Poseł PSL stracił posadę i przegrał kolejny proces. Rozliczą go koledzy z partii
Firma posła PSL i b. wiceministra Zbigniewa Ziejewskiego musi usunąć odpady z 10 hektarów należących do Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa. Naczelny Sąd Administracyjny oddalił skargę kasacyjną, więc wyrok jest prawomocny. Teraz o sposobie załatwienia sprawy zdecyduje dyrektor KOWR, czyli partyjny kolega Ziejewskiego. Urzędnicy przyznali, że polityk odwiedzał ich w tej sprawie, gdy był jeszcze w rządzie Donalda Tuska.
Zbigniew Ziejewski, poseł PSL, do połowy marca był wiceministrem aktywów państwowych w rządzie Donalda Tuska. Ale gdy Wirtualna Polska ujawniła, że polityk dzierżawił setki hektarów ziemi od Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa (KOWR), jednocześnie prowadząc z tą instytucją spory sądowe o miliony złotych, a dodatkowo miał na swoim koncie kilka prawomocnych wyroków, m.in. za posługiwanie się sfałszowanymi fakturami, Ziejewski podał się do dymisji.
Rolnik alarmuje, zaczynają się kłopoty
Tydzień później polityk PSL wydał oświadczenie, w którym twierdził, że jego "sprawy nie wyglądały tak, jak zostały opisane i treści tam zamieszczone miały niewiele wspólnego z uczciwym dziennikarstwem" a on sam zamierza bronić swojego dobrego imienia.
Na razie Ziejewski musi się skupić na rozwiązaniu kłopotów, w których znalazł się po kolejnym niekorzystnym wyroku, który go dotyczy. W poprzednim artykule o polityku PSL opisaliśmy sprawę zdewastowania 10 hektarów ziemi, które kontrolowana przez niego firma Ziemar, dzierżawiła od KOWR. Wiosną 2019 r. polsko-austriacka firma budowlana PORR za wiedzą dzierżawcy zaczęła tam zwozić ziemię, kamienie i gruz z budowy obwodnicy Nowego Miasta Lubawskiego. W sumie na pole trafiło kilkaset tysięcy metrów sześciennych odpadów.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
Trump doprowadzi do pokoju? "Skupia się na sprawach drugorzędnych"
W listopadzie 2019 r. jeden z rolników zaalarmował o tym KOWR. Kontrola potwierdziła nielegalne składowanie odpadów z budowy. Przy okazji okazało się, że zasypano oczko wodne i urządzenia melioracyjne, co doprowadziło do zalewania sąsiednich pól. Urzędnicy KOWR zażądali od Ziejewskiego i jego firmy usunięcia odpadów. Polityka za złamanie Prawa Wodnego chciała ukarać też policja, ale chronił go immunitet. Ówczesna marszałek Sejmu Elżbieta Witek nawet nie odpowiedziała na pismo z prośbą o jego uchylenie.
Wójt Gminy Nowe Miasto Lubawskie nakazał Ziemarowi usunięcie mas ziemnych. Firma zaskarżyła decyzję do Samorządowego Kolegium Odwoławczego (SKO), a następnie do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Olsztynie. Z uzasadnienia wyroku tego sądu, wynika, że odpady na pole należące do KOWR zwożono za wiedzą i zgodą Ziejewskiego, który twierdził, że gruz i kamienie poprawią stan działek i pomogą w uprawie rolnej.
Ziejewski nie poddawał się, sprawa trafiła do Naczelnego Sądu Administracyjnego. 18 marca skarga kasacyjna złożona przez Ziemar została oddalona, a to oznacza, że wyrok jest prawomocny. I spółka polityka powinna usunąć odpady z 10 hektarów ziemi należących do KOWR.
NSA nie pomógł
Przedstawiciele spółki Ziejewskiego przed NSA tłumaczyli, że PORR potwierdził, że był posiadaczem odpadów, a sam Ziemar usunął nawiezione kamienie i naniósł warstwy gleby, co miałoby uniemożliwić usunięcie odpadów. Ale, jak ocenił sąd, "ta kwestia wykracza poza granice tej sprawy i nie mogła mieć wpływu na kontrolę zgodności z prawem zaskarżonego wyroku Sądu I instancji".
- Orzeczenie potwierdza utrwaloną linię orzeczniczą, zgodnie z którą dzierżawca gruntu jest odpowiedzialny za odpady znajdujące się na jego terenie, nawet jeśli zostały one tam umieszczone przez inny podmiot. W praktyce oznacza to, że przedsiębiorstwa i rolnicy dzierżawiący grunty muszą kontrolować, jakie materiały są na nie przywożone. Nieformalna zgoda na nawiezienie ziemi czy gruzu może prowadzić do obowiązku kosztownego usunięcia tych odpadów, odpowiedzialność administracyjna jest oderwana od winy, co oznacza, że nawet jeśli spółka nie zawarła umowy z wykonawcą drogi, to i tak ponosi konsekwencje jego działań - wyjaśnia dr Michał Rudy ze Szkoły Prawa Uniwersytetu SWPS.
Ziejewski pytany, kiedy usunie odpady, przysłał nam kolejne oświadczenie, w którym twierdzi, że jego spółka nie składowała odpadów, w tym mas ziemnych. I że to on pozwał PORR o zapłatę za szkody spowodowane nasypaniem nielegalnie ziemi i zniszczeniem upraw, a wskutek zawartej ugody firma PORR wypłaciła spółce odszkodowanie. Ale nie odpowiedział na prośbę o podanie szczegółów tej ugody.
Ziejewski twierdzi, że jego firma złożyła wniosek o wznowienie postępowania w sprawie usunięcia odpadów, a "droga Ziemaru do sprawiedliwego rozstrzygnięcia w sprawie jeszcze się nie skończyła".
A droga będzie wiodła przez KOWR, który od pięciu lat walczy z firmą Ziejewskiego o uporządkowanie 10 hektarów. Jak przekazała nam Joanna Łastowska, p.o. dyrektora Biura Dyrektora Generalnego KOWR, agencja przez ten czas wzywała Ziemar do zaprzestania składowania odpadów na dzierżawionych gruntach oraz złożenia pisemnych wyjaśnień w przedmiotowej sprawie.
Ponadto KOWR informował o naruszenia przepisów prawa. Lista instytucji, które zostały powiadomione, jest długa. To m.in.: Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska w Olsztynie, Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej w Gdańsku, Starostwo Powiatowe w Nowym Mieście Lubawskim, Regionalną Dyrekcję Ochrony Środowiska w Olsztynie, Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad w Olsztynie, Urząd Marszałkowski Województwa Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie, policję oraz Urząd Gminy w Nowym Mieście Lubawskim.
Po oddaleniu skargi przez NSA to właśnie decyzja wójta Nowego Miasta Lubawskiego nakazująca usunięcie odpadów nabrała mocy prawnej. Gdyby Ziejewski i jego firma chcieli usunąć ziemię z 10 ha, kosztowałoby to kilka milionów złotych.- W grze są różne rozwiązania. Urzędnicy mogą się upierać przy usunięciu całej nawiezionej ziemi, ale mogą też zgodzić się np. na odtworzenie urządzeń melioracyjnych, nawiezieniu warstwy ziemi przykrywającej kamienie i zapłaceniu odpowiedniej kary - mówi nam były urzędnik KOWR, znający szczegóły sprawy.
Dlatego sprawa zapewne będzie wymagała negocjacji na najwyższym szczeblu w KOWR, którego dyrektorem generalnym jest Henryk Smolarz. To kolega Ziejewskiego i również poseł PSL. Na razie agencja odpisała nam, że "rozstrzygnięcie sprawy leży obecnie w gestii wójta gminy Nowe Miasto Lubawskie i spółki PPUH Ziemar Sp. z o.o. KOWR oczekuje na realizację decyzji wójta i wyroku NSA". Sam Smolarz nie odebrał od nas telefonu.
W pytaniach do KOWR i do Ziejewskiego od kilku tygodni próbowaliśmy się dowiedzieć, ile razy polityk PSL, jeszcze jako wiceminister, spotykał się z kierownictwem KOWR, ile razy i kiedy odwiedzał siedzibę KOWR, czego dotyczyły te spotkania, kto w nich uczestniczył oprócz kierownictwa KOWR, jaki miały charakter i czy w ich trakcie Ziejewski informował, że toczy sporty prawne z KOWR?
To o tyle ważne, że w zakresie tworzenia przez KOWR nowych spółek lub kupowania udziałów w już istniejących, agencja podlegała Ministerstwu Aktywów Państwowych, a konkretnie właśnie Ziejewskiemu.
Raz jako minister, raz jak jako rolnik, raz jako biznesmen
Od MAP i Ziejewskiego odpowiedzi na pytania nie otrzymaliśmy do dzisiaj. Ale KOWR przyznał, że Ziejewski kilka razy przychodził do nich jako wiceminister i rozmawiał o sprawach związanych z objęciem przez KOWR akcji Krajowej Grupy Spożywczej (podległem wtedy w MAP Ziejewskiemu).
Przychodził też jako wiceminister, żeby rozmawiać o oddaniu w dzierżawę gruntów, dla spółek KGS w ramach rozdysponowania wracających do KOWR gruntów, pochodzących z wyłączeń części gospodarstw dużych dzierżawców (czyli m.in. Ziejewskiego). Ale przychodził też jako przedstawiciel spółek Ziemar i Ziemar Agro-Nasiona, a na spotkaniach omawiano sprawy sporne pomiędzy ww. spółkami i KOWR.
Jedno z takich spotkań miało miejsce 2 października 2024 r. Krótko po nim, bo już 14 października, KOWR zawarł ugodę z Ziemarem i odstąpił od roszczeń na milion złotych.
KOWR nie wyjaśnił, jak rozróżniali, czy Ziejewski przychodził porozmawiać o interesach swoich spółek, swojej ziemi czy sprawach ministerstwa. Sam Ziejewski nie odniósł się w ogóle do tej sprawy. Nie odpowiedział w sumie na 31 naszych pytań.
Oprócz sprawy z usunięciem odpadów Ziejewski może mieć problemy z pobieraniem dopłat do zniszczonych działek. Bo jak przekazała nam Agencja Rozwoju i Modernizacji Rolnictwa (ARiMR) w latach 2018-2020 Ziemar pobierał dopłaty za prowadzenie upraw na zniszczonych działkach, choć od 2019 r. składowano na nich odpady z budowy. Przepisy dotyczące płatności bezpośrednich i obszarowych odwołują się m.in. do zasad dobrej kultury rolnej zgodnej z ochroną środowiska. Ich nieprzestrzeganie może zakończyć się odebraniem dopłat.
Decyzja będzie należała do ARiMR, której szefem jest Wojciech Legawiec, również powiązany z PSL - był w przeszłości doradcą obecnego ministra rolnictwa Czesława Siekierskiego.
Agencja nie odpowiedziała nam, jak zamierza zareagować na przypadek Ziejewskiego. On sam pytany o kwestię dopłat stwierdził, że "spółka Ziemar była uprawniona do pobierania dopłat bezpośrednich na dzierżawionych działkach również w czasie, w którym doszło do bezprawnego nawiezienia mas ziemnych. Po tym, jak spółka dowiedziała się, że zniszczono uprawy, zastała grunt, na którym PORR dokonał rozplantowania tych mas ziemnych w marcu 2020 roku. Pod koniec kwietnia 2020 roku spółka dokonała "rekultywacji" terenu – uprzątnęła kamienie oraz wyrównała ciężkimi agregatami grunt, po czym dokonała zasiewów kukurydzy".
Tyle, że 10 ha leży odłogiem od pięciu lat. - Jak mu firma rozgarnęła tę ziemię po polu, to posiali kukurydzę. Nawet urosła. Ale jak próbowali ją zebrać, to maszyny zapadły się na tej świeżo rozgarniętej ziemi. Nie szło tego zebrać. No i tak to teraz wygląda - opowiada rolnik spod Nowego Miasta Lubawskiego, pokazując pola pokryte gruzem, kamieniami i chwastami.
Szymon Jadczak, dziennikarz Wirtualnej Polski
szymon.jadczak@grupawp.pl