Poruszające słowa żony wiceministra. Anna Jaki opowiada o sytuacji w domu

Żona wiceministra Patryka Jakiego opowiedziała tygodnikowi "wSieci" o trudnym doświadczeniu, jakim było dla niej urodzenie niepełnosprawnego syna. Wzruszona Anna Jaki mówi o wielkiej miłości, ale też o trudnościach, jakie wiążą się z wychowaniem dziecka z zespołem Downa.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Patryk Jaki chwali się rodziną na Instagramie.
Patryk Jaki chwali się rodziną na Instagramie. (Instagram.com)

Anna Jaki opowiada, że dowiedziała się o niepełnosprawności synka już podczas pierwszego USG w 15. tygodniu ciąży. – Lekarz zasugerował amniopunkcję, która pozwoliłaby na terminację ciąży ze względu na poważne uszkodzenie płodu – mówi w wywiadzie dla "wSieci".

Żona wiceministra sprawiedliwości nie brała jednak pod uwagę takiego rozwiązania z uwagi na swoje przekonania religijne. – Od razu powiedzieliśmy, że aborcja nie wchodzi w grę. Los naszego dziecka powierzyliśmy Bogu – mówi.

Zobacz też: Bóg się rodzi, a Polki jadą do Czech na aborcję. Pojechaliśmy tam z ukrytą kamerą

Anna Jaki i jej mąż do samego końca wierzyli, że chłopiec mimo wszystko urodzi się zdrowy. Dlatego pierwsze chwile z nowonarodzonym dzieckiem były dla nich bardzo ciężkie.– Wiadomo, że każdy do ostatniej minuty ma nadzieję, że dziecko będzie zdrowe. Szok nie trwał długo. Dwa dni po porodzie to ja chodziłam po oddziale i pocieszałam inne matki, np. takie, których dzieci urodziły się z rozszczepem podniebienia – opowiada Anna Jaki.

Dziś Anna Jaki i jej mąż starają się wychowywać syna tak, by miał możliwie najbardziej normalne dzieciństwo. Czytają mu książki, bawią się z nim, grają w gry, poświęcają mu wiele uwagi. – Przede wszystkim zaś odcinamy Radka od nowoczesnych technologii – podkreśla Anna Jaki. – Oczywiście, jak wszyscy rodzice, marzyliśmy, że może syn będzie lekarzem, prawnikiem lub politykiem – mówi. Synek rozwija się w swoim tempie. Jest radosnym, bardzo kochanym dzieckiem.

By móc opiekować się niepełnosprawnym synem, żona Jakiego musiała zmienić całe swoje życie. Przede wszystkim zaś rzucić pracę w korporacji. – Opieki nad takim dzieckiem nie dałoby się pogodzić z wychodzeniem z domu o siódmej rano i wracaniem do niego o 21:00. Bo tak wyglądało moje życie. Rzuciłam więc pracę i podjęłam się pełnej opieki nad synem oraz codziennej pracy nad jego rozwojem – mówi żona polityka. Dodaje, że nie żałuje tej decyzji. – Radek uratował mi życie – mówi z naciskiem.

Źródło: "wSieci"

Zobacz też: Życie z zespołem Downa