Trwa ładowanie...
d2n2qh7

Nowe fakty ws. tragedii w Tryńczy. Co wiemy o dwóch mężczyznach?

Śmierć pięciorga osób, które znaleziono w samochodzie na dnie rzeki Wisłok, wstrząsnęła całym krajem. Teraz pojawiają się wciąż nowe informacje dotyczące tej tragedii.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Byli do końca świadomi tego, co się dzieje
Byli do końca świadomi tego, co się dzieje (East News)
d2n2qh7

Trzy nastolatki z Tryńczy wyszły z domu w poniedziałek ok. godz. 16. Miały spotkać się ze swoimi znajomymi w restauracji. Ale ich powrót opóźnił się. Gdy dziewczyny zbyt długo nie dawały znać co się z nimi dzieje, rodzice rozpoczęli poszukiwania i zaalarmowali policję. W pomoc zaangażowali się mieszkańcy - rekonstruuje zdarzenia portal strazacki.pl.

Funkcjonariusze Komendy Powiatowej Policji w Przeworsku ustalili, że nastolatki widziano ostatni raz gdy wyszły z domu i wsiadały do daewoo tico. Z czasem policja nabrała podejrzeń, że auto może znajdować się w okolicach rzeki Wisłok lub na jej dnie. Wtedy poproszono o pomoc w przeszukaniu m.in. linii brzegowej strażaków.

d2n2qh7

Sekcja zwłok wykazała, że pięcioro zaginionych zmarło w wyniku utonięcia, a na ich ciałach nie było poważnych obrażeń. Prokurtaura prowadzi w tej sprawie śledztwo. Ma ono wyjaśnić, jak auto znalazło się w rzece.

Nasz reporter Patryk Osowski rozmawiał ze znajomym pięciorga osób. - Większość oskarża chłopaków. Niesłusznie - zapewnił chłopak.

Teraz o chłopakach mówi się coraz więcej.

Według informacji "Faktu", auto, w którym zginęli młodzi ludzie należało do Sławomira G. Miał je kupić za kilkaset złotych dosłownie dwa dni przed tragedią.

d2n2qh7

24-latek pracował za granicą, przyjechał do Polski na krótko. Samochód był tani i stary, bo miał mu służyć tylko na ten czas pobytu w kraju. - Nie zdążyłem się nacieszyć synem - mówi "Faktowi" jego ojciec.

Drugi z mężczyzn to 27-letni Bogusław. Dla jego rodziców był to potężny cios. Pięć lat wcześniej zginął jego 20-letni brat. Został śmiertelnie pobity na dyskotece.

Też mieszkał za granicą. Pracował w Holandii, do Polski przyjechał na święta.

Pogrzeb obu mężczyzn odbędzie się w środę w kościele w Tryńczy.

d2n2qh7

- Żadne z nich nie miało poważniejszych obrażeń - mówi pani prokurator Marta Pętkowska dla "Super Expressu". Według niej nastolatki i ich koledzy do końca byli świadomi tego, co się dzieje. - Ich walka o życie mogła trwać góra dwie minuty - dodaje.

Z kolei strażak z OSP Tryńcza zauważa coś innego. - Musieli pędzić. Kierowca chciał się popisać, stracił panowanie nad autem i przekoziołkowali do rzeki - domyśla się. - Tylko jedno z nich miało zapięte pasy. Przerażający widok - dodaje.

d2n2qh7

Podziel się opinią

Share

d2n2qh7

d2n2qh7
Więcej tematów