Okłamują Zełenskiego? Ukraiński dowódca pisze o "sabotażu"
Zełenski podejrzewa generałów o kłamstwa na temat sytuacji na froncie - pisze "The Economist". Rozmowa o tym, dlaczego armia Putina tak łatwo była w stanie zorganizować drugą inwazję, trwa nadal. Jeden z dowódców sił specjalnych Denis Jarosławski wrzucił serię postów, w których stwierdził, że Zełenski jest wrabiany i przedstawia mu się "równoległą rzeczywistość.
Jak pisze "The Economist" bojownicy na pierwszej linii frontu zarzucają władzom regionalnym, że te przez półtora roku nie przygotowały pól minowych i obiektów obronnych w pobliżu granicy. Zarzucają "sabotaż i upiększanie rzeczywistości dla władzy (w Kijowie - przyp. red.) "W samym Kijowie prezydent i naczelny dowódca Wołodymyr Zełenski zaczął podejrzewać, że nie otrzymuje wszystkich informacji z frontu" - czytamy.
Seria wpisów dowódcy Sił Specjalnych
Serię wpisów uderzających w regionalne władze i Zełenskiego zamieścił na swoim profilu na Facebooku dowódca sił specjalnych w rejonie Wołczańska Denis Jarosławski.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
Kule ognia i kłęby czarnego dymu. HIMARS-y wróciły na front
"9 maja około godziny 11.00 (w nocy) bojownicy uderzeniowych jednostek rozpoznania powietrznego 57. brygady, na własne oczy obserwowali jak pierwsze transportery wroga z piechotą, spokojnie przekroczył granicę państwa. To samo niezakłócone przejście graniczne miało miejsce w rejonie Goptowskim i Streleczewskim w kierunku Charkowa. Film przedstawiający żołnierzy spokojnie poruszających się po 'przygotowanych polach minowych' widziała cała Ukraina" - napisał Jarosławski.
"Byłem pewien, że kolejne miliardy pójdą na wzmocnienie tego rejonu, ale nie! Nie było pierwszej linii! Ale ktoś powiedział prezydentowi, że region został ufortyfikowany! Wrobił go!" - czytamy we wpisie Jarosławskiego, który zamieścił 11 maja.
Jarosławski dodał, iż "widząc, co się dzieje, wszyscy, z którymi się w tym czasie komunikowałem, doszli do rozczarowujących wniosków". "Model zarządzania państwem ukraińskim na poziomie regionalnym nie różni się od rosyjskiego. Lokalni przywódcy ukrywają docierające do Kijowa informacje o swoich niepowodzeniach w zarządzaniu" - uważa Jarosławski.
Dodał, że "menedżerowie szczebla centralnego, którzy często są przełożonymi regionalnych popleczników, jeszcze bardziej wygładzają rzeczywistość, przekazując Pierwszej Osobie (Zełenskiemu - przyp. red.) same pozytywne informacje".
"Tworzą więc dla niego, równoległą rzeczywistość, która nie odpowiada wydarzeniom w sferze realnej" - podkreśla Jarosławski. Wezwał też Zełenskiego, aby nie naśladował Władimira Putina, "którego życie kręci się wokół kartek papieru, które przynoszą mu asystenci".
Rosjanie przekroczyli granicę bez problemów
Po przekroczeniu granicy w nocy 10 maja jednostki rosyjskie zajęły więcej terytorium niż w poprzednim półtora roku wojny. Dopiero szybko rozmieszczona 92. Oddzielna Brygada Szturmowa i inne elitarne jednostki pomogły zatrzymać natarcie dopiero po sześciu dniach - pisze "The Economist", który uzyskał rosyjski plan ofensywy.
"Wróg swobodnie wszedł do szarej strefy"
Jarosławski ostrzegł, że brak normalnych struktur obronnych w pobliżu granicy może nadal dręczyć Ukraińskie Siły Zbrojne: "Widzimy, co wydarzyło się w obwodzie charkowskim i nie daj Boże, ta sama sytuacja może nas czekać w obwodzie sumskim, gdzie będzie miała miejsce kolejna fala ataków".
"Mówię to, bo moglibyśmy umrzeć i nikt nie usłyszałby prawdy. Dlaczego więc wszystko?! Pierwsza linia fortyfikacji i umocnień po prostu nie istniała. Wróg swobodnie wszedł do szarej strefy wzdłuż całej linii granicy, która zasadniczo nie powinna być szara. Przez 2 lata powinny być tam betonowe fortyfikacje na co najmniej 3 piętra na granicy ukraińskiej! Dochodzimy do wniosku, że to albo szalona kradzież, albo celowy sabotaż!" - dodał Jarosławski we wpisie z 12 maja.
Źródło: Facebook / The Economist / WP