmińsko-Mazurskiego Oddziału SG kpt. Mirosława Aleksandrowicz. - W tym roku zarekwirowaliśmy przemyt na 14 mln zł, z czego aż 11 mln zł to właśnie krajanka i susz tytoniowy – dodaje.

Ale paradoksalnie, najwięcej pracy strażnicy mają z niepokornymi i szukającymi adrenaliny turystami. Patrole regularnie kontrolują zaorany pas ziemi znajdujący się dokładnie na polsko-rosyjskiej granicy. Jeśli zauważą tam jakieś ślady, mają obowiązek wyjaśnić, skąd się wzięły.

Na miejsce wzywani są Czarek z Jagerem, a pies podejmuje trop. Nie raz zwierzę udowodniło, że jest w stanie doprowadzić do właściciela śladów, który znajduje się już nawet kilka kilometrów dalej.

- Najczęściej okazuje się, że ślady zostawili turyści. Nie są stąd, więc bardzo ciekawi ich, jak wygląda granica z Rosją. Na miejscu okazuje się, że to tylko zaorany pas ziemi, więc chcą sobie zrobić zdjęcie ze słupkiem granicznym. Ale ten polski słupek to dla wielu za mało. Podchodzą więc do słupka rosyjskiego, a to już wykroczenie, bo nielegalne przekroczyli granicę – mówi Czarek.

- Gdy łapiecie ich parę godzin później i kilka kilometrów dalej, muszą być zaskoczeni. Jak się tłumaczą? - pytam.

- Przeróżnie, ale mieliśmy delikwentów, którzy twierdzili, że po rosyjskiej stronie granicy zobaczyli jabłoń i chcieli sprawdzić, czy jabłka w Federacji Rosyjskiej są większe i słodsze niż te u nas – odpowiada.

Taka degustacja kosztuje ciekawskich podróżników nawet 500 zł. Niby nie robią nic złego, ale łamią prawo, a strażnicy mają przez nich mnóstwo pracy. – Bo nigdy nie wiemy, czy ktoś tylko robił sobie zdjęcie, czy przekroczył granicę nielegalnie i miał przy sobie przedmioty z przemytu – podkreśla Komendant Straży Granicznej w Braniewie mjr SG Piotr Dąbrowski.

Źródło: Daniel Gnap

Pani Stanisława wraca z pielgrzymki, a tu nowe ściany, kuchnia i... woda w kranie!

Patrolując granicę, funkcjonariusze zaprzyjaźniają się z mieszkańcami. – Starsi ludzie często nie są w stanie pojechać do miasta, więc przywozimy im zakupy czy wykupujemy lekarstwa – dodaje st. chor. SG Daniel Górecki. Taka relacja połączyła ich również z panią Stanisławą.

Samotna kobieta poprosiła strażników o opiekę nad zwierzętami, gdy wyjedzie na kilkudniową pielgrzymkę. Funkcjonariusze zrobili więcej, niż oczekiwała. Nieobecność kobiety wykorzystali na remont jej starego domu. Odnowili zapadającą się podłogę i sypiące się ściany. Wyremontowali też kuchnię, pokój i sypialnię.

- Jak stanęłam w drzwiach, nogi się pode mną ugięły. Nie wierzyłam, że mogli zrobić coś takiego w cztery dni. Chyba pracowali też nocami. Powiedziałam im już, że będę się za nich modlić i będę im wdzięczna do końca życia – wyznaje pani Stanisława. Podkreśla, że w Braniewie jest szczęśliwa, a między sąsiadami czuje się jak w rodzinie.

- To wspaniale, bo nie jest to normą. Bardzo często sąsiedzi za sobą nie przepadają i kłócą się, choćby o miedzę – mówię.

- Jak oglądam telewizję i widzę, że tacy 70-latkowie kłócą o 20 cm miedzy, to mi ręce opadają. Przecież machnęłabym ręką i powiedziała: "Weź sobie kolejne 20 cm i daj mi święty spokój". Przecież nikt z nas tego na tamten świat nie zabierze – zaznacza pani Stanisława.

Największy prezent, jaki kobieta dostała od strażników, to bieżąca woda w kranie. Do wsi został niedawno doprowadzony wodociąg, ale trzeba było zorganizować całe podłączenie. – To już zrobiliśmy – zaznaczają funkcjonariusze.

Ale niezbędny jest jeszcze jeden krok. Przy kuchni zostało wolne niewielkie pomieszczenie, które można wykorzystać na zorganizowanie łazienki i toalety. Na kanalizację nie ma co liczyć, więc trzeba zorganizować pieniądze na zakup zbiornika i postawienie przydomowej oczyszczalni. - Pani Stanisława nie wie, ale mamy już nawet załatwioną koparkę. Pożyczymy ją od jednego z byłych funkcjonariuszy. Brakuje 2 tys. zł na zakup samego zbiornika i materiałów – dodają.

Źródło: Daniel Gnap. Na zdjęciu: Pani Stanisława

Przebiegli ponad 3,5 tys. km. Chcą uczcić niepodległość

Autorem pomysłu, by pomóc pani Stanisławie, jest właśnie Czarek. Do Straży Granicznej wstąpił zaraz po wyjściu z wojska. Już jako młody chłopak marzył o pracy w mundurze. Pochodzi z Braniewa i ma dwie córki. Od ojca zaraził się pasją do zwierząt, więc na służbie chciał być przewodnikiem psa. Udało się. Już 6. rok pracuje z Jagerem. To pies tropiący, który ma rozpoznawać ślady i przedmioty oraz doprowadzać do osób, które je zostawiły.

- Jest też szkolony do obrony. Gdybym został zaatakowany, reaguje bez komendy. Chcesz sprawdzić? – żartuje Czarek, ale oczywiście wolę nie próbować.

- Jager ma teraz optymalny wiek. Jest jeszcze w świetnej kondycji, a ma już duże doświadczenie i jest ułożony. Psy do straży kupowane są w wieku 1-2 lat, gdy nic jeszcze nie potrafią. Trafiają do ośrodka szkoleniowego w Lubaniu i tam z nowym przewodnikiem trenują przez pół roku. My też przeszliśmy taki kurs, a teraz raz w tygodniu mamy 6-godzinne ćwiczenia odnawiające. Pies cały czas musi być w najwyższej formie – mówi Czarek. Zwierzęta pełnią służbę do około 10 roku życia. Potem przechodzą na emeryturę, ale dalej zostają ze swoim przewodnikiem i są członkami rodziny.

Gdy pytam Czarka, jaka jego zdaniem jest Polska, bez chwili zawahania odpowiada, że "piękna". Zaznacza, że coraz więcej jego znajomych podróżuje i zwiedza świat, a on zachwyca się Polską.

– Wolę Tatry, Bieszczady, Kaszuby i Morze Bałtyckie. Wielu z nas nie zna swojego kraju, a mamy mnóstwo pięknych regionów i zabytków. Po służbie w wojsku byłem prawie rok w Anglii. Pojechałem z ciekawości i pracowałem jako jeździec. Objeżdżałem konie i startowałem w zawodach. Niby zarabia się tam więcej, ale koszty życia są wysokie. Wychodzi na to samo. Nigdy nie wyprowadzę się z Polski na stałe – zapewnia.

Ludziom w warmińsko-mazurskim żyje się dobrze, ale podkreślają, że wiele zależy od umiejętności i chęci. Coraz mniej osób wyjeżdża na stałe, chociaż by zdobyć lepsze wykształcenie, młodzi wciąż chętnie zapisują się na uczelnie w Olsztynie i Trójmieście.

A jak obchodzą 11 listopada? Czy ta data jest dla nich ważna i na 100-lecie odzyskania niepodległości planują coś wyjątkowego?

- Na wsiach wywieszamy flagi i faktycznie wszyscy staramy się, by tego dnia nie pracować. Ci bliżej miasta (centrum Braniewa – red.) biorą czasem udział w obchodach organizowanych przez miasto. My oglądamy w telewizji uroczystości w Warszawie i robimy sobie dzień wolny od gospodarstwa – mówią mieszkańcy.

Z okazji 100-lecia niepodległości Straż Graniczna zorganizowała też akcję "Wokół Niepodległej". Kolejni funkcjonariusze i pracownicy biegli wzdłuż polskiej granicy nieprzerwanie przez 18 dni, pokonując dystans ponad 3,5 tys. km. 8 października sztafeta dotarła właśnie do Braniewa.

- Wszystko było świetnie zorganizowane. Chodziło o upamiętnienie rocznicy, ale też pobicie rekordu Polski w najdłuższym biegu sztafetowym. Funkcjonariusze Morskiego Oddziału Straży Granicznej pokonali odcinek granicy na Zalewie Szczecińskim, płynąc i biegnąc jednocześnie. Na jednostce pływającej zamontowana była bowiem bieżnia. Żeby wynik został uznany, trzeba było dopilnować wszystkich szczegółów – podkreśla Daniel Górecki.

Źródło: Daniel Gnap: Od lewej: Cezary Bednarek, komendant Piotr Dąbrowski, Daniel Górecki

Granica pełna Nigeryjczyków, Pakistańczyków i Marokańczyków

Granica jest jak żywioł. Często jest spokojna, a strażnicy mogą delektować się pięknem otaczającej ich podczas patrolu przyrody. Innym razem budzi się do życia i zapełnia od przemytników i imigrantów chcących przekraczać ją nielegalnie.

Najburzliwiej było tu ostatnio na przełomie czerwca i lipca podczas piłkarskich Mistrzostwa Świata w Rosji. Wtedy by dostać się na terytorium Federacji Rosyjskiej wystarczyło Fun ID – dokument wydawany kibicom. Imigranci z Nigerii, Maroka, Erytrei i Pakistanu kupowali więc bilety na mecze w Obwodzie Kaliningradzkim, a potem próbowali przedostać się do Polski i dalej na Zachód.

Bywa też niebezpiecznie. Gdy funkcjonariusze wchodzą do nielegalnych magazynów, przestępcy nie mają wiele do stracenia. Grozi im utrata towaru wartego miliony i wieloletnia odsiadka w więzieniu. Są więc zdeterminowani i agresywni.

- Kojarzę sytuację, gdy poszukiwany nie chciał się zatrzymać, próbował przejechać strażników autem, po kilkuset metrach wjechał samochodem w płot i dalej próbował bronić się nożem – mówi rzecznik Mirosława Aleksandrowicz.

W rejonach granicy trzeba być więc czujnym. Strażnicy opowiadają mi o Rosjanach, którzy twierdzą, że przyjechali zwiedzić Gdańsk, a w torbach mają wszystkie swoje dokumenty, zaświadczenia o ukończonych szkołach i ubrania na zimę… chociaż jest środek lipca. Deklarowany turystyczny cel takiej wizyty jest więc mocno podejrzany.

Źródło: Daniel Gnap, WP

- Są i tacy, których spotykamy na granicy i zaklinają się, że po prostu przyjechali na grzyby, a w samochodzie nie mają ani koszyka, ani siatki. Z czasem nabiera się czujności i doświadczenia w tym, na co zwracać uwagę – stwierdzają funkcjonariusze.

Coraz bardziej pomocny jest też specjalistyczny sprzęt. Jeden ze strażników opowiada mi, że gdy w 2010 roku zatrzymał grupę przemytników, był bardzo zaskoczony, bo mieli noktowizory i mikrofony kierunkowe, żeby lokalizować patrole.

Ale strażnicy też nie narzekają na swój sprzęt. Pokazują mi na przykład mercedesa sprintera (PJN) z 2007 roku, który w momencie zakupu kosztował około 1 mln zł. Auto wyposażone jest w kamery termowizyjne i również w nocy pozwala na dokładną obserwację odcinka kilkunasty kilometrów granicy. Gdy operator wyłapie podejrzany obiekt, kieruje w to miejsce patrol.

Pomocny jest również system wież obserwacyjnych umieszczonych wzdłuż granicy. Obraz z kamer przesyłany jest w czasie rzeczywistym do pobliskiej placówki, dzięki czemu obserwacja granicy prowadzona jest w sposób ciągły przez 24 godziny na dobę.

- Czasem jest miło i pięknie, a czasem zimno i niebezpiecznie, ale praca w Straży Granicznej to służba, więc nikt tutaj nie marudzi – zapewnia Czarek i wraca do swoich zajęć. A ja, mając w pamięci to, co zrobił dla pani Stanisławy, wiem, że słowa o "służbie" nie są zwykłym sloganem.

Źródło: Daniel Gnap, WP

Ten reportaż, to tylko jeden z dziesięciu, które Wirtualna Polska przygotowała w ramach akcji "Polska Pro100" z okazji 100-lecia odzyskania niepodległości! Kolejne z nich ukazują się w każdą środę. Inspirowane są historiami zwykłych, niezwykłych ludzi.

Zobacz także: Szef firmy budowlanej zawstydził polityków. Skrzyknął ludzi i zrobił coś, na co czekali od dawna

*Zobacz także: * Kobiety w OSP nie boją się ognia. "Prawdziwe zagrożenie to nasze podarte kombinezony i ten wehikuł z 1979 roku!"

Napisz do WP i zostań bohaterem naszego reportażu