WAŻNE
TERAZ

"Paskudna kobieta" i kupowanie wysp. Bolton ujawnia kulisy decyzji Trumpa

joanna kluzik rostkowska

Komisja ds. Pegasusa nie ujawniła wszystkiego? Podano szczegóły
WIDEO

Komisja ds. Pegasusa nie ujawniła wszystkiego? Podano szczegóły

Były koordynator służb specjalnych, obecnie członek komisji ds. służb specjalnych Marek Biernacki w Wirtualnej Polsce powiedział, że wraz z innymi członkami komisji "doszli do wniosku, że w ogóle zakup Pegasusa wymyślono jeszcze w czasie, gdy PiS był w opozycji". Dowodem potwierdzającym tę tezę ma być to, że sprawnie przeprowadzono prace nad projektem dot. Pegasusa. Dodał także, że "podmiotem wiodącym w zakupie i wprowadzeniu, później używania Pegasusa, była bardziej prokuratura niż CBA". W programie "Tłit" WP prowadzący Patryk Michalski zapytał posłankę Platformy Obywatelskiej Joannę Kluzik-Rostkowską o te stwierdzenia. - Ja mogę się podpisać pod tym, co on powiedział - odparła. Dziennikarz dopytywał również o współpracę komisji ds. Pegasusa z CBA. - Nasza współpraca z CBA jest absolutnie wyboista, ale mamy poparcie koordynatora służb i to nam różne ścieżki odblokowuje - stwierdziła posłanka. Dodała, że "były turbulencje, ale zostały wyprostowane". - Idealnie nie jest, natomiast jest znacznie lepiej, niż było jeszcze półtora miesiąca temu - stwierdziła. Michalski zapytał również, czy komisja śledcza wie o czymś, ale nie może przekazać opinii publicznej, ponieważ nie jest to jeszcze odtajnione. - Tak, zarówno z zakresu praktyki, w zasadzie tamtych wątków jest kilka. Jak postrzegano to narzędzie, zanim się pojawiło w naszej przestrzeni - odparła posłanka PO. Kluzik- Rostkowska podkreśliła, że komisji zależy, żeby część dokumentów została odtajniona. - To jest sytuacja taka, w której z jednej strony mamy służby, które zawsze mają tendencje nieprzekazywania informacji (...). Z drugiej strony mamy śledztwo prowadzone przez prokuraturę i prokuratura też ma zakres informacji, którymi nie chce się dzielić, bo jest w trakcie postępowań - wyjaśniła.
Patryk Michalski Patryk Michalski
Kamila Gurgul Kamila Gurgul
Spór o zawieszenie azylu w programie. "Nie widzę łamania praw człowieka"
WIDEO

Spór o zawieszenie azylu w programie. "Nie widzę łamania praw człowieka"

We wtorek rząd przyjął nową strategię migracyjną. Jednym z najważniejszych założeń jest możliwość czasowego zawieszenia prawa do azylu. Okazuje się, że Rada Europejska wyraziła solidarność z Polską i innymi państwami, które doświadczają instrumentalizowania migracji. Szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen, pytana o to, czy Polska może zawiesić prawo do azylu, powiedziała, że jeśli takie rozwiązania są czasowe i proporcjonalne, to działają w ramach prawnych. W programie "Tłit" WP posłanka Platformy Obywatelskiej Joanna Kluzik-Rostkowska była pytana o "unijny zwrot" ws. migracji. Według niej oznacza to, że "Europa będzie bardziej rygorystyczna w kwestii wpuszczania na swoje terytorium osób spoza Unii". Prowadzący program Patryk Michalski zapytał, czy Kluzik-Rostkowska widzi w tych rozwiązaniach zagrożenie dla praw człowieka. - Ja wiem jedno. My jesteśmy w stanie wojny hybrydowej i my dzisiaj jesteśmy w sytuacji, w której musimy przede wszystkim myśleć o sobie - odparła posłanka. Dziennikarz dopytywał dalej, "czy możemy pozwolić sobie na łamanie praw człowieka". - Ale gdzie my łamiemy prawa człowieka? - zapytała Kluzik-Rostkowska, na co Michalski zwrócił uwagę na koalicjanta KO - Lewicę, która zapowiedziała, że nie poprze ustaw zawieszających możliwość ubiegania się o azyl. - To jest prawo Lewicy mieć inne zdanie w tych kwestiach - stwierdziła i odpowiedziała znowu: - Ale jakie prawo łamiemy? Unia Europejska mówi, że czasowe zawieszenie prawa azylu jest absolutnie dopuszczalne i nie, nie łamiemy tym praw człowieka - stwierdziła. Kluzik-Rostkowska dodała, że "prawa człowieka i Konwencja Genewska nie mogą ograniczać nas w takim stopniu, że dla nas będzie ważniejsze pół świata, które chętnie do nas by przyjechało, niż my sami". - Ale od tego są prawa człowieka - zwrócił uwagę dziennikarz. - Od tego, żeby nam było gorzej? - odparła posłanka. Dziennikarz ocenił, że polityczka za bardzo upraszcza całą sytuację i jest to populistyczne. - Populistyczne jest powoływanie się na prawa człowieka za wszelką cenę. Ja nie widzę łamania praw człowieka - stwierdziła Kluzik-Rostkowska.
Patryk Michalski Patryk Michalski
Kamila Gurgul Kamila Gurgul
Ewakuacja z Afganistanu. Dramatyczna relacja w WP. Kluzik-Rostkowska: Lotnisko zamieniało się w coraz większe piekło
WIDEO

Ewakuacja z Afganistanu. Dramatyczna relacja w WP. Kluzik-Rostkowska: Lotnisko zamieniało się w coraz większe piekło

Jedną z osób ewakuowanych z Afganistanu do Polski Sabur Shah Dawod Zau. Swoją historią podzielił się w rozmowie z Wirtualną Polską. O kulisach polskiej misji ewakuacyjnej dziennikarzowi WP Patrycjuszowi Wyżdze mówiła także Joanna Kluzik-Rostkowska. - Sprawami afgańskimi interesuję się od bardzo dawna. Mam wielu znajomych, wielu z nich poznałam dzięki Twitterowi, m.in. był to właśnie Sabur. Od bardzo dawna było jasne, że w momencie, kiedy wojska amerykańskie będą wychodziły z Afganistanu, tam sytuacja stanie się bardzo trudna - komentowała w programie "Newsroom" WP posłanka KO, członkini sejmowej komisji obrony narodowej. - W momencie, gdy minister Michał Dworczyk zdecydował, że Polska będzie brać udział w ewakuacji z Afganistanu, zgłosił się do mnie kontroler lotów, który poprosił, żebym przekazała informację o dwóch tłumaczach, z którymi on współpracował. (...) Ja te informacje przekazałam ministrowi Dworczykowi, który powiedział, że jeśli mam wiedzę o kimś jeszcze, to mam mu przekazać. Na pierwszej liście, którą wspólnie sporządziliśmy było 78 osób. Potem to jeszcze wzrosło, było to coś pomiędzy 150 a 200 nazwiskami - tłumaczyła parlamentarzystka. - Mieliśmy świadomość, że ewakuacja jest bardzo ograniczona w czasie. Amerykanie powiedzieli, że do 31 sierpnia zamkną cały proces, co oznaczało, że trzeba będzie wycofać się kilka dni wcześniej, żeby nie zostać samemu - przekazała Kuzik-Rostkowska. - Na lotnisku w Kabulu od samego początku było bardzo trudno i to stopniowo zamieniało się w coraz większe piekło. Każda kolejna doba była trudniejsza. Przeciętny czas przejścia do check pointu talibów do dostania się na lotnisko wynosił od osiem godzin do nawet 2-3 dób. (...) Z grupy 5 tys. osób, które znajdowały się pod polskim gatem, trzeba było wyłowić konkretne osoby. Różne były sposoby, czasem była to literka "P", innym razem znaczek Legii. (...) Najbardziej wąski punkt to odcinek już po check pointach talibów a przed wejściem na lotnisko, którego pilnowali Brytyjczycy, którzy byli bardzo surowi. Lotnisko było na noc zamykane, więc ci ludzie przez całą noc koczowali, licząc na to, że rano im się uda wejść. Mam świadomość, że nie ewakuowaliśmy wszystkich, którzy byli na naszych listach, ale pewnym momencie to było tak trudne i niebezpieczne, a my nie mieliśmy żadnej możliwości wsparcia, aby zabierać tych ludzi bezpośrednio z miasta - relacjonowała Kluzik-Rostkowska.