Trwa ładowanie...

Udręka tajskiej masażystki. Odniosła sukces, ale jest na skraju wyczerpania

33-letnia Kannika jest właścicielką warszawskiego salonu masażu tajskiego. Jest w czwartym miesiącu ciąży, a jej biznes kwitnie. Pilnie potrzebuje rąk do pracy. I tu pojawia się problem. Formalności w polskich urzędach spowalniają zatrudnienie nowych osób. Tylko dlatego, że kobieta nie szuka Polaków ani Ukraińców.
Share
Kannika, właścicielka warszawskiego salonu masażu tajskiego, przez polską biurokrację znalazła się w bardzo trudnej sytuacji
Kannika, właścicielka warszawskiego salonu masażu tajskiego, przez polską biurokrację znalazła się w bardzo trudnej sytuacjiŹródło: WP.PL, Fot: WP.PL
d3lszpy

- Cieszy mnie sukces salonu, ale nie mam czasu zająć się 11-miesięczną córką, ugotować czegokolwiek mężowi, nie mówiąc już o zadbaniu o dom - martwi się Kannika, szefowa i jedyny pracownik salonu masażu tajskiego Thai World w Warszawie. Jedną ręką tuli córeczkę, drugą podaje tradycyjną tajlandzką herbatę. W biurze odzywa się komputer powiadamiając o wpływających rezerwacjach, jednocześnie przez drzwi zagląda klientka: "masaż to tutaj?".

Zaledwie w lutym Kannika otworzyła salon masażu tajskiego oraz egzotyczne SPA. To jeden z nielicznych w Polsce gabinetów, gdzie właścicielem jest dyplomowana w Tajlandii masażystka. Zabiegi wykonuje oryginalnymi peelingami i olejami. Zaskoczył ją ten sukces. Klienci z Grupona umawiani są już na październik.

- Od marca staraliśmy się o zgodę na zatrudnienie i ściągnięcie z Tajlandii nowych masażystek. Moja żona już fizycznie nie daje rady. Ciężkie masaże robi sama. Pada z wyczerpania - mówi zrozpaczony pan Wojciech, który wraz z partnerką prowadzi biznes. - Żona była już tak wkurzona, że chciała wziąć córkę i urządzić awanturę w Urzędzie Marszałkowskim - dodaje.

Sukces salonu zaskoczył ją WP.PL
Sukces salonu zaskoczył jąŹródło: WP.PL, Fot: WP.PL

W Bangkoku czeka pani Nit. Gwiazda masażu

Odsiecz już czeka w Tajlandii. To pani Thiwawan oraz pani Nit z Bangkoku, które gotowe są przybyć do Warszawy. Mają wieloletnie doświadczenie w masażu tajskim i siły, których brakuje już szefowej biznesu w Warszawie. Niestety formalności z ich zatrudnieniem przedłużają się. Dopiero po pięciu miesiącach właścicielka uzyskała zgodę na zatrudnienie obcokrajowców. Na tym nie koniec. Obie Tajki czeka jeszcze wizyta w ambasadzie RP w Bangkoku. Muszą również dopełnić formalności, jakich oczekują urzędnicy ambasady Tajlandii w Polsce.

d3lszpy

- Mam nadzieję, że nie natrafimy na kolejne bariery. Sytuacja jest krytyczna - mówi pan Wojciech i referuje na czym polega dramat. Nie mogą zaprzestać działalności. Trzeba zarobić na czynsz za wynajęcie 150-metrowego lokalu. W biznes zainwestowali ponad 100 tysięcy złotych. Nowi masażyści muszą być z Tajlandii, nie z Ukrainy, Polski czy Filipin. Inaczej egzotyczna atmosfera stworzonego przez nich tajskiego SPA pryśnie jak mydlana bańka. Wraz z nią dobre recenzje i przyzwoite przychody.

Tymczasem czekająca w Bangkoku pani Nit to doświadczona masażystka. Niezmordowany pracownik tamtejszych hoteli, a wręcz gwiazda masażu. Sądząc po fotografii, ma siłę w rękach, z pewnością wybawiłaby z opresji młodą przedsiębiorczynię.

Udowodnij, że w Warszawie nie ma tajskich masażystów

W czym problem? Tajlandia akurat nie znalazła się na liście krajów objętych ułatwieniami w zatrudnianiu obcokrajowców. Polityka rządu nastawiona jest głównie na Ukraińców. Aby sprowadzić pracownika ze Wschodu, polskiemu przedsiębiorcy czy rolnikowi wystarczy tylko oświadczenie o zamiarze jego zatrudnienia. Wojciech i Kannika, aby uzyskać zgodę Urzędu Marszałkowskiego na zatrudnienie tajskiego masażysty, musieli udowodnić, że na rynku pracy w Warszawie nie ma dostępnych takich pracowników.

d3lszpy

Zobacz także: Marek Jakubiak kandydatem Kukiz’15 na prezydenta Warszawy? Jest deklaracja

- Tu pochwała dla pracowników Urzędu Pracy z Warszawie. Przejęli się naszą sprawą i szybko pomogli zamknąć ten etap formalności - relacjonuje przedsiębiorca. W Urzędzie Marszałkowskim jego sprawa ugrzęzła w kolejce na wiele tygodni. O tym, że podobnych przypadków nie brakuje, pisał serwis Money.pl.

Pracownicy z Ukrainy się kończą. Polskie firmy jeżdżą już po ludzi z Bangladeszu

    WP.PL
Źródło: WP.PL, Fot: WP.PL

Wojciech i Kannika poznali się kilka lat temu przez internet. Polak odwiedził sympatię osobiście w Tajlandii. Tak zrodziło się gorące uczucie, małżeństwo i... biznes. - Jesteśmy gotowi na zatrudnienie nawet 10 pracowników. Tymczasem przez formalności cierpi nie tylko moja Kannika, ale również dochody państwa. Gdybyśmy mogli łatwiej rozwijać nasz salon, płacilibyśmy wyższe podatki - kończy przedsiębiorca.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

d3lszpy

Podziel się opinią

Share
d3lszpy
d3lszpy
Więcej tematów