Trwa ładowanie...
d1bf2vg
Rada Wolności Słowa. S. Kaleta: osoby w tym gremium nie powinny być politykami

Rada Wolności Słowa. S. Kaleta: osoby w tym gremium nie powinny być politykami

Serwisy społecznościowe nie będą mogły usuwać wpisów ani blokować kont polskich użytkowników, jeśli nie złamią polskich przepisów - taką propozycję zgłosi Ministerstwo Sprawiedliwości. Nad weryfikacją procesu ma czuwać Rada Wolności Słowa. - Najlepiej by było, aby grono eksperckie w takiej radzie prezentowało pełne spektrum wrażliwości (...). Członkowie tego gremium nie powinni być politykami - mówił w programie "Newsroom" WP Sebastian Kaleta. Wiceminister sprawiedliwości nie potrafił jednak sprecyzować jakie konkretne kwalifikacje muszą spełniać kandydaci do takiej rady. - To mają być eksperci z dziedziny prawa oraz osoby, które rozumieją sposób funkcjonowania mediów społecznościowych oraz osoby, które specjalizują się w weryfikowaniu treści prezentowanych na takich platformach - oświadczył Kaleta.

Panie ministrze, przestaliście proRozwiń

Transkrypcja:

Panie ministrze, przestaliście projekt, który ma regulować i, jak twierdzicie, zagwarantować wolność słowa w internecie. W jaki sposób moja wolność słowa na Twitterze na przykład będzie przez was w świetle waszego pomysłu gwarantowana? Przede wszystkim to nie anonimowi moderatorzy powinni decydować o tym, co może być przedstawione w ramach debaty publicznej, a co nie. My pracowaliśmy wiele miesięcy nad propozycjami, zaprezentowaliśmy pierwsze propozycje w grudniu. Bo wszyscy wiemy, co się działo w ostatnich dniach, jakie daleko idące działania ograniczające wolność słowa w Stanach aktualnie mają miejsce. No po prostu amerykański prezydent łamał regulamin usługi, z której korzystał, prawda. Czyli łamał regulamin Twittera, Facebooka YouTube'a, Snapchata - tam wszędzie został zablokowany. Panie redaktorze, regulamin usługi tego typu spraw, jakimi są media społecznościowe, to dziś nie jest zwykła usługa, że możemy sobie wejść po prostu do sklepu i poprosić o jakiś produkt. Przecież nikt internetu prezydentowi Trumpowi nie wyłączył, prawda? Może dalej pisać na koncie oficjalnym na przykład amerykańskiego prezydenta, której jest otwarte. Panie redaktorze, czy może pan sobie wybudować drogę w dowolnym miejscu i na swojej działce czy jakąś instalację na swojej nieruchomości, którą pan sobie wybierze, czy może pan postawić na przykład maszty należącej do pana sieci komórkowej, bo pan przecież korzysta ze swoich technologii? No chyba pan potrzebuje, potrzebowałby, albo firmy przez pana prowadzone, potrzebowałyby stosownych zgód. Dlaczego o tym mówię? Mówię o tym, że zawsze jak mamy do czynienia z rozwijającą się technologią czy nowymi jakimiś narzędziami, na pewnym etapie ich korzystanie staje się powszechne. A zatem muszą te regulację być powszechne. I dzisiaj właśnie jesteśmy w takim momencie dyskusji o mediach społecznościowych. To już nie są czysto prywatne firmy. Bo taka prywatna firma może swoimi działaniami wpływać na proces demokratyczny. I dlatego też państwa suwerenne powinny dbać o to, by wolności konstrukcyjne każdego obywatela były zagwarantowane. I jak to ma być gwarantowane w Polsce, panie ministrze? Jak wy to chcecie regulować w Polsce? W naszej propozycji chcemy, żeby jeśli dochodzi do ograniczenia treści przesłanej przez danego użytkownika, jeśli ta treść nie narusza polskiego prawa, to żeby taki użytkownik mógł uzyskać decyzję polskiego organu państwa, że rzeczywiście nie doszło do złamania prawa, zatem taka treść była uprawniona do umieszczenia w mediach społecznościowych. I to jest sprawa, która powinna być rozwiązana w polskim porządku prawnym. To znaczy, jeśli nie naruszamy prawa w mediach społecznościowych polskiego, to nasze treści powinny być respektowane przez dostawców tych usług. To jest bardzo prosta rzecz - chronimy przed cenzurą Polaków, chcemy uchronić przed tym, żeby, zabierając głos w ważnych dla siebie sprawach, mieli poczucie tego, że nie będzie ona cenzurowana przez prywatne firmy. Inna sprawa to jest obrażanie w internecie na przykład. Do tej pory musiałem dokładnie wiedzieć, jaki jest na przykład adres, czy kto się konkretnie kryje z określonym nickiem w internecie, prawda, kto mnie obrażał, jeśli chciałem wytoczyć mu proces na przykład. Teraz, zdaje się, to nie będzie niezbędne. Może pan powtórzyć pytanie? Mówię o tym, że inna sprawa to jest kwestia obrażania w internecie. Do tej pory musiałem konkretnie wskazać imię, nazwisko, adres kogoś, kogo chciałem oskarżyć, bo mnie w internecie pod anonimowym nickiem obraził. Rozumiem, że teraz nie będę musiał wiedzieć aż tyle o człowieku, którego chce oskarżyć? Każdy ma prawo do sądu. Jeśli każdy z nas ma dobra osobiste i jeśli ktoś nas obraża, każdy z nas zgodnie z Konstytucją powinien mieć prawo, by bronić swojego dobrego imienia przed sądem. Ta ustawa gwarantuje każdemu z nas, jeśli ona wejdzie w życie, że jeśli ktoś narusza nasze prawa i będziemy chcieli z kimś wejść w spór w sądzie, to wtedy sąd zwróci się, nie będziemy my sami musieli ustalać, kto to jest, a zwykły prywatny użytkownik internetu nie ma takich technicznych możliwości, by wiedzieć, kto jest po drugiej stronie. Będziemy mogli, sąd będzie mógł uzyskać takie dane bezpośrednio od dostawców usług internetowych i w ten sposób będziemy mieli osobę, z którą chcemy być w sporze sądowym. To jest kluczowe dla właśnie ochrony każdego z nas, ochrony każdej osoby, która na przykład - często w bardzo lokalnych społecznościach dochodzi do takiego anonimowego obrażania, ktoś ma poczucie, że jego dobre imię jest naruszane, że może być wytykany palcem w lokalnej społeczności przez właśnie jakieś pomówienia w internecie i w związku z tym takie regulacje są potrzebne. One były wnioskowane przez Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara w ubiegłej kadencji Sejmu Nowoczesna właśnie o taki pozew ślepy również przedłużyła. Więc ta nasza propozycja w tym zakresie jest tym, co jest oczekiwane. Ponieważ rozwijająca się właśnie, rozwijające się narzędzia do komunikacji są świetnym sposobem na to, żebyśmy mogli dowiadywać się więcej rzeczy, szybciej komunikować się w ważnych dla siebie sprawach, ale rodzą pewne ryzyko, że stanie się komuś krzywda, bądź zostaną naruszone jego prawa. Jestem przekonany panie ministrze, że posłowie opozycji będą zatem wdzięczni wam za realizację ich postulatów czy przedstawiciele, czy też wskazani przez opozycję ludzie, eksperci, prawnicy, dziennikarze będą mieli okazję znaleźć się także w Radzie Wolności Słowa? Rozumiem, że to ma być jeden z tych kluczowych elementów projektu, który proponujecie? Przede wszystkim prawodawstwo również unijne, które jest aktualnie też przygotowywane w szerszym zakresie niż ochrona, ale generalnie uregulowanie gigantów mediów społecznościowych. Zakładają, że będą powstawały w Unii Europejskich w państwach członkowskich, nie będą przypisywane kompetencje istniejącym organom. Organy, które będą właśnie regulacją mediów społecznościowych się zajmować i na podstawie prawa, w całej Unii Europejskiej. Tutaj akurat nie jesteśmy ewenementem. I takie kompetencje w zakresie akurat usuwania treści ma w Niemczech minister sprawiedliwości. Ale jak to ma to w Polsce działać? Rada Wolności Słowa, panie ministrze, kto to ma być? W Polsce my proponujemy, żeby powołać Radę Wolności Słowa z tego powodu, że to są bardzo ważne sprawy, emocjonujące kwestie wolności słowa, bardzo bliskie każdemu z nas wartości konstytucyjne, dlatego też chcemy, żeby taki organ został powołany. Pięciu członków powołanych większością 3/5 Sejmu, czyli wymagana większość kwalifikowana, i najlepszym rozwiązaniem byłoby, żeby grono ekspertów tam zgromadzonych, prezentowało pełne spektrum, można powiedzieć, wrażliwości na debatę publiczną. Najlepiej by było, czy będzie jakaś gwarancja, by to pełne spektrum było reprezentowane? Na razie gwarancją jest większość kwalifikowana, ale projekt będzie poddany konsultacjom. Zobaczymy, jakie będą efekty tych prac. Natomiast co jest bardzo ważne - my chcemy, żeby ten organ mógł jedynie, w świetle tego projektu, przywracać treści, które według tego organu byłyby niezgodnie usunięte, pomimo tego, że taka treść nie narusza polskiego prawa. To bardzo ważne, ponieważ właśnie w Niemczech, o których mówiłem, minister sprawiedliwości jednoosobowo może nakazywać usuwanie treści. Proszę sobie wyobrazić, gdybyśmy wyszli dzisiaj na konferencję z panem ministrem Ziobro, powiedzieli, że będzie on za pół roku mówił, co ma być skasowane, co nie, bo jest ministrem sprawiedliwości. No myślę, że takie rozwiązanie byłoby krytykowane, pomimo że z powodzeniem funkcjonuje w Niemczech. Nam zależy właśnie... A kto będzie mógł być mógłbyś członkiem, panie ministrze, tej rady? Z kogo konkretnie? Mówi pan pięciu członków. Kto? Eksperci, dziennikarze - co się kryje pod określeniem "eksperci", którego pan używał? Eksperci z dziedziny prawa. Bo tutaj mówimy o pewnych sprawach związanych z tym, czy coś jest bezprawne, ale również osoby, które rozumieją funkcjonowanie mediów społecznościowych, znają ich specyfikę, jak również osoby, które specjalizują się w zweryfikowaniu prawdziwości treści, które są prezentowane w internecie. I ten zakres kompetencji według naszych założeń powinni posiadać członkowie i oczywiście te osoby nie powinny być politykami. Ale to ja wciąż nie wiem konkretnie kto? Jeślu ktoś siedzi długo na Twitterze, nie wiem, 5 godzin dziennie na Twitterze zna się na weryfikacji treści, to co, się nadaje, czy się nie nadaje? Konkretne kryteria, panie ministrze. Panie redaktorze, no mówimy o nowych technologiach, o mediach społecznościowych, przecież nie znam pana wieku, ale jest dosyć chyba młodym człowiekiem, ale kiedy pan zaczynał studia, nie było kierunków studiów, które by odpowiadały na te wyzwania, które właśnie wiążą się z akurat tym zagadnieniem. Dlatego też proponujemy określenie tych warunków eksperckich kompetencyjne, czyli taka osoba musiałaby się wykazać, że ma kompetencje właśnie, by móc takie odpowiedzialne decyzje podejmować. Na podstawie swojego doświadczenia, wiedzy, wykształcenia również, ale to musi być wszystko kompletne i tak właśnie wielopłaszczyznowe.
d1bf2vg
d1bf2vg
Więcej tematów