Trwa ładowanie...
Saudyjczycy weszli w konflikt z USA nie godząc się na zwiększenie wydobycia ropy. Nowe wielomiliardowe interesy robią z Chinami
Saudyjczycy weszli w konflikt z USA nie godząc się na zwiększenie wydobycia ropy. Nowe wielomiliardowe interesy robią z ChinamiŹródło: East News, fot: Bandar Al-Jaloud
27-12-2022 09:00

Trzęsienie ziemi dopiero przed nami. Są już sygnały ostrzegawcze

"Obyś żył w ciekawych czasach" - stare chińskie przekleństwo właśnie nas dopadło. Nawet jeśli obecnie nie zdajemy sobie sprawy z doniosłości niektórych wydarzeń, które miały miejsce w roku 2022, to ich konsekwencje na pewno nas dopadną. Nie za miesiąc czy nawet nie za rok, ale świat zaczął się właśnie zmieniać. Na naszych oczach.

Rok 2022 zdominowała niczym niesprowokowana wojna Putina przeciw Ukrainie, uwagę światowej opinii publicznej przykuwały wybory w Stanach i Francji, a także XX Komunistyczny Kongres KPCh, potwierdzający trzecią kadencję oraz jedynowładztwo Xi Jinpinga w Chinach. Szerokim echem odbił się również wyrok amerykańskiego Sądu Najwyższego, odbierający Amerykankom prawo do aborcji jako prawo konstytucyjne. Z kolei mieszkańcy większości państw świata zmagali się z kryzysem kosztów życia.

Obok tych wszystkich wydarzeń, szeroko relacjonowanych przez media, w 2022 roku mieliśmy do czynienia z wieloma zdarzeniami i procesami, które w natłoku informacji z pierwszych stron gazet łatwo było przegapić. Nie przykuły na dłużej uwagi, choć mogą mieć istotne znaczenie dla tego, jak świat będzie wyglądał w następnych latach.

Stany odwracają się od globalizacji

Kończący się rok był bez wątpienia dobry dla Stanów i administracji prezydenta Bidena. Demokraci poradzili sobie w wyborach połówkowych lepiej, niż się można było spodziewać i insurekcyjni kandydaci wspierani przez Donalda Trumpa masowo zostali odrzuceni przez elektorat.

d3j9t0s

Stany potwierdziły swoją rolę lidera transatlantyckiej wspólnoty, skutecznie wspierały Ukrainę walczącą z rosyjską agresją.

Jednocześnie administracja Joe Bidena podjęła kilka decyzji, które mogą sugerować, że Stany zaczynają odwracać się od globalizacji – przynajmniej w tych kwestiach, które dotyczą strategicznych interesów Ameryki.

Relacje USA-Chiny nie układały się dobrze od początku rządów Joe Bidena. Po ogłoszeniu nowych reguł eksportu do Chin, powiało prawdziwym chłodem
Relacje USA-Chiny nie układały się dobrze od początku rządów Joe Bidena. Po ogłoszeniu nowych reguł eksportu do Chin, powiało prawdziwym chłodemŹródło: Getty Images, fot: Alex Wong

O tym, czy USA faktycznie zyskują na globalizacji, amerykańska klasa polityczna zaczęła dyskutować co najmniej od czasu zwycięstwa Trumpa. Ekscentryczny plutokrata zdobył prezydenturę dzięki mobilizacji wyborców z tych stanów, które kiedyś były przemysłowym sercem kraju. A były nim do momentu, w którym produkcja przeniosła się do Chin i innych państw Azji, zostawiając za sobą bezrobocie, gospodarczą i społeczną zapaść.

Pandemia i przerwane przez nią łańcuchy dostaw pokazały też, że warto mieć własną produkcję przemysłową na miejscu – przynajmniej jeśli chodzi o strategiczne dobra w takich obszarach jak ochrona zdrowia.

Do tego wszystkiego dochodzą rosnące napięcia na linii Waszyngton-Pekin. Stany, przygotowując się do przyszłej możliwej konfrontacji z Chinami, chcą zmniejszyć swoją zależność od importu z Chin, zwłaszcza w takich obszarach jak IT czy zielone technologie.

W październiku administracja Bidena ogłosiła zestaw nowych reguł dotyczących eksportu do Chin chipów komputerowych i maszyn potrzebnych do ich budowy.

Najkrócej mówiąc - nowe przepisy odcinają dostęp Chin do najbardziej zaawansowanych technologii. Nie tylko uniemożliwiają amerykańskim podmiotom sprzedaż swoich produktów nieposiadającym odpowiedniej licencji przedsiębiorstwom kontrolowanym przez chiński kapitał, ale zakazują też amerykańskim obywatelom pracy dla Chińczyków przy ich rozwijaniu.

Z kolei w sierpniu tego roku Biden podpisał Ustawę o Ograniczeniu Inflacji (InflationReduction Act, IRA).

d3j9t0s

IRA zawiera nie tylko antyinflacyjne środki, ale także uruchamia pomoc państwa o wartości blisko 370 miliardów dolarów dla producentów technologii umożliwiających zieloną transformację: samochodów elektrycznych, baterii, urządzeń do magazynowania energii, technologii pozyskiwania czystej energii z wodoru itd.

Jest jednak haczyk: by móc otrzymać pomoc, trzeba produkować w Stanach.

Ma to skrócić łańcuchy dostaw i zapewnić amerykańskiej zielonej transformacji względną niezależność od importu z Chin. Problem w tym, że IRA wywołuje też niepokój w Europie. Europejskie firmy już zastanawiają się nad inwestycjami w Stanach, bo kalkulacje pokazują, że dzięki przepisom IRA bardziej opłaca się zbudować fabrykę w Stanach, niż eksportować na amerykański rynek swoje produkty wytwarzane w Europie.

W Unii pojawiają się głosy, że IRA doprowadzi do "dezindustrializacji Europy". Władze UE zastanawiają się, jakiej odpowiedzi udzielić na nową politykę Stanów, by chronić przed nią miejsca pracy i inwestycje w UE.

Odwrót USA od globalizacji - zrozumiały z przyczyn wewnętrznych - może więc nie tylko wzmocnić w następnych latach napięcia z Chinami, ale także - w najgorszym scenariuszu - poróżnić dwa człony transatlantyckiej wspólnoty. Chyba że Europa i USA wspólnie zaczną działać, by przyspieszyć zielone transformacje swoich gospodarek i faktycznie uniezależnić je od Chin i innych autorytarnych reżimów.

Europa wyrywa się z rosyjskiego szantażu

Tymczasem Europa przechodziła w kończącym się roku własną, niezwykle istotną transformację: zaczęła w końcu wyrywać się z pęt rosyjskiego szantażu energetycznego. Przez dekady europejskie elity – zwłaszcza w Niemczech i Włoszech – budowały swoje gospodarki na zależności od rosyjskich surowców energetycznych, głównie gazu. Przekonywały przy tym same siebie, że zależność jest wzajemna, że Rosja połączona więzami gospodarczej integracji z Zachodem, stanie się wiarygodnym i przewidywalnym partnerem, nie tylko gospodarczym, ale też politycznym. Państwem, które, nawet jeśli dalekie jest od demokracji, to respektuje pewne podstawowe zasady porządku międzynarodowego.

d3j9t0s

Jak wiemy, Rosja miała zupełnie inne plany. Swoje kontrakty gazowe z Zachodem od zawsze traktowała jako źródło nacisku na europejskich partnerów. Putin i jego ludzie brali europejskie pieniądze – często do prywatnej kieszeni – ale nie zamierzali podporządkować się europejskim regułom.

W tym roku Rosja próbowała użyć gazowego szantażu, by wywrzeć nacisk na kraje Europy Zachodniej w sprawie Ukrainy – np. zamykając we wrześniu dostawy gazu rurociągiem Nord Stream 1.

Dobra wiadomość jest jednak taka, że Europa szantażowi nie uległa. Mimo społecznych niepokojów i wzrostu cen, sytuacja na koniec roku nie wygląda źle: są zgromadzone zapasy gazu, w wielu państwach funkcjonuje system dopłat do rachunków, mający chronić gospodarstwa domowe przed kryzysem energetycznym, państwa europejskie podjęły działania, mające uniezależniać je od rosyjskich źródeł energii.

W zeszłą sobotę w Wilhemlshaven kanclerz Scholz otworzył terminal do odbioru skroplonego gazu ziemnego (LGN) – jeden z pięciu, jakie mają powstać w niemieckich portach nad Morzem Północnym i nad Bałtykiem. By zapewnić sobie dostawy LNG, Niemcy podpisały niedawno kontrakt z Katarem na 15 lat.

By zastąpić surowce z Rosji, niektóre państwa Europy wracają chwilowo do energetyki węglowej, ale jednocześnie zwiększają swoje inwestycje w energie odnawialne. W sumie wojna i zachowanie Rosji może więc przyspieszyć zieloną transformację.

Samo wyrwanie się Europy z energetycznej zależności od Rosji radykalnie zmieni układ sił na kontynencie.

Rosja pokazała swoją słabość w Ukrainie, rzekomo potężna rosyjska armia dała zdumiewający pokaz niekompetencji, szabrownictwa i zbrodni wojennych. Poza szantażem militarnym i surowcowym Putin nie ma narzędzi nacisku na Europę. Wolne od szantażu gazowym kurkiem państwa Europy będą mogły prowadzić znacznie bardziej asertywną politykę wobec Rosji – choć oczywiście będzie jeszcze potrzebna polityczna wola i wyobraźnia, by skorzystać z tej możliwości.

Południe płaci klimatyczną cenę

Jak istotne są kwestie transformacji energetycznej, pokazuje to, co działo się w tym roku na Globalnym Południu, głównie w Afryce i Azji Południowej.

d3j9t0s

Państwa tego regionu doświadczyły ekstremalnych warunków pogodowych. Eksperci są zgodni, że miały one swoje źródło w zmianach klimatu spowodowanych przez eksplorację paliw kopalnych.

Pakistan, w wyniku podwyższonych opadów w sezonie monsunowym, doświadczył jednej z najgorszych powodzi w swojej historii. Pod wodą znalazła się około jedna trzecia kraju, a powódź dotknęła szacunkowo 33 miliony osób. Straty wycenia się na 40 miliardów dolarów, czyli prawie 9,5 proc. rocznego PKB tego państwa. Zniszczone zostały uprawy, co może zagrażać bezpieczeństwu żywnościowemu Pakistańczyków.

Także Afryka Zachodnia doświadczyła w tym roku nadzwyczajnych opadów, które wywołały powodzie w Nigerii, Nigrze, Liberii, Senegalu i Ghanie. Z kolei państwa ze wschodu Afryki – Etiopia, Kenia, Somalia – zmagały się z suszą.

Powódź w Pakistanie. Pod wodą znalazła się około jedna trzecia powierzchni kraju
Powódź w Pakistanie. Pod wodą znalazła się około jedna trzecia powierzchni krajuŹródło: East News, fot: Asif Hassan

Wszystko to zwiększa niestabilność kontynentu, która może uderzyć w państwa Zachodu. To dlatego, że susze, powodzie i inne katastrofy naturalne generują migracje, osłabiają istniejące rządy, grożą intensyfikacją konfliktów, które do tej pory jedynie się tliły.

Lęki o żywnościowe bezpieczeństwo kontynentu zaostrzyła w dodatku wojna w Ukrainie, która była istotnym eksporterem zbóż do Afryki.

Sytuację wykorzystuje Rosja, która w ostatnim roku zintensyfikowała swoją obecność w Afryce, starając się nastawić afrykańskie elity i społeczeństwa przeciw Zachodowi. Można się spodziewać, że wszystkie te problemy będą nabrzmiewać w następnych latach.

Lewicowy zwrot i jego ograniczenia

Dobrą wiadomością dla klimatu było z pewnością zwycięstwo prezydenta Luli w wyborach w Brazylii. Jego poprzednik i konkurent Jair Bolsonaro sprzyjał lobby rolno-leśnemu i popierał wycinki amazońskich lasów deszczowych.

d3j9t0s

Zwycięstwo Luli jest częścią nowej lewicowej fali, która zalewa w tym roku Amerykę Łacińską. W marcu prezydenturę w Chile objął Gabriel Boric, młody (rocznik 1986) lewicowy działacz, który po raz pierwszy dał się poznać Chilijczykom jako lider protestów studenckich w latach 2011-13. Z kolei w sierpniu pierwszym w historii prezydentem Kolumbii, wywodzącym się z radykalnej lewicy, został Gustavo Petro.

Czy ta fala odmieni kontynent znany z rekordowych społecznych nierówności i politycznej niestabilności?

Podobna przetoczyła się Amerykę Południową w pierwszej dekadzie XXI wieku. Jej efekty były różne. Lula w trakcie swoich dwóch pierwszych kadencji (2003-11) pchnął Brazylię na ścieżkę bezprecedensowego rozwoju gospodarczego, a dzięki jego ambitnej polityce społecznej liczba ludzi żyjących w ubóstwie spadła dwukrotnie – z prawie 40 proc. do około 20 proc. Brazylia zaczęła stawiać się społeczeństwem klasy średniej.

Ale już prezydent Rafael Correa z Ekwadoru nie mógł się pochwalić podobnymi sukcesami, podobnie rządy małżeństwa Kirchnerów w Argentynie nie rozwiązały strukturalnych problemów tego państwa.

W Wenezueli Hugo Chavez i Nicolas Maduro doprowadzili kraj do gospodarczej zapaści i zmienili go w miękką dyktaturę. Lula odchodził z rekordowymi wskaźnikami poparcia, ale jego następczyni z Partii Pracującej, Dilma Rouseff, nie była w stanie dostarczyć przywództwa podobnej jakości.

Jak będzie tym razem?

Ograniczenia lewicowego zwrotu pokazuje los odrzuconej w referendum nowej konstytucyjni Chile. Gdyby została przyjęta, byłaby jedną z najbardziej progresywnych konstytucji na świecie. Gwarantowała wiele praw socjalnych – w tym prawo do internetu, prawa rdzennych ludów Chile, czy konstytucyjną ochronę zasobów naturalnych.

Została jednak odrzucona przez społeczeństwo, które było gotowe wybrać młodego, lewicowego prezydenta, ale jednocześnie nie było gotowe oprzeć konstytucji na bardzo daleko idących socjalnych i ekologicznych założeniach.

Nowa fala wirusa z Chin?

Równie ważne, jak kolejny wybór Xi, było zniesienie na początku grudnia przez Chiny polityki zero Covid, obowiązującej od 2020 roku. Jej założenia były proste: dążymy do całkowitego wyeliminowania wirusa. Tam, gdzie pojawia się jego ognisko, wprowadzamy bezwzględne lockdowny, społeczeństwo musi się nieustannie testować.

Ta polityka działała w 2020 roku, Chiny szybciej wróciły do normalnego życia niż Europa Zachodnia czy Stany. Posypała się jednak w tym roku. Chińskie szczepionki okazały się mało skuteczne wobec Omicrona, a poziom wyszczepienia seniorów był niski. W efekcie, gdy Europa, Stany, Australia żyły względnie normalnie, Chiny miały w 2022 najostrzejsze lockdowny od początku pandemii, rujnujące kraj gospodarczo i generujące rosnące napięcia społeczne.

Antyrządowe protesty w Hongkongu. Ich skala zaskoczyła Pekin
Antyrządowe protesty w Hongkongu. Ich skala zaskoczyła PekinŹródło: Getty Images, fot: Anthony Kwan

Jesienią w całych Chinach wybuchły protesty przeciw polityce zero Covid. Nie były liczne, ale ich zasięg i radykalne hasła dały do myślenia władzom i skłoniły do całkowitego poluzowania polityki.

Chiny ze swoimi słabymi szczepionkami i niedofinansowaną służbą zdrowia nie są jednak na to dobrze przygotowane. Lista nowych przypadków radykalnie rośnie. Władza ma zaniżać statystyki zgonów covidowych. Jeśli sytuacja się nie ustabilizuje, Chiny czeka kolejny zwrot ku lockdownom. A to może zrodzić protesty destabilizujące kraj. Jeśli z kolei władze pozwolą swobodnie namnażać się wirusom, to niewykluczone, że w świat uderzy kolejny jego wariant.

W świecie nieprzewidywalnej teraźniejszości

Jak widać, żyjemy w niestabilnych czasach, w których nieprzewidywalna jest nieodległa nawet przyszłość. W tej sytuacji nieprzewidywalna staje się też teraźniejszość: trudno nam uchwycić faktyczne znaczenie niektórych wydarzeń i procesów, nawet tych, rozgrywających się na naszych oczach.

Być może wszyscy przegapiliśmy wydarzenia z 2022 roku, które z punktu widzenia następnej dekady okażą się kluczowe, gdyż dopiero przyszłość ukaże ich prawdziwe znaczenie.

Pewne jest jedno: ten rok był aż za bogaty w wydarzenia i naprawdę wiele zmienił. Jak wiele? Tego dowiemy się dopiero za kilka lat.

Jakub Majmurek dla Wirtualnej Polski

Wyłączono komentarze

Elementem współczesnej wojny jest wojna informacyjna, a sekcje komentarzy stają się celem działań farm trolli. Dlatego zdecydowaliśmy się wyłączyć komentarze pod tym artykułem.

Paweł Kapusta - Redaktor naczelny WP
Paweł KapustaRedaktor Naczelny WP

Podziel się opinią

Więcej tematów