ycipk-4bp7yh

Rosjanie ogłosili humanitarne zawieszenie broni w Damaszku. To jedynie krótka przerwa w masakrze

Pięciogodzinna pauza w rzezi. Na tyle zgodzili się Rosjanie i rząd Syrii. W trwającym od tygodnia bombardowaniu zbuntowanych przedmieść Damaszku zginęły setki ludzi. To jeden z najbardziej brutalnych epizodów umierającej rebelii.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Omar stracił kilku członków rodziny podczas ataku samolotów na Wschodnią Ghoutę
Omar stracił kilku członków rodziny podczas ataku samolotów na Wschodnią Ghoutę (AFP/EAST NEWS)
ycipk-4bp7yh

Mieszkańcy Wschodniej Ghouty, oblężonej enklawy na północny - wschód od centrum Damaszku, mają pięć godzin na wyjście z piwnic i schronów, żeby zobaczyć co zostało z ich domów, kupić coś do jedzenia i zorientować się w losie bliskich i znajomych. Od tygodnia znajdowali się pod ostrzałem, który ma złamać opór jednego z ostatnich bastionów rebelii przeciwko rządowi prezydenta Baszara el-Asada.

Niektórzy mogą też spróbować wydostać się z oblężenia korzystając z korytarza humanitarnego utworzonego przez siły rządowe i podstawionych autobusów. To może okazać się jednak nie mniej niebezpieczne, niż ponowne zaszycie się w zrujnowanych przedmieściach z nadzieją na przeczekanie ostrzału. Pojawiły się informacje o ostrzelaniu korytarza humanitarnego przez rebeliantów, którzy nie chcą pozwolić na ewakuację cywilów.

Zobacz także: Idą arktyczne mrozy. "To może być najchłodniejszy okres zimy”

ycipk-4bp7yh

Wschodnia Ghouta, gdzie nadal mieszka ok. 400 tys. ludzi, jest intensywnie bombardowana od ponad tygodnia. Atakują syryjskie i rosyjskie samoloty, artyleria, a nawet śmigłowce zrzucające powszechnie potępiane "bomby beczkowe", czyli stare beczki wypełniane materiałami wybuchowymi i złomem. Dokładna liczba ofiar nigdy nie będzie znana, ale nie ma wątpliwości, że jest ich bardzo dużo. Źródła związane z rebeliantami mówią o przynajmniej 550 zabitych cywilach, z czego jedna czwarta to dzieci.

Bombardowanie aż do kapitulacji

Rezolucję o konieczności wprowadzenia zawieszenia broni przyjęła Rada Bezpieczeństwa ONZ, ale nie pierwszy raz słowa wypowiadane w Nowym Jorku nie miały żadnego znaczenia w miejscu, którego dotyczą. Decyzję o kilkugodzinnym zawieszeniu broni podjęli wojskowi rosyjscy i syryjscy nie tyle z przyczyn humanitarnych, ale dlatego że pauza w walkach jest elementem kampanii mającej na celu zlikwidowanie enklawy. Oblężona od 6 lat Wschodnia Ghouta jest jednym z ostatnich, dużych obszarów kontrolowanych przez sunnickie milicje. Dotychczas siły reżimowe były zbyt słabe, aby je złamać, ale po likwidacji Państwa Islamskiego, upadku zbuntowanych dzielnic Aleppo i kilku innych ognisk rebelii przyszedł czas przedmieść Damaszku.

ycipk-4bp7yh

Obrońcy Wschodniej Ghouty nie mają szans. Nikt nie przyjdzie im z pomocą, a rząd się nie ugnie, gdyż rebelia przeciwko władzy Asada rozpoczęta w marcu 2011 r. poniosła klęskę. Głównym powodem, dla którego trwa opór jest paniczny strach przed krwawym odwetem ludzi reżimu. Członkowie lokalnych milicji uważani są za terrorystów, a wielu oskarżanych jest o sympatyzowanie z Al Kaidą. Dlatego starają się zapobiec ucieczce cywilów, co z kolei powoduje, że reżim oskarża ich o chowanie się za żywymi tarczami. Rebelianci zaprzeczają, jakoby przeszkadzali cywilom w ucieczce z rejonu walk. Argumentem bezsensowności oporu posługują się Rosjanie, którzy przekonują, że dłuższe zawieszenia broni jedynie przedłużają agonię enklawy.

Upadek Wschodniej Ghouty nie zakończy syryjskiej wojny domowej, a jedynie jeden z jej etapów, czyli nieudane, ludowe powstanie, które na fali "Arabskiej Wiosny" wybuchło w marcu 2011 r. Syria jest w ruinie. Dach nad głową straciła ponad połowa tego 20-milionowego kraju, a miliony uciekły z kraju. Zwycięstwo reżimu i upadek ISIS nie oznacza jednak, że miliony uchodźców będą mogły zacząć wracać i odbudowywać swoje życie.

Teraz Syria stała się obszarem, na którym ścierają się wielkie, międzynarodowe interesy. Rosjanie rugują Amerykanów, Turcy walczą z Kurdami, Irańczycy i Izraelczycy manewrują z myślą o kolejnym konflikcie. Wrażenia nie robią już nawet dramatyczne obrazy i wiadomości ze Wschodniej Ghouty. Przez lata rzezi w Syrii spowszedniał też obraz skrzywdzonych przez wojnę dzieci. Część winy za to ponoszą sami rebelianci, którzy wykorzystywali ludzkie dramaty na potrzeby wojny informacyjnej.

ycipk-4bp7yh
Polub WP Wiadomości
ycipk-4bp7yh
ycipk-4bp7yh