Niektórzy nie potrafią zrozumieć idei aktywności społecznej. Niektórym, być może, hasło takie kojarzy się z czasami obowiązkowych „czynów społecznych”. I znowu trzeba powtórzyć: przeszłość już za nami, teraz czas na spojrzenie w przyszłość! W przypadku WOŚP działają zasady rynku uczuć: ludzie czują potrzebę obdarowania kogoś lub wspomożenia celu społecznie potrzebnego? Może ktoś wzbudza taką potrzebę (marketing)? Proszę bardzo! Z jednej strony mamy satysfakcję darczyńcy, z drugiej – korzyść społeczeństwa. Jeśli ktoś nie ma ochoty „dorzucić się” do wspólnego „kotła”, nikt go nie zmusza. Być może nie ma pieniędzy, być może po prostu nie zgadza się z taką „podejrzaną” praktyką. Jedno jest jednak wstrętne w tej grze: zachowanie przeciwników.
Każdy, kto ma do czynienia z organizacjami non-profit, wie, że ich działalność jest nawet kilkukrotnie tańsza niż koszty pracy administracji państwa lub nawet firm komercyjnych. Dla przykładu, fundacja Janiny Ochojskiej „zbija” takie wydatki nawet do poziomu zaledwie 10%. Ale mówmy także o kosztach niematerialnych: tworzeniu wspólnot, poprawianiu nastrojów społecznych, budowaniu poczucia bezpieczeństwa, wyrównywaniu szans życiowych, itd..
Proszę państwa, czas na nas. Zachowujmy się jak cywilizowany naród, a nie zakompleksieni kacykowie z epoki „socrealu”.